- My hips don’t lie! – weszłam do MOJEJ sypialni śpiewając i machając biodrami. Łucja szykowała się przy MOJEJ toaletce, z jej telefonu leciała muzyka, więc dołączyłam się do chórków.
- Kto to śpiewa, mamo?
- Shakira! – qrcze sprawdziła mnie i ja zdałam!
- No właśnie. I niech tak zostanie.
- Łucja, dzisiaj jest Dzień Matki!
- To sorry. Kocham. Najlepszego.
Tak to właśnie z tymi dziećmi jest. My realizujemy rolę życia, a oni burczą. KOCHAM i tak, i każdego dnia cieszę się, że ich mam oraz że moja najważniejsza życiowa rola jest TAK absorbująca, że mam głęboko wywalone na całą resztę. Odwiozłyśmy z Lilką tę wyszykowaną na wykłady gwiazdę i pojechałyśmy na rynek. Po bób, truskawki i dużo rabarbaru. Po drodze gadałyśmy o chłopakach, bo kręci się koło Lilki jeden adorator, ale panna uważa go za nudnego. I ROZUMIEM. Pamiętam jak 30 lat temu moja mama poradziła mi żebym unikała pięknych i nudnych mężczyzn, bo urzędy są takich pełne, a w życiu trzeba mieć ciekawie. I strasznie za TAMTĄ Lutką, która była taka ostra i trafna, tęsknię. Też się dziś widziałyśmy, bo dziadki wpadły z zupą z niedzieli (w weekend nas u nich nie było) i podjechaliśmy razem do jednego dużego sklepu, co to jest koło mnie. Lubię tam z nimi jeździć, bo zawsze mam nadzieję, że trochę im pomagam. Gdzie co stoi, co warto kupić i jakie kupony aktywować w apce.
Wszystkiego Wam najlepszego, drogie mamy! Ludzkie mamy, psie mamy, albo po prostu córki, które swoje mamy pamiętają. Niezmiennie uważam, że totemicznym zwierzęciem do matkowania jest kura, która nie bacząc na koguta realizuje swój gdaczący kwoczy plan. Widziałam cudowny filmik jak ktoś wykąpał swoje białe kury i potem miał takie puchate śnieżnobiałe kulki. Kupię sobie kiedyś te cudne zwierzęta, a dziś chyba w końcu zamówię sobie jakiś tusz to rzęs! Wszystkie wcześniejsze zostały mi zabrane [„pożyczone”]… Ach, i bobu sobie nasmażę na kolację!














