mięszanka po=powrotowa

Mieszkałyśmy kilometr od metra, w starej włoskiej willi. Na korytarzu przed naszymi drzwiami było popiersie Marka Antoniusza, które witałyśmy (wychodząc z pokoju) słowami: Ave Cezarze (wiem, nielogiczne), a sufit miałyśmy na wysokości 6 metrów 🙂 Gdy tam weszłyśmy oniemiałyśmy, tym bardziej, że jak spojrzałam na historię moich noclegów w portalu z noclegami, więcej zapłaciliśmy w Ustce – chociaż tam też były 4 noce (i tam nasze łóżka stały w garażu 🙂

Pierwsze po przyjeździe to było obczajanie najbliżej „żabki”, czyli małego sklepu. Taki znalazłyśmy, Hindus bez terminala, ale miałyśmy wodę na noc i krakersy, gdybyśmy zgłodniały! Odkryłyśmy też doskonałą pizzerię w pobliżu, gdzie uroczy kelner, ZAWSZE z jednakowym uznaniem kiwał głową na wybór Łucji (panna zamawiała WYŁĄCZNIE margharitę 🙂

Super opcją, jest, że w Unii nie mamy opłat za telefony. Dzwoniąc z lotniska nie do końca dowierzałam pani na Infolinii, ale teraz weszłam na mój rachunek i RZECZYWIŚCIE i łączność z netem i połączenia miałam za darmo. Super sprawa! 🙂 Przypomniało mi się jeszcze, że w autobusie na lotnisku w Rzymie (terminal-samolot) zderzyłam się z moim fryzjerem. Nie ma to jak wyjechać raz na dekadę i wszystkich spotkać :)) On ma przyjaciela gdzieś przy Travestere i chwilę pogadaliśmy o SZTUCE 🙂

Poza tym „poniedziałek”. Byłam w supermarkecie po mięso dla Bibka, w piekarni po pieczywo (chleb, bułki, chałka i strucla serowa), robi się pranie, przekopałam się przez górę meili i ustawiłam ze znajomą na trening wieczorem. Kilka fotek, tym razem odkomórkowych:

Tu macie karczochy, dzióbanie karczochów przez Łucję (alla romana były smaczniejsze) oraz selfiaczek przy Schodach Hiszpańskich)
Tutaj od-cukrzony kawałek prozy życia. To TEN dzień, kiedy zmokłyśmy. Jedyne co grzało to kuchenka, więc wokół niej obsychały buty wypchane papierem toaletowym. Na kuchence gotuje się makaron. Weszłyśmy do kerfura i kupiłyśmy świeży makaron. Potem na dziale z przekąskami świeże pesto. I tak zrobiłyśmy sobie kolację! 🙂
To ta ekskluzywna chińska knajpa. Łucja gdy była mną zażenowana to siedziała w nosie z telefonem 🙂
A taką KAWĘ przygotował mi kelner!!! :)) Pierwszy raz, ktoś mi taką RÓŻĘ dał 😀

Wrzucę Wam też Tinderowego screena z tej nocy z koszmarem. I teraz bardzo ciekawa sprawa. Zaznacza się jaką odległość akceptujesz-> ja mam ustawione 70 km. Niemniej jednak czasem pojawiają mi się osoby z ponad tysiącem. Podejrzewam, że mają jakieś ustawienia? Nieważne. Wyświetlił mi się koleś z Turcji (to nie TEN z foto), który ma hodowlę tygrysów. Bo to przecież może być niezły wabik. Śledzę te info o poznańskich tygrysach (kciuki z całej siły zaciśnięte za Gogha) i myślę sobie, że jeśli ktokolwiek będzie szukał takich nielegalnych hodowli to w życiu nie nie wpadnie na to, by kopać w portalach randkowych.

Siamo ritornati!

No więc… NIE był tak do końca prezent, TYLKO dla Łucji 🙂 Rzeczywiście dawno temu obiecywałam IM, że na 12-ste pojadę z jubilatem do Rzymu. A przecież JUŻ 13-ste skończyliśmy… LECZ w sumie ja TEŻ chciałam!!! Niby, że to RÓWNIEŻ ten „zaległy prezent urodzinowy”! Btw. dosyć mocno ten wyjazd przeżywałam, bo ostatni raz za granicą byłam 10 lat temu…

Rzym jaki jest pewnie wiecie? Jest absolutnie wspaniały!!! Chaotyczny, pozytywny i smaczny. Miałyśmy koszmarną pogodę, ale okazało się to być idealne. Bo wszędzie można było się dostać! W lipcu zamknięto dostęp do Fontanny di Trevi, a teraz mogłyśmy zanurzyć ręce. Do Watykanu, do bazyliki stałyśmy 25 minut (rzecz niesłychana), do Koloseum wchodziło się z ulicy i w KOŃCU odwiedziłam Willę Borghese, gdzie zawsze chciałam się dostać i jest to praktycznie niemożliwe. Bilety trzeba kupować przez agencje, które opłacają „staczy” w kolejkach. A tym razem pojechałyśmy w NIEDZIELĘ i weszłyśmy! Dwie panie ze swoich okienek wołały, żeby do do niej podejść po bilet!!! Kosmos. No i po pierwszym dniu, kiedy zmokłyśmy odkryłyśmy, że deszcze w Rzymie są ulewne, ale trwają kwadrans i trzeba po prostu się schować: do knajpy, do kościoła, albo do sklepu. Włosi są uroczy i pomocni. W jednej knajpie gość zrobił mi RÓŻĘ na kawie narażając się na szyderę kumpli, a Łucja to skomentowała zdumieniem, że w MOIM wieku faceci TEŻ się popisują 🙂

Jedzenie było pycha. Pewnego razu wpadłyśmy do knajpy filmowej. Tuż przy włoskiej filmówce, gdzie na ścianach był podpisy Sophi Loren i Woody Alena. I zamówiłyśmy tam rzymski przysmak – karczochy. Średnie. Innym razem weszłyśmy do najbardziej niesamowitej chińskiej knajpy, w której byłam, gdzie na stołach miałam palniki, menu było na tabletach i nie umiałam tam się zachować. Chińczyk, który mi pomagał i był jednocześnie najciekawszym facetem podczas tego wyjazdu, rozbawiał mnie tak, że leżeliśmy tam ze śmiechu (i tu znowu WIELKIE zażenowanie Łucji), ale najlepsze było gdy wyszłyśmy z tej knajpy. Bo była burza z piorunami i przy tej ulicy rosły drzewka pomarańczowe. Tak jak u nas kasztany. I wszędzie leżały pomarańcze!!! Z takich egzotycznych rzeczy, w parkach, obok gołębi latają też PAPUGI!!! Patrzyłyśmy z Łucją na szarą wiewiórę, a obok niej usiadła PAPUGA!!! Historie pewnie będą mi się jeszcze kilka dni przypominać, więc wrzucę Wam tylko story o Stefano 🙂 Otóż w przedostatnią noc miałam koszmar, że w NASZYM (z Łucją miałyśmy małżeńskie łoże) łóżku jest wielki czarny włochaty pająk. I wydawało mi się, że mnie ugryzł w policzek i pół twarzy mam sparaliżowane. Obudziłam się, siadłam i budzę Łucję i mówię do niej, żeby zapaliła światło. LECZ nie mówię, tylko bełkoczę, bo przecież pół twarzy mam sztywne… I ona NIE zrozumiała, zaburczała coś i się obróciła. Ja zaczęłam się uspokajać, ale nie mogłam zasnąć. Pierwsza w nocy… No i odpaliłam tindera (spoko NIE korzystam, tylko czasem tak sobie sprawdzam czy KTOŚ mi się JESZCZE podoba i czy JA się jeszcze komuś podobam) i w 7 minut miałam 45 superlajków, plus napisał do mnie Stefono. Czemu nie śpię? Więc piszę, ze nightmare i grande tarantula! I wyobraźcie sobie, że był taki kochany, że przez godzinę mnie uspokajał, sprawdzając w różnych sennikach co to mogło znaczyć 😀

Rozczarował nas natomiast Watykan. Masa turystyczna, chińskie dewocjonalia, naganiacze na oprowadzane wycieczki oraz tłum freaków i kloszardów (niestety sporo ich z Polski). Pieta akurat przechodziła konserwację, stąd późniejsza wyprawa do Galerii Borghese (->chciało nam się DUŻEJ sztuki). No i na mszę niedzielną (skoro już byłyśmy w niedzielę), na którą chciałam nas zabrać (bezpłatne wejściówki można gdzieś tam odebrać) pojechałyśmy do Bazyli św. Jana, która notabene jest najważniejszą papieską bazyliką. I było to też niesamowite! Trafiłyśmy również do Lego Store i w całą masę innych niezaplanowanych miejsc, ale o tym później -na razie kilka fotek!

Schody Hiszpańskie – na nich się kładły porozbierane instagramerki z całego świata
Boca Della Verita
To przed Galerią Borghese – w środku NIE wolno robić zdjęć, ale są tam NAJWAŻNIEJSZE rzeźby świata
No, po taniości było 😀
Lego Store – czy wiecie, że TA wersja Fontanny di Trevi była z klocków?? Łucja oczywiście SYMBOLICZNIE wrzuca monetę!
Piazza del Popolo
W podskokach przez Ogród Borghese. Wytłumaczyłam Łucji, że to byli tacy nasi Zamoyscy.
Forum Romanum
Znowu Schody. Właśnie ktoś się komuś oświadczył i wszyscy patrzą w kierunku pisków 🙂
Muzea Kapitolu
Za chwilę zobaczymy PAPUGI!
POMARAŃCZE!!!
Watykan- kolejka- szło błyskawicznie
Koloseum
JA już NIE chcę WIĘCEJ chodzić -> chodźmy na KAWĘ!!!!
I cdn WKRÓTCE! 😀

przerwa w transmisji (4 dni)

Budzik w telefonie zadzwonił przed siódmą. Zwlokłam się na dół, żeby włączyć wodę na herbatę i zaczynać budzić smarki. Na kanapie przed telewizorem już siedziała Łucja odrabiając lekcje.

  • Mamo, mam takie zadanie: „zredaguj argument odwołujący się do tekstu literackiego i potwierdzający tezę: Pomóc bliźnim może być źródłem szczęści”.
  • NIC nie zrozumiałam z tego co powiedziałaś. Po szóstej rano, mój mózg nie pracuje.

Bo położyłam się spać po północy, gdyż Lilka płakała, że wyjeżdżam -> wstałam o czwartej, gdyż Klarens chciał wyjść na spacer. Razem z nim wyskoczyła do ogródka Bibi i zanim wróciła zdążyłam wyładować zmywarkę. Na chwilę opadałam do łóżka, ale odezwał się ten wredny budzik… A wyjeżdżam za chwilę i wracam po południu w PONIEDZIAŁEK. W domu na straży zostaje Lutka, w piątek wieczorem zastępuje ją Diabli, bo to jego weekend z dziećmi. Dziś miałam już tylko się wyciszać, ale oczywiście wieczorem zapchał się zlew (walczę dziś), a zasypiający Mieszko przypomniał sobie, że na piętek musi mieć plastelinę. A GDY pojechałam do sklepu Bibi rozpakowała moją już zapakowaną kosmetyczkę… Bieg, tempo i chaos 🙂

Kto to idzie po pustyni, nawet lew się chowa? Wiadomo, wiadomo…

Mój tato zawsze jak jeździł do babci to to miał dla niej przygotowany jakiś żarcik o teściowej. Pamiętam, że Babcia się z tego śmiała. Ale LĘK przed kobietami w TEJ rodzinie pozostał. Gdy Lutka ma do mnie przyjechać cały dzień szoruję na kolanach dom… A gdy się jej do tego przyznałam wybuchła, że ja z ojcem przesadzamy! Nie, NIE przesadzamy 🙂 Tym razem sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo babcia będzie nocować… Przy okazji odkryłam, że Bibi, chociaż kompaktowa, to sierści jednak gubi nie mało :/ Dobrze, że na aliku zamówiłam furminator, to będę to dzikie zwierzę jednak wyczesywać. Przy poprzednim psie różnica była spora.

<>

Zapisałam Mieszka na dwa konkursy z języka polskiego. Gość jest dość konkretnie znudzony szkołą i odrobina napięcia dobrze mu zrobi 😉 A moim klubie biegowym, z którym raz w tygodniu mam trening przenieśliśmy się na salę gimnastyczną, i po treningu mamy jeszcze pół godziny jogi! Także tak! 😀

Chorzy nie tańczą ze zdrowymi

– „Atlas toksycznych facetów” – Barbara Strójwąs, czyli nie ma takiej możliwości, by osoba o stabilnej samoocenie i dojrzałym podejściu do życia uwikłała się w toksyczny związek. Jeśli taki tworzy, to prawdopodobnie dlatego, że nie przepracowała jeszcze zalegających na dnie jej serca dramatów z przeszłości.

Lilka coś mi kaszlała od kilku dni. Dwa dni temu wieczorem powiedziałam jej: Chodź ze mną do kuchni, poszukamy jakichś lekarstw. Zaczęłam kopać w koszyczkach w apteczce i okazało się, że NIC nie ma. Z ibufenem wszystkie leki się pokończyły, musujące witaminy i wapno przeterminowane o lat kilka, ale znalazłam witaminę C!

  • Odmierz sobie 10 kropel, ja dalej będę tu przewracać.

Panna odmierzyła, wypiła, a ja w tym czasie znalazłam DWIE ostatnie tabletki z paracetamolem.

  • Mamo, ale to jest przeterminowane.
  • Poważnie? Dużo?
  • Do października 2019.
  • To prawie dobre. Zjedz jeszcze tą tabletkę, ja Ci ją pokruszę i kładź się spać.

A wczoraj wieczorem panna pojawiła się w kuchni znowu:

  • Cały czas mam kaszel. Czy mogę znowu dostać tą pyszną przeterminowaną witaminę C?
  • NIE.

Zrobiłam więc do końca przegląd leków, wyleciało właściwie wszystko oprócz witaminy D oraz leków na alergię i pojechałam dziś do apteki! Oddałam mojemu ulubionemu aptekarzowi (jak będzie chciał mnie stalkować to odkryje, że przeterminowały mi się tabletki antykoncepcyjne z ważnością do kwietnia ’19) i kupiłam zestaw NOWYCH! Oczywiście padło to niejasne pytanie: Kaszel suchy czy mokry?, na który nigdy NIE znam odpowiedzi i chyba kupiłam na zły :/ I jakieś straszne tłumy wszędzie. Nie wiem czy tak opróżniliśmy lodówki przez te dwa dni, czy to już świąteczna gorączka, ale w sklepach tłum i amok!

W jego zachowaniu dało się wyczuć arogancję- niechybny znak niskiego poczucia wartości

-„W najciemniejszym kącie”- Nie kupujcie tej książki! 🙂 To jedna z tych, którą czytasz o pierwszej w nocy, litery Ci się rozmazują, a Ty myślisz: „jeszcze jeden rozdział dam radę!”:) Naprawdę niezła.

Dziś NIE biegnę. Nie miałam nastroju na bieg w tym roku i oczywiście żałuję. Znajomy zapraszał na taki lokalny bieg, gdzie na mecie dają cydr i może za rok właśnie tam spróbuję? Mogę JESZCZE co prawda zapisać się na Wirtualny Bieg Niepodległości, nałożyć W TEJ CHWILI buty i przebiec te 10 km po okolicy, ale odpaliłam wiadomości i chyba to jest całość moich planów na dziś.

Gdy szłam z dziećmi z muzeum w sobotę trafiliśmy na wielką grupę młodych Włochów. Tłum z 50 osób, pomiędzy 20 a 28 lat. Może nawet pomiędzy 18 a 30? Zapytałam się Łucji: Widzisz jakieś dziewczyny? Łucja wynalazła jedną. Wygląda tak jak oni. A potem w necie znalazłam, że to była jedna z grupek, która przybyła by wziąć udział w marszu. No bo nie mogłam ich zidentyfikować… Za duzi na szkolną wycieczkę, a z młodzi na szkolenie firmowe. Dlaczego w sobotę i dlaczego sami faceci? A to była już jedna z grupek zaproszonych przez naszych narodowców do wspólnego celebrowania 11 listopada. Przyjeżdżają już od kilku dni i w sumie to można by uznać, że „turystyka zadymiarzy” może nam się opłacić (w sensie jedzą i gdzieś śpią), lecz szkody, które wyrządzają są co roku ogromne… Zobaczymy wieczorem co tam się dziś wydarzy. Inna sprawa, że oni nie czuli się pewni siebie. Łażenie w takich wielkich grupach jest bez sensu: nie wejdziesz ani do żadnej knajpy, ani do żadnego klubu tak dużej grupy mężczyzn się nie wpuści. Na Tinderze też się nie odnajdziesz, bo musiałbyś się odłączyć od ekipy. Ale jest to bardzo ciekawe zjawisko. Nigdy nie można przewidzieć co będzie turystyczną żyłą złota, bo tu może się okazać, że to może będzie coś takiego?

Turystycznie RÓWNIEŻ, od dziś NIE musimy mieć wiz do Stanów. Super! No a i Alik się dziś zawiesił. Padał ofiarą własnej popularności. Wszyscy o 9-tej rano siedli do zakupów z Chin (11.11) i serwery nie wytrzymały 🙂 Muliło i mieliło zanim wszystko znowu zaczęło śmigać.

<><>

Z sobotniego biegania. Bo umówmy się, że JA Niepodległość to najchętniej świętuję biegowo! Dobrze, że ją mamy! Nie każdemu narodowi i człowiekowi jest ona dana! 😀

To nasz świat, inni tu tylko mieszkają

Wojownik, s01e06. Na podstawie zapisków Bruce Lee. NAWET wciąga!

Mieszko wrócił ze szkoły w czwartek ze słoikiem.

  • Ojej, co zrobiłeś, Królewiczu?
  • Zamykaliśmy lato w słoiku. Zrobiłem kompot z jabłek.
  • WSPANIALE!
  • Czy my jedziemy w niedzielę do babci?
  • Możemy pojechać.
  • Bo chciałbym, żebyśmy go wypili na RODZINNYM obiedzie.

Rozmowę przekazałam babci i oczywiście wprosiliśmy się w ten sposób na obiad! Jedyny słuszny plan na niedzielę!

<>

STAGE 3/4 szafy zrobiony! Krok trzeci to BYŁO oklejanie szaf dzieciaków folią i PO pokoju Mieszka (tapeta-kosmos) odpuściłam sprawę, bo nie byłam zadowolona z wykonania… Ale rolka na szafę dziewczyn, stała w rogu i PATRZYŁA na mnie. Tym razem działałam więc zgodnie z instrukcją i wygląda to zdecydowanie lepiej! Nie do końca pasuje ten fiolet tablicy z drugiej połowki do białego „drewna”, ale ogólnie pokój zrobił się jaśniejszy. Szafa była niebieska, a teraz została obklejona folią na wymiar. Wzór panny wybrały sobie same.

Niewiedza wtedy ma sens, kiedy może nadal trwać

-„Mała Stopa”. Rewelacyjna pieśń przywódcy rodu Yeti. W oryginale było: „The only thing stronger than fear is curiosity”. Obie wersje świetne! 🙂

Wróciłam z biegania i zarządziłam:

  • Śniadanie widzę zjedzone, więc wychodzimy!
  • Ale gdzie?
  • Może do jakieś muzeum, Łucza?
  • Nie. Dziś leżę pod kołdrą cały dzień. Pada.
  • Pogoda jest naszym sprzymierzeńcem! Wszyscy tak pomyślą i wszędzie będzie pusto!

Myliłam się 🙂 Wszyscy pomyśleli jak MY, a na dodatek snują się już takie pobudzone grupki narodowców z całego świata oczekujących na zadymę za dwa dni 🙂

A gdyby TAK ich przyciąć by byli częścią scenki??
Voila! Maszerują na 1- maja jak nic! 😀
Mieszko słucha ABBY w dwójce w ’76
A Kuroń rozlewa swoją zupę!

Wystawa nam się trafiła trudna. Polska scenografia z ostatnich 80 lat. Było to trudne dla mnie i było to trudne dla dzieci. Tłumaczyłam im fenomen Abby i to jak ważna była scena, którą przygotowała polska telewizja (program 2) na ich występ, która śledziła wtedy CAŁA Polska. To, jak również, to, że marsze 1 maja, czy XXX lecie Polski Ludowej to były imprezy szykowane, niczym karnawał w Rio, już rok wcześniej. Boże Ciało, które my odbieramy jak coś naturalnego, osoby z innych krajów i kultur mogą rejestrować jak dużą egzotykę. Itd, itd. Ja też dużo NIE wiedziałam, ale tłumaczyłam im to później w aucie, że zależy mi na tym, żeby byli wszechstronni, TAK by wchodząc w takie miejsca jak muzea czy wystawy, potrafili się tam odnaleźć. By zwiększało to ich społeczną elastyczność i temu te moje pomysły na weekendy służą. Rzeczywiście jest bardzo bardzo proste pytanie: Czy uniwersalność przekłada się na jakąś życiową korzyść, czy jest się po prostu renesansowym frajerem? I to pytanie zadałam ostatnio mojemu tacie, kiedy wybuchł, że widzi ogromne luki w wiedzy mojej (i mojego brata), bo NIE WIEM kim jest Charles Aznavour. Faktycznie, kiedy puścił mi Isabell, to coś zaświtało, że GDZIEŚ to już było. Ale czy zawalanie sobie i dzieciom głów jest niepodważalnie potrzebnie to nie wiem…

Niemniej jednak by ich wyciągnąć z domu potrzebna była MARCHEWKA. Pojechaliśmy więc POTEM w miejsce, które wygrało w konkursie na najlepszą bezę. I zasłodziliśmy się do nieprzytomności degustując malinową vs migdałową vs porzeczkową (na foto- choć foto nie moje) BEZĘ! … 😀

LĘK to nie rozwiązanie. Jest nim to co z NIM zrobisz.

Fear is not a choice. What you do with it is” – „Kapitan Marvel”. Bardzo przyjemny film! Brakuje mi historii o bohaterskich chłopcach, ale gdy włączyłam dzieciakom „Małą Stopę”, to Mieszko nie chciał oglądać :/

Dziś miałam dzień urzędowy. Byłam w czterech różnych placówkach i (uwaga!)- w każdej dwukrotnie :/ Po prostu trafia się CZASEM na człowieka ścianę, przez którego trzeba całą ścieżkę powtarzać… Byłam wypompowana, ale duże uff, że TO co miałam załatwić, załatwiłam :))

Weekend Niepodległościowy zaczęliśmy od apelu w szkole. Potem dzieciaki zrobiły na lekcjach kotyliony i jeśli chodzi o obchody to NIC więcej nie planujemy! Koleżeństwo męczy właśnie lektury, Bibek szczeka na drzwi, a koty budują masę-> doszłam do wniosku, że moim DEJMONEM („Mroczne Materie”), jest zimowo-ciężarny KOCUR, czyli Klarens.

  • Mamo, nie mogę TEGO czytać!!!
  • Męczysz dalej „Syzyfowe Prace”, Łucja?
  • Posłuchaj tego: „w skrytce zatytranej ziemią, mieściły się romanse pornograficzne, które namiętnie klasa czwarta czytała”…
  • Który to wiek? XIX czy już XX? To nie miało nic wspólnego z pornografią.
  • XIX
  • Więc to NAWET nie miało za wiele wspólnego z harlequinami. :))

Brak wolności oznacza większy dobrobyt

Niezłe, nie? Za mną kolejny dokument na HBO o kobietach w Arabii Saudyjskiej. W 2018 roku rząd zezwolił im na prowadzenie samochodu. Wcześniej jeśli to robiły trafiały do więzienia i co ciekawe, te które za TO tam trafiły, CAŁY czas nie zostały uwolnione. Otworzyły się możliwości, rynek zasysał i zasysa instruktorki prawa jazdy z całego świata, bo przecież ktoś je musi uczyć. Sam egzamin jest dziwny, bo oni tam jeżdżą po pustyni i wszystkie auta to automaty. Ulice są szerokie, a małe ronda są jedyną atrakcją na drodze. Ale co za tym idzie kobiety zaczęły pracować i się uniezależniać. Mogą odwozić dzieci do szkoły i traci wagę prawo, że za kobietę zawsze jest odpowiedzialny mężczyzna z rodziny (mąż, brat lub syn – w tej kolejności). Jest im trudniej, mają więcej na głowie, ale są… szczęśliwsze! 🙂

<>

Dzieci mają dziś w szkole zawody master-cheffa. Cały dzień z gotowaniem i prelekcjami o zdrowym żywieniu. W klasie Łucji panna jest w grupie przygotowującej śniadania, a w klasie Lilki – Lilka jest w sekcji przekąski. MI wypadła jedna rzecz, którą miałam na dziś zaplanowaną, więc w tej sytuacji ogarnę chyba ogródek? Pogoda średnia, ale nie pada i to by było ostatnie ogarnianie w tym roku… Przejrzę tylko co tam na Aliku mam w schowku, bo 11.11 to święto wielkich wyprz i jak macie coś upatrzone to warto WŁAŚNIE wtedy… U nas z pewnością dojdą żelowe długopisy, które dorzucę dzieciakom do fantów podchoinkowych, może ze 2 sztuki pikerów do śniadaniówek, bo to jakoś ginie i może maseczki? Zabawne są bombki do brody, której akurat do ozdobienia nie mamy, ale doczepić można do włosów albo wianka, no i marzą mi się nowe gacie na siłkę 🙂