Szłam sobie polami rano i myślałam, ze czuję się jak na szkockich wrzosowiskach. Jest rześko, świeżo i przyjemnie. I pusto – nareszcie po tym tłocznym lecie, kiedy zawsze i wszędzie byli ludzie! No dobra, trochę mi żal tych zrobionych przez słońce, wiatr i wodę ud, co to na początku lata były galaretowate, a teraz są idealne. Jak założę długie spodnie, a właściwie już założyłam, to za tydzień znowu będą byle jakie… Niemniej jednak piękną mamy pogodę!
I to by było tyle w kwestii pozytywów. Bo potem pojechałam na jedno spotkanie i wypadłam TAK słabo, jak chyba nigdy w życiu. I na dodatek z rok temu włączyła mi się opcja, że boję się jeździć autostradą i co z niej korzystam to się dodatkowo spinam… Wracając do domu zajrzałam jeszcze do biblioteki, bo młody chciał Mitologię Paradowskiego (w ogólniakach czasem do tego wracają jako wstęp do antyku) i już mogę się oddać rozpaczy!
𓂃🪶𓂃🪶
W tym tygodniu muszę odebrać paszport Mieszka, bo właśnie przyszedł mi esemes, że już jest, mam kolejne dwa spotkania, z których jedno mnie na potęgę frustruję, a Łucja wyrywa się na jesienną kanikułę z Miłkiem. Lilka podchodzi dziś ponownie do teorii na prawie jazdy, a jutro pewnie podskoczymy na rynek. Przepyszne są tegoroczne jabłka! Pokażę Wam kartkę, którą zawiesiłam na ścianie. To pocztówka, którą Mieszko i Lila kupili we Florencji po wyjściu z Galerii Ufiici. Obojgu najbardziej spodobał się TEN właśnie obraz. Na pocztówce był ucięty, w oryginale w nogach kobiety siedzi piesek, a do szafy obok pokojówka wkłada rzeczy. Wisi nad łóżkiem Lili!
Odkładaliśmy to od lata, bo ciągle kogoś nie było. Mieszko był w sanato, potem wyrwaliśmy się na wakacje i wychodzi na to, że to był pierwszy weekend od miesiąca kiedy mogliśmy z dziadkami odświętować zaległe sierpniowe urodziny Łucji. Z Lilą rano pojechałyśmy do ukraińskiej cukierni – korcił nas ich flagowy tort o nazwie Napoleon, bo na 20ste urodziny wydawał nam się z taką nazwą ODPOWIEDNI! Panna Ł. dojechała do dziadków późno i zmęczona, bo wcześniej miała pracę. Długą zmianę i bardzo wczesną, ALE wszystko przygotowaliśmy. Musiała więc tylko po sytym obiedzie zdmuchnąć świeczki, a Lila zagrała na pianinku Sto lat 🙂 Panna planów ma milion. Za kilka dni jedzie na wakacje z ukochanym, od października chciała skończyć pracę, bo u nich drugi rok jest trudny (odwrotnie niż to ma być u Lili), ale namówili ją by została na 1/4 etatu. Martwię się o nią chyba najbardziej, bo ona ma tych pomysłów za dużo, ale też bardzo jestem z niej dumna!
tu knuję jak zaatakować Łucję
zmęczona ta moja babka dziś była i zawsze wydaje mi się, że za szybko to wszystko u niej gna ❤️
czekamy na dziadka, świeczki się palą, a marzenia kłębią
Widziałam parę dni temu jak Witold Szabłowski, wiesz ten od Rosji na talerzu, wstawił na swojego fb zdjęcie z Bałkanów na których jest i napisał, że nareszcie w swoim naturalnym środowisku. Czy ja jestem szczęśliwa w moim naturalnym środowisku, Lila?
Bycie w naturalnym środowisku nie oznacza środowiska, a którym jesteśmy najszczęśliwsi.
W sumie fakt.
Sobota. Łucja na randce, Lila nie wiem co robi, a Mieszko gra. Gość kupił z kolegą na spółkę jakąś grę na konsolę. Fajnie, tylko, że my nie mamy konsoli! Chłopaki rozwiązali to w ten sposób, że kolega zagrał (i powiedział, że to najlepsza gra w jaką grał) i pożyczył Mieszkowi CAŁĄ konsolę. Spotkali się na stacji kolejki, bo to kolega jeszcze z podstawówki, który się wyprowadził, Mieszko wziął od niego konsolę i jak przejdzie grę to mu odda. I wygląda na to, że uda mu się to w ten weekend, chociaż mu sporo już nazadawali! Ja też mam sporo pracy, więc na początek obejrzałam jakie buty mi się podobają, ale chyba nie mogę już dłużej prokrastynować!
O rany! Kochani! – wykrzyknęłam w poniedziałek w nocy gdy chciałam wyjąć kartę z aparatu foto, żeby przynajmniej zrzucić na kompa powyjazdowe fotki. – Nie zrobiliśmy w tym roku zdjęcia rok po roku! Jutro rano, jak Mieszko wróci z rozpoczęcia to robimy!
Niee!!!!!
Ale zgodnie ubrali się na biało, czerwono-różowo i ułożyli mi się na moim łóżku. Za rok muszę ich w innej płaszczyźnie układać, bo to nijak nie wychodzi pion tylko poziom! Nowym czytelnikom wyjaśnię więc tylko, że od 14 lat robię im fotkę dokładnie w tej samej konfiguracji. 15 lat temu też zresztą taka fotka powstała, lecz było inne tło, a później co roku staram się odtworzyć jak najbliższą wersję!
💥💥💥
Łucja zdała poprawkę z jedynego przedmiotu, do którego chyba nawet w sesji głównej nie podeszła. Przedmiot to była antropologia i wtedy (w maju) tego samego dnia miała też egzamin z gramatyki, którym się mocno stresowała, bo jest kierunkowy. Tym razem się przygotowała i zdała nie byle jak, bo na czwórkę! Ucząc się raczyła nas różnymi ciekawostkami. Np. znacie na pewno zjawisko poligamii i wiecie, że częściej bywa tak, że jest jeden mężczyzna i wiele kobiet. I jest to relacja względnie poprawna, jeśli chodzi o emocje jakie są w środku. Dużo trudniej jest gdy jest to jedna kobieta i kilku mężczyzn, bo kobieta pełni wtedy rolę mediatora pomiędzy mężczyznami. CZYLI, jeżeli chcesz mieć przedszkole i nieustanne dbanie o relacje to możesz się w takie coś władować! 😀
Mieszko ma dziś w szkole kiermasz książek i przed chwilą przesyłałyśmy mu zdjęcia wszystkiego co po dziewczynach zostało. Wczoraj gdy był w puncie obsługi pasażera i urzędniczka chciała jego dowód okazało się, że ma tak stare zdjęcie, że musi go wymienić (chociaż jeszcze przez rok jest ważny). Dowód do wymiany ma jak wiecie także Lila, a jako, że panna ma już nową fotkę, pojadę do gminy z obojgiem! ALE to w przyszłym tygodniu, bo młody musi być przy wyrabianiu, a dziś po szkole znowu GDZIEŚ będzie łazić! Ja dziś wymieniam pościel Lili i mi. Mieszkowi i Łucji wymienię pod koniec września, bo tego lata, w swojej pościeli spali może po jednym tygodniu!
-zapytałam dzieci rano ->ubawiła nas ostatnia to rolka i chociaż mojemu rowerowi daleko do gravela, to tour po jagodziankach, albo „godne życie w księstwie Monaco” są takim tematami, które BARDZO rozumiem. No i to, że mam 150 maili, które boję się otworzyć!
Niemniej jednak, jak BYM się nie bała, to tematów jest TYLE, że zaczęłam je zgłębiać… Nie jest łatwo bo jak ruszyłam DZIŚ na miasto to zablokowała się moja karta miejska! I w taki sposób dołączyłam TEMATYCZNIE do Mieszka, który uruchamiał dziś swoją… Każdy załatwiał to w innej komórce i obojgu zajęło nam to mnóstwo czasu, ale OBU nam się udało! Miałam też dłuuugie pracowe spotkanie (szykujemy się na targi), a zwieńczeniem dnia było zebranie w nowej szkole Mieszka.
Bardzo fajną ma młody szkołę. Jest nieduża, ale świetnie wyposażona zarówno w sprzęt, jak i w kadry. M. dostał się do lepszej grupy z angielskiego i i podział klasy na grupy jest na kilku przedmiotach. Na chemii, biologii i fizyce. Drugi język jaki wybrał to niemiecki i z tych pakietów z niemieckim jest w grupie zaawansowanej z zajęciami w drugie połowie dnia (zajęcia z drugich języków są albo na pierwszych albo na ostatnich godzinach). Będzie ją dzielił z dzieciakami z klas równoległych. W szkole mają obiady i może je wykupywać rano jeśli uzna, że ma ochotę (doskonała opcja). Za 10 dni mają wycieczkę klasową nad morze. Wychowawca Mieszka JUŻ kojarzy, bo on okazuje się, że założył grupę klasową. Łazili też już razem po mieście i młody uważa, że ludzie w klasie są OKEJ. Nauczyciel ma z nimi wspólną grupę na messendżerze, a my (rodzice) mamy wspólną grupę na whatsupie. Rodzice w jego klasie też wydają się być fajni. Pokazano nam na tablicy wyniki maturalne i są imponujące. Gość jest w klasie ekonomicznej, gdzie będzie nacisk na matmę, języki i ekonomię. Wpisałam sobie też to do kalendarza daty zebrań w szkole, żeby ich nie przegapiać! Dzień zleciał szybko, jest 20-sta, a ja dopiero wracam – mam nadzieję, że mój NIEPRZYPIĘTY rower cały czas koło stacji stoi… ALE to nie gravel, a na dodatek nie działają w nim hamulce, więc raczej powinien być 🙂
Jeśli myślicie, że u nas na wyjazdach jest GŁADKO, to zdecydowanie nie macie racji 🙂 Konflikty są i są dynamiczne. Największe fochy zawsze generuje Lila i ten największy, przez który chciała odpuścić jedną wycieczkę (ugładzanie jej trwało ponad godzinę) dotyczył zgubionego dowodu. W pewien sposób miała rację, gdyż zdarzyło nam się to już po raz drugi! Dwa lata temu w Albanii został zgubiony po raz pierwszy, a teraz drugi. Winna jestem ja i w obu przypadkach dokładnie wiem, gdzie to się stało. Wtedy dokument został pod materacem w namiocie, teraz wypadł z paszportu (wzięliśmy i dowody i paszporty). Tarcia z Łucją dotyczą na ogół osób trzecich, czyli burzliwej dyskusji na telefonie z Miłkiem, przez którą ona ma zły humor, a napięcie jakie wprowadza Mieszko jest związane z rozmowami jakie chce z nami toczyć w najmniej odpowiednim momencie.
Dziś byłam w Lilą w gminie złożyć wniosek o nową kartę mieszkańca dzięki której Mieszko będzie mógł kupić sobie NOWY bilet miejski i Lila od razu poszła do pokoju z dowodami. U Mieszka sukces (sprawa jest już w procesie), a u Lili jest problem, bo panna musi mieć inne zdjęcie. Chciałyśmy użyć zdjęcia sprzed dwóch lat, ale system odrzucił fotkę, bo ona już BYŁA użyta. CDN…
💚🤍❤️
Fotki kolejne- seria z Mediolanu. Włoskie miasta są niezawodne jeśli chodzi o plenery. Wylewa się z nich ten splendor i bogactwo pozostawione przez wielkie rody (w Mediolanie byli to Sforchi i Visconti), a tłumy turystów z całego świata przelewają się przez nie zahipnotyzowane. Nocleg mieliśmy tuż przy mediolańskiej politechnice i była to dobra lokalizacja, bo a)byliśmy koło metra, b) blisko mieliśmy lotnisko, czyli nie musieliśmy z bagażami przebijać się przez centrum miasta. Jedzenie było pyszne, jak to Lila powiedziała „nie mam pojęcia co zrobić z cukinią, żeby tak smakowała” i Mediolan jest dobry do zwiedzania w takiej formule: po drodze. Ważne: do wielu świątyń trzeba mieć MODEST wygląd, więc mieliśmy długie spodnie (Łucja miała je w torebce, więc nakładała na siebie przed wejściem). btw. na szafę wrzuciłam wpis, co warto przywieźć z Macedonii.
Gnaliśmy z tej Macedonii, żeby zdążyć na… 1-go września! Jeszcze jedno dziecko mam w edukacji nazwijmy ją „podstawowej” i dopóki z niej nie wyjdzie, TO ten pierwszy września jest zamrożony. No dobra, w kolejnych latach może odpuszczać, ale w pierwszej klasie LO wypadało żeby się pojawił. Młody zaczyna nową szkołę i chociaż się nie przyznawał, dość mocno TO przeżywał. Nic nie zjadł wczoraj, a i dziś na śniadanie napił się tylko łyka herbaty. Rozumiem to, ja też w nerwach mam żołądek ściśnięty w supeł. I do końca gładko nie poszło, bo rano zasiliłam mu kartę miejską na większą kwotę i on ją… ZGUBIŁ.. Wyrabianie nowej zajmie ze dwa tygodnie (bo to musi być spięte z naszym gminnym dokumentem, który NIE wiemy ILE będzie wyrabiany) i do tego czasu będzie jeździł na bilet. Liczę jeszcze na to, że może się znajdzie w biurze rzeczy zaginionych, ale to się wyjaśni do końca tygodnia.
W tym tygodniu Łucja ma jeden egzamin, no i teorię na prawie jazdy zdaje Lila. Ja mam DWIE bardzo ważne sprawy, z których muszę się przygotować i jak M. dzisiaj do mnie napisał, że zgubił bilet, to autentycznie byłam wściekła. Prania się robią, Bibi od dziadków odebrałam (dziadki w prezencie dostały pakę świeżych fig, które przewieźliśmy w rozciętej plastikowej butelce, bo one są równie delikatne jak truskawki) i trochę mam lęka przed otwarciem skrzynki z mailami. Dużo się dzieje, wiec umówmy się, że pracę zacznę od jutra!
Najbliższy tydzień będzie TRUDNY, ale byłyśmy JUŻ z Lilką na zakupach i na rynku, więc krok po kroku zaczynamy wszystko ogarniać. Wrzesień panny mają studencko wolny, ale w przyszłym tygodniu ruszają zapisy na ogun-y, czyli przedmioty ogólnouniwersyteckie, no i obie we wrześniu jeszcze na chwilę wyjeżdżają (osobno). Archiwizacyjnie, jadąc do dziadków zaczęłam pierwszy jesienny audiobook – Podróż ludzi księgi, to moje pierwsze podejście do Tokarczuk i na razie bardzo mi się podoba! Książkowo, klasycznie, jestem natomiast w połowie Amazonii, którą zaczęłam czytać w Macedonii.
🫧𓇼𓏲*ੈ✩‧₊˚🎐
Foteczki, tura I-sza/Macedonia:
to z rejsu łodzią do St Naum
to z łodzi płynącej po świętych źródłach St Naum. To było absolutnie nierzeczywiste miejsce!
Nasza plaża była w tej wnęce
to był ten przecudowny miejski piesek, który przyszedł sobie z miasta polować na ryby. był dość skuteczny.
zdjęć w kostiumach kąpielowych, moich i dzieci, jest DUŻO. Jest jak jest, ale powiem Wam, że JAK patrzę na siebie to widzę, że cieszy mnie, że moje ciało jest sprawne. Wiadomo, że przyczepić można się do wszystkiego, ale moje ciało jest dla MNIE wspaniałe. Nosi mnie i znosi mnie. Czasem coś jest trudne i mówię MU, wytrzymaj proszę jeszcze chwilę, potem Cię nagrodzę i ono wytrzymuje. Bardzo mu jestem za TO wdzięczna i nie zamierzam na nie narzekać! 🙂
Widok na Ochrydę ze wzgórza
a wdrapaliśmy się na nie zaraz po przyjeździe, gdyż tam miał być najpiękniejszy zachód słońca. BYŁ!
Pokażę Wam to na mapie. Macedonia leży między Albanią i Grecją. Ochryda jest nad jeziorem i tuż obok jest inne jezioro, a obszar między nimi jest pełen endemicznych gatunków. Teren jest górski i sporo osób jeździ tam na trekking. Na „dole” jeziora jest St Naum, gdzie popłynęliśmy łodzią mijając np. letnią willę Tito. I tam wsiedliśmy w drugą łódkę płynącą rzeką DRIM. Natomiast na różowo macie te dwa miejsca do których nie dotarliśmy. Kalisztę i Radożdę!
-czyli „dwie gałki Don Vito (wiśnia z pistacją) w rożku” po macedońsku 🙂
Macedonia była wyborem Mieszka. Kiedy zasiedliśmy do wybierania tych naszych mikroskopijnych wakacji, młodemu najbardziej podpasowało właśnie to miejsce. Była kombinacja z budżetowymi biletami, bo w tamtą stronę polecieliśmy przez Mediolan (młody koniecznie chciał zobaczyć katedrę i wejściówki zarezerwowałam wcześniej), a wróciliśmy przez Szwajcarię. Nie mogliśmy wrócić przez Mediolan, bo w poniedziałki loty były wyłącznie do Szwajcarii. Ach, no bo nie celowaliśmy w Skopje, gdyż tam różową landryną nie dolecisz, lecz w leżącą nad przepięknym jeziorem Ochrydę. W sumie to potem jak spojrzałam na mapę szybciej dotarlibyśmy tam lecąc do albańskiej Tirany i jadąc stamtąd rejsowym autobusem (bo to tylko 50 km), ale to metoda do wykorzystania kolejnym razem!
I były to bardzo fajne wakacje! Zachwyciła nas Macedonia całkowicie i chociaż pierwszego dnia wydawało się nam, że to to nie dla nas, to chętnie TAM i to właśnie dokładnie TAM wrócimy! Wokół jeziora są miejsca, które chcieliśmy zobaczyć i część widzieliśmy. Na jego południowym krańcu jest St Naum, które jest z jednym najważniejszych miejsc dla prawosławia i jest też tam zjawiskowy rezerwat przyrody ze świętymi źródłami. Po rezerwacie płynie się małą łodzią na wiosła. Nie udało nam się natomiast dotrzeć na drugi brzeg do Ragożdy, ale zwyczajnie nie było jak… Gdybym wzięła prawko, to byśmy wypożyczyli auto, ale NIE wzięłam. Może i dobrze, bo dzięki temu do St Naum dotarliśmy rejsową łodzią, gdzie gadając z pasażerami poznałam namiary na fajne plaże.
Język macedoński wchodzi łatwo i przestawiliśmy się błyskawicznie – mówimy oczywiście o komunikacyjnych podstawach, bo to język podobny do innych, które znamy. Ba, Łucja nauczyła Mieszka czytać cyrylicę! Sukces lingwistyczny miałam też z językiem włoskim, bo przeskoczyły mi jakieś synapsy w mózgu i, ku ogromnego zdumieniu dziewczyn, po włosku okazuje się MÓWIĘ. Nie wiem co mi się zadziało w mózgu, ale i kawę na wynos zamówię i odbędę rozmowę z ochraniarzem w katedrze, że w Lilki torebce nic nie ma.
🇲🇰
Jest prawie północ i my dopiero weszliśmy do domu, więc foteczki przerobię jutro! Nasz samolot wystartował z Ochrydy z półtarogodzinnym opóźnieniem, a nasz kolejny samolot ze Szwajcarii miał opóźnienie dwugodzinne. DOBRZE, bo byśmy NIE zdążyli z przesiadką, natomiast to zabawna akcja, bo to był ten sam samolot, tylko z innymi pilotami. Czyli braliśmy udział w tym opóźnieniu na wszystkich jego odcinkach. Dziś więc tylko roleczki:
Łódki, czyli rejs dużą łodzią i łódką po Crm Drnu, czyli CZARNYM Drniu koło St. Naum
Plaża – czyli ostatni dzień. Na plaży byłam też dziś rano z Łucją. Wstałyśmy o szóstej i pognałyśmy przepłynąć się w tym cudownym jeziorze, które jest archeologicznym dinozaurem (ma milion lat). Btw. sama Orchyda jest na liście Unesco, bo pierwsze miasto w tym miejscu powstało już w IVwieku!
A i jeszcze. Dzieci mam już takie duże, że przy losowym przydziale miejsc ŻADNE nie siedzi obok mnie! Ale ODWIEDZAŁAM! 😀
Wow. Jesteś niesamowity! A ta flaga to z tego wydarzenia?
Tak.
To ja sobie tu siądę i otworzę kompa, a Ty sobie to ogarniaj.
Ja jestem grupowy i muszę odprowadzić wszystkich na zajęcia.
Ok.. Czekaj, czekaj,czekaj. Chciałam sobie udostępnić net i on łapie Twój! Wiesz, że jesteś otwartym hot-spotem?
Wiem. Ja jestem po prostu dobrym cżłowiekiem.
Odebranie Mieszka to początek całej lawiny przyczynowo-skutkowej. Wracamy do domu, nastawiamy ostatnie pranie i jedziemy do dziadków… zostawić tam Bibi! Bo? Bo jutro rano ruszamy na krótkiego city breaka! Tak jak pisałam jest to pierwszy okres tego lata, kiedy mam całą trójkę, więc trzeba to wykorzystać. 31-szego musimy być z powrotem, bo chociaż panny mają jeszcze miesiąc, to młody JEDNAK zaczyna zupełnie nową szkołę (LO)! Lecimy low costem (już się odprawiliśmy), ale ponieważ skończyły nam się kierunki bezpośrednie, to lecimy do innego miasta i dzień później lecimy jeszcze kawałek dalej. Relację na bieżąco będę Wam wrzucać na Insta i bardzo się na ten wyjazd cieszę! Podsumowanie lata było więc ciut wcześniej, bo mi się wszystko poprzesuwało na jesień! Młody biega teraz po obiekcie i żegna się z kumplami, ale mam nadzieję, że wkrótce ruszymy. Do dziadków zresztą jadę tylko z nim, bo Lilka ma kurs prawa jazdy, a Łucja pracę. Lila jeszcze jest NIEzapakowana, ale Łucja od soboty ma już wszystko przyszykowane.
🍋Za tydzień o tej porze zadzwonią szkolne dzwonki, więc możemy chyba to lato powoli podsumowywać? Bo lato, było jak nie lato. I takich lat, kiedy cały czas pracuję, więcej bym NIE chciała mieć. Bo nawet jeśli uważam, że lato to zły moment na podróże, to latem dzieje się dużo rzeczy, w których warto brać udział. Są festiwale, konwenty, festyny i letnie warsztaty. Nie zrobiłam też tego lata żadnych remontów, a lato to dobry czas na takie rzeczy, bo jest ciepło, wszystko szybko wysycha i na ogół nie ma mam dzieci. No dobra, pod koniec czerwca podmalowałam ściany i pomalowałam drzwi wejściowe i wyglądają teraz świetnie. Ale to wszystko… Trawa skoszona po ponad dwóch miesiącach oznacza, że ja trawnika nie mam, bo to same chwasty i wysokie trawy, które nie mogły rosnąć gęsto.
Z rzeczy ważnych zrobiłam „telefoniczny ruch”, czyli przeszłam po 20 latach to nowej sieci komórkowej, do nowej przerzuciłam także Lilkę, a Mieszko przeszedł na abonament w jeszcze innej. Zresztą, OGÓLNIE, było bardzo ważne lato z punktu widzenia PRZEJŚCIA. Maturę zdała Lilka, a egzaminy ośmioklasisty Mieszko. Pamiętajmy także o Łucji, która zakończyła pierwszy rok studiów, a przed nią drugi uważany za dużo trudniejszy. Wszyscy, w sumie to łącznie ze mną, zaczynają od września nowy etap. Nową szkołę, nowe studia, nowe wyzwania. Ja w maju zakończyłam jedną pracę, całe lato miałam zupełnie inną, a jesień przyniesie kolejne zmiany. Okres wakacji, który był u nas tradycyjnym czasem laby i wyciszenia był tym razem momentem dużego napięcia.
🍋🍋
Było gorąco, ale to utrzymująca się od kilku lat tendencja. Były pożary i w tym roku najwyraźniej zarejetrowałam te na Bałkanach. W Albanii odbyły się protesty ludzi walczących o przyrodę (Rewolucja Flamingów), by nie robić z parku narodowego kurortu. Słusznie! Mieliśmy nasz sukces turystyczny, jako kraj, bo Polskę w tym roku odwiedziło 20 mln turystów. To rekord wszech czasów lokujący nas zresztą na pierwszym miejscu krajów o najwyższym tempie wzrostu turystycznego. Shejtowany potężnie został spot reklamujący Polskę, ale tej lawiny nawet taki kiks nie zatrzyma.
🍋Z dobrych rzeczy nie możemy narzekać na zdrowie tego lata. W ubiegłym roku sierpień kończyliśmy jakąś potężną skórną alergią u Łucji, a w tym roku, odpukać jest dobrze. Panny zrobiły sobie wypad „dla podreperowania zdrowia” w okresie alergii i czerwcowe siostrzane tripy będą ICH nową tradycją. W tym roku, na czas pylenia, panny były w Portugalii, a miejsce na przyszłorocznego tripa też już sobie wybrały! Dzieciaki spędziły fajny czas z Diablim: były w Niemczech, a potem Lilka z Mieszkiem pojechali z tatą do Florencji i Werony. Łucja wróciła do Polski, bo ruszyć do Tadżykistanu. Zanim jednak zaczęło się lato, na początku czerwca Mieszko pojechał z kumplami do Niemiec. To była udana wyprawa i młody chce robić TAKIE wypady do ojca (z kumplami) regularnie. Cały sierpień Mieszko spędził w sanatorium i to dobry okres by on tam WTEDY trafiał. Mieliśmy też tego lata dużo kwiatów w domu. Zasługa to chłopaka Łucji, który raz po raz obsypuje ją wielkimi bukietami, ale ja też kwiaty dostawałam! Nie braliśmy udziału w żadnych weselach i uroczystościach, ale w czerwcu Mieszko miał bal ośmioklasisty, który był niczym Bollywood, a intensywność towarzyska jego końca roku wyrównała się za wszystkie lata, które przesiedział przed kompem.
Letnie NAJ-ki
🍋Letnie potańcówki – jakże strasznie się cieszę, że wróciła moda na takie miejskie aranżacje wspólnych przestrzeni. Maciej Musiał zaczął od stolicy, ale jeździł po całej Polsce by w różnych miastach to wystartowało. Piękne, wzruszające i mega pozytywne! Tu rolka ze strony MM, która zapaliła do pomysłu wszystkich.
🍋Ogórkowym tematem, który nas emocjonował (mówiąc o rzeczach lekkich, a nie naprawdę wkurz-ącym bajzlu jaki jest np.w edukacji) był powrót Mandaryny do Wiśniewskiego, który był na tyle wiralowy, że powstał nowy smak Tymbarka (wiśnia z mandarynką)/ były także oświadczyny na nowojorskim szczycie dachu (cat women i batman) – btw. co za cudowna historia do opowiadania dzieciom ORAZ info o tym, że 7eleven chce kupić Żabkę. Ten pierwszy to ikoniczny sklep z Japonii, a ta druga to nasz narodowy produkt. Projekt nie wypalił, ale wszyscy byliśmy zauroczeni wizją 7 żabek, które są również w Azji.
🍋Zwierzęta tego lata to ptaki, a konkretnie szpaki. Moje ogródkowe zaległości poskutkowały tym, że po zaroślach licznie osiedlało mi się małe ptactwo. W mojej sensorycznej pamięci dodało się wrażenie trzymania na ręku małego ptaka i małych ptasich nóżek. Zresztą idąc gdzieś tam z kolonijną grupą też przenosiłam ptasiego pisklaka na bezpieczne miejsce, więc ptaki towarzyszyły mi wszędzie.
🍋Głupie, ale w kontekście czegoś co mnie bezpośrednio nie dotyczy, lecz wydaje mi się absurdalne były afery na pokładach samolotów. Awantura między koleżankami zmierzającymi na wieczór panieński, albo historia gościa, który był szukany listem gończym, a wybrał się na wakacje do Egiptu.
🍋Książka słuchana Paradyzja, a książka czytana to cykl Siedem Sióstr. To drugie to absolutnie nie jest książka wartościowa, lecz to idealne wakacyjne czytadło. Wciągające i rozbudowane. Cykl przerwałam,bo w mojej bibliotece kolejna z cyklu jest ciągle pożyczona. Ze słuchanych podobała mi się też Coco, a z pisanych Colette.
🍋Transport- auto. Dużo było przelotów samolotem, ale JA siedziałam tego lata w aucie, plus Łucja na swoim tripie też sporo czasu spędziła właśnie w samochodzie. Mało było rowerów (Lilki cały sezon miał nie wymienioną oponę i panna jeździła na rowerze Łucji), chyba w ogóle nie było pociągów (nie licząc tego we Włoszech, którymi jechali Lila z Mieszkiem Pisa-Florencja-Werona oraz przejazdów panien do Berlina), a i łódź się nam nie udała (na prom na Podlasiu się załapaliśmy, chociaż pod koniec czerwca mieliśmy JEDEN spływ kajakami).
🍋Owoc – wiśnie! Cieszę się, że udała nam się jedna wyprawa na samozbiory i pomijając klęskę urodzaju cukinii, którą przerabiamy na różne sposoby, to stworzyłyśmy też produkt na bazie wiśni, który używamy chętnie (chcemy także zrobić semifreddo z tą wiśniową frużeliną).
🍋Destynacja. Powiedziałabym, że w Polsce tego lata, najliczniej odwiedzane były miasta. Byliśmy co prawda na weekend na Podlasiu (again- podróże latem po Polsce powinny być na tygodniu, a nie w weekend, kiedy wszędzie tłumy), a Łucja pod namiotem na Mazurach, ale jak tak patrzę po znajomych to celowali głównie w duże, miejskie imprezy. Czy to Festiwal Country czy rękodzieła. Jeśli chodzi o Europę to obstawiałabym Portugalię, a dalej Tajlandia. Tam nawet koledzy Mieszka dotarli tego lata ze swoimi rodzicami.
🍋Zawód – profesjonalnym petsitterem staje się Lilka z wynikiem 2 psy i 4 koty zaopiekowane tego lata. Przypomnijmy, że panna spędziła 10 dni czerwca w Berlinie zajmując się jednym sierściuchem… Propozycje zajmowania się czyimś zwierzakiem dostawała też Łucja, ale panny zwyczajnie całe lato nie było.
🍋Filmy – tu nie mogę też nic specjalnie polecić. Better Call Saul mi się podobał, ale po trzecim sezonie odpuściłam. Podobało mi się Niebo na HBO, ale lato żegnam rozpoczynając związek z Prime-em.
🍋Kolor – cała moja odzież przez te dwa miesiące była ZIELONA. Ale podobno kolor, który jest najgorętszy i najbardziej polecany to CZERWONY. Kupiłam sobie przez Internet czerwone spodnie i czerwoną bluzkę, więc zróbmy czerwony kolorem tego lata!
🍋Muzyka- nie wyłapałam nic ważnego, ale memiczny był Skolim, który miał obstawiać wszystkie Dni Gminy i Dożynki w Polsce 😀
🍋Żywność -nabiał! Tego lata nasiliła się tendencja, by kupować nabiał z małych mleczarni. Tak też robiliśmy my i w ten sposób odkryliśmy nowy jogurt (my je w litrowych kubełkach kupujemy) mleczarni co ją omijaliśmy (FigAnd, możecie wytestować). I bardzo nam smakuje! A nabiału było w ogóle dużo, bo najpierw ja byłam sama i ponieważ w pracy dostawałam jedzenie, to w domu potrzebowałam wyłącznie lekkie rzeczy do robienia śniadań, a w sierpniu, gdy wywiozłyśmy sobie Mieszeczka, to przeszłyśmy na wege.
🍋Zjawisko – prawie o tym zapomniałam, ale tego lata mieliśmy przecież zaćmienie słońca! I w podgrupach, ale wszyscy je przeżyliśmy!
Wyżej macie wysprzątany przez Diabla chodnik przed moim domem. Jak zejdą trochę upały i zacznie się jesień mam plan porządków z tyłu domu. Chcę przesadzić jedną hortensję z donicy do ziemi. I wykopać jednego zasuszonego iglaka. A przyszłoroczne lato? Rok temu myślałam, że to będzie takie samo jak tamto. I nie było. Mamy więc zaplanowaną od dwóch lat jedną wyprawę na lipiec i może nam się w końcu uda? Koniecznie chcę wziąć udział w warsztatach dla edukatorów, które w tym roku przegapiłam. Zrobiłam sobie nawet już listę i będę tego za rok pilnować. Przechodzi na za rok ponowne polakierowanie podłogi – i liczę na to, że farba kupiona w ubiegłym roku do tego czasu nie wyschnie. Niezmiennie gdzieś tam nam się marzy wyprawa w góry i nawet patrzyłam na Słowację, ale ceny są niemałe. I pewnie inaczej by się rozkładały na dłużej, albo planowane wcześniej, ale jak tak pomyślałam o wariancie na trzy dni, to sensu to żadnego nie ma. Fajnie, że udała nam się jedna wyprawa z Bibi (Zabuże/Podlasie), ale był to tylko jeden weekend i chciałabym ponownie gdzieś z psą pojechać!