Jump-scary

Wrócił Mieszko ze szkoły jakiś taki niewyraźny… Oczy szkliste, mina smutna. Pytam się:

  • Kochanie co się stało? Jak minął dzień?
  • Było strasznie… Wszyscy mnie tak bardzo denerwują!
  • A co zrobili?
  • Jaguar z Antkiem są TACY wkurzający! Wszędzie za mną łażą! Nawet do toalety!
  • Ojoj… Chcesz teraz COŚ obejrzeć korzystając z tego, że jeszcze nie ma sióstr? Anime, a może jakiś horror? Czy wolisz sobie pograć?
  • Wolę pograć. Ale to dobry plan. Włączymy horror wieczorem.

No i wieczorem TOWARZYSTWO zasiadło do horrorów. Łucja jako znawca tego gatunku zarządziła Obecność, bo „wszystkie części są dobre” i OBEJRZELI. Trochę było przy tym podskakiwania, no i co mnie NIE zdziwiło, po kąpieli, Mieszko przybiegł do mnie z KOŁDRĄ głosząc: „Dziś matko, będę spał z Tobą” 🙂

<>

Za to kiedy oni oglądali, ja COŚ tam robiłam (Obecność TEŻ już widziałam). Prasowałam, sprzątałam, chwilę patrzyłam z nimi, testowałam czy mają dobre czipsy i rolowałam w telefonie news feedy. I gdzieniegdzie mi migał ten „jodek potasu”. Zaczęłam się w to wgryzać bo mnie to wystraszyło, zastopowałam im nawet film i powiedziałam: Gdyby Wam dawali w szkole, macie WZIĄĆ. A następnie pochłonęła mnie fala irytacji, że NIC nie może być normalnie. Że świat jest pełen bezmyślnych ludzi tworzących problemy i naprawdę trudno jest ŻYĆ otaczając się wyłącznie WAŻNYMI, bo codziennymi tematami.

W kwestii AKCEPTOWALNEJ apokalipsy pokaże Wam natomiast pewien festiwal, który odbywa się w Kalifornii na początku września. Punktem kulminacyjnym jest palenie kukły, bo nazwa imprezy to Burning Man. Docierają tam ludzie z Doliny Krzemowej stąd mega ilość laserów i multimediów przecinających piaskowe burze. Festiwal ma swoje bliźniacze rodzeństwo: w Afryce i w Hiszpanii, ale w żaden sposób nie dorównują rozmachem oryginałowi -> to takie bardziej koczownicze spotkania na pustyni, a nie cosplaye rodem z Mad Mana. No i oczywiście impreza jest dla osób dorosłych. O tegorocznej edycji mówili, że to bardziej WeedMan niż Płonący Człowiek.

Długie nosy wciskają pod koc, idzie czarna zimna noc!

Po pół roku remontów pootwierali nam wszystkie okoliczne drogi. Hura!!!! ALEŻ ja miałam dość tych objazdów! Jeździ się teraz- poezja. Na dodatek uruchomiono jakieś nowe równoległe ulice i zniknęły korki. Nie mogę się tym nacieszyć, jakie to wszytko jest teraz przyjemne! Ba, miałam pozamykane okoliczne Biedronki, bo się przebudowywały i też je otwierają. Z jednej dostałam nawet esemesa: DZIŚ otwieramy TWOJĄ Biedronkę. Zaprosiłam więc Lilianę byśmy razem poszły do MOJEJ Biedronki. Ciekawe, czy muszę coś płacić, skoro MOJA? 🙂

Zrobiłam porządek PRZED domem. Gdy tydzień temu dziadki przywiozły nam, na nasze chore żołądki zupę, Lutka wyszła z auta i idąc do domu dokonała szczegółowej oceny. Ja nie wiem jak ona to robi, ale ma ten sam dar co Diabli, że niby się nie rozgląda, ale WSZYSTKO widzi. I wychodząc powiedziała: Przyjadę do Ciebie KIEDYŚ, pomóc Ci przed domem... Więc zabrałam się za wyrywanie chwastów spomiędzy kostki, przycinanie i zamiatanie. SAMA. Wygląda bardzo dobrze, muszę jakoś nawieźć pigwę i jedną roślinkę całkowicie wywalić, ale zrobione!

Pokaże Wam plakaty, które wiszą przed naszą biblioteką. To rysunki z jakiegoś wydawnictwa. Urocze!

Trzy charty w lesie-echo niesie.

Orzechy i dinozaury

Szłam wczoraj rano z Bibs i psa polubiła się z inną psą. Szłyśmy więc dalej we CZTERY z jej właścicielką i gadałyśmy o mgle, jesieni i grzybach. Wtem spostrzegłam, że NA trasie, MÓJ orzech pogubił w nocy orzechy i leży ich pełno. Ale idziemy i nie zwalniamy i ZARAZ przejdziemy obok!!! Nie wytrzymałam, schyliłam się i zaczęłam je zbierać i ta babka się zapytała: One chyba są puste? Więc z całą tą moją GŁUPOTĄ odparłam: Nie, one są pyszne i DALEJ zbierałyśmy RAZEM.

I DZIŚ idę rano z Bibi i ta babka już wraca i z DALEKA do mnie woła: DZIŚ już wszystkie wyzbierałam! Więc radośnie odkrzyknęłam: Pyszne są, nie? Aaaaa!!!!! JAK ja mogłam SOBIE coś takiego zrobić??? Jutro idę z Bibi godzinę WCZEŚNIEJ!!!!

<><>

CAŁY czas mi coś wypada. Miał być ten wrzesień takim miesiącem szukania siebie i szukania własnej ścieżki… Warsztatami, kursami, itd. LECZ ciągle coś się dzieje! Wczoraj Lilka ZNOWU wyszła ze szkoły przed końcem lekcji, bo ona TEGO miejsca NIENAWIDZI. Btw. okazało się, że w ubiegłym roku, gdy mnie ciągle nie było panna CZASAMI nie chodziła do szkoły. I teraz uwaga: spędzała ten dzień w SZAFIE. Dzisiaj więc kombinuję jak ją tu wbić do szkolnego psychologa, bo nie może być tak, że ona w każdym tygodniu jeden dzień opuszcza. Zapisałam ją do neurologa w związku z tymi omdleniami, ale termin mamy na marzec, lecz temat jest w żaden sposób nie zamknięty, bo tych lekarzy od „głowy” potrzebujemy WIĘCEJ. Nie dogadała się z klasą, wczoraj jej tłumaczyłam, że TO, że JEST bez Łucji daje jej szansę, by nareszcie NIE postrzegano ją jak „małą Łucję”, ale usłyszałam, że ona LUBIŁA obecność Łucji w pobliżu. A nie MOGĘ panny najstarszej ubrać w opiekę nad siostrą!!!

Poza tym Mieszko ma DZIŚ wycieczkę (uczy się piec chleb) i Łucja TEŻ ma wycieczkę, bo są próbne matury. Panna najstarsza ma tę wycieczkę do Muzeum Geologicznego i jest to TO samo miejsce, gdzie kilka lat temu Mieszko miał urodziny! Na balkonie po prawej ją widzicie?

Dziś jemy granaty i daktyle!

  • Mieszko, proszę nałożyć długie spodnie do szkoły.
  • Ale mi jest CIEPŁO
  • Na dworze jest ZIMNO.
  • Nie, matko. Jest w sam raz.
  • Albo nałożysz długie spodnie, albo masz nałożyć kurtkę.
  • To już wolę spodnie…

Młody obcięty! Siedzi teraz, ogląda Cyberpunka (dość brutalne anime) i łupie orzechy włoskie, które kupiłam na rynku. Na kolażu niżej macie go jedzącego croissanta z czekoladą. Bo po fryzjerze podskoczyliśmy do specjalnej cukierni po żydowskie ciasteczka. Dziś ich Nowy Rok! 5783-ci! Ciasteczka są z daktylami i orzechami, samo święto jest ruchome, ale zawsze przypada na przełomie września i października. Świętujmy, bo jak to powiedział Mieszko: „Strasznie długo trzeba czekać do jakiegoś święta!„. Btw. on już planuje swoje styczniowe urodziny 😀

Mgła o poranku

Nowy tydzień! Jutro mam fryzjera z Mieszkiem i może wcisnę go na środę do dentysty… Chociaż nie, bo on w środę ma wycieczkę! Jakby nie było powinnam też zapisać Lilkę do neurologa, a jak zadzwoniłam do przychodni to zapytałam się także o kolejną dawkę szczepionki na Covid. Znajomi się już szczepią, niby nie ma pośpiechu, nigdzie się nie wybieramy, ale dowiedziałam się, że już MOŻNA.

Pogodnie, więc DZIŚ skoszę trawę, bo rośnie już wolno i chyba z miesiąc tego nie robiłam… Panny mają po szkole ustawkę, a w weekend chcą się z nami na wycieczkę zabrać dziadki! Może na grzyby, może na spacer? Łucja myśli skąd tu wziąć matching-piżamy, które chciałaby kupić dla siebie i Matiego pod choinkę, za to Mieszko doczekać się nie może nowego eventu Genshina. Wianki muszę na drzwiach zmienić, bo ciągle mamy letnie!!! Dziś na obiad mamy jeszcze zupę od dziadków, ale tak mi się przypomniały wczoraj faszerowane papryki i w środę je zrobię! Bardziej SOBIE niż komukolwiek innemu, ale mam na nie ochotę!

koniec września, września koniec

jabłka, chrust w workach i MIĘSISTY ogon!

Niedziela to tradycyjny dzień… odrabiania lekcji 😉 Napisałyśmy więc z Lilką esej z filozofii, a Łucja zrobiła jakiś model z elektrostatyki, który coś nie wyszedł :/ Ma więc powiedzieć w szkole, ze W DOMU DZIAŁAŁO i dalej się tym NIE będziemy przejmować. Mieszko podobno lekcji nie ma, ale mam plan by przeczytał dziś JEDEN rozdział z lektury.

Pigwy porozlewane po słoikach zawekowałam, tłuszcz z kaczki przecedziłam i zlałam (ja coś z niego kiedyś robiłam tylko nie pamiętam CO), a w kominku palą się gałęzie. Amazon Prime będzie chyba moim typem tegorocznego NAJ w kategorii kanały filmowe, bo wczoraj wieczorem, kiedy nie działało NIC (wiadomka, sobota wieczór jesiennego miesiąca) ten kanał DZIAŁAŁ. I na dodatek mają takie cudowne podsumowania wcześniejszych sezonów! Jak coś oglądałeś lata temu to łatwo wszystko przypomnieć. Na śniadanie zrobiłam jabłka w cieście (6 sztuk poszło) i mus jabłkowy (7 takich mniejszych). SCHODZI!

  • Mamo, mam dylemat i nie wiem co zrobić..
  • Powiedz o co chodzi, Mieszeczku.
  • Chciałbym chodzić na dodatkową geografię, ale ona jest w poniedziałki dużo przed lekcjami…
  • Jak bardzo dużo?
  • Sprawdzę… A nie, jednak nie jest dużo. To jest przed biologią. Mogę chodzić?
  • Tak. Oczywiście!

Super. Młody nie chciał chodzić na dodatkowe zajęcia z polskiego, matmy i angielskiego, ale chce chodzić na geografię! SAM z siebie! Niech więc tak będzie! Wygląda na to, on w szkole średniej będzie TEŻ poszerzał TEN właśnie przedmiot!

Co można zrobić z 40 kg jabłek?

Bo tyle uzbieraliśmy! Dobra, PLAN jest, 10 kg już zabrał do domu JEDEN zbierający, 10 zawieziemy jutro dziadkom, będziemy robić musy przed snem, no i Łucja chce piec do SZKOŁY mini-szarlotki… DAMY radę!

Bo pojechaliśmy na JABŁKA! System jest taki, że dostaje się mapę niemalże bezkresnego sadu i idzie się zbierać jabłka. Mapa jest potrzebna, bo w różnych częściach są różne odmiany. Jabłek i gruszek. Możesz je zrywać, jeść, próbować, a ogryzki lądują pod drzewami! Potem z tymi zbiorami wraca się na farmę i tam WAŻĄ ile się uzbierało i ZA ten zbiór płacisz. Tam oczywiście jesteś też częstowany szarlotką i sokiem z jabłek! Bardzo jest to fajne, dzieciaki już tam kiedyś z tatą były, a ja byłam po raz pierwszy. Towarzystwo, chociaż to zagłębie rolnicze dalekie od wszystkiego, jest międzynarodowe. Był gość z japońską żoną i dwoma synami, z którymi rozmawiał po japońsku, ale przy ważeniu wyszło na jaw, że on jest Polakiem, były dwie grupki amerykańskich matek, ale w Stanach taki system pick&pay na farmach różnego rodzaju jest chyba dość popularny. Niektórzy przyjeżdżają z psami, my jednak Bibs nie wzięliśmy… Myślałam, że to taki ogrodzony sad i że będę się z NIĄ siłować, żeby nie zaczepiała innych ludzi, ale w sumie mogłam ją zabrać, bo przestrzeń była!

jak sobota to Mati, który został zaprzęgnięty do NOSZENIA zbiorów
tu Łucja jak Kim Kardashian 😀 A tak w ogóle to po prostu NOWA czapka 🙂

Każdy musiał zapozować z JABŁKIEM i jak widać czyniono to z mniejszym lub większym entuzjazmem.

ja z MAPKĄ szukająca glosterów
powrót do auta

Pigwa

Przez te wiosenne wichury niespokojne NIE mam pigwy… Runęły drzewa, ja je przerzuciłam przed dom i tam stopniowo, w wolnych chwilach dzieliłam na mniejsze kawałki. ALE leżały te kłody na kwitnącej pigwie i postrącały kwiatki. Bach, minęło pół roku, no i nie mam owoców! No dobra, są jakieś CZTERY samotne SZTUKI, które schowały się pod sąsiednim drzewem… MAŁO…

Bąknęłam do Lilki, że chyba w tym roku będzie bez pigwy do herbaty, lecz opór był tak duży, że nie tylko znalazłam niczyj krzak na polach, który sobie oberwę gdy dojrzeje, ale kupiłam również na rynku pół łubianki żółtych owoców. Już pokroiłam, zasypałam cukrem i pierwsza porcja „polskiej cytryny” się robi!

Lilka pojechała do szkoły wcześniej, bo wcześniej chciała wpaść do drogerii po podpaski do klasowej różowej skrzynki. To pierwszy przejaw jej szkolnej aktywności, więc uważam, że to świetny pomysł! Dziś wieczorem muszę zamówić (ZNOWU? KOLEJNE?) dwa (ostatnie!!!) podręczniki – HIT dla Lilki, który nareszcie pojawił się w księgarniach i Religię dla Mieszka, bo zmieniły się podręczniki i nie może użyć tego po siostrach (to jedyny przedmiot w podstawówkach, do których podręcznik kupują samodzielnie rodzice).

  • Kochani, na co jutro macie ochotę? Łucja pewnie zje z Matim, bo ma randkę po szkole, więc pytanie do Lili i Mieszka. – zapytałam wczoraj.
  • Ja bym zjadł kaczkę.
  • Mówisz kaczkę?
  • Tak. Bardzo bym chciał.

No więc KACZKA JEST! Na razie leży w marynacie i DZIŚ będzie! PO tych żołądkowych przygodach chyba dobrze nam takie danie zrobi! Btw. Patrzycie na to co się dzieje w Iranie? Na kobiety, które zrzucają i palą hidżaby? Niesamowite! ZAWSZE jej moment ściany, od którego można się tylko odbić, bo dalej spadać się nie da. Dla mnie te relacje są bardzo wzruszające.

<>

Bibi spacerowa. Nie widzę jej TERAZ, więc w tej błotnej maseczce CHYBA śpi w MOIM łóżku???

Zjazdy

Łucja wróciła. Na koniec wycieczki wylądowali jeszcze w Energylandii. Mżyło, padało, wejście do parku było obłożone dyniami, a oni śmigali na rollercosterach. Na Zadrze panna się popłakała i Mati miał wyrzuty sumienia 😀 Chrypę ma taką, że mówić nie może (od tego wrzasku przy spadaniu w dół)… ALE zadowolona, a ja też myślę, że bardzo dobrze, że pojechała. Nie mam pojęcia jak po operacji kręgosłupa można te przeciążenia wprowadzać, więc cieszę że i ona ma tę atrakcję w tym roku odfajkowaną!

Ja tymczasem byłam na szkoleniu. Zupełnie nie uczyłam się tego, co powinnam zgłębiać, ale skoro się załapałam to dotarłam. O pionowym video na telefonach, czyli rolkach i reelsach. Było cudownie!

to na naszej grupie domowej, bo towarzystwo musiało się samo wykąpać i położyć spać przed 22-gą i zadanie wykonali!
tutaj macie fragment wycieczkowej jeszcze Łucji ze śpiącym na niej Matim i mnie na GALOWO

Cyfrowe avatary to naprawdę niezła akcja.
hype
Widzicie ten makabryczny odrost z opaską w ostatnim rzędzie? TAK, niestety…

<><>

Dużo się działo ostatnie dwa dni, szybko tylko więc dodam, że Lilka rozpoczęła terapię, którą zaleciła jej dermatolog. Panna ma duże problemy ze skórą. I to takie różnego rodzaju, ale to CO zaczęłyśmy akurat teraz, ma uzdrowić cerę na twarzy. Zobaczymy jak będzie za kilka dni, lecz mam wrażenie, że JUŻ jest lepiej niż było!

Pod ziemię!

Pamiętacie to info, o kontroli jakie przechodzą łodzie w kopalniach? Kilka dni temu to wszyscy rozsyłali… No to, taką właśnie łodzią płynęła Łucja! Tym razem jej klasa pojechała zwiedzać KOPALNIE! Wycieczka przebiega dobrze, jest bardzo intensywnie, wczoraj gdy my już spaliśmy panna jeszcze fotki przysyłała, a podobno i tak jako pierwsza i DUUUŻO wcześniej niż reszta zasnęła. Wychowawczyni napisała, że jak przystało na uczniów profilu geograficznego klasa bezbłędnie znalazła drogę do… Biedronki! 🙂 Na kolację Łucja zjadła zupę i ziemniaki, poprawiła czyjąś tabletką i chyba jest dobrze.

<><>

Dziś wpadają do nas na chwilę dziadki, gdyż Lutka przejęta kumulacją naszych kataklizmów, wiezie nam krupnik. CUDOWNIE!!! No ale, ponieważ przybywa mamusia, muszę chwycić za odkurzacz! Btw. Przy tych temperaturach Miaustra już sypia wyłącznie POD kołdrą!