Rok po roku!

Koniec lata to tradycyjny czas na cykliczną fotografię TRÓJKI! Układam ich tak samo, wciskam w te same, lub PODOBNE ubrania i robię zdjęcie! I w tym roku pykła dekada od pierwszego zdjęcia, gdy Mieszko miał półtora roku. Teoretycznie rzecz biorąc są zdjęcia gdy właśnie tak lezą z pierwszego roku gdy byli RAZEM, ale na tej pościeli, w tych strojach jest to podejście dziesiąte. Innowacja na ZA ROK to to układanie ich na podłodze, bo nie mieszczą mi się na łóżku i w kadr wpada mi podłoga. Po za tym to NIE jest łatwe, bo zawsze któreś NIE ma ochoty. Plener był przygotowany od kilku dni, LECZ ciągle ktoś miał muchę.

A ponieważ to DEKADA, to mam zestawienie z LAT poprzednich!

2012, 2013, 2014:

2015, 2016 (szczerbata Lilka), 2017

2018 (szczerbaty Mieszko), 2019, 2020

2021, 2022 i dla porównania PONOWNIE 2012!

Mam dla Was też DESER. Insta vs reality, czyli jak to RÓWNOLEGLE wygląda 😉 Macie więc Lilkę, która daje klapsa Mieszkowi (widać by założył majtki na lewą stroną, by osiągnąć efekt lamówek), z boku dramat Łucji, że TO ZARAZ pęknie, a niżej Lilkę, która uspokaja Bibs, że teraz NIE będzie z nią. No i oczywiście bajzel mojej sypialni! 🙂 A na samym dole SYTUACJĘ po zdjęciach, CZYLI Mieszka, który NARESZCIE mógł odejść i fragment przebierającej się w NIE -ZA MAŁE rzeczy Łucji!

Zaczynamy sezon na słonecznik!

<><>

Odkryłam SKĄD mam truskawki w donicy przed domem. Bo wyrosło ich w tym roku sporo i może też na jesieni będą? Tylko pamiętałam, że ich NIE sadziłam! Ale tak naprawdę kręcimy się kółko z naszymi przyzwyczajeniami i wylewając wodę z płukanych owoców do ogródka, ocknęłam się, że skoro robię tak OD LAT, to w którymś momencie płucząc TRUSKAWKI wylałam wodę po nich do DONIC! I TAK małe ziarenka znalazły się u mnie przed domem!

Dwa, korzystając z porannego luzu (poszłam pobiegać, ale jak wróciłam to maluchy spały, a Łucja szykowała się do korków) postanowiłam, że DZIŚ, zaraz GDY się obudzą, zmierzę towarzystwo. Lilka rośnie już wolniej (dwa letnie miesiące to dla niej 5 mm w górę), ale za to Mieszko skoczył w tym okresie 2,5 cm! W tej sytuacji zamówiłam dla niego na wyprzedażach odzież na ZA ROK. Polecam – teraz o tej porze w internetowych sklepach wszystko nie dość, że tanie, sekcja męska jest nieprzebrana (młodemu wzięłam s), plus są jeszcze jakieś extra rabaty i w cenie niemalże jednych (!) spodenek zamówiłam DWIE pary szortów+ TRZY t-shirty.

  • Synu, wybierz sobie proszę JAKIEŚ zeszyty – zabrałam Mieszka ze sobą do sklepu.
  • Nie.
  • Ale akurat jest Witaj Szkoło i warto coś wybrać. Potem będą te zeszyty poprzewracane w tych koszach… Będzie ich mniej, mogą mieć pogniecione okładki…
  • Mogę wziąć DWA. Ten i ten.
  • A ten? Zobacz jaki super! Może do historii?
  • Okej. Mogę go wziąć, ale pod warunkiem, ze któryś odłożę. Powiedziałem, że tylko DWA.
  • Nie możesz być na NIE do szkoły już teraz! To jest jedyny moment, kiedy powinieneś mieć jeszcze MINIMUM entuzjazmu!
  • Dobrze, mogę wziąć TRZY pod warunkiem, że już wychodzimy.

Przegląd

Z pewnym takim opóźnieniem zabrałam się za doroczny przegląd medyczny. Badania krwi w tym roku nie robię (bo robiłam rok temu), USG piersi mam na koniec sierpnia, na początku września mam cytologię, a okulistę dopiero w listopadzie. Wszystko już wpisałam do kalendarza i będę odfakowywać! W grafiku badań profilaktycznych powinnam jeszcze gdzieś wcisnąć dermatologa. Dok, która mnie kierowała gdzie i kiedy zapytała się też JAK ogólnie się czuję? Czuję się dobrze, chociaż miewam dość częste bóle głowy i czasem bolą mnie oczy (ale to wiem dlaczego). No i przyznałam się, że kiedyś chodziłam na siłownię i TĘSKNIE za tym. I wyobraźcie sobie, że dostałam zalecenie by zacząć chodzić na nowo! 🙂 W tej sytuacji POSZŁAM! W zupełnie nowe miejsce, bo ta siłownia, to której chodziłam zmieniła grafik TAK, że w żaden sposób mi nie pasuje, ale za to TA nowa wymagała deklaracji karnetowej! No więc zobowiązałam się TRZECH miesięcy i wczoraj byłam na power pumpie, czyli zajęciach ZE SZTANGĄ. Wzięłam oczywiście najmniejsze możliwe obciążenie, ale był taki moment, że mieliśmy robić planka na jednej ręce i nie byłam w stanie. Tak mi się trzęsły ręce (ze zmęczenia wcześniejszym ćwiczeniem), że nie były mnie w stanie utrzymać. Naturalną koleją rzeczy DZIŚ ramiona mam sztywne z bólu!

Pomalowałam sobie paznokcie – Lilka powiedziała, że tym razem machnęłam sobie logo adidasa 😉 i bardzo z tą NOWĄ ja czuję się dobrze. Btw. w jednej z przerobionych na wakacje książek („Los Utracony”, Imre Kertész) była historia nastoletniego chłopca, który przeżył obóz zagłady. I najbardziej szokujący był dla niego powrót do Budapesztu po wojnie. Bo TAM, życie toczyło się jak WCZEŚNIEJ i wszyscy się go pytali: Co teraz będziesz robił? A on nie wiedział jak im wytłumaczyć, że w życiu NIE ma możliwości zaczęcia od nowa, bo zawsze zaczynamy z bagażem TEGO co się wydarzyło. Nie da się uciąć i powiedzieć: OTO całkowicie odmieniony JA (narodzony ponownie), bo to TEN SAM ja co był! Ciekawe spostrzeżenie, więc NOWA ja, to oczywiście STARA ja, która robi ulepszoną pętlę swojego życia 😉

I jeszcze jeden, i jeszcze raz!

  • Łucja, w co grasz?
  • Buduję dom.
  • Fajnie. Jaki?
  • Zobacz. To mój dom. Tu masz salon, pokoje dziecięce, wiesz to taki dom reach samotnej matki. Tu jest basen… A to mój drugi dom.
  • Ooo, masz dwa domy?
  • Tak. W tym drugim mieszkam z Matim. To nasz wspólny dom. Tu mamy kuchnie…

Ciekawe, nie? Dziś zrobiliśmy OSTATNIĄ turę świętowania Łucji 16-stki! Z dziadkami! Tort wymyśliliśmy lodowy i nam się rozpuścił 🙂 ZA GORĄCO!!! Wieźliśmy go takiej prestiżowej włoskiej lodziarni, zapakowany w styropianowe pudło z wkładami i niestety płynął… No cóż. Szybko wbiliśmy świeczki, posypaliśmy borówkami z dziadkowego ogródka i panna po raz kolejny zdmuchnęła. Btw. widzicie donicę? No właśnie, jak znalazłam te donice to mi się przypomniało, że na jej urodziny zawsze stawiałam na stół bukiet z polnych kwiatów powbijanych w gąbkę florystyczną. I tak też zrobiliśmy w tym roku!

Najlepszą metodą porządków jest pozbywanie się CZEGOŚ (raz na jakiś czas)

kwiatki pozbierane na łąkach 🙂

Miałam wymianę licznika na wodę. Zapowiedzianą półtora miesiąca temu, więc NIE zaskoczyła mnie. Wstałam RANO i wygarnęłam zasoby pomieszczenia gospodarczego, by zrobić dojście do rur… Mam nadwyżkę za małych łyżew, niepotrzebne kartony i torby papierowe, znalazł się zmywacz do paznokci i łańcuchy do auta (nie używane od lat dziesięciu). Potem przyszedł pan hydraulik, który powiedział, że jesteśmy narodem zbieraczy (bo najbardziej się bałam, że jak już wyciągnęłam to wszystko to ON nie przyjdzie), a następnie opowiadał mi o teoriach spiskowych i o tym, że zdrowie oraz siła płyną z żołądka (z tym akurat się zgadzam).

Na fali CZYSTEK ruszyłam RÓWNIEŻ kącik wstydu w moim ogródku. Wszyscy to miejsce znacie, często mamy je TEŻ w domu, gdzie kładziesz coś i to SAMO rośnie. W tym ogródku zaczęło się od dodatkowego stołu, który postawiłam tam po komunii Mieszka (tak, to było ponad rok temu), bo planowałam grilla (żeby mieć gdzie tych gości posadzić)… On przez ten rok stał się miękki jak namoczona tektura – rozpadł się przy przenoszeniu! Za nim znalazłam rzeczy, które mi spadły z suszarki i żaby złożyły tam skrzek (wytrząsłam w innym zakątku, a szmatki wywaliłam). Życie znalazłam też w moich zapomnianych ogrodowych butach oraz w węglu do grilla. Nowych mieszkańców polokowałam w innych miejscach ogrodu, a JA wygrałam PRZESTRZEŃ!

before&after -> pod zieloną plandeką stoją rowery, kostka jak wyschnie i to będzie LEPIEJ

PLUS znalazłam też DWIE metalowe donice, które Lilka przemalowała mi wczoraj farbami akrylowymi! Po co, będzie później… Obie były wypłowiałe, akurat są mi potrzebne i wiem, że można kupić, ale można było też podjąć próbę ich uratowania!

donice PRZED malowaniem

Wraca!

Technicznie rzecz biorąc jeszcze NIE wsiadła do pociągu, ale dziś po 18 już będzie! Bo panna Łucja była nad morzem! ZNOWU? I tak i nie, bo była w zupełnie innym miejscu niż w czerwcu. Wyprawa im się udała, bo nie tylko trafili na Święto Ryby i Dożynki, ale też mama Matiego ma taką znajomą, że w parku dzikich zwierząt udało im się wejść TAM gdzie turyści NIE wchodzą! Na WYSPĘ LEMURÓW! To jest podwójnie super, bo Łucja marzy o małpce. I małpki NIE będziemy mieli chociażby dlatego, że mamy w domu przejmująco zimno w zimie i ona by tu miała ŹLE. Ale jak kiedyś będzie dorosła, to może sobie małpkę sprawić. Lemury jakby nie było BARDZO Łucję pokochały, a jeden nawet został wyjątkowym fanem jej biustu. Co to znaczy, nie wiem, ale zakładam, że wieczorem się dowiem!

Torbę festiwalową widzicie?
to chyba TEN, bo tak mu się łapka za nisko omsknęła…

A to seria z KOTKIEM:

<><>

My w tym czasie nic za bardzo nie zrobiliśmy, ale mieliśmy np. awarię prądu, który wczoraj wywaliło w całej gminie. Dziś byłyśmy z Lilką w piekarni i na rynku i na dziewczynę czekają brzoskwinie, nektarynki i wieniec z jagodami. Wczoraj na chwilę wpadł Diabli, który przywiózł jej górę marcepanowych serduszek z Lubeki, także smakołyki już na nią czekają!

Z rodziną dobrze NIE tylko na zdjęciach!

Na niedzielny obiad do dziadków wpadł wczoraj wujek z ciotką (wujek to brat Lutki, a ciotka to moja chrzestna). Dedukując KIEDY wiedzieliśmy się ostatnio okazało się, że minęło prawie 12 lat, bo spotkanie było PRZED Mieszkiem! Ba, była z nimi moja siostra cioteczna i licząc również „po dzieciach” ustaliłyśmy, że nie miałyśmy ze sobą kontaktu od ponad 17 lat! I? I wyszło wspaniałe i wyjątkowe spotkanie. Ta moja siostra… Myśmy się nigdy nie lubiły. Tolerowałyśmy się, ale nie szukałyśmy kontaktu ze sobą, a tu po latach okazało się, że absolutnie nadajemy na tych samych falach. I raz po raz ONA robi coś w moim pojęciu niezwykłego. Ciotka opowiedziała jak córka zrobiła jej mistrzowskie urodziny niespodziankę, a wujek dorzucił, że dzięki córce dostał list od… prezydenta. Bo to jest bardzo fajna (oraz całkowicie bezpłatna) akcja i jeżeli macie rodziców albo dziadków zbliżających się do Złotych Godów, to pamiętajcie, że wystarczą dowody osobiste, które trzeba umiejętnie na chwilę POŻYCZYĆ i jubilaci otrzymają nie tylko dyplom i medale, ale też również inne bonusy: wujostwo było też w ratuszu na uroczystym wręczeniu, a pod koniec roku czeka ich impreza z innymi jubilatami! Nie powiem Wam co technicznie trzeba zrobić (bo nie wiem), ale za rok (chyba) moi rodzice też będą mieli taką rocznicę i pomysł skopiuję!

Rodzinnie namawiam Was też to zakładania sobie z dziećmi grup w komunikatorach (na pewno macie indywidualne z każdym z osobna), ale takie grupy WSPÓLNE są też bardzo fajne. U nas one najlepiej działają jak się trochę rozjeżdżamy i dzięki nim widzę, że NIKT z nikim nie traci kontaktu 🙂 Wkleję Wam kilka screenów z naszej grupy! A zioła? Bo dziś moje ulubione kościelne święto! Zioła nazbierałam rano z Bibi! 🙂

to było w Krakowie gdy Łucja mi za szybko zniknęła i próbowałam ustalić czy kupowała jakieś pinsy w sklepiku muzealnym
To gdy ja i Lila trafiłyśmy na tego gościa w synagodze, który nam zrobił taką niesamowitą wycieczkę. Mieszko w tym czasie był w Energylandii
to gdy wróciłam z biegania w sobotę i odkryłam, że na schodach jest góra skarpetek
to z wczoraj gdy wysyłaliśmy jej filmiki jakie słodycze dostała od taty, który wpadł na kilka godzin
a tu fragment memów, które im wysłałam wraz z wakacyjną relacją Łucji

Nocna wyprawa……….

  • Mamo, chciałbym się nauczyć obierać ogórka.
  • Fajnie. Dam Ci nóż… Wyciągaj ogórka z siatki! Pokaż mi jak byś to zrobił, Mieszko.
  • Tak?
  • NIE. Musisz trzymać ostrze. Nóż nie jest bardzo ostry, więc się nie bój. Metal jest twardy i nieruchomy, wystarczy wprowadzić ostrze pod skórkę i będzie szło…
  • Tak?
  • Nie. Ale próbuj sam. Może szybciej złapiesz…

I obróciłam się do zmywarki, żeby dalej ją wyładowywać. Po chwili spojrzałam do młodego. Przejęty ciął warzywo, ale ogórek był czerwony!

  • Zostaw słoneczko. Zobacz masz rany. I to na obu kciukach. Mama dalej będzie je obierać. Kiedyś się nauczysz.

Młody się popłakał, paluchy zakleiłam plasterkami i jednak OSTRZY żadnych dotykać NIE może. Nie wiem jak to się ma do jego życiowych planów: bo waha się pomiędzy fabryką Tesli a posiadaniem kawiarni, no ale zobaczymy KIEDYŚ… A te Tesle to widzi wszędzie. Po przekątnej, na innym pasie, 10 aut do przodu. O, mamo, TESLA! Albo: W Krakowie widziałem TYLKO jedną! Ja tego nie zauważam, a on AKURAT te auta wielbi i je z moto-masy wydłubuje. Zresztą śmieszna akcja, bo jak wypłynęło na MLH to info, że w zakładzie Tesli jest Żabka, o czym donieśli pracownicy, to pomyślałam, że to niezłe combo: ulubiony sklep i wymarzone miejsce pracy ma w jednym miejscu! 😀

<><>

Pojechaliśmy wczoraj oglądać spadające gwiazdy. W ruinach miał stać telebim, teleskopy i miała być świetna impreza. ALE ze względu na zachmurzenie kilka godzin wcześniej JĄ odwołano, czego nie doczytaliśmy! Do powtórki za rok, za to mieliśmy bonusowy spacer w nocy. Mieszkowi włączył tryb: Ogród Botaniczny (zaobserwowaliśmy to w Hamburgu po raz pierwszy 😉 i biegał z rozłożonymi rękami wykrzykując: Czy WY czujecie jakie tu jest powietrze???! Ja sprawdzałam jak działa TRYB nocny w mojej komórce i taką mieliśmy wyprawę!

Perseidy!! ->Głowy w górę!

Od końca lipca do 20 sierpnia na niebie można obserwować spadające gwiazdy. Kumulacja przypada na noc z 12 na 13 sierpnia, ale głowy warto trzymać w górze dłużej! Co ciekawe samo wydarzenie jest „obchodzone” w całej Europie, tylko, że w różne dni. We Włoszech za kumulację zjawiska uważa się Dzień świętego Wawrzyńca, który TAM na imię ma Lorenzo. Powstaje wtedy wielka impreza (La Notte di San Lorenzo) celebrowana najhuczniej na Sycylii, którą młodzi Włosi wykorzystują do nocowania POZA domem. Tu możecie sobie o tym więcej poczytać, bo to fajne.

U nas drugi dzień pochmurno – ŻADNYCH gwiazd NIE widać, ale rano Łucja ruszyła na wakacje w drugi koniec Polski, więc może TAM jakąś zobaczy? Pojechała z Matim i jego mamą, a odjazd mieli o piątej pociągiem! Cieszę się z tej jej wyprawy i tak sobie myślę, że jeżdżenie na wakacje NIE tylko ze swoimi dziećmi jest chyba głównym trendem tego lata. Broniłam się przed wpychaniem mi czyichś dzieci gdy były mniejsze, ale teraz gdy wszyscy są nastoletni tworzenie takich grup wycieczkowych nie jest jakimś specjalnym utrudnieniem. I bardzo fajnie, że skoro MY zabieramy, to i moje dzieci są zabierane! Panna wraca wieczorem we wtorek, a do tego czasu spróbuję TEŻ jakąś gwiazdę zobaczyć!

<><>

Rozkładam te powakacyjne rzeczy na swoje miejsca (CHYBA już nigdzie tego lata NIE jedziemy, czyli mogę przerzucić namiot na strych – zresztą noce już takie zimne, że raczej nie ma szans by go użyć). Pokażę Wam dziś festiwalowe zdobycze. Uwielbiam różnego rodzaju gadżety papierowe i skrawki papieru… Twarde kartki kończą na ogół jako zakładki do książek i podobnie jak bilety zostają w danej książce na zawsze. ALE mam też naklejki i jedną już nakleiłam sobie na laptopa! Nie mam już tam miejsca, więc przyklejając zaklejam inne!

Niżej kartka. Taki obrazek powstał we Francji w 1954 roku. Lutka miała wtedy 4 lata. I JUŻ wtedy ludzie patrzyli na gwiazdy i chcieli być BLIŻEJ nich! 😀

szesnaście?

Mieliśmy w Krakowie trudny moment zaraz po przyjeździe… Lila mnie nawigowała i się pomyliła. Małe wyjaśnienie: ja mam telefon bez googla i nie mam map. Tzn. mam inne mapy, a tylko gugiel jest sparowany z miejską komunikacją i zawsze na wyjazdach pilotują dzieci, a a ja po prostu za nimi podążam. Szła więc przodem Łucja z Matim i prowadzili, lecz pannie starszej zachciało się pączka, więc szłyśmy dalej z Lilą same. No i wsiadłyśmy do złego tramwaju, po jednym przystanku wysiadłyśmy, a chwilę później Łucja napisała, że oni już prawie na miejscu. I wtedy Lila wybuchła (to był duży wybuch i nasza awantura była dość widowiskowa, więc mijający nas ludzie BARDZO się nas patrzyli).

  • Pomyliłam się!!! Czy to nie rozumiesz, że ona ZAWSZE jest lepsza??! ZAWSZE! Ona zjadła pączka i JUŻ jest na miejscu!! NIGDY jej nie dorównam!!!! Nienawidzę TEGO miejsca!! IDĘ na dworzec i będę tam mieszkać aż przyjedzie nasz pociąg powrotny!

ONA-> ZAWSZE -> LEPSZA. Widzicie to?

No ale tak to z tą Łucją jest. Wszystko robi dobrze, ma dobrą intuicję, której ufa i szybko myśli. Ma wianuszek wielbicieli i chłopaka. Ma koleżanki, bogate życie towarzyskie i milion planów. No i ma 16 lat! Minie to o 17:55, ale to dziś! Ogląda maniakalnie Greys Anatomy, lecz tak myślę, że to w związku z nadchodzącą operacją ta fascynacja szpitalami. No i naprawdę solidnie szykuje się poprawy matmy. Nawet na wyjeździe wstawała rano i robiła te zadania! Jest butomaniaczką (IMO te co się jej podobają są IDENTYCZNE), ma swój styl oraz ma cały rytuał dbania o swój wygląd (to dobrze – dzięki temu czuje się pewniej). Mają z Lilką swoje tajemnice i ploteczki, a także razem oglądają jakieś filmy, ale na wyjazdach zawsze tworzy duet z Mieszkiem. Świętowanie? Nie dziś, bo dziś świętuje z Matim, który coś dla niej przygotował, no i NIE jutro. Ale na pewno wkrótce!

Wyżej Kraków, niżej Roztocze:

Nasz domek na ostatniej ekapadzie miał nr 26. Widać tam w wiacie Łucję, która wyciąga do nas ręce. Ja z maluchami łaziłam, a ona miała na telefonie lekcję.

  • Nie wiem Łuczku dlaczego, ale nr 26 kojarzy mi się z Tobą.
  • Bo ja jestem 2006.
  • No tak.