No to pierwszy miesiąc szkoły właściwie za nami!

  • Mamo, a wiesz, że w Chinach mają inne „papier, kamień, nożyce”?
  • Jakie, Mieszko?
  • Wąż, ślimak, żaba. Wiesz kto pokonuje kogo?
  • Hmm… Wąż żabę, żaba ślimaka, a ślimak węża?
  • Tak. Bo ten śluz ślimaka jest jakiś niedobry dla węża.

Poniedziałek. Jutro mam wizytę u lekarza z Łucją i przy okazji musimy podjechać kupić kolejny bilet miesięczny. Jak już będziemy na dworcu powinnyśmy pobrać w okienku historię biletu, bo jest mi to konieczne do reklamacji mandatu, który w piątek dostała Łucja (tak mnie dziś na infolinii poinformowała pani z działu windykacji). Pewnie jutro wieczorem wpadnie nam też rehabilitacja z panną. Lilka za kilkanaście godzin ma natomiast rozmowę kwalifikacyjną do Erasmusa i właśnie Łucja ją przepytuje. Młody ma gila do kolan, ale robi teraz polski i na RAZIE ma chodzić. W przyszłym tygodniu Łucja ma wycieczkę i w środę wracając ze szkoły ma SAMA podjechać do jakiejś galerii i kupić sobie piżamę i polara. W Tatrach już śnieg, ale w klasie wszyscy nie mogą się już doczekać eskapady!

Ci, których kochamy najmocniej, zdradzają nas najboleśniej

-Templariusze, HBO. Kiedyś już TO oglądałam, ale tylko chyba pierwszy sezon. Jakby nie było tam bardzo wyraźnie widać coś co kiedyś mój znajomy mówił: „W poprzednich epokach ludzie byli równie inteligentni jak my. A może nawet bardziej. Mieli inną wiedzę wyjściową, więc mogą nam się wydawać głupsi, ale to nieprawda”. W tym filmie jest np. Papież i jest TO wirtuoz dyplomacji. Człowiek nieprzypadkowy na stanowisku największej władzy w Europie XIII wieku. Równolegle dzieciaki wsiąkły w „Squid Game”, nowy koreański serial na Netflixie, który jest mega popularny na Tik Toku.

Zawieźliśmy do dziadków pierwszy rower. Kolejne w kolejne weekendy, a ostatni będzie Mieszka! Ja ani panny JUŻ nie śmigamy, a młodemu się to jeszcze regularnie przydarza! Pigwa pocięta i zasypana cukrem, a dom z grubsza gotowy na kolejny tydzień. Klarens ciągle mieszka z nami. Zasypia na schodach, jak tak mały kotek, któremu opadła głowa i przybił gwoździa nosem i paraliżuje domowy ruch. U góry schodów kotka, u dołu Bibi i każda się boi koło niego przejść… I tak siedzą godzinami… A TEN, żeby mi udowodnić, że on jest DOMOWYM kotkiem załatwił się wczoraj do kuwety! :0

Z telefonem nic nowego. Cały wczorajszy dzień spędziłam na blokowaniu wszystkiego co na nim miałam. Zmieniałam hasła, siedziałam na czacie oraz infolinii i blokowałam dostęp do urządzenia. Bank, googla, youtuba, społecznościowe, komunikatory. Tindera po prostu usunęłam (nic tam i tak się nie działo), obywatel się sam zablokował, a w środku nocy przypomniało mi się jeszcze o Uberze, to zmieniłam hasło. Mam nową kartę SIM włożoną do „nowego” aparatu. „Nowy” pożyczyłam od dziadka. Nie ma w nim ZA wiele pamięci wolnej, ale wystarczy. Irytuje mnie książka telefoniczna, bo razem z moimi kontaktami jest na nim TERAZ 1500 (!!!!) numerów telefonicznych, ale niech, na razie, TAK zostanie… Z rzeczy miłych i rekreacyjnych wsadziłam do ziemi cebulki tulipanów, które kupiłam na początku września. Mam ochotę na kwitnący czosnek i w jednym sklepie widziałam chyba cebulki!

Kamulce

  • Jak będziecie wracać, to zajrzyjcie do jakiejś cukierni na poprawę nastroju!
  • No nie wiem, Lila. Jak jestem na siebie o coś zła, to chcę się ukarać. Tak wydaje mi się, że nie zasługuję.
  • Ja też tak mam. Łucja chyba nie.
  • Łucja też tak ma. Kobiety chyba wszystkie tak mają!

Pojechałyśmy dziś z Łucją na Targi Kamieni i Minerałów! Dawno temu, jeszcze przed dziećmi, byłam na takiej imprezie i bardzo mi się podobało, a tym razem samo wydarzenie wypatrzyła Łucja. Mam taką refleksję, że ostatni boom na takie ezoteryczno-mistyczne tematy był w latach ’90-tych. No i teraz zaczęło się na nowo… Bo ludzie szukają wsparcia i dodatkowych mocy w czasach trudniejszych… Wszystkiego tam było dużo, wystawcy ciekawi, a odwiedzający bardzo pozytywni… Kupowałyśmy np. takie nieoszlifowane bryłki z listy Łucji (ona mocno w tych kamieniach i zodiakach siedzi, ale to chyba taki wiek?) i ja zapytałam ją, że może wybierzemy COŚ dla Dominika? To kolega z klasy, w piątek robił imprezę i panna po szkole była na pizzy, którą fundował jubilat. Oglądałyśmy akurat kryształy górskie i zapytałam babeczkę obok mnie, czy może wie co to za kamień? I ona odpowiedziała, że kamień czarownic, więc ja powiedziałam, że chyba dla chłopca NIE bardzo, na co ona odparła, że NIE, bo to ZA mocny kamień dla dzieci, ale poleca żółty cytryn, bo to dobre na depresję i zły nastrój. Taki też wybrałyśmy! Itd. Listę kamieni miałam też od Lilki (panna chciała akwamaryn i bawole oko 😉 , a przy pewnym stanowisku z oszlifowanymi kamyczkami wybrałyśmy również kieliszek kolorowych kamieni dla Mieszka. Stała tam masa dzieci, która przebierała te kamyczki i ładowała sobie do miarki, więc wymyśliłyśmy z Łucją, że spodoba się to też Mieszkowi. I spodobało się!

A teraz mamy górę kamieni w domu Na depresję, na miłość, na przyjaźń, na energię i jakoś tak wyszło, ze żadnego na… pieniądze 🙂

Uff i piątek!

Człowiek to nawet nie ma pojęcia jak jest uzależniony od tych komórek… Kurier z plecakiem dla Lilki na szczęście z automatu zostawił przesyłkę pod drzwiami, Łucja swoje koraliki do paczkomatu wzięła na swój numer, ale brakującego atlasu już nie zamówię (bo potwierdzam płatność sms kodem). Miałam też dziś akcję w szkole, gdy dziewczynka rozwaliła sobie łuk brwiowy schylając do plecaka (o kant biurka) i procedury są takie, że powinnam wezwać rodzica korzystając z bazy numerów w e-dzienniku, lecz jak tu wezwać skoro NIE mam telefonu? Albo zawiozłam komórkę Mieszka do naprawy i stałam pod płotem bez bramofonu, a za płotem wścieku dostawały psy. Więc wrzuciłam komórkę do skrzynki na listy, wróciłam do domu i napisałam MEILA do gościa, że w skrzynce ma komórkę do naprawy. Kombo kumulacji uzupełniła Łucja, której rano kanar wlepił karę podwojoną na dodatek 2x, bo odmówiła zapłaty na miejscu (ale nawet gdyby miała te 150 pln przy sobie, to NIE miał racji) – będziemy się od tego odwoływać. dy sprawa się toczyła, ze mną kontaktu nie było, bo byłam już w szkole i NIE mam telefonu!!!! Buff… Na koniec gdy wróciłam do domu powitał mnie Mieszko z KOLEJNYM wyrwanym zębem…

ALE z pozytywów wymieniłam sobie i Mieszkowi kołdry na ciepłe (bo oboje mieliśmy letnie) i ostatnia noc była przyjemna i milutka, pieczone jabłka nam TAK podeszły, że wyżarliśmy już wszystkie, które przywiozłam z rynku, a na jutro mam zaplanowaną jedną fajną wycieczkę z Łucją. Nie spóźniłam się do szkoły, lekcje fajnie mi wyszły, a w domu NIE ma jakiegoś strasznego bałaganu. Miałam ochotę na jeden bieg jutro, ale tak mnie ten telefon wytrącił z równowagi, ze odpuszczam. ZA to ruszyłam z przetwarzanie pigw! Skończył mi się co prawda cukier, ale proces ROZPOCZĘŁAM!

Zawsze się DA

Pamiętacie ten nurt moich rozważań, że kocioł, że jestem maksymalnie urobiona i że bardziej się chyba nie da być zawalonym? Otóż, pamiętajcie Mordeczki, że ZAWSZE się DA!

Bo zgubiłam komórkę. Ale jak strasznie głupio!!! Odwoziłam Łucję na tę szóstą na stację. Po drodze zatrzymałam się przy otwieranej piekarni i weszłam po rogaliki. Telefon, który trzymałam w ręce wrzuciłam do torby przewieszonej przez ramię. Wsiadłam do auta, dałam Łucji rogalik, wysadziłam ją przy kolejce i wróciłam. Nałożyłam buty na spacer z Bibi i chciałam wziąć telefon, żeby wiedzieć która godzina. Tylko gdzie ja go włożyłam??? Wybrałam ze stacjonarnego i… odebrała Łucja:

  • Brawo Ty, mam Twój telefon.
  • I już jedziesz?
  • Za dwie minuty podjeżdża pociąg.
  • Dobra. Zostaw mi telefon w krzakach, gdzie Cię wysadziłam. Ja będę za cztery minuty.

Dlaczego taka kombinacja? No bo DZIŚ zaczęliśmy cykl, który chcemy kontynuować co tydzień. Panna w czwartki NIE będzie wracać do domu na noc, bo w czwartki będzie nocować u dziadków! Stamtąd może NIE ma bliżej, ale w czwartek kończy rekordowo późno, kolejka TAM jeździ częściej, no i nie będzie musiała wstawać o 5:30 w piątek. A wieczorem ja miałam mieć ustawkę z gościem od telefonu Mieszka (już przełożony), no a zresztą w telefonie mam cały świat: zegarek, budzik, apkę bankową, recepty, no i esemesy potwierdzające, bez których zakupów w necie NIE zrobisz, numerów dzieciom nie zasilisz i podcastu w aucie nie odpalisz.

I słuchajcie, TELEFONU nie było. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do niej znowu. A ona mi na to, ze ukryła przy rowerach (wysłała FOTKĘ – to odruch), wyliczyła mój czas przyjazdu na miejsce i ZADZWONIŁA. I jakoś się rozminęłyśmy w tej synchronizacji!!! Wróciłam do domu, zadzwoniłam, odczytałam powiadomienia na komórce, pojechałam ZNOWU na stację znowu i telefonu przy rowerach też nie było…. Gdzieś po drodze ktoś kto go wziął WYŁĄCZYŁ. Gugiel tracker pokazuje mi, że wziął go ktoś kto przyjechał na stację tym pociągiem, którym Łucja odjeżdżała, wsiadł w swoje auto i pojechał (trasą dla aut) na jeden parking. Tam telefon został wyłączony. Wrzuciłam to na lokalne grupy, lecz na razie cisza. Jestem TAK na siebie cały dzień wściekła, że nie macie pojęcia. Grrr….

Z dobrych newsów rusza Erasmus w podstawówce maluchów i Lilka startuje. Co prawda na SZEŚĆ klas ósmych jest tylko 10 miejsc, ale fajnie, że próbuje!

W drodze z kolejki

  • Jaki miałaś dzień mamo?
  • Złożyłam pismo. TO, które pisałam od tygodnia. Wzbiłam się w nim na wyżyny mojej erudycji. Jako odnośniki stworzyłam kody QR, bo pismo jest na papierze i nie ma jak kliknąć na linka. Jestem z siebie dumna. Bardzo. Nie wiem czy uda mi się to co chcę, ale stworzyłam coś wielkiego.
  • Już?
  • W sumie tak. Cała reszta dobrze. Zjadłam dziś golonkę po szkole i też od razu mniej chrypię…Lila już w domu, Mieszko miał rano wyprowadzić Bibi, ale Klarens stał w drzwiach. Aż zadzwonił do mnie, że się boi wyjść i kazałam mu pokonać kocura. Tiger in a cave. Dobra, mów jak Ty!
  • U mnie tragicznie. Wszyscy są w kimś zakochani. Życie jest bez sensu. Nie wiem z kim siedzieć w autokarze na wycieczce…
  • Och słońce, NIE może być AŻ tak źle! Wiesz jak niewiele dzieci na świecie może wracać do domu ze szkoły przez pola? Zobacz jakie niebo! I chmury!

<><>

Poza tym Mieszko miał diagnozę z języka polskiego i (UWAGA!) też jest najlepszy w klasie! Strasznie był w szoku gdy pani wyczytała go jako najlepszego, ale ta jego nowa pani jest wspaniała i NARESZCIE nie obniża mu oceny za charakter pisma 😉 JA zaraz mam kolejne zebranie (na szczęście on-line) i w trakcie będę mogła całą masę domowych spraw wykonać. Pokażę Wam jeszcze polskie kiwi (rozmiar większych orzechów włoskich), bo miało poleżeć dwa dni, żeby dojrzało, ale zorientowałam się, że COŚ szybko znika…

Japcoki

  • Lila, a dlaczego Ty żabciu, jeszcze śpisz?!? Jak ja odwożę Łucję, to Ty, w tym czasie wstajesz! Czemu sobie nie włączyłaś budzika jak wczoraj?
  • To nie było jednorazowe?
  • No, nie! Proszę codziennie mieć ustawiony budzik!

I przypomniało mi się, co to na TEN tydzień mam do załatwienia… Otóż muszę jeszcze ogarnąć telefon Mieszka. To jest ważny element! Trzy dni w tygodniu on ma na drugą zmianę, my wychodzimy na rano i nie ma z nim kontaktu. Dzwoniłam już do gościa, który kiedyś ratował zatopiony telefon Łucji i powiedział mi, że jeśli wylało, to nie SZYBKA, a wyświetlacz i wymiana to większy problem. Ale ustawiłam się z nim na jutro na stacji benzynowej, on go naprawi i na tej samej stacji dwa dni później telefon odbiorę.

No i byłam o tej baaardzo wczesnej porze DZIŚ na rynku. Tydzień temu kupiłam pyszne jesienne truskawki i z makaronem były pochłonięte na kolację błyskawicznie. Dziś ich nie brałam, wziełam za to wielkie orzechy włoskie, których fanami są Lila i Mieszko i polskie kiwi. Dawno temu próbował to uprawiać mój tata, jemu się nie udało, ale mam na rynku takiego gościa, co mu się takie wynalazki ZAWSZE udają. Ach, no i górę jabłek! Pieczecie już? My pieczemy!

Potrzeba pokuty jest równie silna jak głód

Trzeci Klucz., Jo Nesbo.

Finiszuję audiobook w aucie i chyba czeka mnie w tym tygodniu wyprawa do biblioteki? Muszę również złożyć kolejne zamówienie książkowe, bo Łucja NIE ma konkretnego atlasu i zadania domowe robi opierając się na atlasie… rosyjskojęzycznym (tego akurat NIE wywaliłam przy porządkach te kilka lat temu). Potrzebny jest mi też jeden podręcznik dla MNIE, bo jakoś przeoczyłam przy ostatnim zamówieniu, że obowiązkowy. Plus ogarnięcie bazyliona papierów, ale to chyba wszystko na TEN tydzień? Poniedziałek rozpoczął się nam się ze spóźnieniami, nieporozumieniami, wszyscy byliśmy ZA lekko ubrani, no ale JUTRO będziemy mądrzejsi! 🙂

Pochwalę się TYLKO Łucją, że idzie jak burza – dziś dostali wyniki ze sprawdzianu z geografii i jako jedyna miała maxa. Skok punktowy do reszty klasy na tyle duży, że panna się nie przyznała kolegom, że TAK jej wyszło. Bardzo mnie TO cieszy, mam gdzieś tam w głowie myśl, że gdyby ten polski ktoś ocenił inaczej, to panna byłaby z zupełnie innym zestawem punktów i pewnie w innej szkole. ALE może tak ma być?. Może ma przejść szkołę średnią łagodnie? Mieszka tymczasem zapisałam na zajęcia teatralne, które prowadzi jego nowa wychowawczyni. To taka bardzo fajna babka, zajęcia są zaraz po lekcjach, gdy mnie jeszcze nie ma w domu, więc niech spędzi TAM czas.

<><>

Do mojej szkoły przyjechało pianino. I gość od muzyki zagadał do nauczyciela wspomagającego czy pomoże mu wciągnąć do sali. I ja z drugą babeczką od angielskiego tak żeśmy sobie żartowały… Ona powiedziała:

  • Wspaniale! Będzie pianino!
  • Chcesz wprowadzić śpiewane lekcje?
  • Nie… Boję się, że moja wiedza z muzyki jest za mała.
  • Nie mów, że nie słuchałaś w ciąży Mozarta?!
  • Pewno, że słuchałam 🙂

Jesień

Bibi jest zabawna, bo BARDZO chce być miła dla WSZYSTKICH, którzy do nas przychodzą… Wita się zawsze WYCIEM i szczekaniem, ale to zdecydowanie PRZYJAZNE. Ma jednak problem z Klarensem… Gość jest od lat taki sam. Słaby i anemiczny, ale z aurą istoty groźnej. Gdy go biorę na ręce, żeby wystawić za drzwi (po 12 godzinach MUSI na chwilę wyjść na siku chociażby) pokasłuje, jaki to on bez sił. Pewnie bym się tym zamartwiała, gdyby nie to, że on taki TEATRALNY był zawsze. Siedzą wiec obie zwierzęce dziewczyny i na niego patrzą. Patrzą jak je i sprawdzają GDZIE śpi. A gdy wychodzi, Bibi ogarnia radość i Łucja mówi: Ale Ty Bibi jest fake-owa. Bo psa z machającym ogonem robi WTEDY rundę po domu!

Jakby nie było, siedzę sobie teraz na strychu, dłubię w tych papierzyskach, obok mnie suszy się pranie (wyprałam jednorazowe maseczki, bo nam się pokończyły i POLECAM ->jak nowe i pachnące domem, a nie zapakowaną sterylnością), a za plecami mruczy mi czarno-biały kocur 🙂

<>

Wrzesień to mój miesiąc i przez te 30 dni schodzą mi na meila i komórkę vouchery i info o zniżkach wszędzie gdzie się da. Dostałam również zaproszenie (z naprawdę solidnym rabatem) do jednej knajpy więc wybraliśmy się tam WCZORAJ z dziadkami. Na STEKI! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!!!! No a dziś, MY pojechaliśmy do seniorów i zawieźliśmy nowy- jesienny wianek. Oba wianki robiła Liliana!

Deszczowe orzechy

A jednak pojechałam pobiegać. Obudziłam się chwilę przed ósmą, pół godziny do wyjścia, padało, a w sumie NA spacer z Bibs i tak gdzieś iść musiałam! Więc czemu nie pobiegać?? Pobiegałam, pogadałam i wróciłam zahaczając o piekarnię! SUKCES nr 2 to UDAŁO się nam też przerzucić DZIŚ ubrania. Tradycyjnie KILKA sztuk wylatuje na zawsze, a na półkach dominują sweterki i długie spodnie. Ba, nawet nałożyłam już takie cieplutkie jesienno-zimowe ubranko. PRZYJEMNOŚĆ!

Orzechy. Poszłam na wieczorny spacer z psem i pod jednym drzewem pod którym przechodzę leży już ich pełno. To takie drzewo niczyje, z drugiej strony spadają na pustawę działkę i moim konkurentem w zbieraniu są wyłącznie wrony. Biorę ile mi się zmieści -> zapycham kieszenie i będziemy w zimie mieli do ciast! 🙂

<>

Mieszko przypomniał sobie, że mu się COŚ należy… Mamo, mi już TRZY zęby wypadły i NIC za nie NIE dostałem. Pojechaliśmy więc do klockowego STORE po klocki… Weszliśmy, a tam wszystko pozmieniali, a w sklepie pojawiło się DUŻO sprzedawców. Młodych gości, którzy podchodzili do kidosków i pomagali im wybrać IDEALNE klocki. Własnego konsultanta miał również Mieszko. Najpierw chodziłam za nimi bo myślałam, że BĘDĘ potrzebna. Oni rozmawiali o seriach, modelach i ten sprzedawca pomyślał, że może ja chcę coś powiedzieć:

  • Widzę, ze klient dokładnie wie, czego chce, ale może Pani ma jakieś uwagi?
  • Jako rodzic chciałabym, żeby nie było za łatwe. Chodzi mi o to, żeby system łączenia elementów był nietypowy. Taki jakiego nie było w innych zestawach.
  • A dużo ma tych zestawów?
  • Dużo – i zamierzałam powiedzieć, że około 30 kilogramów klocków, ale wtrącił mi się Mieszko:
  • Powyżej piętnastki żadnego.

I potem on ZNOWU zaczął rozmawiać tylko z Mieszkiem i mówili w jakimś INNYM języku…