Dziadkom i babciom!

Mieszko z babcią w „Flower Poincie”, czyli miejscówce do zdjęć 😉
Plecy dziadka robiącego komórką zdjęcia
Jest słońce, jest spacer!

Jednego mają moje dzieci dziadka i dwie babcie. Babcie są obie energiczne i pełne planów. Z dziadkiem mamy problem, bo bardzo źle widzi i każda wyprawa jest dla niego dużym problemem. I różni są ludzie, ale Krzycho i ja zawsze byliśmy podobni i czuję jak bardzo mu to ograniczenie przeszkadza. Łucja zrobiła cudną prezentację o dziadkach, którą Mieszko miał zanieść do szkoły i wypunktowała tam, CO w tych ich dziadkach Mieszko lubi najbardziej. Pisała oczywiście o Mieszku, ale przemyślenia mają wspólne. Cenią więc ZUPY, oraz rozmowy i możliwość kontaktu… A ja zawsze gdy zaczynam o tym myśleć, to mnie ten gnający czas frustruje. Nie ma kiedy pogłębić tych relacji, a wszystko wokół coraz bardziej przyspiesza…

Dziś pojechaliśmy z dziadkami na obiad! W miejsce, gdzie serwują ulubionego kurczaka Mieszka i ogólnie jest klimatycznie oraz smacznie. Pasuje nam formuła food courtów, bo każdy wybiera to co lubi najbardziej, a nieformalny klimat jest całkowicie niestresujący. Dziadki dostały od nas fanty z muzeum w którym byliśmy z Mieszkiem przed tym spotkaniem!

<><>

Bo RANO pojechaliśmy z Mieszkiem do muzeum. Byliśmy już tam KIEDYŚ, ale założyłam, że można powtórzyć i na miejscu okazało się, że młody NIC stamtąd nie pamięta. Ale ja już TU byłem? Muzeum było związane Historią Żydów w Polsce i jest to jedna z tych placówek, gdzie ZAWSZE jak wchodzisz, to inną atrakcję odkrywasz. Tym razem np. znaleźliśmy atrapę kasy biletowej, gdzie można było urwać bilet, pieczątką wytłoczyć PIECZĘĆ i potem przeczytać losowy fragment z powieści, który był z tyłu biletu. Młodemu się podobało, ja akurat czytam „Córkę Rzeźnika”, która jest tłumaczona z hebrajskiego, jego królewski imiennik sporo uczynił w temacie Żydów w Polsce, więc wyprawa była niezwykle udana!

To ta KASA, gdzie Mieszko oderwał z bloczka NASZ bilet, odbił go, a później odkryłam, jaki niezły cytat wylosowaliśmy!
Bazar, rynek, Mieszko sprzedaje KOSZERNĄ gęś 🙂
To Moneta, na której Mieszko napisał SWOJE imię i umieścił różne błogosławieństwa! 🙂
nie było dużo ludzi

Zimowo/chmurzaście/zjawiskowo (w piątek)

  • Mamo, zaczęliśmy TEN dział na przyrodzie.
  • TEN? Czy rozmnażanie?
  • Układ rozrodczy.
  • Rozumiem, że od początku roku wiedzieliście, że TAKI dział w podręczniku jest i kiedy TO będzie?
  • Tak. Danylo w ubiegłym tygodniu mówił, że TO JUŻ na kolejnej lekcji. A Piotrek zapytał się, czy można pominąć ten rozdział.
  • Piotrek ma trójkę rodzeństwa, więc on pewnie JUŻ wszystko wie 🙂 Czy było coś CZEGO nie wiedziałeś?
  • Tak. Zaskoczyło mnie, że to kobieta ma jajeczko.
  • Dlaczego? Myślałeś, że to mężczyzna ma je w nasieniu?
  • Mężczyźni mają jajka.
  • Fakt. Nielogiczne te nazwy!

Pokażę Wam jak to teraz mam pięknie na spacerach z Bibi. Fotki komórką, która nawet po ciemku, bez żadnej lampy, wyodrębnia chmury i śnieg!

ta ciemna plama z lewej strony drogi to BIBI!!!

Gładź obustronna przy pierwszym pociągnięciu!

Styczeń domem stoi. I lepiej niech się już skończy, bo już trochę na TEN miesiąc doszło! Jakby nie było, DZIŚ przybyło żelazko. To jest coś co zużywam… Kupuję patrząc na moc (2400 w górę) i ta moc wraz z użytkowaniem jest cooooraz słabsza. W pewnym momencie t-shirt muszę prasować z OBU stron, bo jak wyprasuję tyko przód, to plecy są pogięte. Zresztą poprzednie żelazko miewało już takie momenty, że NIE grzało. Włączałam, a ono było zimne, a potem nagle grzało przez pięć minut! Rosła mi ta górka, ja ją tak powoli przerabiałam, ale tak się jednak nie da… Mieszko marudził, że nie ma spodni w szafce, a mi szkoda było na tracenie czasu, aż SIĘ na sekundę włączy i ja przegładzę kolejną rzecz… Żelazko miałam upatrzone w sklepie spożywczym na literę A. Stało w koszach jeszcze przed świętami, jedna sztuka, w zniszczonym pudełku. Zupełnie nie markowe i z całkowicie nieprzydatnym ledowym wyświetlaczem. Dziś weszłam, wstawiłam do koszyka, zgarnęłam trzy bułki i kocie żarcie i ustawiłam na taśmie. Gdy doszło do mnie (pomna tego co uczono mnie na drugich studiach by cenę ZAWSZE negocjować) powiedziałam:

  • To żelazko stoi u Państwa od trzech tygodni. Jedna sztuka i zniszczone pudełko. Czy jest szansa, by jakoś obniżyć jego cenę?
  • Muszę zadzwonić po kierownika – powiedziała kasjerka, zadzwoniła i powiedziała do słuchawki – Przyjdziesz? Tu, jedna pani chce się targować.

Po chwili przyszła kierowniczka i powiedziała:

  • Słucham Panią?
  • Chciałam kupić to żelazko. Stoi u Państwa od trzech tygodni, jest to tylko jedna sztuka i ma zniszczone pudełko. Czy można jakoś obniżyć jego cenę?
  • Mhm… Mogę obniżyć cenę o 50%, ale nie będzie Pani miała możliwości zwrotu. Gwarancja tak, ale zwrot nie.
  • Doskonale! Biorę!

I w ten sposób mam nowe żelazko za 40 zeta, działa, prasuje, a że targowałam się o żelazko? Byłam w maseczce i NIKT mnie tam nie pozna! 🙂

Mała sobota

  • Mamo, chciałbym wydać pieniądze, które dostałem na urodziny.
  • Wiesz, że NIE musisz?
  • WIEM. Ale chcę. Powiem Ci na co. Pomyślałem, że połowę wydam na Fornite.
  • Wprost doskonały pomysł. Potrzebujesz moją kartę kredytową?
  • Nie. Dam sobie radę. A drugą część wydam na PRAWDZIWE życie.
  • Czyli? Czipsy?
  • Nie. Myślałem, że kupię sobie pluszaka.
  • Powtórzę to samo co na początku: wiesz, że NIE musisz?

Panny już liczą dni do do końca. Cały czas to dwucyfrowa liczba dni, ale zbliżamy się do tego 31-szego coraz szybciej. Jutro wymieniam im ręczniki, a jeszcze od kolejnego razu przestaję im dowozić ubrania, bo mają mi wydawać to co mają. Żeby na wyjście nie mieć już miliona toreb! Dziś kurier przywiózł jakąś paczkę dla Łucji, ale ani tego nie otwieram, ani NIE zawożę. Niech to już nią sobie spokojnie czeka!

Instynkt stadny w ogóle przecież najwyżej ceni przeciętność.

Elfriede Jelinek

Mieszko po drugiej dawce! Trochę smuteczek, że na pierwszej był z tatą, na drugiej z babcią i NIKT nie zrobił zdjęcia jaki TO on WZOROWY obywatel, no ale nie mogłam tam ani dziś, ani wtedy być… GOŚĆ czuje się dobrze, trochę się nudzi, bo wczoraj skończył Tomb Raider-a (?!!?), ale chyba już nawet ZAPOMNIAŁ, że taką miał dziś przygodę. W szkole był krótko, a TAM się teraz dużo dzieje, bo ciągle łażą za nim koledzy Lili, żeby się dowiedzieć, KIEDY wróci jego siostra… Dość Lilę ucieszyła TA informacja!! 😀 Za to Łucja jest w oku cyklonu miłosnych dywagacji…

<><>

Poza tym słucham teraz audiobooka, którego Wam NIE będę polecać, bo jest dziwny, ale jest tam niezwykle uporządkowana kobieta, która jest profesjonalistką w tym co robi i dochodzi do momentu w życiu, gdy myśli się, że ono minęło i ONA wtedy zaczyna sobie tę uporządkowaną, samotną, egzystencję komplikować. Otóż wieczorami chodzi po niebezpiecznych dzielnicach Wiednia i podgląda ludzi… Tak słucham tego, bo ogólnie wszystko zmierza do katastrofy i myślę, że TRZEBA mieć w życiu odskocznię. I tą odskocznią NIE może być tylko rodzina, a powinno być coś więcej. Bo jak człowiek skupi się TYLKO na jednym temacie, to robi sobie ogromną krzywdę. Szukajmy więc pasji, które będą NAS zaprzątały!

Zupy największym skarbem kuchni polskiej

pełną wersję macie na moim Twiitterze! 🙂

Mam dziś dla Was piosenkę. BARDZO mi się podoba i właśnie w tym wykonaniu jest najlepsza. Elton jest WIELKI, ale Lady Gaga ma taką energię, że aż przechodzą ciarki. To DOBRA muza na DZIŚ! Huragany, opady gradu i zerwane linie w prądem (u nas na ulicy!) to niezły BLUE MONDAY! Średnio mnie to wszystko dotknęło bo ja od rana poza domem, no ale co widziałam przez okna, to WIDZIAŁAM! Z takich poniedziałkowych ciekawostek, byłam rano na odczulaniu i okazuje się, że ten preparat co to nim się szprycuję od trzech lat, żeby nie mieć alergii, nie trafił na listę leków refundowanych. Czyli zamiast kwoty dwucyfrowej będzie teraz kosztował czterocyfrową. No i dok zaproponowała, że możemy zmienić preparat, albo zakończyć kurację trwająca od 2 stycznia 2019 i zobaczymy jak będzie. Podoba mi się ten pomysł i nawet mnie to ucieszyło. Powinno być cztery lata, ale w sumie jakby można było zakończyć to wcześniej, to chyba chcę. Wiosnę znoszę zdecydowanie lepiej, towarzystwo alergologiczne co prawda walczy dalej, ale na chwilę obecną, czeka mnie jeszcze TYLKO jedna wizyta!

Ach, a na obiad zjadłam barszcz ukraiński od mamusi. Nalała mi wczoraj Lutka do słoika, żebym miała na DZIŚ. Wróciłam do domu, podgrzałam, wmiotłam pierwszy talerz i jedyne co mogłam powiedzieć (dziś, sama do siebie, w pustym domu) to było: O, Bossze jakie to pyszne! I powiedziałam to. A potem nalałam sobie drugi talerz i powiedziałam to znowu… ZUPY to najlepsze potrawy na świecie!!!

Odbicie

Rozebrałam choinkę! Nic jej nie dolegało, była piękna i zielona, ale NIE bardzo rysują mi się kolejne wolne weekendy. Teraz miałam chwilę, układanie bombek w pudełkach, a potem pudełek na strychu to dość czasochłonny tetris, więc trzeba było to wykorzystać!

Wiecie, że jutro mamy Blue Monday? Najbardziej depresyjny dzień w roku? Ja już dziś zaczęłam świętowanie 🙂 BO nie mam pojęcia co zrobić z feriami… Przytłacza mnie, że zaraz po nich zacznie się taki maraton, który potrwa aż do lipca. Żadnych długich weekendów, 1 maja jest w niedzielę, a Boże Ciało weekend przed końcem roku szkolnego. Po drodze egzaminy ośmioklasisty u Lilki… Warto by się jakoś naładować, ale wszystko jest strasznie nieprzyjazne. Coś tam mieliśmy zaplanowane, ale obostrzenia wszystko położyły i czekam teraz na zwrot z bilety. W góry nie pojedziemy, bo pomijając to, że nie lubię PO górach w zimie autem jeździć, to my w ogóle nie mamy odzieży zimowej typu ocieplane spodnie. Pies tęskni za dziewczynami a Lilka tęskni za psem. Za to drewna już nie zamawiam. Nie zamówiłam w listopadzie, już połowa stycznia, rachunek za elektrykę przybył (boli), więc do wiosny wytrzymamy. Położyłam też już folię termiczną na szybę samochodu, bo ZAWSZE jak nie położę, to rano muszę skrobać. Pójdę wiec może się wykąpać, bo musimy być DOBRZE przygotowani przed jutrem! 🙂

GOLD

Hitem smakowym TEJ zimy będzie „złote mleko”. W kółko o nim gadają znani mi veganie, a i mi samej gdzieś tam mignął sponsorowany artykuł. Bierzemy więc mleko (może być roślinne, albo może być zwykłe), dodajemy utartą kurkumę, goździki i czarny pieprz. Można uzupełnić masłem ghee, a są hard-core -wscy, którzy dodają smalec. Ma być tłusto i słodko, bo do takiej gorącej mikstury, dajemy na koniec miód. To przepis oparty na receptach Ayurwedyjskich, ale i u nas mleko z miodem BYŁO, bo to dobre połączenie! Wzmacnia, odpręża i uzdrawia. Dziś takie zrobiłam (jak widać, dzięki KURKUMIE, jest żółto-złotawe), nie robi się tego trudno, więc TAKI napój będzie się u nas czasem pojawiał!

Pobiegałam, poprasowałam, zrobiłam test „Jakim jesteś serem?” (wyszło mi, że scamorza) i wyniki przesłałam dzieciom. Teraz powinnam się zabrać za jakąś robotę, ale MOŻE zacznę od spaceru z psem? NIŻEJ dowód, że BIEGAŁAM… Fotka pierwsza to koniec pierwszego kółka (jeszcze SIĘ nie rozebrałam, a druga to koniec drugiego, gdy już OBIE z Bibi, jesteśmy zmachane i spocone! 🙂

Błocny dwudzionek

Jedna z osób, którą czytam napisała jak ważne jest czasem oderwanie się od dzieci. Zostawienie ich z mężem i kilka dni ładowania baterii. Nie powiem Wam, że TAK robiłam, bo tak NIE robiłam. Miałam i chyba cały czas mam takie przekonanie, że jak wchodzić w coś to na całego. Inna sprawa, że nawet Lutka mówi, że dzieci masz na głowie, NAWET gdy są dorosłe (podziękowałam jej oczywiście za te CIEPŁE słowa 🙂 I rzeczywiście brakuje mi TERAZ tylko-dla-mnie czasu. Dziewuch niby się pozbyłam, ale co te 2-3 dni do nich jeżdżę i coś im dowożę i przy okazji coś tam zabieram… Dziś tachałam zgrzewkę wody, wymianę ręczników, bielizny i podręczniki do niemieckiego dla Lilki. W weekend mam nie mieć Mieszka i NAWET miałam pewien PLAN rozrywkowy, ale miałam zadzwonić do 15-stej by zarezerwować miejsce i NIE zdążyłam. Czyli jednak zajmę się bieganiem, rozbieraniem choinki, chcę poszukać pewnych rzeczy w necie i chyba tak zleci mi te 30 godzin wolności. Ale z drugiej strony błocko, takie trochę przedwiośnie i może to nie jest ZŁY plan? Zresztą kupiłam sobie dziś krewetki, mam nowe książki, czyli tylko zakopać się w tym dogadzaniu sobie!

Typiarze

Jednym z takich lekkich noworocznych postanowień było „ROZGRYZIENIE” pracowego ekspresu do kawy. BO taki mamy! I to taki naprawdę dobry! Zawsze kawę kupowałam gdzieś na stacji benzynowej i nawet taką poczułam ostatnio tęsknotę, że gdzieś tam do dużej kawy dołączają w styczniu pierniczki, no ALE ja zdecydowałam, że przestawię się na kawę w robocie. Musiałam więc kupić ziarnistą kawę, bo system, że robimy zrzuty nie wypalił (głównie dlatego, że każdy ma swoją ulubioną). Każdy więc TERAZ przynosi swoją i sypie mniej więcej TYLE ile pochłonie mu urządzenie. I będąc z Lilą na kawie w grudniu, taką DOBRĄ, ziarnistą o świątecznym smaku, KUPIŁAM. Wersja wtorkowa (wtorki i czwartki jestem tam najdłużej) była za MOCNA i za gorzka, za to dziś wyszła mi idealna! Przy okazji przypomniało mi się, jak w Rzymie z Lilką zamówiłam sobie LATTE i barista był bardzo zdumiony, lecz podał mi… spienione MLEKO. Bo po włosku latte to mleko, a jak u nas mówię latte, to wiedzą, że chodzi o kawę latte! Tam trzeba mówić cappuccino, albo macchiato. 🙂

Po takim dopalaczu zrobiłam dziś większe zakupy (panny chciały jogurty i kolejną porcję roślinnych mlek) i dotarłam do biblioteki po lektury (Lilka i Mieszko) oraz audiobooki (ja). Mam niedokończonego Murakamiego, ale tak źle mi się go słucha, że więcej NIE chcę. Bohaterki tej akurat książki są tak mocno oderwane od rzeczywistości, że chyba już wolę kryminały…

<><>

Pozachwycam się jeszcze Mieszkiem, bo TYP absolutnie uwielbia swoje zajęcia teatralne, gdzie chodzą też jego kumple… Dziś mieli odegrać (NIE odzywając się) dowolną scenkę z dowolnego filmu. Chłopaki wymyślili Tytanic-a: jeden wpuszczał ich na statek i pobierał opłatę za bilety, drugi był „TYM typem” [cytat], a Mieszko był „tą TYPIARĄ”. Była scenka na dziobie i było zderzenie z lodowcem ORAZ przerysowane przerażenie… I są mistrzami w SLAPSTICKU! 😀