Bo liczy się udział?

Dzisiaj miałam ZAWODY kajakowe!!! Wyciągnęli mnie sąsiedzi, bo potrzebowali do drużyny KOBIETĘ. I popłynęłam! Obowiązkowa była sztafeta (stuknięcie wiosłem) i udział w dwóch konkurencjach. Wybrałam żeńską dwójkę oraz pojedynczy żeński. I nasza drużyna zajęła zaszczytne OSTATNIE miejsce :DD Ale obiektywnie muszę przyznać, że byli sami zawodowcy, a tylko my byliśmy amatorami. No i jak płynęłam pojedynczo, to babka na torze obok wpłynęła na mój tor i ja się zatrzymałam, żebyśmy się nie zderzyły… No ale to TEŻ jest JAKIEŚ miejsce, fotki pewnie jeszcze będą, a na razie wrzucam to co jest. Ekipa którą utworzyliśmy była mocno przypadkowa, ale naprawdę fajna. I chyba wyszedł mi jakiś kolejny zestaw, z którym czasem będzie można spędzać czas. Pojawił się np. projekt wspólnej wyprawy na kajaki i w sumie czemu nie? Dzieci mają trochę młodsze, jednemu z tych gości lada moment rodzi się trzecie dziecko (ma już dwuletnie bliźniaki), a drudzy mają dwójkę w wieku Mieszka, ale można się z nimi dogadać. No i naprawdę świetnie spędziłam tę niedzielę! 🙂

Sobota w klimacie całego tygodnia

Jakieś te weekendy MAM ostatnio zapchane… No, ale rano pobiegałam, wpadliśmy na chwilę do dziadków (bo jutro nas u nich NIE będzie), kupiłyśmy na szybkości prezent dla koleżanki Łucji na niezaplanowane urodziny i spotkałam się z gościem od parkrunów, który teraz pracuje z harcerzami. Bo poprosiłam go, żeby wystawił dziewczynom zaświadczenia o odbębnionym wolontariacie! W szkole jest taka akcja, że zbierają i sumują te punkty, które JUŻ dzieciaki zdobyły, żeby WIEDZIEĆ czy trzeba coś zorganizować i w JAKIM wymiarze. Z Lilką problemu nie ma, ona będąc w klasie siódmej ma jeszcze czas, ale ośmioklasiści muszą jakoś pozaliczać TERAZ. No a to problem, bo ze względu na wirusa wszelkie akcje wolontariackie zostały wstrzymane. Btw. obie dziewczyny mają po 25 punktów (z 42) czyli zupełnie nieźle.

A na koniec zadzwoniła do mnie sąsiadka czy jestem… Byłam, wiec ona wpadła z koszem! Za co ten kosz? Ano sprzedawała latem swoje łóżko do masażu i wystawiła je na takiej naszej lokalnej grupie. Napisałam do niej, że ZA niską kwotę chce za to łóżko i że JA znajdę jej kogoś, kto zapłaci więcej. I znalazłam, ale ona już powiedziała, że komuś obiecała. Trudno i pomyślałam, że zawsze pcham się tam gdzie NIE jestem potrzebna. Lecz ta osoba, co miała odebrać napisała jej, że nie bierze i ona zadzwoniła do mnie, czy tamta osoba ode mnie może aktualna? No więc znowu to uruchomiłam i połączyłam te dwie osoby i do sprzedaży doszło. Uff. Dodajmy po cenie pięciokrotnie (!!!) wyższej. I kosz DOSTAŁAM za tę przysługę, o której już zresztą zdążyłam zapomnieć! 😀

W koszu mam różne czekoladki, bombonierki, dwa kremy, a nawet perfumy :0 A w tle przycięte krzaczory. Mój ogródek jest ten jesieni konkretnie karczowany, ale widzę ŚWIATŁO wpadające do niego z każdej strony przez te szczeliny w zieleni!!!

Kiedy OSTATNIO gotowaliście wodę w garnku na herbatę?

Mam taki swój mały zestaw rytuałów. Gdy wchodzę do domu, to pierwsze co robię, to włączam czajnik. Idę do łazienki, zmywam makijaż i wracam żeby zrobić sobie herbatę. Piję pierwszy łyk i wracam, żeby posmarować się jakimś emolientem. Potem się jeszcze przebieram i mogę zacząć się relaksować… ogarniając dom…

W środę rano rozwalił mi się czajnik… I wszytko runęło. To gotowanie wody w garnku to koszmar. Zamówiłam już nowy (również ceramiczny), miałam nadzieję, że na DZIŚ będzie, ale NIE MA… Czyli weekend w prowizorce cd. Źle mi bez tego czajnika bardzo, no i projekt DOM na wrzesień miał być z trochę większym rozmachem, ale będzie czajnik. Archiwalnie dodajmy, że poprzedni był PIERWSZYM przedmiotem, który kupiłam sobie w NOWYM życiu. Ceramiczny, bo na przekór, BO taki zawsze chciałam mieć! Foteczka, gdy w końcu dotrze!

<><>

Podsłuchuję dziewczyny. Omawiają temat „unikania obowiązkowej dezynfekcji rąk” (obu wysychają od tego ręce i dałam im kremy do tornistrów).

  • Ja mam, Łucja, takiego life-hacka, że podchodzę do tej pompki, udaję, że nacisnęłam i przechodząc obok ochraniarza wykonuję dłońmi ruch namydlania dłoni.
  • A ja robię inaczej. Podchodzę do tego automatycznego, wkładam ręce i zaciskam pięść zanim poleci płyn.
  • Wiesz, który to jest Pasiak-Oficcial? – tak naprawdę to nie jest prawdziwy Pasiak, czyli legenda Tik-Toka, lecz gość ze szkoły, który wygląda jak on: utlenione półdługie włosy z odrostami. I on coś podrywa Lilkę, bo jest z równoległej.
  • Ten, który ostatnio do Ciebie mrugnął? Chyba szuka pary do balu za rok…
  • Tak. I on ciągle się na mnie patrzy, ale ja nie lubię takiego patrzenia w oczy, więc nie daje rady. Dziś chodził z tym Twoim.
  • Żaden z nich nie jest piękny.
  • Fakt.

😀

Pigwa dojrzewa

  • Sobota się komplikuje, bo zadzwoniła Luśka, że chce się spotkać. A my tak dawno się nie widziałyśmy! – zakomunikowała wczoraj telefonicznie babcia…
  • Dobrze, to pomyślimy tę sobotę inaczej. W piątek coś ustalimy… U nas WŁAŚNIE wieczorne urwanie głowy…
  • Co się dzieje? Chyba NIE lekcje o tej porze?
  • Niestety tak… Liliana musi napisać o odwadze odwołując się do „W Pustyni i w puszczy”, a tę książkę u nas w domu tylko Łucja czytała.
  • Ale Lila mniej więcej wie o czym to było?
  • Tak. Tylko, że chciałam jej podyktować i wrzeszczy, że to co ja mówię, jest tezą a nie argumentem i muszę inaczej to nazwać. A gdy chciałam, żeby SAMA napisała, to patrzy się w długopis.
  • To nie przeszkadzam 🙂

Czwartek. Dziś rano dziewczyny TEŻ miały bolące gardła… Grrrr… I młody ZNOWU jest byle jaki. Ale szkoda mi, żeby NIE chodzili na zajęcia, bo boję się, że zamkną te szkoły i znowu będą odcięci od całego świata… Panny więc wysłałam (Lilkę może zwolnię JUTRO), a Mieszko idzie za chwilę. Ochłodziło się, do mnie też rano zadzwoniła znajoma, że ma chandrę i czy możemy się spotkać, więc już na szybkości podskoczyłyśmy na zakupy spożywcze 🙂 Poczytałam o Rumunii (oj, bardzo chętnie bym pojechała!) i biorę za jakąś robotę. A może by z tej pigwy co to mi tak obrodziła w tym roku zrobić dżem? Taki rumuński specjał: z pigwy i śliwek??

Jeśli już kopiesz wokół siebie, to sadź coś przy okazji 😉

Moc w ziarenkach ukryta

Gdy byłam na ognisku rozmawialiśmy o TYM okresie zamknięcia, nowej szkolnej formule i pracy zdalnej. ON (po 40-stce, w związku, bez dzieci) powiedział: Praca zdalna jest super. Wstaję o szóstej, idę na spacer z psem, potem wracam, jem śniadania i kładę się spać. Śpię do 9-tej. Pracuję od 17-stej do północy. Nigdy nie miałem lepiej!. Na to odezwała się ONA (też po 40-sce, w związku, z jednym synem): U nas zrobili tak, że my chodzimy do pracy co trzeci tydzień. A tak to pracujemy w domu, czyli od 9-tej do 17-stej muszę być pod meilem i telefonem. Jeśli młody jest w szkole to jeszcze można coś zrobić, ale gdy jest w domu NIE da się pracować. Chciałabym wrócić do biura. Strasznie mi się te dwie historie spodobały i opowiadałam je Lutce, która spuentowało to mówiąc: Bo w domu kobiety robią najwięcej. I chętnie wychodzą, żeby się od tego oderwać.

Środy mam maksymalne, ale na razie wszystko mi się podoba. Baaa, może w przyszłym tygodniu pójdziemy do kina! Bonusy z bycia nauczycielem 😉 Dzieci tymczasem zjadły słonecznik. MIAŁY położony na stole, a gdy wróciłam to ZNIKŁ!!! A był SPORY!!!

Btw. Łucja dziś odebrała kolejny gorset. Umówiłam się z nią, że kolejny wybierze w meksykańskie wzory, to będę miała na Halloween za rok 😉 Panna tak szybko rośnie, że kolejny POWINIEN już być w moim rozmiarze! To chyba od tych nasionek?? Ach, miały też pół kilo świeżych orzechów laskowych i też zniknęły…

Dzieci Sol-a

-„Wychowane przez wilki”- rewelacyjny jest ten serial! Zaczęłam oglądać z Łucją, ale przerwałyśmy i teraz nadganiam z Lilką. Będziemy we trzy oglądać DALEJ!

Nie długo trzeba było czekać na skutki izolacji…. Bach do szkoły i pomimo pozornej sterylizacji (maseczki), Mieszko wrócił do domu z gilem. Wczoraj miał chrypę, a dziś go NIE puściłam. Zgodnie z nowymi zasadami, gdyby miał gorączkę to ląduje w szkolnej izolatce i tam siedzi SAM czekając na rodzica by go odebrał (i najlepiej wykonał od razu test). No więc wieczorem dostał paracetamol, spędziłam z nim noc pilnując by się NIE rozkopywał i DZIŚ jest już zdecydowanie lepiej. Siedzi przed telewizorem, rąbie wielkie koło słonecznika, które przywiozłam z rynku i chyba myśli, że sprytnie sobie zorganizował dzień!

Wracając z rynku zajrzałam do cukierni. Tej samej, którą odkryliśmy przed urodzinami Łucji. Kupiłam tam wtedy, też, babkę drożdżową, która była najlepszą babką jaką w życiu jadłam. Weszłam i jej nie widzę… Różne serniki (Mieszko nie lubi) i szarlotki (pół wózka z zakupów na targu to jabłka). W końcu pytam:

  • Mieli Państwo taką babkę. Tu stała, pod taką wielką okrągłą paterą…
  • Teraz leży pokrojona na półce
  • OOOO! Dokładnie ta!

Wszedł jakiś koleś i pyta:

  • Chciałem kupić babkę drożdżową… Czy jest?

Ja wykrzyknęłam:

  • JA mam!

Gość wykonał krok w stronę MOJEJ babki, więc mówię:

  • Ale TEJ nie dam! To jest moja! Tam na półce jeszcze SĄ.

Podszedł, wziął SWOJĄ i położył na ladzie metr ode mnie i mówi (ta ekipa za ladą na nas patrzy):

  • Położę tu, żeby Pani MOJEJ nie zabrała.

😀 A potem wyszłam i odkryłam, że gość przyjechał kosmicznym i oszałamiającym kabrioletem. A ja się z nim o babkę drożdżową pokłóciłam!

Widzicie jakie śmieszne bakłażany kupiłam??

Montag

Nowy tydzień! Gorący! Podobno aż do pierwszych dni października będzie TAKIE lato, więc może warto wyjechać na weekend? Izreal się co prawda zamknął zatrzymując sklepy i szkoły, więc nad Eljat nie dotrzemy ;), no ale NASZ kraj też jest pełen możliwości! Btw. Fotka u góry pochodzi z Bagdadu z 1961 roku. To lekcja w-f-u. Szokująca, bo TERAZ nie uświadczysz tam nagich kobiecych kolan.

<><>

->W poniedziałki mam na później, więc RANO, zanim ruszyłam, pojechałam do piekarni i dostarczyłam dzieciom rogaliki bezpośrednio na PRZERWĘ. A ponieważ za bardzo nie można teraz wchodzić do szkoły, w strefie rodzica przekazałam pakunek Łucji, by rozdystrybuowała ładunek rodzeństwu.

JEJ historia po szkole:

Mieszko jest STRASZNY. Wiedziałam gdzie ma lekcje, więc do niego poszłam. Najpierw korytarzem szła Ala (dziewczyna Mieszka). Jak to ona – ona idzie i podskakuje. I z daleka woła do mnie: Cześć Łucja! A za nią szedł z kolegami Mieszko i NAWET mnie nie zauważył!!! JA nie będę mu mówiła CZEŚĆ, bo jak to o mnie świadczy, że ja mówię to 1-szo klasisty, a ON nawet nie odpowiada!!!!

Grzyboterapia

Napisał wczoraj na naszej lokalnej grupie trochę dalszy sąsiad… „Prawdziwy grzybiarz nie zdradza swoich miejscówek, ale ja się pochwalę, bo dla jednej osoby, to ZA DUŻO”. I wkleił zdjęcie KOSZY wraz z adresem GPS (całkiem bliskiej lokalizacji na terenie naszej gminy!). Tak więc trochę nietypowo, bo w niedzielę i to NIE z samego rana pojechaliśmy i MY!

Tak szczerze, to las, który wynalazłam rok temu, do którego jedzie się ponad godzinę, jest ŁADNIEJSZY, no ale zrobiliśmy sobie z psem dłuższy spacer, a przy okazji nazbieraliśmy 1/4 sporego koszyka. Wszędzie były ślady po wcześniejszych grzybiarzach i TE, które my zebraliśmy to same malutkie grzybki, które chyba wyrosły przez noc. Za to są bardzo ładne, z całej partii wywaliłam może dwie nóżki, czyli GRZYBY cd tej jesieni pewnie będzie! 😀

Namawiam i Was, bo pomijając dotlenienie i doskonały spacer, zbieranie grzybów to doskonałe ćwiczenie na oczy! To zoomowanie, wyodrębnianie i wyszukiwanie w odcieniach zieleni i brązu to spore odprężenie po święcących ekranach, których mamy wokół bardzo dużo!

POCZĄTEK zbierania!!!
I to już domowe przetwarzanie! Połowę oczyszczonych zamrażam!

Upaść pupą w masło

-afrykanerskie przysłowie, czyli znaleźć się w miejscu i w sytuacji, której komfort jest większy niż mogliśmy sobie wyobrazić -> cyt za filmem „Przysięga”. To kolejny niezły dokument. Tym razem o wspólnocie zbliżonej do sekty. Budowanie pewności siebie jako algorytm. „Ludzie z wysoką samooceną WIDZĄ możliwości” -> bo nie ograniczają ich lęki i obawy. WOW. Polecam!

Rano pobiegałam, potem z Lilką podjechałyśmy po bułki, przed sekundą wyzbierałam psie kupy z ogródka, czyli zaraz ruszam z koszeniem! Dosadziłam mini chryzantem do donic przed domem, wyjęłam i rozwiesiłam kolejne pranie i rozłożyłam po szafach ubrania (może już czas, żeby schować letnie??) Sobota dniem czynu! 😉

  • Jak, Mieszeczku, było u kolegi?
  • Dobrze. Najpierw skakaliśmy w kółko na trampolinie, bo Antek myślał, że może w ten sposób naliczy mu się pakemon go.
  • I naliczył się?
  • Nie. Potem znaleźliśmy bibułę i używaliśmy jej jako mieczy, potem Antek zmienił broń. Rozkręcił długopis i dmuchał w tusz, żeby nim strzelać…
  • W której Ty bluzie do niego poszedłeś?
  • W białej… A potem zmienił broń na pazury, a potem zachciało nam się pić i poszliśmy do kuchni. 😀

zawody??

To co jest nie- halo we wrześniu, to TO, że wszystko MUSI się dopiero ułożyć. Niczym w Nowym Roku. Tyle, że o ile, środa to mały piątek, to wrzesień to DUŻY styczeń. Pokłady energetyczne, jakie człowiek wkłada, że całość się JUŻ kręciła, są naprawdę spore. W tym roku doszedł jeszcze Puzzel związany z mną, którym jestem absolutnie zachwycona. Chyba cały świat mojej rodziny i znajomych WIE, że ja pracuję w szkole i czuję się WAŻNA 🙂 A DZIŚ, wracając zajrzałam sobie na kawę!

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie miałam dzieci, wracając z pracy, czasem wpadałam sobie do kina. Tym razem to raczej nie przejdzie (bo pies?), ale pauzy z kawą są bardzo miłe. NIE mam ekspresu. Nigdy nie miałam i NIE chcę mieć. Ja rozumiem, tę kawkę w domu i tę wygodę, że jest, i że można rano, ale POZA domem nie jest źle. W sumie, w takim wariancie kawa staje się rytuałem i nagrodą.

Po tych emocjach dni pięciu nadchodzący weekend będzie… OGRÓDKOWY! Miałam mieć bieg, lecz mi go odwołali (jakieś nowe przepisy o zgromadzeniach?). Opłata startowa jest z powrotem na moim koncie, lecz co mi po niej, skoro chciałam się przebiec??? Sąsiad namówił mnie za to na zawody kajakarskie! Wracałam wczoraj z wywiadówki (dziś ostatnia- z Łucją) i on do mnie z daleka woła!:

  • Pływasz na kajaku?
  • Czasem tak. A dlaczego pytasz?
  • Bo są zawody i moja żona nie ma pary do żeńskiej dwójki!
  • No nie wiem… Dam znać. Jutro się odezwę…

Ale pomyślałam i doszłam do wniosku, czemu nie? A jak już nas, DZIŚ, wszystkich zgłosił to okazało się, że JEŻELI wygramy to dostaniemy naprawdę duuuży bon do sklepu sportowego, czyli walka będzie ostra 🙂

<><>

Moja donica. Ona w tym roku jest w wersji nie-monolitycznej. Dosadzam tam gdzie coś przekwitnie. Tym razem dosadziłam dwie mini-chryzantemy!