🍁🍂🏚️ jesieniarska fantazja

tak zięć do mnie pisał w SOBOTĘ

Strasznie brakuje mi jesiennego święta z jedzeniem… Dawno temu, gdy jeszcze jeździliśmy z rodzicami do Miasta Chrząszcza ciocia Ula przygotowywała zawsze bigos i pierożki z kaszą. A może to nie był bigos, ale barszcz? I idąc od cmentarza cały czas myślałeś, że to ZJESZ. Co tam szło.. – BIEGŁO SIĘ, żeby JUŻ to zjeść! Ależ to było zawsze dobre! LECZ nie chodzi mi dynamikę, że ktoś szykuje i SIĘ je tak trochę obok… NIE przyznając się do tego, że pyszne jedzenie jest ważne i cementujące rodzinę. Halloween też btw. odpada, bo co chwila ktoś puka do drzwi po te cukierki i trzeba odchodzić od stołu (nasza roleczka TU).

Amerykanie mają swoje jesienne święto, my NARODOWO próbowaliśmy lansować gęsinę, ale ona skończyła jako zwieńczenie tradycyjnego uroczystego (niedzielnego) obiadu, a nie samodzielne wydarzenie… No a później jest Boże Narodzenie, gdzie NIBY się je DUŻO I SMACZNIE, ale te jedzenia tam są bardziej rybne i wiąże się z nimi pewien schemat jadłospisu, który zresztą CHCESZ przechodzić.

A TERAZ wyobraźcie sobie wydarzenie, które odbywa się jesienią. Święto, przy stole, kiedy się je musakę, lasagnę, zapiekanki z ziemniakami, pieczone jabłka, zupy z dyni, gęsinę i gofry. KAŻDY chce tam być i TO świętować. Kalorycznie i z rozmachem. Takie jesienne Ostatki. Formuła mogła by pozostać blisko rodzinna, albo być konstrukcją dla znajomych. Zresztą, ja jestem niepijąca, ale przecież jesień to wina (beaujolais nouveau jest w połowie listopada), więc można by dodać grzańce? Czy dawać wtedy jakieś dodatkowe atrakcje? Znajoma wkleiła, że we Wrocku robią SPLOTY, czyli słowiańskie rękodzielnicze gusła. Fajne, ale może sama biesiada wystarczy? Będę kiedyś takie święto urządzać!

🍁🍂🏚️

Poniedziałek. Dużo mamy spraw w tym tygodniu. Pomijając zwyczajowe, Lilka dziś wróci po 20-stej, bo ma lekarza a w czwartek mam zebranie u Mieszka w szkole. Młody NIE chce chodzić w kurtce, a temperatura jest już jednostopniowa (qrcze, te opony muszę też ogarnąć). Cieszę się, że miałam sobotni zryw porządkowy, lecz dziś muszę tylko odkurzyć na dole. No i jest góra prasowania (Łucja przyniosła kolejne fartuszki z pracy – zmieniają teraz z zielonych na czerwone, bo święta), ale to zaczekam do jutra, żeby sobie z Lilą coś pooglądać!

refleksyjnie

Chuck Norris, Wiesław Myśliwski, Bonnie Tyler, Andrzej Morozowski, Yayoi Kusama (królowa kropek z Japonii), Dolly Parton (legenda country), Łukasz Litewka (szok), Jan Frycz (aktor, lubiłam), siostra Anastazja (pierwsze ciasta, które mi sie udały pochodziły z jej książki), Patrick Stewart (X-man), Barbara Gawryluk (książeczki dla dzieci)

Do listy tych, którzy zniknęli NAM z życia w 2026 i odczuliśmy to bardzo, chociaż wiadomo, to NIE jest skala ludzka, w marcu pożegnaliśmy naszą kociczkę, która była z nami ponad 10 lat. Śni mi się ona czasem i dom bez kota jest niepełny. Czasem nawet jakiś sierściuch podchodzi pod dom, ale psa dostaje takiego wścieku, że wszystkie przegania. A Wszystkich Świętych spędzamy w domu. Nikt jutro NIE ma wolnego, a Łucja i Miłek na rano mieli pracę (gastronomia przeżywa dziś oblężenie). Podrzuciłam ich więc na kolejkę i pojechałam do dziadków. Seniorzy wczoraj ruszyli do Miasta Chrząszcza, ale w domu został Mruczek. Chwilę więc z kocurem posiedziałam, odkryłam, że babcia kupuje mu psią karmę i dlatego on jej nie je (ale przyznajcie sami, że czasem te rysunki dla kogo są mikroskopijne, a trudno do każdej rzeczy ze sklepowej półki nakładać okulary). Beznadziejne jest starzenie się.

Poza tym kalafiorowa i spacer z Bibs z pozostałą w domu dwójką.

Booo!

  • Miłek, przepraszam, że Cię nie odebrałam – powiedziałam do zięcia, gdy wszedł mokry tachając zakupy – Ale miałam nastrój na sprzątanie, a nie zdarza mi się to często. I chciałam to wykorzystać.
  • Spoko. Rozumiem.

I wparował do kuchni by szykować jesienne rarytasy. Ze sobą przyniósł deser, który pokazał TYLKO Lili i Lila mi zdradziła, że NIE może się go doczekać, a resztę robiliśmy na miejscu. Przede wszystkim zrobiliśmy to Gratin Dauphinois, tylko, że zamiast ziemniaków na przezroczyste plasterki pokroiliśmy dynie. Miłek kroił piżmową na krajalnicy, a my z Lilką obcinałyśmy skórkę. Pewnie szybciej by było najpierw obrać, ale i tak sprawiliśmy się błyskawicznie. Krem ze śmietanki z parmezanem i żółtkami zmiksował w mikserze kielichowym, a tego doszła bardzo mocno przyprawiona pierś z kurczaka (taką miałam w zamrażarce pokrojoną na kostki). Jako sałatka była rukola z pomidorami i czipsami z innej dyni (hokkaido). Tym razem plastry były grubsze i TAKŻE zostały upieczone. W piekarniku wylądowała więc zapiekanka, kurczak, taca w plastrami hokkaido oraz brytfanka z gruszkami i jabłkami (kupiłam ich na rynku takie ilości, że stwierdziłam, że musimy przynajmniej kawałek zjeść). Tajemniczy deser to był FLAN z czerwonym karmelem (wiadomo Halloween lubi kolor CZERWONY). Wyszło wszystko TAKIE pyszne, że jestem przejedzona jak po Bożym Narodzeniu 🙂

Roleczkę postaram się do jutra jakąś skleić, a na razie trzy fotki. Ach, dzieciaki po cukierki oczywiście pukały (byliśmy przygotowani), Mieszko spotkał się na chwilę z kumplami, a z rzutnika na ścianę wrzuciliśmy trzy horrory: Czyj to dom (motyw jest wokół uchodźców, a to temat bardzo Łucji), Obecność 3 i IT 2. A o co chodziło z tymi porządkami? Nie wiem… ALE jak ruszyłam z rewolucją na piętrze to ŻAL mi się było zatrzymać. Wypucowałam łazienkę (przypomniał mi się wynalazek pt magiczna gąbeczka) i na łazienkę zeszły DWIE sztuki (chyba nie miałam takiej fazy w tym roku, że myłam płytki, a TRZEBA czasem), potem uporządkowałam szafkę z szufladami w mojej sypialni i pokój dziewczyn. U panien zostało tylko biurko Łucji do ogarnięcia, lecz nie pozwala tego ruszyć… Z momentów grozy PRAWDZIWEJ był strych, bo jak wykopałam pudło z Halloweenowymi gadżetami to odkryłam, że na poddasze ZNOWU przedarł się jakiś gość :/ Wygryziona jest dziura w piance izolującej i w przyszłym roku w lato TAK muszę sobie zaplanować, żeby kiedy dzieci będą z Diablim mieć te 4 dni na uszczelnienie tego.

Im bliżej wyprawy tym bardziej się napinam. Jak cięciwa w łuku.

-Hugo Bader, Opowieści Kołymskie

  • Mieszko miał fajne zadanie na angielskim. Rozmawiali o tym jakie są plusy i minusy bycia jedynakiem. I dobrze było zadane to pytanie, bo gdyby zapytano o to, ile mieć rodzeństwa, to każdy by mówił o sobie –powiedziałam do Lili.
  • Fakt.
  • No i padły oczywiście te same argumenty, które padają zawsze przy jedynakach i które oni sami używają, że cała uwaga rodzica jest skoncentrowana na jednym dziecku. Całość pedagicznego zapału i zasobów. Nikt nie ma poczucia, że nie jest ważny. A jak myślisz, jeśli chodzi o relacje?
  • Myślę, że łatwo je zawiązują. Bo muszą. Rodzeństwa często nikogo Z ZEWNĄTRZ nie potrzebują.
  • Łucja powiedziała, że dużo więcej razy rozmawiają z dorosłymi i wiedzą jak to robić. – z Łucją gadałam o tym rano jak ją podrzucałam na kolejkę – A jakie są te ich relacje? Z rówieśnikami?
  • Trwałe. Często na całe życie.
  • Też mi się tak wydaje. Rodzeństwa też bywają różne, ale im bardziej popaprane dzieciństwo tym są trwalsze. Przynajmniej do 30-stki. Być może Łucja tak dobrze dogaduje się z Miłkiem, bo on też miał niezłe jazdy w życiu. Pomyśl jak trudno było by dogadać z kimś kto miał wszystko w taki idealny sposób do jakiego nawet się nie zbliżaliśmy.
  • Jak masz siostrę to zawsze jest to Twoja najlepsza przyjaciółka. I nie masz potrzeby szukać kogoś innego.

PRZEDEDNIE Halloween. Młody walczy z dynią i NIE wiem kiedy skończy, ale ZAKŁADAM, że na JUTRO będzie! RANO byłam po zakupy i powiem Wam, że narodowo jesteśmy niezłomni w kwestii szykowania się do świąt (jakie by one nie były). W sklepach i na rynku tłumy, a ponieważ szykuje się kilka dni wolnego, to i ja musiałam nas zatowarować. Menu przewiduję kluchowo-zupowo-naleśnikowe. Myślę, że jak na listopad to świetna opcja!

🎃🎃🎃

Mieszko dostał od wychowawcy koszulkę za przestawienie, które wyreżyserował. Spektakl się spodobał, ale MI najbardziej się podoba, że młody chwilę przed rozpoczęciem podbiegł do pana od polskiego, który DOBRZE siedział i dał mu swój telefon, żeby nagrywał! Czyli czuje się w nowej szkole pewnie!

𔓎𔓎𔓎 Duchy i duszki

Hugo Bader fajnie pisze o porzuconych domach, że są jak samochody, którymi się NIE jeździ. I jedne i drugie nie używane się rozsypują. 10-cio piętrowe bloki BEZ ludzi łamią się po kilku latach na pół. Bardzo otwierająca jest ta uwaga, bo rzeczywiście ludzka energia i żywotność sprawia, że rzeczy trwają. To nie jest tak, że sklejamy konstrukcje farbą, tapetami i remontami, gdyż TO jest coś więcej. Scalamy rzeczy SOBĄ! Chyba, że to te duszki, które pilnują domostw?

Nie można ich zaniedbywać i trzeba o nie dbać. Wczoraj byłam na zakupach i pomyślałam, że czas na porządek PRZED domem. Kupiłam kwiaty, dziś wsadziłam je do donicy, a zamiecione liście zapełniły cały wór. Równolegle znajoma pochwaliła się biletami do Wietnamu, gdzie wybiera się na TRZY miesiące…NIE chciałabym. Na tyle czasu dom zostawić??? Miesiąc to by było za długo! Znalazłam za to fajne miejsce na weekendową wyprawę w Polsce (Śląsk), ale przerzucam do na przyszłoroczną jesień!

𔓎𔓎𔓎𔓎

  • A co ona ma za papieros, który wygląda jak torcik? – zapytała mnie Lila podczas oglądania „Tu zdarzy się coś strasznego”, bo w październiku lubimy sobie na horrory popatrzeć. Siadamy wieczorem, ja prasuję, ona patrzy i leci nam kawałek kolejnego mrocznego widowiska.
  • To skręt. Zioło. Anasza jak to mawiają Rosjanie.
  • Aaaa… Czy myślisz, że to będzie taki plot twist, że ktoś będzie jej wmawiał, że to sobie uroiła?
  • Nie wiem, ale tych red flagów to ma tyle, że powinna stamtąd uciekać!

🥐 W poszukiwaniu makowego rogala…

  • Moim najbardziej ulubionym słodkim daniem, które jest promowane sezonowo jest rogal świętomarciński. Na drugim miejscu są pączki na Tłusty Czwartek, a na trzecim jagodzianki.
  • Dobre zestawienie, Lila. Jakby, ja nie jestem taka pewna tych pączków na drugim, bo lubię bardzo, chociaż rogal to jednak rogal…

Ruszyłyśmy z Lilą przygotowania terenowe do wyłonienia najlepszego rogala w naszej okolicy. CHYBA zwycięża na razie wieniec świętomarciński z jednej sieciowej piekarni, ale nie poddajemy się i szukamy dalej! 🙂

🥐🥐

Diabli miał niezłą przygodę… Wjechał im do pracy Zoll, czyli taki niemiecki FB_I. Sześciu pracowników zostało deportowanych, a jeden był poszukiwany listem gończym. No cóż, w pracy gdzie są pracownicy fizyczni, takie rzeczy mogą się zdarzyć. Diabli do nich zagadywał, mieli niewiarygodny system szybkiej weryfikacji ludzi i od razu wyświetliła się im jego pensja. Pytają się więc czy miewa nadgodziny, że tyle wykręca, a on na to odparł, że NEIN, ale ma za to zwei Ex-Frauen i specjalnie tego nie odczuwa. Tekst wszystkich ubawił, ale mężczyźni jak wiadomo TAKIE teksty LUBIĄ. Mi natomiast marzy mi się system w Polsce, gdzie policja tak jak tam, budzi szacunek i rekrutują się tam najlepsi. System, który jest sprawczy i w którym przestrzega się ograniczeń prędkości na drogach, bo absolutnie każdy kogo znam potwierdza, że w Niemczech, Szwecji, a od siebie powiem, że nawet w Albanii, jeździ się LEPIEJ.

Btw. Diabli powiedział mi przy okazji, że jego nauczyciel niemieckiego zaczął ostatnio uczyć w jednostkach penitencjarnych i rozmawiał z gościem, który przypłynął do Europy tym pontonem na Lampedusę. Wiecie ile kosztuje miejsce na takim pontonie, który nie wiadomo czy nie utonie? 3000$! No cóż, przemyt ludzi to jednak bardzo dochodowa branża.

🥐🥐

Na cudowną dyniową dekorację trafiłam! Najpiękniejszy jest chyba ten dyniowy miś!

szroniks

  • Zobacz mamo, tego muszę się nauczyć – Łucja pokazała mi wydruk A4 tych arabskich ślimaczków.
  • Niesamowite! Nie drukuj dwustronnie na TYM papierze.
  • Ale ja chciałam, żeby zajęło mi mniej miejsca.
  • Wiem, wiem, ale te dwie ryzy które kupiłam to jakiś przezroczysty ten papier… Jak przygotowywałam się do zajęć z kidoskami, to zorientowałam się, że druk widać z obu stron. A przy TAKIM alfabecie to tym bardziej TRUDNO!

Pojechałam dziś na rynek BEZ Lilusi. Panna na zajęciach, a kosz z warzywami PUSTY. Za to zima podchodzi konkretnie, bo rano na szybach powitał mnie SZRON. Nie mam zimówek, liczyłam, że dotrwam do listopada, ale nie wiem czy nie powinnam JUŻ się tym zainteresować :/ Niemniej jednak odebrałam na razie z apteki leki Lilki na cerę, co są astronomicznie drogie, więc w ramach atrakcji pożyczyłam sobie kolejne audiobooczki z biblioteki. Słucham teraz Hugo Bader i ciężkie BARDZO jest słuchanie o Kołymie.

Dróżdżóweczka od Łucji na osłodę! To chyba jakaś z serem? Z całą pewnością z jakiejś modnej kraftowej piekarni bo posypana LAWENDĄ!

pp – poniedziałek październikowy

Są takie tygodnie, które rozpoczynają się z przytupem. Wracaliśmy wczoraj od dziadków, gdy zapaliła mi się rezerwa. Wiedząc, że dziś rano mam wycieczkę pomyślałam, że zatankuję, a musicie wiedzieć, że dojazd do dziadków jest teraz skomplikowany, bo remontują im drogę. Jedzie się więc do nich pół godziny (może 20 minut) dłużej, bo robimy pętlę. I na tej pętli była stacja. Zatankowałam i pojechaliśmy dalej. I kładziemy się spać a ja nie mogę znaleźć telefonu. Pamiętałam, że nietypowo dla mnie ODCISZYŁAM, więc mówię do Lili: Zadzwoń. Zadzwoniła i odebrała pani… ze stacji benzynowej! Gdybym dziś rano NIE miała tego wyjścia, to bym pojechała DZIŚ rano.Ale miałam, dzień i tak musiałam zacząć wcześniej, żeby wyprowadzić wcześniej Bibs, więc w NOCY jechałam po TELEFON.

🎭🎭

Wycieczka udała mi się dobrze (odkryłam cudowne miejsce na ognisko), ale śpieszyłam się z tej wyprawy, bo na dziś umówiłam się na cytologię. Robię te badanie raz do roku, to jest jakiś taki program, który właśnie się zmienił, weszły nowe markery, więc jeśli wszystko będzie ok, kolejne tego typu badanie muszę zrobić za PIĘĆ lat. Chciałam wciągnąć zresztą w to Łucję, ale to od 25 roku życia,czyli za pięć lat zrobimy OBIE. Mam jeszcze jednego lekarza w tym tygodniu, ale dokładnie na tą samą godzinę znajoma ustawiła spotkanie około hallołinowe ze starą ekipą… No i nie wiem czy próbować to jakoś spiąć czy coś wywalić? Kombo ma też Lilka, której zostalo 15 godzin jazd i w tym tygodniu NIE wiadomo czy da radę, bo weszły jej labolatoria, a ma i tak spotkanie z dermatologiem. Plus Łucja napisała, że ma chyba gorączkę (nie dziwne, ona naprawdę ma przeładowany grafik). ALE, z miłych rzeczy, złapała mnie znajoma, której tydzień temu pomagałam przewieźć fotel i w ramach podziękowania dała mi prezencik! Znaczy się pytała się wcześniej, czy chcę wino czy perfumy i zgodnie z prawdą powiedziałam, że NIE piję. Mamy więc perfumy, które nie wiem jeszcze, KTÓRA z nas będzie używać!

Zestalona słowiańska noc nastała (od 16-stej do 8 rano)

Dziś ulubione święto WSZYSTKICH. Zmiana czasu! Obudziłam się o szóstej WYSPANA, bo to przecież POPRZEDNIA siódma! Wyprowadziłam Bibs i coś tam porobiłam na kompie. Dzieci nie mam, bo znienacka wpadł Diabli i zabrał dzieci. Nie będzie GO w przyszłym tygodniu (pierwszego), a warto żeby smarki dotarły przez labirynt stołecznej nekropolii do dziadka. Przy okazji podrzucił dynie, czyli jak zrobię zakupy na rynku na tę listopadową ucztę towarzyszącą horrorom jesteśmy gotowi!

Z tematów lekkich znajomy ze szkoły średniej wziął ślub wczoraj. To taki gość ciut starszy ode mnie i wziął ślub z babeczką w moim wieku. Fajnie. Śmiesznie tylko, bo jak przeglądałam stare wordpressowe wpisy to dziewięć lat temu inna znajoma też dokładnie na 24 października TO zrobiła. Niech mu się darzy, dobrze, że się odnaleźli i im się chce!

🍂🙌🏼🤎 Piękne lasy są jesienią!

  • I nie jest taka zła ta moja praca,nie Lila?
  • No nie. Zupełnie fajnie to wyszło.

Nie biegałam dziś rano, bo robiłam grę kartograficzną w lesie. Rzeczywiście pewnych rzeczy RODZIC nie zrobi. Gdybym chciała zabrać moje dzieci (te lat temu 8-10) do lasu by stworzyły mapę, to by mnie olały. LECZ gdybym nazwała to warsztatami, w których wezmą udział, to by zrobiły. Potrzebny mi był tylko współpracownik do ogarniania tematu, więc zabrałam Lilę. Zresztą po raz już któryś i co tu kryć, MY – zawsze bawimy się dobrze! Zajrzałyśmy sobie jeszcze później jeszcze do piekarni, gdzie kupiłyśmy wielki wianek z białym makiem na jutro do dziadków i bardzo byłyśmy z siebie zadowolone! NIE do końca jesteśmy profesjonalne. bo czasem któreś dziecko nas TAK kosmicznie ubawi, że pękamy ze śmiechu. Ale głupio się otwarcie śmiać, więc tak tylko skrycie rżymy gdy nikt nie patrzy! 😀