Matko, za 20 minut rozpoczyna się EVENT!!!!!!

-oznajmił podekscytowany Mieszko na schodach o 21.40

Ja prasowałam przy „Nocne Niebo” (Amazon rozwalił bank tymi serialami w TYM roku) i coś mi nie pasowało…

  • Synu, czy na TYCH trampolinach byłeś w koszuli?
  • Nie. Teraz przebrałem się na event.

A potem zrobiło się jeszcze dziwniej. Zagadałam o tym do Lilki i ona powiedziała, że oni WSZYSCY się ubrali na galowo, ale co gorsza ubierali się przy kamerkach… Skończyłam więc prasowanie i poszłam podglądać na górę! O tym wydarzeniu słyszałam już od lata i w swojej naiwności przez większość tego okresu sądziłam, że jest to oczekiwanie na Mikołajki. A to jakieś wydarzenie w Fortnite. Nie wiem na czym polegają EVENTY. Czy to chodzi o to, że dodawane są nowe postacie/nowe światy/nowe umiejętności? Czy można tam coś wygrać, albo dostać? Jakby nie było koledzy Mieszka RÓWNIEŻ byli w koszulach, jeden nawet miał krawat i gdy weszłam byli już na etapie DODAWANIA do strojów okularów przeciwsłonecznych. A chwilę później Mieszko doszedł do wniosku, że chce mieć strój PILOTA, więc zrobił sobie NAKRYCIE głowy i twarzy. A potem nadszedł ten moment i przypominało to odliczanie do SYLWESTRA (na Twitterze to macie)… Bardzo, ale to NIEWIARYGODNIE bardzo, cieszę się, że Mieszko ma kolegów, którzy są TACY sami jak on! Tworzą zgraną i fantastyczną ekipę, która żyje tymi samymi tematami!

<><>

Dzisiaj Barbórka! Nie wiem jak to odświętować… Na jednej górniczej stronie, na którą zaglądam, pytają czy przyglądaliście się kiedyś GODŁU górników? Jest ono np.na CZAPCE. Są tam górnicze narzędzia: młotek (pyrlik) i żylosko. Piekę więc czekoladowe ciasto ze śliwkomi i ruszamy do dziadków! Wyświniłam sweter tym czekoladą i brudna jestem JOK górnik na przodku! 😀

Jarmarki!

Czasem marzę, że w moim domu będzie zawsze pełna lodówka. Coś na zdrowe śniadania z owocami, składniki do lunchów i przysmaki na wieczór. A potem myślę, że jak masz wszystkie składniki to nie wymyślisz nic nowego.

Lilka

Moim pomocnikiem w kuchni fusion jest Liliana. Razem myślimy CO by tu ugotować, z tego co mamy. Taka sytuacja: robiłam w piątek zakupy i jak zwykle wyszły mało spójne i dość randomowe. Kupiłam duży pęk bananów (pamiętajcie, żeby nie rozdzielać kiści, bo tych pojedynczych nikt nie kupuje i się psują) i weszłam w chłodnie. Gdzieś tam ostatnio widziałam ciasto na pierniki, ale wydało mi się drogie i teraz gdzie jestem to sprawdzam czy gdzieś nie bywa taniej. No i tak idę, idę i widzę ciasto filo, które chyba inlacyjnie NIE zmieniło ceny! Wzięłam. Potem doszło mascarpone, standardy jak mleko, jajka oraz mąka…

Wymyśliłyśmy DWIE potrawy z tego ciasta filo. Na pół. Słone i słodkie. Słone było z mascarpone, suszonymi pomidorami, jednym prawdziwym pomidorem i jogurtem, a słodkie z budyniem, bananami i wiórkami gorzkiej czekolady. OBA dania wyszły wybitne i zdecydowanie do powtórki. Walnęłam Lilce pogadankę o tym, że najlepsze kuchnie świata powstały z resztek (patrz kuchnia rzymska, którą stworzyły przedmieścia przetwarzające to czego na dworze nie zjadano) i poczułyśmy się odkrywcami 🙂

A DZIŚ towarzystwo mi się rozjechało: Łucja na nocowankę do Matiego, Mieszko na wyprawę do parku trampolin z kumplem, więc zaraz z Lilką sobie pewnie coś włączymy! Panna najstarsza wróciła z aquaparku po północy, potem jeszcze się kąpali, gadali i poszliśmy spać późno. W planie a)nawet założyłam, że dziś nie idę na bieganie. ALE sama się obudziłam, więc pojechałam! Dziś mam taką równą rocznicę, bo dokładanie sześć lat byłam na moim pierwszym parkrunie!

Niżej Bibs. Miałam słój z mixem kasz, który wsypywałam do psich wywarów i wysypałam to ptakom. Niemniej jednak pies sobie przypomniał, że to JEGO i zeżarł takie suche… Też chce być fit?

<><>

Widzieliście jakie CUDA dzieją się na Jarmarkach Adwentowych w Niemczech? Diabli się „FLEKSUJE”, że jutro jedzie na wursta i apfel-strudel, a przy okazji zobaczy Mikołaja w saniach W POWIETRZU, a ja już mu zagroziłam, że za rok zwalimy się w tym okresie na głowę! Śmiesznie ludzie piszą w komentarzach pod tego typu filmikami, że „mam 29 lat i właśnie uwierzyłem w Mikołaja”! Uwierzmy i MY!

Tak, to Hamburg!

śliwki

  • Które śliwki, Pani nałożyć?
  • No nie wiem…
  • Suszone, wędzone, węgierki…
  • Suszone…
  • Dam Pani suszone węgierki. Nie wędzone. Za 10 pln.

Wiecie jakie suszone śliwki lubicie? Ja nie miałam pojęcia. Jak kupujesz w sklepie to po prostu bierzesz paczkę suszonych śliwek, ale JAKIE to są??? Kupowałam brukselkę, lecz wszyscy do TEGO gościa, podbijali po suszone śliwki. I WIEDZIELI jakie chcą… A ponieważ nie zdarzyło mi się, by produkt kupiony na rynku mi nie pasował, to zaryzykowałam. Tak myślę, że zawsze robiłam kaszę ze śliwkami, ale może spróbuję też zrobić ciasto czekoladowe z suszonymi śliwkami? To mój ulubiony smak lodów (czekolada ze śliwką) i może się uda?

A na rynek pojechałam bo mi się skończyły warzywa. Robię te zupy i są mi POTRZEBNE. Wczoraj miałam zupowy falstart, bo zrobiłam wybitny wywar na wołowinie, ale nie miałam tematu… Ziemniaki miałam dwa, kapusty kiszonej brak, kaszy brak, przecieru pomidorowego brak, fasolową to chyba trzeba jakoś namoczyć i wymyśliłam soczewicę! Ale nie miałam czerwonej, więc wsypałam czarną. I zupa wyszła mi w kolorze ścierki. SMACZNA, ale estetyka leży. NIKT tego nie zje, bo każde warzywo, które w niej było, zabarwiło się na szaro. No dobra, ZJEM ja, ale pozostałym domowym koneserom przygotuję coś INNEGO!

<><>

Dziś spotkałam się z babcią. Chciałam ją zabrać w dwa zakupowe miejsca, bo ciągle jej obiecuję i ciągle nie możemy się zgrać. Był problem, bo nie zabrałyśmy dziadka, bo on ma problemy z chodzeniem i chociaż NIE lubi być pomijany, to byśmy nie dały rady wszystkiego, bez nerwów, TAK błyskawicznie obskoczyć. A tak Lutka już zna oba miejsca i mogą sobie w wolnej chwili OBOJE podjechać. Jedno to było nasze ulubione zagłębie marktów typu dealz, action i tym podobne, drugie to galeria handlowa na końcu świata, gdzie jest sklep, co to niego do niedawna pół Polski zmierzało (teraz są już w innych miastach też). Wyprawa nam się udała! Jak siadłyśmy na kawę i mama powiedziała: Podzielmy te dwie torby, to zgodnie z prawdą odpowiedziałam: ALE wszystko jest Twoje. 🙂 To duży sukces także wyjątkowo się cieszę!

<><>

Dyńka. USZYTA. Zszedł Mieszko do mnie o 21-szej, że musi uszyć „dynię na technikę”. Bo szyją od miesiąca i już wszyscy uszyli a on NIE potrafi. Miał zszytą JEDNĄ krawędź. Pomogła mu Lilka, bo ja coś tam robiłam, potem włączyłam się ja i na koniec został klejem na gorąco przyklejony liść. A niby taki zdolny!

Adwentowy Haul

Znacie słowo „haul”? To takie określenie zakupowych łupów, ale też prezentacji czegoś. W necie mamy mnóstwo hauli z Zary/hauli z Primarka i HAULE robi Łucja dla Matiego gdy wracamy z zakupów. Bierze to CO kupione i mówi: Idę robić haula dla Matiego. No i grudzień haulami adwentowych kalendarzy stoi. MY mamy ich dużo. Każde dziecko ma SWÓJ, a oprócz tego są dwa z czekoladkami, które otworzyliśmy tydzień temu i codziennie do szkoły JEST otwierane któreś okienko (właściwie to TRZY okienka). Mieszko ma klockowy i dziś otworzył sobie 23-cie okienko, bo przyśniło mu się, że będzie tam określona figurka i NAWET założył się o to z kumplem. Figurka oczywiście była INNA, ale na szczęście kumpel o zakładzie zapomniał.

Wyżej macie Lilkę prezentującą JEJ jedynkę w kalendarzu. Wiecie dlaczego tak ręce się trzyma? Chodzi o to, żeby kamerka szybciej złapała ostrość. Fotka zrobiona RANO, ale u nas RANO, tzn. w NOCY, dlatego ciemno!

<><>

Grudzień. Przed nami osiem dni, które będą BARDZO zawalone. W przyszłym tygodniu ma się pojawić Diabli i dobrze, bo cała masa tematów po prostu na siebie nachodzi. Wielkimi krokami zbliża się operacja Łucji i mam nadzieję, że się odbędzie, chociaż nie jestem w stanie dodzwonić się do anestezjologa. Te ostatnie dni panna spędza wyjątkowo intensywnie. We wtorek miała spotkanie z koleżankami, w środę była z inną przyjaciółką w kinie (odbierałam ją na mieście przed 21-szą), dziś pojechała po piżamę dla Matiego (na Mikołajki) i mam wrażenie, że fundusze ma z kasy, którą otrzymuje na śniadaniówki. Jutro jadą we dwoje do wodnego parku (pewnie wrócą o 22-giej), potem mam nadzieję, że chwilę pośpią, bo przecież ona przed szóstą wstaje. NIEDŁUGO, bo w sobotę ruszają na łyżwy (byłam już zaostrzyć), a noc z soboty na niedzielę spędza w domu u przyszłej teściowej pod jej czujnym okiem. I to i tak jest NIC, przed tą kumulacją, która zacznie się w poniedziałek. Buf.

  • Pomyśl sobie Łucja, że większość ludzi tak NIE ma.
  • Wiem.
  • Ale u nas ZAWSZE było tak dużo. Ludzie mają te atrakcje pojedynczo… Chyba…
  • Pomyśl, że są tacy, którzy się ekscytują meczem.
  • 🙂 To prawda. Też zresztą powinnyśmy!

U dziewczyn w szkole są strefy kibiców. Niżej widzicie fragment klasy Łucji. Panna z Matim siedzą w pierwszej ławce i Łucji widać ŁOKIEĆ w beżowej bluzie. Jest zajęta, bo tworzy esemesa. Podobnie do mnie wtedy pisała!

Fit szarlota na FIT-czasy!

  • Mamo, skończył się papier toaletowy. Wyciągam nowy!
  • Okej Lil. Dzięki!
  • Oooooooo. Trzywarstwowy!
  • Specjalnie tak szybko zużyliście tamten! A tego nie dam! On na święta!
  • Nie jedz, bo na święta!
  • Dokładnie! 😀

Strasznie przerażająca ta inflacja. Byłam w sklepie i kupowałam parówki dla Mieszka. W tym samym sklepie co zawsze. I płaciłam za nie ZAWSZE 4 pln… A wczoraj patrzę, a one kosztują siedem! I to nie 6,99 tylko z 7 z hakiem! DALEJ: Idę na ogół do kas samoobsługowych, bo widzę ile co kosztuje i coraz częściej czegoś NIE biorę. Tym razem była to czekolada z nadzieniem. Doszłam do jakiejś kwoty i stwierdziłam, że TYLE. STOP. Nie potrzebna mi jest ta czekolada za 4 pln, bo przekroczę próg wydatkowy jaki założyłam. Ale to nic! Przy kasie obok byli ludzi, którzy NIE zapłacili. Do tych ośmiu stanowisk była jedna krążąca pomiędzy nami pracownica sklepowa i ona się zorientowała, że rachunek otwarty, a kupujący zniknęli. Krzyknęła za jakąś babką, ale ta powiedziała, że była z drugiej strony. Prawda. Z tej strony była para, w wieku nieokreślonym, bo widziałam tylko ich plecy w ciemnych kurtkach. I oni zapakowali rzeczy do torby i wyszli z jakimiś innymi kupującymi. Rachunek mieli nieduży – 28 pln i ta babka nawet nie biegła na parking, żeby ich szukać. Szok. KOLEJNE: W domu piekłam szarlotkę. Też gotuje się teraz z takim wewnętrznym pytaniem: czy stać mnie na zużycie energii jaką pobierasz przy uruchomieniu piekarnika? Bo nikt nie wie jakie to będą te rachunki, które u nas przyślą w styczniu! Każdy się boi i każdy się martwi.

ALE, żeby tak nie smęcić: do szarlotki dałam kaszę manną. Dzielę ciasto na dwie części: górna jest klasyczna, a w dolnej eksperymentuję. Dawałam kiedyś mąkę kokosową, bo ona wchłania tłuszcz oraz wodę i szarlotka była suchsza, a tym razem dałam trochę kaszy mannej. BARDZO wyszło dobre, poinformowałam więc dzieci, że oto do szkoły dostali FIT CAKE!

<><>

⮕ Książkownia! Szósty grudnia coraz bliżej, a ja cały czas w lesie. Dla Mieszka mam zbunkrowane w szafie dwie mangi, Łucja dostanie Stephana Kinga wraz z jego historią o 17-latku, który odkrywa mroczną tajemnicę a Lilka Księgę Kłamstw, czyli historię o bliźniaczkach i tajemnicach. Dla mnie jest Głód Almy Katsu. Widziałam to na półce w księgarni, to fragment niezbyt często publikowanej historii Ameryki (połowa XIX wieku), no i chociaż miałam większą ochotę na kryminał, to kryminały czytam ostatnio ciągle. A tak, będę miała i ja co czytać na Mikołajki! Z kolejną fit-szarlotką?

Matko, mam dla Ciebie prezent.

I dostałam kolejnego zęba, bo go denerwował. Inna sprawa, że on ma piękne te zęby. Gładkie i bez plomb. Plusy niejedzenia słodyczy, są jednak widoczne 😉

Pochwalę się Łucją, jaki jej fajny kalendarz adwentowy wyszedł. TROCHĘ się włączyłam, żeby się odblokowała, byłyśmy nawet w sklepie z ciekawostkami i brakujące 23 okienka żeśmy zapełniły. No bo przecież można zapakować i paczkę kolorowych chusteczek, i mini konfetti, które wystrzelą sobie na Nowy rok i mini paczuszkę czipsów wraz z dzwoneczkiem, który zawiśnie na choince. Zajrzałam do historii bloga, CO takiego wrzucałam Mieszkowi do kalendarza i mogłyby być też być nakrętki na wentyle rowerowe (nie miałyśmy, ale oglądałyśmy mini-dzwonki do rowerów) i pinsy. Nieużywanych pinsów trochę mamy i w tych naszych zbiorach znalazły się dwie czarne przytulone wydry. Panna wynalazła również tatuaże z samochodzikami, zakładki do książek i spinacze w astronautów (było na dnie szuflady „awaryjnych prezentów”). Torebeczki wypatrzyła w szwedzkim sklepie (cała paczka ma dokładnie 25 małych torebek), a pozostałe po prostu były w domu (taka tabliczka czekolady z wierszem NIE zmieściła by się do torebki). Moim zdaniem wyszło super, a najważniejsze, że odkryła iż tworzenie czegoś takiego, jest bardzo przyjemne. Zawsze to podkreślam, że dawanie to tak naprawdę większa radość niż otrzymywanie!

<>><<>

  • Mordeczki, ustawiłam Wam profile na Amazonie i możecie oglądać! Jak już zdecydowaliśmy się na kolejny kanał filmowy, to można tam CZASEM zajrzeć!
  • Ale tam NIC nie ma. Samo Bollywood.
  • Jest Łucz. Masz np. drugi sezon Wilds (chyba pierwszy oglądałyśmy razem) i Carnival Row. Randka w Nieskończoność też powinna się Wam spodobać. Dużo tam seriali o światach równoległych i pętlach czasowych.
  • Ale ja nie mam słuchawek.
  • WIEM, Lila. Pomyślimy. Pamiętam. Duże takie chciałaś. Jak już będziesz mieć, to możesz oglądać w drodze do szkoły. Zawsze mniej nudno.

DZIŚ Andrzejki! Jakiegoś pasjansa sobie przynajmniej rozłóżcie! Butów i wosku pewnie Wam się nie chce, ale ROZUMIEM (szanuję) -> ja też mam obecnie klasycznego listopadowego LENIA.

koniec listopada? prawie!

Rano miałam takie marzenie… Ubiorę się i położę się z powrotem pod kołdrę. I obudzą mnie jak trzeba będzie wyjść. Tak jak kiedyś, kiedy się było dzieckiem. Czekałeś do ostatniej chwili na wyjście z domu… Ależ to była piękna wizja, choć DZIŚ nie ziszczona…

<><>

Poniedziałek. Ostatnia prosta przed Mikołajkami i prezentów ciągle brak. Lecz MAM już zarys! I cieszmy się, kochani z tego ZARYSU. Tymczasem Łucja kompletuje kalendarz adwentowy dla ukochanego i wczoraj były łzy i rozpacz, że za MAŁO. Przed chwilą gadałam z mamą Matiego- bo my musimy mieć rękę na pulsie, gdyż oni chcą dla siebie wszystko co najlepsze, ALE przecież to my finansujemy! Trochę więc jej przy tym kalendarzu pomogę, pod warunkiem, że Łucja mi pozwoli się wtrącić…

Z innej beczki, Mieszko będzie brał udział w ogólnopolskim wydarzeniu/konkursie z etyki. Btw. To ciekawe, że jedyne przedmioty, które lubi to takie, które szerokim łukiem omijają podstawę programową. Tam i się zgłasza, i ma własne zdanie i jest aktywny. Wyraziłam zgodę na jego udział, wysłałam też esemesy mamom jego kolegów, jako, że zakładam, że na dziennik wszyscy wchodzą tak jak ja (raz w miesiącu)-> by TEŻ synów na to wypchnęły.

Chcę też rozpocząć powoli dłubanie w fotokalendarzach dla dziadków, ale z ostatecznym składaniem zaczekam, aż gdzieś złapiemy jakiś świąteczny plener ->żeby było jakieś klimatyczne zdjęcie na grudzień! A jak żaden plener nie wypłynie wrócimy do sklepu (tam gdzie byłyśmy z Lilką w sobotę) 🙂

W Twoim kręgu kulturowym szydzi się z ludzi, których się kocha.

-Peritheal, Amazon Prime, btw. te seriale TAM są rewelacyjne. Tekst mówi gość z dalszej przyszłości do dziewczyny z 2030 roku. BO tak jest. Ci, których kochamy, ci, którzy nam są bliscy, otrzymują od nas największe uderzenie złośliwości. Co więcej, jeśli kogoś NIE znamy dobrze, jeśli kogoś nie „czujemy”, to z nim sobie na takie „dowalanie” nie pozwolimy.

Co kilka lat (10?) powstaje film lub serial o seryjnych mordercach, którym kibicujemy. To bardzo trudne: stworzenie postaci, którą widz polubi wiedząc, że popełnia ono zło. Czasem jak w „Urodzonych Mordercach”, bohaterów łączy uczucie, a to zawsze sprawia, że patrzymy na nich łagodniej. Czasem lubimy tę osobę, która stworzyła sobie własny kodeks, jak w „Dexterze”. „Do ostatniej kości” jest świetny. Wszystko w tym filmie jest dograne. Timothy jest doskonały. Gdyby był gruby, to byśmy mu tego co robi nie wybaczyli. I ta dziewczyna, która tak idealnie pasuje… Mało tego, bohaterowie nie robią głupot. Czasem jak coś oglądasz, niemalże krzyczysz: NIE rób tego, NIE idź tam, a ona takich błędów nie popełnia. Jak coś jej nie pasuje to mówi: Nie wiem dlaczego, ale ci nie ufam. Nie pojadę z Tobą. Film jest ciężki, ale wyszłyśmy z Lilką i całą drogę do domu miałyśmy o czym rozmawiać!

A dziś do dziadków pojechaliśmy z KREMÓWKAMI. Znaleźliśmy miejsce, gdzie robią takie, że chyba w Wadowicach takich nie ma 🙂 W naszej cukierni robią dobre, ale TE są wybitne! Niedzielnie mam więc do Was przesłanie: żebyśmy sobie MNIEJ dogryzali (w przenośni oczywiście, nie dosłownie 🙂

Musi zdobyć dla nas kraj, gdzie robią takie wina!

-siostry o bracie, czytaj Świętosława i Astryda o Bolesławie (Cherezińska, „Królowa”, czyli dalszy ciąg losów Piastów) – to będzie audiobook roku!

Z okazji MECZÓW towarzystwo mi się rozlazło… Łucja pojechała JUŻ do Matiego, gdzie wspólnie będą oglądać kolejny przekaz piłki kopanej, a Mieszko na 14-stą ustawił się z kolegami, u kolegi! Co ciekawe, jeden mu chciał zapłacić by on przyszedł to oglądać, ale na jakim etapie są te rozliczenia NIE wiem. JA z Lilką za to pójdziemy sobie do kina na film o kanibalach. Strasznie chciałam to obejrzeć i ona też chce. Po drodze może wpadniemy do szwedzkiego sklepu, bo tam jest coś co Łucja potrzebuje. Zakochani robią dla siebie nawzajem kalendarze adwentowe… A pamiętam z okresu gdy robiłam, że zapełnienie woreczków (dla całej trójki to było 72) łatwe NIE było!

Także na Andrzejki, co to wszyscy je DZiŚ świętują, plan już mamy! Ogórkowo wrzucę Wam jeszcze jedną babeczkę. Podobnie jak ja, pewnie już robicie podsumowania roku i zastanawiacie, kogo żeście podglądali i co ważnego się wydarzyło. Ja trafiłam na całą masę twórców, którzy wnoszą tęczę w zwyczajność. Ta osoba, mieszka gdzieś w Kanadzie i robi przepiękne mozaiki z drewna (CHCĘ TAKĄ – może być dokładnie TA, która jest na foto wyżej i kiedyś sobie sprawię). BABKA jest twórcza, pracowita i zdolna (takim ludziom musi się udać!). Ubawiła mnie ostatnio rolka, którą wkleiła, gdzie obrazy zmieniały się szybko i trzeba było zrobić zrzut w ekranu. I ja zrobiłam i wyszła mi bardzo radosna porada. Lilka słusznie zauważyła, że w przypadku pobytu w więzieniu masz również opłacone wyżywienie i nocleg i de facto jesteś do przodu dużo więcej 🙂

Łzy nic nie zmieniają

-„Wednesday”, czyli kolejna wariacja na temat rodziny Addamsów. -> Oglądaliśmy wczoraj, żeby nie przeszkadzać Łucji w korkach. Ogólnie raczej NIE polecam.

Opony wymienione, przy odbiorze trochę zbiłam cenę (w sumie to mam dosyć bycia taką Grażą, ale takie czasy) i od razu z większą śmiałością ruszyłam dalej!

  • Mieszko, nałożyłeś dziś kalesonki?
  • Nie.
  • A masz wuef?? Widzę po minie, że NIE masz. Biegiem nałożyć. Zobaczysz jak może być przyjemnie!
  • A gdzie moja śniadaniówka?
  • Tu. Była drożdżówka z jabłkiem, którą kupiłam rano, ale zeżarła ją Bibi. Skargi do Lilki, bo to ona nie upilnowała. Zrobić Ci jajko?

Nie chciał, przypilnowałam tylko by wziął SUCHE rękawiczki i pognał do szkoły! A TAK wyglądał MÓJ poranek. Odwiezienie Łucji, odśnieżanie i spacer z Bibs! DŁUGI spacer!