Sobotę dobrze zacząć od biegania!

<><>

W wyprawie na PIERWSZE wesele Łucja najbardziej niepokoiła się jedzeniem. NIE wiem czy je już jakiś rosół (czasowo już/TERAZ powinna przechodzić do ciast i czekać na bigos), ale zakładam, że wybór dań jedzeniowych na takich hucznych imprezach jest zawsze duży. Chętnie bym nawet wysłała tam Mieszka, bo może by się w końcu najadł?

Młody wszedł w fazę „nastoletniego pochłaniania”. Tłumaczyłam kiedyś dziewczynom, że kobiece ciało jest dużo bardziej skomplikowane, bo w założeniach musi być gotowe by wyprodukować kolejne życie, więc absolutnie każda rzecz, którą jemy i która się w nas wchłania, gdzieś tam zostaje… Tymczasem mężczyźni tworzą egzemplarze „jednorazowe”, co tłumaczy ich upodobanie do śmieciożarcia, które bez szkód, przynajmniej w okresie nastoletnim, jakoś przez nich przelatuje. Nie tak dawno temu byłam z Mieszkiem w kefsie -> młody zeżarł CAŁY wielki kubełek. Pomyślałam, że może był głodny, bo był wieczór?? Lecz ostatnio, gdy panny obie wybrały się na sushi (tak naprawdę Łucja zaciągnęła Lilę do knajpy, gdzie serwują panierowane liście konopii, ale JUŻ ich nie było w menu. (???)) ja pojechałam z młodym do maka. I on wybrał sobie wielkiego spicy boxa. Pomyślałam, że to miłe z jego strony, że chce, żebyśmy zjedli wspólnie, ale ja NIE byłam za bardzo głodna, więc zamówiłam sobie wrapa, zakładając, że weźmiemy tego „jego” boxa do domu i podgrzejemy na kolację w piekarniku… Wyobraźcie sobie, że on zjadł CAŁEGO!??! Na miejscu!!!

<>

Łucja DZIŚ do nas nie wraca – ma przenocować w domu u Matiego (na kanapie) i będzie rano. Ja tymczasem powoli ogarniam kolejne Augiaszowe punkty, które powstały w ciągu ostatnich 12 miesięcy… W czwartek ruszyłam kupkę papierzysk na stole. Na samym dnie była kartka, którą dostałam na zebraniu w szkole u Łucji (30 sierpnia ROK temu). Z grubsza to segreguję, coś tam wywalam, a pozostałe wynoszę na strych. Tam powinnam porozkładać dokumenty po segregatorach, ale MUSI trochę spaść temperatura!