Połowa wakacji!

widzicie gościa zawieszonego na linie kawałek od wieży? Taka mała kropka -> niżej „moi” chłopcy

Na obronie stażu miałam pytanie o powód wprowadzania elementu strachu na zajęciach (temat Halloween). Odpowiedziałam na to, że uważam, że strach jest dobry. W audiobooku, który miałam wtedy w aucie i dotyczył prawdopodobieństwa, autor mówił, że najbardziej brakuje mu wielkiego jadowitego węża w jego imponującej bibliotece, bo nagłe fizyczne emocje są ogromnym rozwojowym stymulantem. W Eternals jest jeden Bóg, który ciągle chce godzić ludzi, by ze sobą nie walczyli, ale stopują go, go wojny oznaczają rozwój cywilizacji. Z wiekiem boimy się naprawdę strasznych rzeczy: chorób, starości, ubóstwa, inflacji, wojny, zanieczyszczenia, apokalipsy, głodu, końca świata, samotności. Boimy się o bliskich i boimy się o siebie. Większość dzieci tych lęków nie zna. Jeszcze są na tym etapie, że mogą się schować za rodzica i po chwili gdy zagrożenie mija wybuchnąć śmiechem. Co więcej nagły skok adrenaliny jest, w przeciwieństwie do długiego i stałego strachu, zdrowy. I o tym wszystkim rozmawiałam też wczoraj z Lilianą, którą próbowałam przekonać, że TO, że na NASZYCH wakacjach NIE brakuje emocji JEST pozytywne 🙂 NIE zgodziła się ze mną 😉

Tak wyglądał nasz odjazd z Lublina. Łucja już siedziała w pociągu z Matim i ona rozpoczęła konwersację:

Sztuuukistrze!

Ależ mi się wczoraj rano spalił omlet! Ale w momencie gdy miałam go przerzucać podjechali śmieciarze, a ja w kuchennym oknie w biustonoszu (bałam się przy smażeniu pobrudzę sukienkę). Wycofałam się po szlafrok, ale co przypiekłam to MOJE. Do omletu jestem ja i dziewczyny, bo Mieszko buduję masę z parówek – więc MY zjadłyśmy!

No a potem poszło zgodnie z planem! Zgarnęliśmy kolegę Mieszka i z czwórką dzieci ruszyłam na wycieczkę. Po drodze, na kolejnej przesiadce dołączył do nas Mati, lecz Łucja razem z nim, realizowali własny program, czyli liczbę dzieci na głowie miałam tradycyjną. Pojechaliśmy do Lublina, zjedliśmy, patrzyliśmy na występy, akrobatów, buskerów i pożeraczy ognia. Niesamowity był pokaz Magic Mike-a, który był z Filipin i występował w opasce na oko. Pod koniec spektaklu zdjął opaskę, żeby nam pokazać, że on nie ma drugiego oka. Gdy miał sześć lat został pobity i przez butelkę to oko stracił. A podróżuje po świecie, żeby pokazać innym, że NIE ma rzeczy niemożliwych. Bardzo, bardzo fajny przekaz.

Zjedliśmy pyszne tacosy i MunchiesLublin Wam polecę, gdyż dostaliśmy od nich podwójne zamówienie (bo się pomylili i dostaliśmy na koszt firmy :). Piliśmy lemoniadę, a na drugi posiłek (bo tam cały dzień siedzieliśmy i rzeczywiście wraz z opóźnieniem pociągu byliśmy w domach po północy) była pizza. Tzn. na pizzę do jakiejś słynnej pizzerii zabrała Łucja Matiego i na pizzy na rynku byli chłopcy, gdy my z Lilką siadłyśmy z drugiej strony placu w knajpie żydowskiej (ależ to było dobre!). Łucję z Matim widziałam RAZ, gdy siedzieliśmy na Błoniach. Ukochanemu wyprawa TEŻ się podobała!

Przywiozłam torebkę pełną cebularzy, bo Łucja uwielbia, no ale przecież NIE mogła się do tego przyznać i gryczaka, którego wieziemy dziś do dziadków (TAM w czwartek zawieźliśmy Bibi). Fotki są trochę inne, bo kombinuję z moim aparatem. Są więc bardziej panoramiczne, ale za to mniej ostre. Będę to poprawiać.

widzicie gości na linach?
ja na TLE mojej ulubionej kamiennicy z lewkami 😉
portal ciągle stoi
schładzanie
W jednej eLce Mieszko, a drugiej kolega.
kompletowanie ZAPASÓW słodyczy na pokazy…
Pokazy ognia. Moje ziomy siedzą na schodach i patrzą!
Strefa Food Trucków
Błonia
Fani Japonii
Brama Krakowska
Instalacja z latających ptaków. MAŁO by takich rzeczy tym razem.
Widzowie z pierwszych rzędów wyposażeni w ŻELKI
Magic Mike
Lublin rozstawia koziołki tak jak Wrocław krasnale. I akurat bardzo fajnie! 🙂

Cukier ŻERUJĄCY

Zawiozłyśmy DZIŚ ostatnie brakujące dokumenty do szkoły Lilki. Jakoś więcej tych formularzy w tym roku, bo wymyślili np. akt urodzenia (??) i dwie fotki. Zdjęcia były też potrzebne u Łucji, ale panna je doniosła we wrześniu, a tu były potrzebne JUŻ teraz! No, ale wszystko już złożone, szkoła Lilki nie wygląda źle, Diabli chce jeszcze jakoś się odwoływać, ale wstępnie MOŻE być. Siłujemy się teraz tylko z Lilką, że ma stworzyć sobie konto na Fb, bo na mieście wszędzie już ustawki nowych klas, a panna nie ma!!! Dzieciaki łatwo się znajdują i tworzą grupy, ale jak ONA ma być dodana, skoro jest niewidzialna w social mediach??? Udało nam się wczoraj z Łucją ZMUSIĆ ją by coś tam założyła, LECZ teraz powinna dodać JESZCZE zdjęcie i miasto! No i NIE chce…

Btw. przy zakładaniu konta panna straciła swojego starego messendzera i ma nowego, więc dodałam NOWĄ Lilę do naszej grupy 😉 Pierwsza przywitała się z nią Łucja z WANNY. A tyle razy mówiłam: NIE wchodzimy z telefonem do WANNY!!!!

<><>

Pokażę Wam też listę zakupową zrobioną przez Mieszka. Snuł się po domu, że COŚ by zjadł i czy są cytryny, bo chce sobie wrzucić do wody i kazałam mu zrobić listę zakupową. Potrzebny był mi cukier żelujący, bo podgotowuję te wiśnie od kilku dni, a cały czas pływają i od niego zaczęłam mu dyktowanie…

  • Jakie u?
  • Uje się nie kreskuje.
  • Ale tu nie ma uje tylko ujący.
  • Czyli jest U-J. Zapisz również cytryny oraz pomarańcze do herbaty.

A później wzięłam tę kartkę i zobaczyłam TO (jemu po prostu ten żelujący NIC nie mówił 😉

Jutro nas nie ma. Rano jedziemy na wycieczkę i wrócimy pewnie chwilę przed północą! Kolejny wpis w sobotę! 🙂

Kochany Krzywulec

Za nami wizyta u ortopedy. To było bardzo długi i ciężki dzień… Z tymi wszystkim rentgenami (normalny i w wykrzywieniach) i trudnymi konsultacjami zajęło nam to kilka godzin. Na tę wizytę czekałyśmy od kwietnia i jej celem było ustalenie czy Łucja będzie miała operację kręgosłupa i kiedy. Będzie miała, ale musiałyśmy się zapoznać z opisem jak taki zabieg wygląda, ile trwa oraz jakie mogą być komplikacje. Lekarze dziś ustalali też które odcinki kręgosłupa i na jakich długościach trzeba będzie operować. Wydarzy się to w tym roku – może nawet jeszcze na jesieni? PLUS ciągnie to za sobą masę rzeczy organizacyjnych, które pewnie będziemy ogarniać od przyszłego tygodnia. Jak już wyszłyśmy byłyśmy i przymulone i jednocześnie lekkie, że coś się wyjaśniło i COŚ już wiemy.

<><>

Mirabelki zebrane na psim spacerze z Mieszkiem. Samosiejki tego smacznego i niedocenianego drzewa spotykamy na naszych spacerowych trasach… -> Idziemy i zbieramy TE pomarańczowo-żółte owocki! 🙂

Sweet Sixteen

Do urodzin Łucji JESZCZE trzy tygodnie, no ale zaczynamy świętowanie! Pierwsza tura była z tatą, dwusmakowy tort z personalizowanym topperem zrobiła ciocia P., no i CD imprezowania nastąpi! Dziś jakby nie było (trochę z TEJ okazji?) panny pojechały też ze mną na zakupy wyprzedażowe i chociaż pomimo jednej sukienki i kocyka nic nam za bardzo nie doszło, to można powiedzieć, że wyprzedaże w końcu odbębniłyśmy 🙂

<><>

  • Mamo, Mati zrobił dziś dla mnie ogórki.
  • Super. Kiszone?
  • Tak. Jego mama robiła z koleżanką i on zrobił dla mnie.
  • Możemy zrobić wiśnie dla niego bo dziś kupiłam na rynku. Do tych małych słoiczków w owocki.
  • Bardzo chętnie.
  • A on jada wiśnie?
  • Nie.
  • A ogórki?
  • Też nie. Ale to nie ma znaczenia 🙂

Dzień DLA samochodu

Wymieniłam dziś olej w moim autku. Na początku lipca zrobiłam klocki, a teraz olej z filtrami. To była większa kombinacja, bo myślę, że pierwszy raz od chyba zawsze, zrobiłam to wszystko poza ASO. Bardzo jestem zadowolona 🙂 Jak zaczęłam szukać jak i gdzie można to zrobić taniej trafiłam na całą masę porad: Ja to olej i filtry wymieniam sam. I pewnie bym dała radę, lecz pamiętałam o żelaznej zasadzie Lutki: NIE musimy robić wszystkiego, tylko dlatego, że potrafimy! Jutro jeszcze muszę podjechać wymienić pióra wycieraczek (bo już kupiłam i okazuje się, że tego rocznika, TEN model ma akurat inne, więc niech wymienią mi ONI) I właściwie to koniec tegorocznego przeglądu w moim aucie!

Na fali sukcesu podjechałam RÓWNIEŻ na myjnię ręczną, gdzie ostatnio niezbyt nam się z Mieszkiem udało mycie. A DZIŚ moja myjnia MA urodziny i do każdej kwoty dodaje drugie tyle gratis! No więc pojechałam, a tam właściciel z żoną witają przyjeżdżających i każdemu jeszcze długopis wręczają. No i ta żona właściciela to znajoma ze szkoły… Ups… No więc wrzuciłam 10 pln, drugie dostałam gratis, no i myślałam, że TERAZ to mi się uda. No i jakoś czas mi minął, a na na aucie zostało mnóstwo piany… I ona mówi: Musisz dokupić jeszcze, bo będziesz miała ZACIEKI. A ja na to (qrcze, przecież to już poszło moje 10 i ich 10), że NIE, one wyschną, ja to PRZETRĘ i będzie dobrze. A ona, że JAK piana wyschnie, to ja ich nie ZETRĘ. A ja, że NIE, już tak robiłam. Itd i sobie ODjechałam takim zamydlonym autem. Także PORAŻKA myjniowa NR 2. Żenada, że mnie na tym przyłapano, ale rozumiecie mnie, że skoro JUŻ wydałam 10 to nie byłam gotowa wydać WIĘCEJ? Także takie buractwo ze mnie wylazło, ale czy to PIERWSZY raz? 🙂

Macie dobry żarcik z netu!

sukcesy w rodzinie niejadków

screen pogodowy sprzed kilku dni – u nas i w Hamburgu

Cisza, spokój, sąsiedzi jedni i drudzy wyjechali na wakacje, a i na spacerach z psami mniejsze tłoki. Zrobiło się ciut chłodniej, ale do pełni szczęścia chciałabym, żeby nie robiło się tak wcześnie jasno! W tych Niemczech mieliśmy na odwrót. Jasno było do 22-giej, ale poranki były dłużej ciemne… I tak jak czytam sobie książkę WIECZOREM, a nawet w NOCY (bo wzięłam z biblioteki sagę, muszę oddać a jestem w środku), to rano budzę się niewyspana! Bo te chłopskie korzenie to mnie jakoś zrywają za wcześnie… 😉

Wczoraj zrobiłam sos kurkowy do makaronu… Lila już od jakiegoś czasu nowości je, a TYM razem Łucja TEŻ się odważyła. I ZJADŁA!!! Same kurki zostały na dnie miseczki, gdyż panna najstarsza określiła je jako „gumowate krówki”, no ale i tak bardzo mnie to poszerzanie diety cieszy. SUKCES NR 2 to Mieszko, który wieczorem zszedł na dół głaskając się po brzuchu (on uwielbia pokazywać zamiast mówić) i na pytanie Co konkretnie? WYJAWIŁ, że czuje się GOTOWY, by spróbować chińską zupkę!!! Przygotowała mu ją Liliana i młodemu SMAKOWAŁO („trochę jak rosół”). To trochę może niewłaściwe, że raduje mnie, że dzieci przyswajają śmiecio-żarcie, ale w tym momencie KAŻDE już umie zrobić chińską zupkę i ją ZJEŚĆ!

<><>

Pokaże Wam też fragment rozmowy z dziećmi. Na wakacjach Mieszko mnie dręczył, czy wolałabym wziąć ślub z Gatesem czy Muskiem. No a potem w necie wypłynęło to zdjęcie Elona na jachcie (pomijając co, że taki koleś to ci nie kupi naszyjnika z rubinami, lecz od razu cały Apart):

Konwent

  • Dzieciaki, pobudka! Jedziemy na konwent!
  • Matko, co Ty masz pod oczami?
  • Lila, właśnie obejrzałam tutorial jak zrobić manga make-up i TO jest optyczne powiększenie oczu.
  • Nie jest. Wyglądasz, jakbyś się rozmazała…
  • No dobra, to tę dolną kreskę zmażę :/
  • Japoński makijaż ma dwie wersje. Albo bardzo jasna twarz i bardzo mocno zrobione oczy. Wtedy są sztuczne rzęsy i kreski.
  • To ja mam tak!
  • Albo jelly, czyli taki wybielony pastelowy, gdzie robisz TYLKO rumieńce pod oczami.
  • Też tak mam. Czy MAM wszystko!

Pojechałam dziś z maluchami na Animatsuri! To impreza dla miłośników Japonii, gier, Samurajów i mangi. Razem z nami pojechał kumpel Mieszka, z którym Mieszko gra w Genshina. My z Lilką byłyśmy już rok temu i bardzo nam się podobało. Jak wiecie, ja mam obsesję na punkcie różnorodności i tam było tego dużo!!! Bywalcami imprezy są głównie dzieciaki 14-18 i właściwie każdy jest jakoś przebrany. Mieszko miał opaskę Naruto, jego kumpel kostium liska, no a i Lilka wybierała dłuższą chwile swój strój. Ba, jedna dziewczyna krzyknęła do niej: Pięknie wyglądasz! Bałam się o to, czy się dostaniemy do środka, bo NIE zdążyłam kupić wejściówek w sprzedaży on-line (była tylko do ubiegłej niedzieli), a rosnąca popularność imprezy zaskoczyła nawet organizatorów. Na miejscu mieliśmy za darmo wodę i zupki chińskie (jak się domyślacie towarzystwo załadowało mi torebkę z czubkiem) i kilka pięter atrakcji. Przestrzeń gamingowa, sala klasycznych japońskich gier planszowych, wykłady, no i tłumy coldplayowców, które wiedziały KTO KIM jest. Na zewnątrz były stoiska z japońskim jedzeniem i amfiteatr, gdzie też coś się działo. Mieszko z kumplem kupili sobie Mistery Boxa ze Spy&Family, a Lilka futrzane USZKA. Te dzieciaki tam wspólnie nagrywały Tik-Toki, robiły sobie zdjęcia i planów w co to MY ubierzemy się za rok MAMY mnóstwo 🙂

tu akurat samuraje przygotowują się do pokazu

aaa, doszły nam też kolejne mangi
tu jakaś gra była grana -> widzicie, ze Mieszko siedzi w opasce Naruto?

A niżej zlepek wiadomości i zdjęć z social mediów. Dzieciaki szukają osób poprzebieranych tak jak one, żeby razem kręcić filmiki, wystawcy jedzenia zachęcają co przygotują, ktoś się pyta, gdzie można kupić czerwone soczewki, bo zapomniał swoich, albo jest info o USTAWCE na Free Kombat na bezpieczną broń. Super impreza, chociaż strasznie było gorąco!

Kilka godzin do tornada

Za kilka godzin towarzystwo będzie już do mnie zmierzać, więc zrobiwszy zakupy na rynku (jest teraz WSZYSTKO: cebula cukrowa, morele, szpinak, pierwsze gruszki, pierwsze śliwki, pierwsze jabłka…) CZEKAM. Wysypałam na półmisek pierwszą porcję moreli, zjadłam sporą cześć truskawek (te co właśnie są SĄ naprawdę WYBITNE) i mogę podsumować CO udało mi się zrobić. Pomijając te domowe zaległości (w bonusie umyłam też ściany i drzwi i te pierwsze powinnam podmalować, ale TO jeżeli będę mieć jeszcze jakieś trzy dni wolnego na wakacje) TO wyjaśniły nam się dwie sprawy. Po pierwsze Liliana dostała się do szkoły średniej. Nie jest zadowolona, bo to NIE jest ta, którą miała wybraną jako pierwszą, ale ja BARDZO się cieszę, że się dostała. Są jakieś wielkie problemy: kumulacja rocznika, itp, a TYM sposobem TEN temat jest załatwiony. We wtorek musimy przewieźć papiery (z tego gdzie składała jako pierwszego wyboru, do tego gdzie się dostała). Czas mamy tylko do środy, a poniedziałek odpada, bo zapisałam się na wymianę oleju, a to oznacza, że nie będę mieć cały dzień auta. Natomiast na środę Łucja ma zamówioną wizytę w szpitalu u ortopedy. I to jest bardzo ważne, bo czekałam na tę datę od kwietnia i jest to powód dla którego NIC nie możemy na to lato zaplanować. No bo jeśli powiedzą, że chcą ją operować np. za tydzień, to jak ja mam coś rezerwować? Zależy mi na tym, żeby było to w lecie, ale to już prawie sierpień i boję się, że najdzie to nam na jej termin poprawy! Planów b, planów c jest kilka, ale wszystko zależy od tego co powie lekarz w ŚRODĘ.

Do wtorku muszę również oddać książki do biblioteki! Umówiłam też się na wymianę wodomierza, który wg mnie nie tak dawno temu nam zmieniali… Nowy termin – bo JEDEN był możliwy, jest za miesiąc i ja nie wiem co wtedy będzie, ale też dobrze, że jest TA data. Bo grafik reszty lata przestaje być taki rozmazany. Z rzeczy relaksacyjnych obejrzałam House of Gucci i bardzo mi się ten film podobał! Wiem, że wszyscy marudzili, że dłużyzny i MOŻE w kinie się dłużył, za to w telewizji oglądało się to dobrze. Ponadto byłam w galerii handlowej i zrealizowałam dwa vouchery, które miałam za wcześniejsze zakupy (za jeden wybrałam jakiś mix preparatów z witaminą c, a za drugi spodenki od piżamy, które będę nosić jako zwyczajne krótkie 😉 ) No a skoro tam już dotarłam to zjadłam doskonały indyjski lunch i tu odkrycie, bo zawsze z dziećmi biorę Mango Lassi, a tym razem wzięłam Masala Lassi (przypomina to Ayran) i było to pyszne.

<>

Jeszcze trzy foty zZA granicy! To zabawne, ale Diabli na wyjeździe toczył dysputy z Łucją, czy ONA może się ubrać i co jest NIE tak ze stanikami??? 😀 Nic nie jest nie tak, ale do topów, które ona AKURAT najchętniej nosi – one po prostu nie pasują…

Mieszko ma jedną z wyjazdowych torebek. Są dwie. Jedno dziecko pilnuje kasy, drugie dokumentów i biletów. Ja dźwigam torbę z aparatem.
A to fotka z lotniska. Jak docieraliśmy do Hambyrga, to najpierw pociągiem dojechaliśmy do Gdańska, zjedliśmy szybki posiłek na Gdańsku Wrzeszcz, potem przejechaliśmy Uberem (w planach była SKM, ale za krótko byliśmy z czasem) na lotnisko i stamtąd dolecieliśmy do Hamburga! Takie kombo było!

Wakacje ojcem to nie jakiś glamping! Co za leszcze!

-Diabli

Naszą wakacyjną przeróbką są „Złote Tarasy”, tylko, że miejscu gdzie pojawia się nazwa galerii handlowej wstawiamy TAKĄ, którą akurat mijamy. Czyli jadąc na Hel śpiewaliśmy (gdy w radiu pojawił się podkład muzyczny): Ja widziałam jak wychodziła z Gdańskiej Riviery, a za to jak byliśmy w Niemczech dłuższą chwilę zajęło nam stworzenie wersji niemieckiej: Ich Sahen? Sah? gehen das Europa Central? No a teraz dzieciaki z ojcem pewnie tworzyli wersję typu: Ja widziałem jak wychodziła z Warmińskiej Galerii, bo jednego dnia dotarli do Olsztyna na zakupy!

Mają tam, nad tą wodą, dobrze, wyżej macie filmik nakręcony przez Łucję (tak naprawdę to DWA połączone- drugi zaczyna się od słów: „przeżyliśmy”), który dostałam. Tam jakaś była taka sytuacja, że tato ich wysadził i WODĄ mieli dojść na plażę. Czemu właśnie tak? Nie wiem, ale jak widać zabawa jest przednia! Diabli ma takie spostrzeżenie, że jest jakiś mega boom na spanie w namiotach, że przy agroturystykach same namioty i to takie wypasione tegoroczne modele z lodówkami i stoliczkami. Może tak być… Ale to chyba nie jest zła tendencja!