Lato 2022

To chyba już koniec? Ależ było gorąco przez te miesiące! Z przyjemnością dziś szłam z Bibi przez TROCHĘ chłodniejsze pola…Udała nam się wycieczka na Roztocze, nad morze oraz całkiem długa w okolice Hamburga. Mieliśmy krótkie wyjazdy do Lublina i Krakowa. Mieszko miał męską wyprawę do Energylandii, a Łucja nadmorską eskapadę z chłopakiem. Tak jak już pisałam: MAŁO wydaliśmy w tym roku na noclegi i nieźle, że mamy bazę wypadową w Niemczech. Fajnie by było gdyby Diabli zmienił lokalizację, ale i w tych okolicach gdzie jest, atrakcje znajdziemy. Nie dotarliśmy w dwa zaplanowane w czerwcu miejsca, ale po prostu zabrakło nam czasu. Dużą komplikacją jest również wojna na Ukrainie, która skutecznie odcięła nam kierunek WSCHÓD. Gdzieś tam w tyle głowy pamiętamy też wszyscy o PANDEMII i nie wiem jak Wy, ale ja cały czas mam odruch, ze gdy wchodzę do sklepu to myślę z przerażeniem: O Bosze, zapomniałam maseczki!

Zaczęliśmy lato od większego dołu: problemy ze świadectwami, wyborem szkoły i kasą, ale na koniec sierpnia wszystko jest jakoś mniej lub gorzej wyprowadzone. Niemniej jednak to nie był lekki i wolny od zmartwień okres. Mieliśmy (i MAMY) galopującą inflację i zapowiedziane podwyżki. Z tym pierwszym wszyscy jakoś się pogodziliśmy kupując chyba mniej oraz szukając z większym zapałem promocji i systemów lojalnościowych (o co chodziło z tym cukrem????). O tym drugim (podwyżki) po prostu próbujemy NIE myśleć. Mieliśmy tego lata poważną katastrofę ekologiczną. Były upały, na całym świecie jest problem z SUSZĄ, ale to co się stało z Odrą i co jakoś przestało być wałkowane, to wydarzenie straszne. W domu za wiele nie zrobiłam, za to porządkowałam i reorganizowałam mój ogród (nowe sadzonki, przemalowany śmietnik, pomalowany płot i przygotowane kupki drewna na zimę). Lewy przeszedł do Barcelony (to zabawne bo byliśmy wtedy w Niemczech i naprawdę media tam wścieku dostały),a Mata ogłosił rozpoczęcie swojej kampanii prezydenckiej. ZNOWU mało pływałam… Właściwie to nie licząc term tydzień temu, to chyba jakoś się z pluskaniem rozminęłyśmy! Nie wzięłam udział w żadnej sportowej imprezie masowej, nie pływałam kajakiem za to wróciłam na siłownię i trochę jeździłam na rowerze. Ach, byliśmy aż na TRZECH festiwalach (Języka Polskiego, Kultury Japońskiej i Sztukmistrzów) i dwukrotnie „zderzyliśmy się czasowo” z Tour de Pologne. Nie przeszliśmy większych kontuzji, mamy za to kilka nowych siniaków, a Łucja ma kolczyk w pępku…

Dużo czytaliśmy. Szczególnie ja i Lilka. Mieszko na potęgę czyta mangi, Łucja czytała matematykę, ale my dwie przerabiałyśmy te książki jedna za drugą. Lato kończę historią o księżnej Masako, czyli kobiecie, która weszła w skład japońskiej rodziny królewskiej. Książkę mam z biblioteki i plus książek stamtąd jest taki, że często biorę lektury spontanicznie, patrząc na okładkę i czytając opis z tyłu. NIE wgłębiając się w recenzje i rankingi. Co nosiliśmy macie TU, a niżej zestawienie NAJ:

  • Kosmetyk – czymś co nam REALNIE schodzi są peelingi do skóry głowy. Mieliśmy również większe niż w latach wcześniejszych zużycie kremów z filtrem.
  • Marka Kosmetyczna – to kolejne lato z polskimi kosmetykami. Tyle, że tym razem wsiąkliśmy w marki niszowe. Zaczęło się od peelingów do ciała z White Tree, a potem odkryliśmy bydgoskiego Apisa, który ma dla odmiany doskonałe maseczki.
  • Jedzenie – bowle. Zaczęliśmy miski z jedzeniem jeszcze na wiosnę i jest to taki hit, że w wersji na zimno chyba wyląduje w śniadaniówkach. Ryż, jajko, smażona cukinia, ogórek, szczypiorek, itp.
  • Zwierzę – tu bym znowu dała psa. Po znajomych widzę, że czworonogi im podochodziły, a jedną z informacji, która nas bardzo uradowała tego lata, było, że w Japonii można zamówić sobie na lotnisko powitanie z psem! Warto też podkreślić, że na niektóre wycieczki tego lata pojechaliśmy z Bibi!
  • Noclegi – namioty. Moim zdaniem cały świat postanowił TEGO lata spać w namiotach. Pojawiły się glampingi, a ceny za noc na zwyczajnym polu kempingowym były wyższe niż w domku (tak mieliśmy np. na Roztoczu).
  • HitZłote Tarasy Mr Polska
  • Transport: pociąg. Zdecydowanie najczęściej jeździliśmy pociągiem. Mam nawet takie wrażenie, że lubię dworce. Są dynamiczne i zmienne. Jechaliśmy w bardzo różnych warunkach tego lata: był wagon towarowy, były intercity i były zwyczajne koleje podmiejskie.
  • Kierunek – kilkoro znajomych dotarło tego lata do Stanów, kolejna liczebnie grupa wybrała Bułgarię, a SPORO osób było w Krakowie.
  • Plener – no cóż, chyba najwięcej scenerii zapewniały nam miasta. Klimatyczne były też klify na Helgolandzie… Jeden znajomy jest akurat na Wyspach Owczych i jak zaczął spamować tymi pustkowiami to myślę, że raz na jakiś czas trzeba w takie miejsca dotrzeć.
  • Owoc – brzoskwinie. Może to wina ocieplenia, ale NASZE brzoskwinie i nektarynki zaczynają przypominać odmiany śródziemnomorskie… Sok ścieka po rękach gdy je jesz!
  • FilmMinionki! Przyznaję się, że NIE byłam, ale te ekipy ubrane w garnitury idące do KINA, widywałam CAŁE lato! Btw. Wydaje mi się, że wspólnie w kinie nie byliśmy tego lata ani razu…
  • Zabawka– Hagi Łagi. Brzydkie to, wisi na każdym nadmorskim straganie i mamy to i my!
  • Koncert – po okresie bez koncertów nagle SĄ. Najwięcej znajomych się otagowało na koncercie Eda Sheerana, ale mało kto wie, że po koncercie artysta wylądował w klubie burleski! JA wiem, bo akurat ten klub znam i STĄD mam takie info. No bo co to za wizyta w Polsce, bez miejscówki z gołymi babami? 😀 W Polsce byli też Gunsi, Aerosmith i Maneskin, lecz największa euforia była chyba na koncertach Maty.

<><>

Przyszłe lato? Odessa marzy nam się od kilku lat. Teraz jak widziałam zdjęcia pustych plaż na które NIKT nie wchodzi (bo zaminowane wybrzeże) to nie wiem KIEDY tam będzie można pojechać… Kończą nam się pomysły na bliskie wakacje i może czas wsiąść w samochód i pojechać kawałek dalej? Na Zachód łatwo dotrzeć pociągiem i samolotami, wschód odcięty, ale na południe trzeba autem! Niezmiennie mam głód Podlasia i Suwalszczyzny i tam lubię co roku być, a tym razem się NIE udało. Łucja chce w któreś tam góry po MINERAŁY… Dzieci NIE były na żadnych koloniach, ale zaczął nam się rozwijać wariant zabierania „nie-swoich dzieci” i chciałabym żeby TO się utrzymało. My możemy kogoś zabierać, a za to ktoś zabierze NAS. Tego lata do ekipy doszedł nam chłopak Łucji, a czasem dorzucaliśmy też kolegę Mieszka. Jakoś niezauważenie towarzystwo mi powyrastało z kolonii i chyba już NIE będziemy w to wchodzić… Muszę RÓWNIEŻ kupić leżaki. Dawno temu miałam DWA, jeden się tego lata połamał i tak szukam czy gdzieś ktoś po sezonie będzie wyprzedawał?

Mam dla Was kartkę z wakacji! Ten klimatyczny rysunek by wykonany dla Przekroju w 1946 roku! Hipolicie, jesteś strasznie roztargniony: znowu rzucasz cień w przeciwną stronę! Śliczne! 🙂