goromco

Biegamy, bo jutro rano kolejna KRÓCIUTKA wakacyjna eskapada. Psa wywieźliśmy do dziadków, rowery przykryte folią przeciwdeszczową, przede mną szybkie prasowanie i ogarnianie kuchni. KOTA tym razem NIE wywozimy, bo w sobotę już jesteśmy, więc po prostu porobię jej takie stacje z jedzeniem i wodą.

Z samego rana rusza Mieszko, razem ze swoim kolegą i jego tatą. Razem z nimi jedzie brat tego kolegi i kumpel brata. Wszyscy mniej więcej w wieku Mieszka. BOJĘ się trochę tego wyjazdu, bo plan jest chaotyczny, a CZTERECH małych chłopców z beztroskim ojcem to MOCNA mieszanka. No ale CHCE jechać, więc NIECH jadą. Mieszko został tylko poinstruowany, że MUSI SAM o siebie zadbać. Wracają w niedzielę.

Jak wyprawimy Mieszka, ruszamy MY. No i my, jak to my, jedziemy z Matim, co pewnie oznacza, że oni się odłączą, a ja będę mieć dziewczyńską wycieczkę z Lilusią. Odkryłam ostatnio mroczne zakątki jej duszy i nie wiem czy od jesieni nie powinnam jednak pomyśleć o jakimś psychologu dla niej? Niemniej jednak NA RAZIE będziemy miały SIEBIE.

Dziś dziewczyny spotkały się babcią (na urodzinowych zakupach Łucji) i panna wybrała sobie spodnie. Pod koniec lata kuzynka Matiego bierze ślub i ogólnie jest gorączka w wybieraniem w CZYM ona może pójść?? Za to ja rozpoczęłam porządkowanie donic przed domem. Przycięłam truskawki, zasadziłam jakieś coś doniczkowe (CDN, bo na razie MAŁO w tych donicach) oraz zakopałam w ziemi SZYSZKĘ. Szyszkę (niżej) mamy jeszcze z Niemiec, Mieszko ją znalazł w ogrodzie botanicznym (fotka wyżej), gdzie biegał jak szalony i pomyślałam, że nie wiem co z niej wyrośnie, ale ją sobie zasadzę! 🙂