Dżemowisko

Dostałam od sąsiadów pokaźną paczkę kocich wiktuałów. Żwirek, suchą karmę i prestiżowe saszety… Po ich kocie, który był naprawdę długowieczny. Prezent z wdzięcznością przyjęłam dopytując się oczywiście: Czy nie będzie kolejnego kota?, bo przecież liczba kotów w domu powinna być równa z ludzką, ale na razie są na etapie NIE. W ramach podziękowania pojechałam dziś na rynek i kupiłam im czereśnie, bób i jagody, czyli to co WIEM, że lubią. Nie planowałam tam jechać, ale skoro już byłam to i kupiłam coś dla siebie, a nawet większą ilość truskawek na DŻEM. Taki jest plan! Równolegle sobie dalej sprzątam, ogarniam, piorę zakurzone pluszaki i np. zawinęłam poprawnie śpiwory 😉 Ach, no i wczoraj temperowałam kredki i sprawdzałam długopisy z tornistrów i biurek. Pisze – nie pisze? Co ciekawe, jeden kolega Mieszka zarzucił mu na początku roku, że KAŻDĄ kredkę ma z innego zestawu, LECZ piórnikowy-mix końca roku jest z całą pewnością inny niż był we wrześniu (młody w odwecie zdekompletował innym?). Zniknęły nam też wszystkie ołówki, oprócz tych z marketów budowlanych, co to nie wiem dlaczego są znoszone do domu!

<>

W drodze z i na wakacje, siedziała obok mnie Lilka. Była pilotem i rozmówcą. Z tyłu za mną był Mieszko, po środku Łucja, a obok niej ukochany. I gadałyśmy z Lilką o rzeczach wielu i panna zapytała:

  • Czy gdybyś była w moim wieku, teraz, to myślisz, że byłybyśmy przyjaciółkami?
  • Jesteśmy bardzo podobne, ale mogła by mnie odstraszać Twoja dopracowana i odważna stylówa. Wiesz, bałabym się, że możesz być zbyt krytyczna do moich stroi… Ale na pewno przyciągało by mnie do Ciebie, że się śmiejesz z moich dowcipów.
  • A z Łucją?
  • Z Łucją byłoby łatwiej, bo ona jest pro-boys, więc łatwo nawiązać kontakt z kimś takim… Ale Ty i ja… Wyobrażam sobie, że gdybyśmy obie, były na tym samym festiwalu anime, bo nas to ciekawi, ale nie poszłybyśmy tam razem, to pewnie każda z nas by udawała, że tej drugiej nie poznaje.
  • A co Łucja, co o mnie? – wsadziła głowę pomiędzy nas panna najstarsza.
  • Zastanawiamy się czy byłybyśmy przyjaciółkami, gdybyśmy były w tym samym wieku. Jak myślisz? Ty i ja? Zaprzyjaźniłybyśmy się?
  • No, na pewno było by nam po drodze z odkrywaniem nowych miejscówek.
  • Tylko ja byłabym ta ładniejsza 😉
  • TY???! JA!

Zapytałam w niedzielę Lutkę o to samo. Lila podsłuchiwała tę rozmowę z babcią:

  • Mamuś, czy gdybyśmy były w tym samym wieku, powiedzmy MOIM, teraz, to czy byłybyśmy przyjaciółkami?
  • No nie wiem…
  • No wiesz co! Nie było by łatwo- Fakt. Ja bym pewnie uznała, że Ty jesteś jakimś korpo-tytanem i nie masz czasu, a Ty pewnie byś mnie uznała, za chaotyczną i nieodpowiedzialną…
  • Tak.

😀 Tak mnie właśnie matka wspiera!

Dzień Niepodległości i Dzień Hot Doga

Co roku robię przed wakacjami przegląd w aucie. Trzeba, nie trzeba, dzięki temu czuję się bezpieczniej… Tyle, że w tym roku, gdy zadzwonili do mnie z ASO podali cenę o 70% wyższą niż rok temu! Bardzo ich lubię, zawsze mi umyli, odkurzyli, posprzątali, no ale to DUŻO. Wiedziałam, że mam do wymiany RÓWNIEŻ klocki i pomyślałam, że zrobię to w punkcie nieautoryzowanym. Dołączyłam do różnych społeczności Dacii i posiadaczy aut francuskich, bo np. w przypadku klocków potrzebne jest specjalnie serwisowe urządzenie bez którego można coś tam uszkodzić i zaczęłam szukać MECHANIKA. Termin był na dziś i zrobione! Nie wszystko, na razie tylko uzupełniony olej, zmienione klocki i sprawdzony płyn hamulcowy. Tego lata podjadę jeszcze do nich na wymianę oleju, ale to czasowo będzie dłuższe… No i w sumie tak jakoś BARDZO dużo nie zaoszczędzę, tyle że rozbijam to sobie na całe wakacje. Ale radość jest, że fragment już załatwiony! 🙂

Poza tym robię wszystko, żeby odwlec czas tego co powinnam robić, a towarzyszą mi zakwasy (miesiąc NIE biegania i od soboty ruszyć się nie mogę!) oraz bruschetta. Spotkałam w piekarni biegową znajomą i ona brały TRZY wielkie buły. I mówi: One są super, nawet po kilku dniach są pyszne i ja robię na okrągło bruschetty! Zapomniałam o tej potrawie, a jest dokładnie na TERAZ!

<><>

Dziewczyny ostatnio grywają w scrubble. Grę dostał Mieszko na koniec roku, ale nieoczekiwanie zainteresowała ona panny. Co ciekawe, gdy grają stosują własne zasady. Mamy więc mieszankę języków, akronimów i skrótów… Nie do połapania się!

Sezon na lato

  • Lila, pamiętaj! To będzie bardzo trudny tydzień! Musimy uważać! – powtórzyła Łucja do siostry, tydzień temu.
  • Tak, Łucja! Wiem. Wszędzie będą spoilery.
  • Nie oglądajmy żadnych reklam i nie czytajmy komentarzy pod relacjami!

Trawę skosiłam, biurka ogarnęłam, a plecaki wyprałam! Wszystkim zrobiłam Foot Spa, niektórzy marudzili (Mieszko), albo mieli łaskotki (Lilka), LECZ jak chodzą w japonkach, to raz w tygodniu będziemy STÓPKI porządkować. A NASTĘPNIE wywiozłam towarzystwo do dziadków -> posiedzą tam do czwartku! Ostrzyły się panny na 4 sezon Stranger Things (to ta rozmowa wyżej), a ja tymczasem muszę się przygotować do zamknięcia stażu w szkole.

<><>

Ulubiona gra Mieszka to Genshin. To taka gra fabularna, niektórzy twierdzą, że to animowane RPG, no i gra w nią często. Jest tam rodzeństwo i na początku gry wybierasz: Kim jesteś? Bratem czy siostrą? No i Mieszko był bratem, a teraz zaczęła z nim grać Lila i go dogoniła i JUŻ grają RAZEM. Słyszę dzisiaj jak on ją co chwila instruuje i krzyczy do niej: Zabij go, SIOSTRO! 🙂

Zielone squishy, które było kanapką

Rano POBIEGAŁAM (w końcu- po miesiącu przerwy!), a potem z impetem ruszyłam do dorocznej stajni Augiasza, czyli porządków w tornistrach i na biurkach. Jestem może w połowie, idzie CIĘŻKO, ale idzie. Łucja NIC nie wywala. Pesymistycznie i zaklinająco zostawia na wszelki wypadek kartkówki, sprawdziany i zeszyty, bo mogą się przydać ponownie. Tornistry i torby z przyborami z szafek już przejrzałam i wywalam wszystkie wyschnięte farbki i pogniecione plasteliny. Plastelinę potrzebuje jeszcze Mieszko i już tegoroczna była mixem różnych plastelin ze zdekompletowanych opakowań z różnych lat. Jak to Lilka powiedziała: Tu duży optymizm, że zakładasz, że pod koniec sierpnia będziemy mieć kasę, ale wywal. Patrzę na karteczki i liściki, długopisy, które wylały i połamane linijki. Liliana miała takie przestrzenie gniewu, gdzie zapisywała całe strony słowem nienawidzę, albo wypchaj się 😀 ; u Łucji króluje korespondencja, a u Mieszka rysunki umiejscowione z zeszytach na ostatnich stronach. U młodego znalazła się też stara CHYBA kanapka, która była ZIELONA, ale Lutka, która z nami przechodziła to samo, zdradziła mi, że gdybym zaczekała do września, to była TO rzecz twarda, a nie miękka jak teraz…

Wietrzy się pościel, na parkrunie rozmawialiśmy o edukacji domowej i wszyscy zauważyli, że Bibi schudła (jak strasznie PSA się ucieszyła, że ci ludzie w lesie CAŁY czas tam są i czekają na nią!). To fakt jednak, że schudła ->nad morzem NIC nie jadła i na dodatek straciła całą wypadającą sierść. Od morza, tarzanek w piasku i biegania. Podobnie jak dwa lata temu, mam teraz psa, który NIE linieje i NIE gubi sierści 🙂 Zniknęły np. te włochate bryczesy, które zdobiły jej uda, kark jest mniejszy i chyba też jest jej lżej! Wyżej fotka z wczoraj, niżej znad morza!

My Słowianie

  • A wiesz, powiedzieli mi w radiu, że już są wyniki egzaminów ośmioklasistów! – zadzwoniła rano uradowana babcia.
  • A wiem, że są. I nic nam po nich, bo Liliana zgubiła kartkę z kodem do logowania.
  • Jak to zgubiła?!? Jaką kartkę??
  • Mówi, że dostali w szkole jakąś kopertę, jeszcze w maju i ona myślała, żeby położyć ją gdzieś by nie zginęła i to jest ostatni moment, kiedy ją widziała.
  • I co teraz?
  • Ogólnie katastrofa. Na niej był login do logowania na jakiejś kolejnej stronie, hasłem jest pesel i szczerze mówiąc to ona ma rację, że to bzdura, że do każdego etapu rekrutacji jest osobna strona i osobne hasła. Ta strona jest podczepiona pod Okręgową Komisję Egzaminacyjną i w przypadku zagubienia należy się do nich zwrócić z prośbą o wygenerowanie nowego hasła. Do nich, ale w pierwszej kolejności do szkoły, tylko, że jak ja mogę pójść ZNOWU do szkoły, po tym dymie jaki zrobiliśmy w tym tygodniu??
  • Szukałaś wszędzie?
  • Tak. Plecak, zeszyty, podręczniki, biurka. Liliana twierdzi, że mogło to się wsunąć w książkę którą oddała do biblioteki. Wczoraj napisałam do wychowawczyni, bo może ma jakieś kopie tych kodów, bo może jeszcze jakieś dziecko zgubiło? Może zgubiła cała klasa, to by nie było NA MNIE, tylko na nauczyciela? Ale nie odpisuje, bo może już jest na wakacjach? Chyba nikt nie zakłada, że można się ocknąć chwilę przed ogłoszeniem wyników, że nie ma się kodów, które są potrzebne.

Powiem Wam, że czasem czuję się jakbym walczyła ze smokiem. Ucinam jedną głowę i wyrastają trzy. I absolutnie się NIC nie kończy i NIC nie przejaśnia! Zrobiłam bezcelową awanturę i postanowiłam, że do szkoły pójdę w poniedziałek, żeby trochę ode mnie odpoczęli (byłam TAM wczoraj!!!). Ruszyłam WIĘC z porządkowaniem domu, bo ja zginę w tym chaosie i poszłam wieszać pranie na strychu… Rano byłam tylko na rynku z Łucją (mamy KWIATY cukinii!!), doszły ogórki, czereśnie i ciecierzyca (HUMUS!!!), potem miałyśmy rehaba, no i w sumie plany na DZIŚ były domowe. I wieszam to pranie i przyczepiła mi się do stopy folia. Patrzę co to za folia, a to ze szczepienia Lilki. Nie miałyśmy książeczki zdrowia i lekarka kazała to wkleić do książeczki. No i zaczęłam szukać książeczki Liliany, żeby nam kolejna rzecz nie zginęła, lecz w szufladzie „od zdrowia” jej akurat nie było (były wszystkie inne). Zajrzałam więc do torby z wypisami z sanatorium i tam znalazłam zaklejoną kopertę formatu A6 (ona nawet nie potrafiła mi podać jaka to koperta!) z czymś co wyglądało jak pasek z pensją. I TO BYŁO TO!!!

No więc panna ma prawie maxa z angola (98%, czyli jeden błąd), 88% z matmy (22 na 25) oraz prawie 70% z polaka co jest bardzo dobrze! Lutka gdy do niej ponownie zadzwoniłam opowiedziała mi natomiast żart, który opowiedział jej chwilę wcześniej Krzycho:

Szli lasem Polak, Rusek i Niemiec. I znaleźli TRZY kulki, którymi się podzielili… Niemiec wziął tę kulkę i coś z nie zbudował. Rusek zepsuł swoją kulkę. A Polak? A Polak swoją zgubił! 😀

<>><<>

Pies cały czas odsypia morze
Loca, loca, loca!!!
Idziemy DALEJ!

Kumulacja końca czerwca

Na ostatni dzień czerwca MAM bombę uderzeniową spraw do załatwienia (NIE chodzi o górę prania czy ponowne zwinięcie namiotu). Po pierwsze było zamieszanie ze świadectwem Mieszka. Gość miał na semestr zimowy dobry (4, 4, 5, 5) i na letni proponowany również dobry (4+,4). Okej, ale na świadectwie na koniec pojawił się dostateczny. ?? Nie było żadnych uwag, ani nie przyznał się do żadnego wykroczenia podczas ostatniego tygodnia szkoły, więc napisałam meila do wychowawczyni: DLACZEGO? Sprawa jest o tyle ważna, że przyroda kończy się w klasie czwartej i ocena pojawia się ponownie na świadectwie ośmioklasisty, wpływając na średnią… O problemie powiedziałam Diablemu i on zapytał: CZY mogę zareagować?? I powiedziałam TAK, wiedząc, że on potrafi zrobić niezły dym… 😉 I zrobił, została zwołana specjalna rada pedagogiczna, świadectwo wystawiono ponownie i otrzymaliśmy również pismo z przeprosinami od dyrekcji i nauczyciela prowadzącego przedmiot. DZIŚ rano podjechałam do szkoły, oddałam STARE świadectwo i dostałam NOWE. Diabli widział tam możliwość reakcji jeszcze w przypadku kilku innych przedmiotów, ale przyblokowałam. SAM Mieszko został poinformowany o zadymie i ma NAKAZ otrzymania paska w przyszłym roku, żeby to wszystko było UZASADNIONE.

Druga sprawa to 500+. Czy Wy pamiętaliście w lutym złożyć wnioski? Bo ja NIE. Zastanawiałam się GDZIE jest wpłata z tego miesiąca, zadłużyłam się u Liliany i na wakacjach postanowiłam zadzwonić do GOPS-u, żeby ten brak wpłaty wyjaśnić… Wniosek online złożony do końca czerwca gwarantuje wypłaty do końca sierpnia. Późno, ale cieszę się, że to odkryłam i JUŻ, przed chwilą, go złożyłam.

Zadzwonili do mnie we wtorek z US i muszę złożyć korektę pitu. Już sprawdziłam to o co pytali, oddzwoniłam i mam to wyjaśnione. Nowy druk zakładam dostarczę około poniedziałku.

Czwarte to mój nowy lek na alergię, którego NIGDZIE nie ma, a recepta jest ważna jeszcze TYLKO dziś. Lecz obdzwoniwszy kilka aptek znalazłam taki, który go MA i koło 13-stej chcę tam ruszyć… Może w drodze do dziadków, bo dziś jedziemy po naszego kota!

Wysłałam również meila do szpitala, gdzie czekamy na termin operacji Łucji, czy mają może już jakieś informację KIEDY, a sama panna napisała do studia piercingu, gdzie bywają sami WAŻNI, a ona chce tam sobie zrobić kolczyk w pępku. Żeby podali jej wolny termin 🙂 Także miesiąc kończymy w niezłym zapętleniu! Za to może jutro zaczniemy dzień od zakupów na rynku?

Mój piękny gagatek w wersji zachodzącego słońca (Golden Hour) oraz w środku upalnego dnia!

Myliśmy się wczoraj długo (patrzcie na nadmorskie pięty Lilki!), ale dziś wieczorem chyba zrobimy sobie JESZCZE z dziewczynami FOOT SPA… Zwróćcie proszę uwagę również na rękę Mieszka 😀 On na okrągło podnosi sobie koszulkę, żeby wietrzyć ciało!

Czwórka dzieci i pies

To ZA DUŻO 🙂 Powiem WAM, że TO za DUŻO. No, ale Bibi obiecaliśmy JUŻ rok temu, że ją zabierzemy nad morze, a w tym roku okazało się, że jedzie z nami też Mati, czyli chłopak Łucji… I w sumie to dziećmi było mniej zamieszania niż z psem… Suka nie mogła się pogodzić z tym, że STADO chodzi w różne miejsca, gdzie jest granica, którą ma strzec- więc spała przed namiotem ze sznurkiem przywiązanym do obroży (bo przecież PIES nie może po kempingu SAM latać). Zamknięta w środku piszczała, chociaż większą część środkowej nocy (jedną z noc z TRZECH pod namiotem) przespała obok mnie i Lilki… Drugi koniec sznurka otaczał mój nadgarstek. Pierwszej nocy wlazł nam do namiotu lis, który zeżarł jej karmę i jak ruszyła w pogoń za nim to myślałam, że urwała mi rękę! 🙂 Lis zresztą był niezły cwaniak, bo porwał krótkie spodenki Mieszka i porzucił je po drodze!

Natomiast rzeczywiście, absolutnie wszyscy ją uwielbiali, wszędzie stoją miski dla psów z wodą, a to że ona uwielbia pływać (niczym australijski labrador) wywoływało ogólny zachwyt. Mnóstwo tam było zwierzyny: ścieżkę przecinały nam stada dzików (mama, tata, z tuzin tego drobiazgu, a na końcu szeregu takie coś pomiędzy, którego nazywaliśmy STARSZY brat, który nie chce się wyprowadzić), były sarny, no i Bibs wojnę toczyła również z kotami…

Pogoda była doskonała, jedzenie wybitne (dziś zjedliśmy takie cudowne śniadanie, że za rok będziemy tylko tam jadać), a ceny przyjazne (chociaż nasz ubiegłoroczny kemping zamienił się GLAMPING, czyli oferuje glamour namioty z pełnym wyposażeniem -> NOC z takich warunkach jest w cenie trzycyfrowej kwoty w Euro, LECZ co za tym idzie ta ta strefa dla „plebsu z własnymi namiotami” zrobiła się jakaś mikroskopijna).

<><>

Zakochani odłączali się jakoś rano, Łucji dawałam kieszonkowe i cały dzień włóczyli się razem. Małe te odległości były, więc co chwilę na nich wpadaliśmy i mogliśmy zaobserwować, że panna konsekwentnie realizowała BARDZO romantyczny program. Spotykaliśmy ich: jak razem jedli i on ją karmił; gdy pałaszowali gofry i Mati miał takiego z cukrem pudrem, a ona z bitą śmietaną i owocami (on jest na tym związku stratny); albo jak wypożyczyli gokarta i pojechali na cypel. Wiem, że płynęli też jakąś szaloną łodzią skaczącą po falach, a ostatniego wieczoru przy pomocy kupionej na miejscu łopatki wykopali wielkie serce. Cukier w wersji do potęgi entej… Ja z maluchami łaziłam po lesie, plaży i mieście. Ogólnie wszyscy są zadowoleni, ten cudaczny wariant, który widziałam kiedyś na filmach amerykańskich (rodzice z dziećmi i z drugą połową któregoś) okazał się być zupełnie niezły, chociaż sporo osób nie było w stanie, patrząc na nas, zrozumieć JAKIE to są relacje.

Najwięcej fotek ma tym razem BIBI oraz (uwaga!) Mieszko! On na ogół strasznie cuduje, a tym razem się UDAŁO. Na zdjęciach niżej pojawia się też dmuchane awokado. Dostaliśmy je od ekipy, która wyjeżdżała oraz do których Bibi chodziła. Twierdzili, że pies im NIE przeszkadza, a pakując zapytali się CZY nie chcę dmuchańca, bo im NIE chce się powietrza spuszczać. Dopytałam czy na pewno nie chcą, a potem ochoczo przyjęłam 🙂 Na początku zajęła je Lilka, chwile użytkowałam ja (bo to doskonały fotel), a potem młodzi. Ludzie, którzy ich mijali (my byliśmy na ogół te 50 metrów dalej) mówili o nich: Mr &Mrs Avocado 😀

strefa chilloutu przed namiotem. materace wyciągnięte, w użyciu książki i telefony – Mati miał swój jednoosobowy namiot, a Łucja spała z Mieszkiem w jednym z „pokoi” naszego namiotu

tu młody je cytrynę z lemoniady
a tu dostał głupawki, że nie może wytrzymać dźwięku skrzypiącego piasku i musi iść na czworaka…

pływający pies wyskakuje z wody

bunkry ZACZĘLIŚMY – atrakcja raczej przechodzi na kolejny raz
Pan i Pani Awokado- z daleka i niżej ZOOM

Piękne to morze mamy!!!

Proud & Fabulous

No dobra. Zamierzałam zacząć od tej ramki wyżej, która była punktem wyjścia parady, ale tak naprawdę takie wydarzenie to PRZEDE WSZYSTKIM świetna zabawa. BARDZO dużo było dziś ludzi… Parada Równości była połączona z Pride Kijów i na żadnej wcześniejszej edycji nie działo się aż tyle i NIE było aż tak LUDNIE! Dotarłam tam z Lilką i z Mieszkiem (dwie godziny przed paradą-> na wydarzenia w miasteczku festiwalowym), a dwie godziny później dołączyła do nas Łucja. Event nie rozpoczął się równo, więc ZDĄŻYŁYŚMY zabrać Łucję i do strefy makijażu i na bezpłatne lemoniady. Panna najstarsza ma tylko taką refleksję, że ci mężczyźni tam byli piękni, bo byli ZADBANI. Była świetna muzyka, a platform TYLE, że nie widzieliśmy wszystkich idąc wzdłuż 🙂 Na ćwierkacza wrzuciłam dwa filmiki!

A ci obaj goście byli piękni 🙂

<><>

Fotki pewnie jeszcze jakieś będą, a na razie… RUSZAMY na wakacje! Tura pierwsza zaczyna się jutro po szóstej rano i będzie krótka, bo nie za bardzo mi pasuje. Powinnam zawieźć do szkoły Mieszka jakieś pismo, no i muszę to zrobić jeszcze w lipcu. Lecz boję się, że wszystkie tegoroczne terminy będą pasować średnio, więc JEDNAK zaczynamy teraz! Kot już wywieziony do dziadków, razem z karmą i kwiatami z zakończenia roku (storczyki też mi padną, więc oddałam razem z pękami tulipanów). AKTUALNIE jesteśmy w wirze pakowania, no i WRACAMY w środę wieczorem!

Dotarliśmy!

Uff, no to koniec roku! Jakiż ten rok był strasznie trudny! Pandemia, która właściwie już nas nie przeraża, ale wkurza i utrudnia; wojna, która zajęła wszystkie możliwe strefy życia, a na koniec jakby mogło się wydawać, że to już chyba nic globalnie NIE łupnie, doszła ta straszna inflacja, przez którą wszyscy mają doła, bo sens każdej pracy wydaje nam się teraz wątpliwy.

Mieliśmy pierwszą klasę po nauczaniu początkowym (Mieszko), ostatnią w szkole podstawowej (Lilka) i pierwszą w szkole średniej (Łucja). Klęska jest po całości. Mieszko ma np. trójkę z przyrody. Przyroda pojawia się na świadectwie ośmioklasisty, więc jest ważna, LECZ proponowaną miał czwórkę. Co tu się stało, że tydzień później zarobił nagle trójkę?? Żadne dziecko nie ma paska, chociaż Lilianie by się bardzo przydał do szkoły średniej, a jedno dziecko nie ma nawet świadectwa… Bo Łucja ma jedynkę z matmy. Absolutnie głupią i katastrofa nastąpiła na poprawie, gdzie panna była pewnikiem, lecz tak się spięła, że oddała pustą kartkę. Poprawę mamy pod koniec sierpnia, więc podręczników do klasy drugiej na razie NIE kupujemy.

Czyli dzieciaki mają wakacje? Tak, lecz wakacje mam też i ja, bo do szkoły we wrześniu nie wracam. Nie jest to wyłącznie moja decyzja, ja po prostu poległam w tych regulaminach i wszystkim. Porażka więc na pełnym froncie.

Jak spędzimy najbliższe miesiące? NIE mam pojęcia. Przed nami rodeo ze szkołą średnią. Od sierpnia Łucji wchodzą korki z matmy, no i ja muszę wymyślić co dalej ze mną??? Około siódmego lipca mam obronę stażu i niezależnie od tego co będę dalej robić, to muszę to przejść. Do tego czasu muszę przejrzeć regulaminy i przygotować prezentację. CZTERY: Na wymianie opon mechanik powiedział, że koniecznie muszę wymienić klocki (w planach więc też naprawa w jakimś serwisie). Napisałam już też meila od pani od przyrody o tę ocenę Mieszka i może też wrąbię go w jakiś poprawkowy.

Pozytywy? DZIŚ po szkole pojechałyśmy z Lilianą złożyć jej świadectwo w szkole pierwszego wyboru i Lili tam się SPODOBAŁO. Jechałyśmy jakimś zygzakiem i odkryłyśmy, że tuż obok są fantastyczne tereny zielone, jakaś ambasada i naprawdę będzie gdzie chodzić na wagary. Łucja MA plan. Chce się uczyć, LECZ gdyby NIE zdała, to planuje przejść na edukację domową, gdzie dwa lata możesz zrobić w rok. I w ten sposób w trzeciej klasie mogłaby wrócić do szkoły ze SWOJĄ klasą. PLAN, a nawet kilka PLANÓW mam też ja! Ach, no i dziś zamierzam sobie poczytać wieczorem w łóżku. Bez wyłączania światła, bo czas już spać, bo rano MUSZĘ wcześnie wstać. Dostałam dziś górę kwiatów, czekoladki, a nawet herbatę! Śmiesznie z tą herbatą, bo zajrzałam ostatnio do sklepu z herbatami i tam jakaś babka z rady rodziców kupowała do swojej szkoły i ja pomyślałam, że TAK bym chciała herbaty dostać… I DOSTAŁAM 🙂 Fikuśne herbaty i kawę z RUMEM!

Red Carpet Treatment

Zakończenia zawsze kumulują dużo dodatkowych atrakcji. Jutro rano każdy rusza na swoją galę, ale DZIŚ byłam z Lilką na szczepieniu. Podobnie jak Łucję, chciałam pannę młodszą zaszczepić na HPV i zależało mi (także) na Gardasilu. Tak jak wiele razy podkreślałam, każdy rodzic ma jakąś swoją obsesję, a mi akurat zależało na TYM. Druga dawka pewnie po Nowym Roku, bo to musi minąć pół roku, lecz musimy zdążyć przed 15 rokiem życia, żeby załapać się na cykl dwóch dawek, a nie trzech. Szczepiona jest niestety płatna i to konkretnie, więc wraz z dentystą z początku czerwca panna L jest najdroższym dzieckiem TEGO miesiąca.

<>

Mamy czereśnie! Tak naprawdę to jakaś taka czeremcha/dzika czereśnia i żaden premium smak, pestka obrośnięta cienką warstwą miąższu, no ale mamy! Żrą to na potęgę ptaszyska, które czasem przegania Łucja. Ale powiem Wam, że rzeczywiście jak idzie taki gołąb po gałęzi to łyka jedną za drugą! Razem z pestką! I zrzucają to z drzew ścieląc nam czerwony czereśniowy dywan. Lecz nie będę wieszać żadnych folii, żeby je odstraszyć – niech jedzą, chociaż potem zlatuje to PRZETRAWIONE na moje auto… Wyżej macie Lilkę z owym CZEREŚNIOWYM dywanem (ptaki z ziemi NIE jedzą), a niżej kilka fotek z Mieszka wycieczki. Jak widać czy by to nie była lekcja z rozpalania ogniska, czy zajęcia o koniach, wkładany w nie zapał był umiarkowany 😀

ROZPALA
siłownia – młody t-shirt w szerokie pasy
a tu klasycznie mistrzowie drugiego planu omawiający kolejny event Epic Games
kumple

szcz