Woda!

Najgorsze jak w taki upał siedzi się w domu – marudziła wczoraj Łucja… I prawda, ale wakacje nam się już skończyły. Nie pojechaliśmy w DWA miejsca, o których myślałam na początku lata i chociaż technicznie rzecz biorąc można by wykorzystać TEN tydzień, to ruszyć się za bardzo NIE możemy.

Przede wszystkim w TYM tygodniu Łucja ma poprawę. Mamy więc kumulację korków i powtarzania. Nie ułatwia tego kolejny weekend, kiedy to panna idzie na wesele z boyfriendem i MUSI mieć sukienkę. Powiedziałabym, że JAKĄŚ ma, ale ukochany TEŻ chce o tym decydować, więc dziś np. jeżdżą po sklepach i tej sukienki szukają. A co gorsza w niedzielę ON ma urodziny, a ponieważ JUŻ dostała od NIEGO wielką torbę z prezentami to cały czas myśli: CO tu MU kupić? Niemniej jednak przekładamy „zakupy urodzinowe dla Matiego” na PIĄTEK, po poprawie. JA nie wiem kiedy będą wyniki, ale niech to się już wydarzy (w te albo we wtę).

PLUS Lilka od jutra zaczyna kilkudniowe warsztaty, które MOŻE pomogą jej odnaleźć się w nowej klasie. U NAS atrakcji zawsze dużo, a jak próbujemy się dostosować do innych, to efekt taki, że robi się zupełny kocioł…. Mam więc niedosyt wakacjonowania, ale na to LATO… TYLE!

<><>

Za to dziś, GDY Łucja pojechała rano na ten shopping, ja z ekipą młodszych ruszyłam na termy! Był pewien opór ze strony Mieszka, ale fortelem wciągnęłam go sprzed kompa i posadziłam do auta i NIE żałował! Btw. Nie pamiętam KIEDY ostatnio pływałam! Wymoczyliśmy się w ciepłych wapniowo-magnezowych wodach, ja z Lilką dwa razy byłyśmy też na saunie (Mieszko w tym czasie okupował grotę solną) i ogólnie ZNOWU nam się nic nie chce 😉 Mam za to taką poboczną refleksję, że dobrze to zrobiło Lilce i na saunę i ciepłe baseny powinnam ja czasem zabierać!

w przebieralni (przed wejściem i PO)