piątek jak poniedziałek

Zobaczcie jakie cudne tulipany dostała Łucja od Miłka! Rosną z nich mini tulipanki i dobrze im w naszym domowym chłodzie. Szykuje się jakiś mega pogodowy przełom i w świecie psiarzy rozmawiamy o tym z obawą. No bo jak te wszystkie śniegi puszczą, to błoto osiągnie poziom maksymalny! Chociaż z drugiej strony może wyciągnę zamrożone w śniegu światełka świąteczne? Panny dziś na lanczyku, a dla mnie i dla Mieszka szykuję lawasz. NIC nie było na tym rynku (ziemniaki, marchew, cebula i jabłka), więc podjechałam do Turka i kupiłam świeże syryjskie placki. Podsmażę jakieś mięso, zrobię frytki (bo TAK młody jada) i będziemy zawijać!

Trwamy, z Lilką byłam na siłce, miałyśmy fajną pogadankę o rodzinach adopcyjnych i czuję, że każde kolejne pokolenie, ma dużo więcej akceptacji do różnorodnych koncepcji rodziny, ale od przyszłego tygodnia, te siłowniowe wypady nam się trochę zmienią. Na razie w szkole miała nieustanny festiwal prób poloneza i lekcji na okrągło NIE było!

🏮🍊🧧🐍🪭🧨Rok Ognistego Konia!

Podczas kiedy jedna połowa świata posypywała sobie głowy popiołem (u nas posypano Mieszka, który jest w cyklu aktywnego chodzenia na msze ze względu na bierzmowanie), druga połowa świata przystąpiła do świętowania Chińskiego Nowego Roku. Zaczynamy bowiem Rok Ognistego Konia! „Ognisty Koń to istota dzika, nieokiełznana, błyskotliwa i witalna. W mitologiach Wschodu budzi lęk z powodu czystej, destrukcyjnej siły”. Dobrze to brzmi, nie? I nadchodzący rok ma sprzyjać szybkim i spontanicznym decyzjom podejmowanym z pasją. Żywioł ognia ma wzmocnić kreatywność i wolę walki. Idąca za tym potrzeba wolności nie do końca jest nam CHYBA potrzebna, ale obiecują dużo, więc tę wolność już jakoś udźwigniemy!

Na niedzielę już zarezerwowałam miejsce w chińskiej knajpie dla nas i dla dziadków (może nawet dołączy do nas mój brat), a dziś byłam w Asian Town! Bubble tea, przekąski noworoczne (niezmiennie moim NAJ typem jest suszony imbir) i dużo smoków! No i koni wszędzie było pełno! 🐎

🍊🧧🥢🥟🍊🧧🥢🥟

  • Wczoraj zrobił coming out – Łucja opowiadała mi rano o swoim szefie.
  • No, ale to wiedziałaś. A jak to zrobił?
  • Powiedział, że pojechał z chłopakiem na Teneryfę na Walentynki. To był jego pierwszy wyjazd za granicę.
  • Nieźle. Ale to się zdarza.
  • I że nie wiedział, że może być tak pięknie.
  • Polska też jest piękna, tylko czasem trzeba wyjechać, żeby mieć lepszą perspektywę i to zobaczyć.
  • W kwestii perspektywy przygotowałam plan mojej kolejnej solo podróży.
  • OOooo, super. A dokąd?
  • Myślałam o trekingu Syria-Liban-Jordania.
  • Żartujesz, prawda?

Strasznie szybki ten luty. Styczeń to trzy miesiące trwał, a luty za 10 dni się kończy.

-Lilka. Te trzy miesiące to oczywiście metaforyczne, ale styczeń się niewiarygodnie ciągnął, a luty oszalał z tym tempem

Minus cztery to prawie wiosna! Wszyscy chodzą bez rękawiczek, a i czapki są nie tak oczywiste! Tak sobie patrzyłam na białe połacie mojego mikro ogródka, że czosnek niedźwiedzi będzie w tym roku OBFITY. Za to po kilku dniach dziennych temperatur około zera i nocnych przymrozków zrobiło się niezłe lodowisko. Tyle, że w nocy napadał na TO lekki śnieżek… I ślizg to teraz jest taki, że wszyscy chodzą jakby ćwiczyli bachatę… JA- zamontowałam sobie na butach raki ze sklepu sportowego co to nieużywane leżały w szafkach z butami. I dopiero TAK wyposażona poszłam z Bibs na spacer. I wielu spotkanych psiarzy taki wynalazek na buty nałożyło!

𓆝 𓆟 𓆞 𓆝 𓆟𓆝 𓆟 𓆞 𓆝 𓆟

Ogórkowo wstawię Wam zaległe wyjazdowe foteczki Mieszeczka (udostępnił nam je dopiero TERAZ). Młody ma dobre oko, zdjęcia robi ładne, a Łucja na swoim wyjeździe powiedziała (w głosówce), że najbardziej tęskni za SWOIM rodzeństwem, bo nie ma tam jej kto robić zdjęć!!! Rzeczywiście, ona robi ich sobie dużo i ekipa jest bardzo dobrze przećwiczona jak je robić DOBRZE. Zrzuciłam wczoraj multimedia z męskiego wyjazdu do jednej rolki. Słaba jakość, bo były przesyłane messendzerem, a on jednak bardzo zmniejsza, ale jak chcecie zobaczyć krótki filmik jak młody pilotował samolot, to można kliknąć TU.

To wszystko przez nakrętki na butelkach. Ledwo je przykręcili to zaczęła się wieczna zima.

-sąsiad do mnie rano. Odśnieżał dwa auta (swój i żony), więc zagadałam, że KRÓTKĄ mamy zimę TEGO roku…

Stało się tak jak zawsze się dzieje. Jak już weszłam tak mocno w ten PRL, to wczoraj do prasowania włączyłam sobie „Ołowiane dzieci” na Netflixie i jest to serial świetny. Powiadam Wam, że polskie produkcje wykorzystują finansowy potencjał, który otrzymują od platform streamingowych mistrzowsko. Z jednej strony miałam takie myślenie, że uuu, polski film, czy na pewno mam na to ochotę, potem doszłam do wniosku, że sprawdzę pierwsze 10 minut i wsiąkłam. Nic Wam nie będę spoilerować, ale polecam! I żeby było lepiej, miałam wycieczkę do muzeum PRL (to już druga w ciągu tygodnia w to samo miejsce), więc czuję się niemalże jak w wehikule czasu 🙂 Pierwsi sekretarze, zimna wojna, legitymacje partyjne i walka ze stonką.

🐎🐎🐎🐎🐎🐎

Równolegle mamy dziś początek chińskiego Nowego Roku! Będzie o tym jeszcze w kolejnych dniach, ale pamiętajcie, ze dziś NIE jemy owsianek (bo biednie), a ananasy (bo to na bogactwo)! NIE myjemy włosów (bo spłuczemy wszystko co dobre- CZYLI chodzimy ze smalcem do JUTRA) i NIE narzekamy (w żadnym wypadku!!!). DOBRZE by było mieć coś czerwonego (ja mam majtki), ale jak nic nie macie, to przynajmniej SZYBKO pomalujcie usta! 🙂

Żaden władca nie potrafi u siebie dostrzec „wirusa władzy”. Tacy ludzie zawsze utrzymują, że są na niego z różnych powodów odporni.

-Gomułka, „Dyktatura ciemniaków”

Człowiekiem tej zimy będzie dla mnie Bad Bunny. Totalnie nie kojarzyłam kto to jest, ale najpierw wysłałam pannom pewną rolkę z jednym pięknym latino, potem był koncert w nowojorskim metrze, który mi się wyświetlił, bo obserwuję Jimmy Fallona (i nawet pisałam do Łucji, czy widziała TEN koncert), no a potem zrobił się szum wokół SuperBowla. Zaczęto wtedy wszędzie pisać, że kultura Ameryki stoi tańcem, który był językiem oporu, a Bad Bunny zrobił mega show i to na dodatek w ciuchach z sieciówki. A ten przekaz, żebyśmy nigdy nie przestawali w siebie wierzyć? Wow. Terapeuta, jakiego każdy potrzebował! Rozmawiałam o tym z Lilką:

  • Ja w ogóle gościa nie kojarzyłam, a wszyscy piszą, że to taki nowy typ mężczyzny. Pozbawiony homofobii, z szacunkiem do społeczności querowej i na dodatek, że potrafi tańczyć, bo dorastał w kulturze, gdzie mężczyźni tańczą. Wszyscy go kochają.
  • Ja znałam ho już wcześniej. W Kanadzie wszyscy Meksykanie go uwielbiali, bo on śpiewa po hiszpańsku. I to rap.
  • Nieźle, nie mówiłaś mi tego! A Łucja opowiadała, że jak była w NY w muzeum to była wycieczka szkolna i przewodnik najpierw mówił po angielsku, a potem po hiszpańsku.

🏈🏈🏈

Poniedziałek. Siedzę właśnie w gabinecie ortopedy z Mieszkiem i zaraz się wyjaśni, na kiedy mamy nowy termin sanatorium. Skończył mi się audiobook, przez chwilę słuchałam radia, ale jak w radiu usłyszałam info, że jakiś 48-latek ukrywał się w łóżku, żeby nie płacić alimentów, wyłączyłam, pojechałam do biblioteki i wypożyczyłam nowe książki do słuchania. Pierwsza już mi leci i chociaż zakładałam, że życiorys polityka mnie nie porwie i po kilku rozdziałach wyłączę, to na razie wciągnęło. Też gość (absolutnie nie oceniając czasów i działań) był zdeterminowany na niewiarygodnym poziomie. Parł, i upadał i się podnosił. Wierzył w złe rzeczy, dawał się nabierać, oszukiwać i się nie zatrzymywał. Taki przekaz na nowy tydzień!

🏈🏈🏈🏈🏈🏈

W kategorii dla domu, na luty, jest finisz pokoju Mieszka! Było zamieszanie z jego materacem, bo sprzedawca nie wysłał towaru, więc anulowałam zamówienie po niemalże trzech tygodniach i zamówiłam kolejny (chyba nawet lepszy). JUŻ jest położony, młody się wysypia, więc została tylko kosmetyka z porządkiem w szufladach pod łóżkiem. Gość ma teraz największe łóżko w domu. Prześcieradła dwa mamy od babci i na razie tyle wystarczy!

On ma tak założone nogi – jedna na drugą, taki trójkąt. A szuflada na pierwszym planie i klocki znikną.

koniec naprawdę długiego tygodnia

  • Mamo, zrobisz mi też szybko jajko?- zapytała mnie panna wcześnie rano, gdy obie w biegu wychodziłyśmy.
  • Tak. Łucz, powiedz mi, czy wszystko z Twojej walizki jest do prania?
  • Tak. Oprócz tych rzeczy, które kupiłam, ale je wyjęłam.
  • Dobra, to dziś wieczorem będę to nastawiać. Te tulipany od Miłka, które wstawiłaś do wody, przycięłam. Przyszło mi do głowy, że gdyby była Miauka to by nie dotrwały do rana.
  • Fakt. Ona była szalona z tym jedzeniem kwiatów!
  • Dziś też tak późno wrócisz?
  • Nie. Dziś będę wcześniej. Wczoraj byłam na zamce, czyli na zamknięciu. Musiałam potem sprzątać.
  • Uuuuuu. I jak Ci poszło?
  • Słabo. Okazało się, że nie umiem korzystać z mopa i taka dziewczyna musiała mnie nauczyć.
  • Oj tak. Po prostu nie jest to umiejętność, która Ci była potrzebna! Skoczę jeszcze na górę znaleźć okulary, bo wczoraj po sześciu godzinach wypełniania formularzy NIC już nie widziałam. I wychodzimy!

Bardzo mamy przeładowany ten tydzień. Dużo się działo na tygodniu, ale weekend NIE jest łatwiejszy. Bo ja mam dwudniowe szkolenie na egzaminatora. Wczoraj było 12 godzin (9-19-sta/masakra), a dziś tylko o dwie mniej… A za tydzień powtórka!!?! I wiem, słabe, ale cieszy mnie, że Lilka nie idzie wtedy na studniówkę, bo nijak nie miałabym jej jak odwieźć. Równolegle Mieszko odkrył siebie w wersji towarzyskiej i w czwartek miał wyjście do teatru (niby nic, ale ja musiałam go potem w nocy spod szkoły odebrać), a wczoraj w nocy mieli nocowankę z kumplami. Zamówili więc sobie z Lilą do południa pizzę, a o której dziś będzie w domu NIE wiem. Ponadto zrobiłam w robocie jednego poważnego kiksa i nie mam pojęcia jak to się skończy. Mam już info, że będą konsekwencje, ale nie wiem jeszcze jakie. No, a Łucja odrabia godzinówkę, którą ma na umowie (bo tydzień jej jednak wypadł) i wraca późno, a wychodzi jeszcze wcześniej. Miałam nadzieję, że tylko styczeń był taki przeładowany, ale luty lepszy NIE jest.

ZA TO, wracając wczoraj kupiłam Bibs żarcie (moja Walentynka) i dostałam w sklepie balonika, którego jej przekazałam! Niżej macie natomiast Walentynkową pizzę, którą Łucja wczoraj, przed pracą, wszamała z Miłkiem!

৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ

Szłam ostatnio do jednego urzędu. Miejsca o niezwykłej wadze państwowej, do którego często prowadza się szkolne wycieczki. Było wcześnie rano, staliśmy przed biurem przepustek i czekaliśmy aż zbierze się grupa. Ja robiłam small talki z różnymi rodzicami, gdy w polu widzenia pojawiły się dwie wyjątkowe babki. Obie miały sądzę, że koło 60-tki, ale wyglądały wspaniale. Idealne włosy (bez czapek, chociaż było lodowato), świetne makijaże, gładkie płaszcze i błyszczące kozaki. Wiem, ile kosztuje (również czasowo i emocjonalnie) taki wygląd i nie zakładałam także, że przyjechały miejską komunikacją.

  • Ale paniusie – odezwała się jedna matka stojąca obok mnie.

Ogólnie dość oceniająca wydała mi ta „konstrukcja”, ale ponieważ jestem człowiekiem unikającym konfliktów za wszelką cenę, powiedziałam coś innego:

  • Ależ ona ma piękną torebkę! – rzeczywiście była piękna. Z jasnej tłoczonej skóry i dość duża. Elegancka i pojemna. Teczkę A4 można było by spokojnie wrzucić.
  • Ja to nie noszę torebek, tylko plecak – i obróciła się szybko do mnie placami, żeby mi pokazać mały skórzany plecak.
  • Ja też tylko plecak. – tak jest, bo wszędzie łażę z laptopem i do plecaka mi się po prostu mieści.
  • Kiedyś nosiłam buty na obcasach. Przed ślubem. Nawet takie z 10 centymetrowym obcasem.
  • Ooo, no ja się nie nauczyłam.
  • A ja umiem, ale teraz NIE muszę. Mam męża, dzieci, po co ja mam się starać, jak już wszystko mam.

No i nie leżała mi ta rozmowa. Streściłam ją znajomej na psim spacerze i znajoma, co to jest prawniczką od rozwodów powiedziała: „Niech przyjdzie do mnie. Opowiem jej jak bardzo jest w błędzie, myśląc, że wszystko sobie już w życiu ułożyła. Ludzie się mylą częściej niż im się wydaje”.

I fakt, ale w tej historii była jeszcze jedna niefajna rzecz. Coś co wyłapałam później. Takie archaiczne i staroświeckie przekonanie, że jest się lepszym, bo się KOGOŚ ma. I to nawet nie chodzi o to, że ten ktoś NIE ucieknie, ale zwyczajnie poczucie wyższości, że osiągnęło się coś co się innym nie udało. I bardzo jest to niesprawiedliwe i nieprawdziwe, że można tak myśleć. Chciałam Wam dziś, wpadający tu single, powiedzieć, że my TEŻ mamy wszystko, że bycie samemu nie czyni Cię gorszym, że tworząc samych siebie możemy być pełni i szczęśliwi. I że SAMO bycie w związku tego nam nie gwarantuje i to czy będzie nam dobrze, zależy od nas samych, a nie od tego, czy jesteśmy z kimś czy nie. Zresztą, nie czujcie się przytłoczeni tą ilością balonów i serduszek wokół, bo w końcu ostatnio mieliśmy Tłusty Czwartek, a idzie już kolejne święto, czyli Chiński Nowy Rok 🙂

৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ৻ꪆ

  • Babko, mogę się do Ciebie przytulić? – zapytałam pannę Ł., gdy po porcji pierwszego odsypiania jet lagu, zjadła coś, wykąpała się i ponownie wróciła do łóżka. Ona dziś ma i pracę i randkę (w końcu WALENTYNYKI), więc JUŻ intensywnie.
  • No nie wiem. Miałam ochotę na chillkę z tik tokiem…
  • To się położę obok Ciebie. Pamiętam jak byłaś takim małym bobaskiem. Miałaś ogromne, okrągłe oczy i wielkie murzyńskie usta.
  • To racist było, matko.
  • A na taką wspaniałą pannę mi wyrosłaś!… Nie zrozumiałam tej rolki, którą właśnie obejrzałaś. Komu ją wysłałaś?
  • Lili i Mieszkowi.

w komplecie!

O 13-stej, w piatek 13-go panna wróciła! Godzinę dłużej zeszło jej na lotnisku (bo czekała na walizkę), ale już jest! Nowy Jork jej się podobał. Podobało jej, że każdy robi to na co ma ochotę i nikt nie czuje się oceniany. Podobało jej się metro, widziała dwie sławy (nikt kogo JA znam) i uznała, że TAM lubią cukier. Słodzone jest wszystko włącznie w sokiem z owoców i chlebem, ale w China Town odkryła gorzką herbatę i od razu było jej lepiej. Mieszkała w wieloosobowym hostelu dla kobiet i przez większość pobytu, roommates to były Azjatki. Czuła się bezpiecznie, a na pytanie o strzelaniny na ulicach, odpowiedziała mi, że przecież mieliśmy już w Izmirze. True, w naszym tureckim hotelu, ubiegłego lata, zaobserwowaliśmy strzelaninę (dzieci WTEDY kazały MI nie wyglądać, żebym nie oberwała). Ładnych dziewcząt widziała dużo, ciekawych mężczyzn ZERO 🙂 I bardzo dobrze, chociaż do Nowego Jorku planuje wrócić!

Zdradzę Wam teraz co się wydarzyło, gdy panna TAM leciała i o czym napisałam Wam, że napiszę później… Otóż panna jak pamiętacie, miała alternatywny lot przez Monachium. I w samolocie do Monachium, co odkryła, gdy była już w samolocie do NY, ZGUBIŁA portfel. Portfel, w którym miała CAŁĄ kasę, obie karty kredytowe oraz dowód osobisty. CZYLI lądując w Stanach, na pytanie how many cash, how many credit cards mogła odpowiedzieć jedynie ZERO. CZYLI była dokładanie niczym pierwsi emigranci zarobkowi – BEZ jednego centa! Na szczęście miała telefon, czyli teoretycznie mogła płacić aplikacją i PASZPORT. Wtedy uruchomiałam Diabla, bo ma konto w tym samym banku walutowym co Łucja i mógł jej zrobić przelew w trybie rzeczywistym. Ja żeby zrobić jej przelew musiałam zaczekać do poniedziałku, żeby poszło elixirem. Była sobota. Równolegle panna znalazła miejsce, gdzie będzie mogła wypłacić gotówkę używając telefonu… Problem natomiast był taki, że Diabli NIE wiedział o wyjeździe Łucji i był tej podróży przeciwny, więc uprzedziłam go, że zanim wybuchnie (ten nick nie wziął się z powietrza), potrzebuję, żeby wszedł w „tryb rozwiązywania problemów”. I wybuchł, ale rzeczywiście wpierw pomógł. W tym samym czasie, MI niewiele udało się ustalić… Do Monachium, do biura Lot-u oraz punktu zagubionych na lotnisku rzeczy, dzwoniłam, lecz procedury są takie, że odpowiedź dostaje się po 10 dniach. CZYLI czekamy, chociaż jeżeli okaże się, że to na lotnisku jest, to trzeba będzie jakoś do tego Monachium ponownie dotrzeć…

Foteczki, jeszcze wyjazdowe

dzień odkupienia🍩🍩🍩

Żadne polskie święto nie jednoczy tak jak Tłusty Czwartek. Ten rozmach, te uśmiechy obcych ludzi, którzy ze zrozumieniem kiwają sobie głową, że DZIŚ możemy, dziś musimy, bo tradycja, bo przyzwolenie. Są hurtownicy, którzy szukają gdzie najtaniej i najwięcej, ale dominują rozrzutni rozpustnicy, którzy DZIŚ nie zastanawiają czy to dużo, czy mało, bo dziś jest dzień kubków smakowych i trzeba dogodzić sobie maksymalnie. Na pomyślność!

JA, mam już SZEŚĆ. No dobra, pięć, bo jeden z adwokatem zjadłam SAMA. Zaraz przybędą do nas dziadkowie, bo babcia od kilku lat realizuje program pączki z najlepszej cukierni, dla całej rodziny i rano kupuje, a potem rozwozi. Po kartoniku dla każdego! W naszej cukierni zrobili SYSTEM, że są dwie dziewczyny, które przyjmują zamówienia – mają specjalny formularz, gdzie ptaszkiem zaznaczają, kto jaki bierze (ja wzięłam adwokat, budyń, słony karmel, wiśnia, pistacja i klasyk), są dwie osoby przy kasach, TRZY osoby kompletujące zamówienia i dwie osoby donoszące z pracowni kolejne tace. Normalnie, Ameryka! Btw. dziś ostatni dzień panny za Wielką Wodą!

a tymczasem…

…rozpoczęłam badania terenowe przed jutrzejszym świętem. Wracałam z miasta i zamiast jechać prosto do domu podjechałam pod cukiernię, która w ubiegłym roku zdobyła pierwszą nagrodę w kategorii: najlepsze pączki. Były rzeczywiście wybitne (co zdegustowaliśmy w domu sprawiedliwie dzieląc nożem na TRZY części), ale cena była konkretna, więc kupiłam TYLKO trzy (różne). A na fali zdobycznych sukcesów podjechałam jeszcze pod wiralowego pączka, o którym usłyszałam TU. Nie czujemy jednak pączkowej sytości, więc od jutra cd polowań na PĄCZKI!!

Nie wiem jak Łucja będzie TAM świętować FAT Thursday, ale po dniach żywienia się bajglami i tacosami panna była wczoraj w China Town i Little India i zjadła NORMALNY obiad. To ogromny sukces, bardzo jesteśmy z niej dumni, bo panna na wyjazdach żywi się na ogół slice-ami pizzy, lodami (nie TYM razem) i kawą. Odkryła także wczoraj, że może korzystać ze zniżek studenckich, chociaż ma wyłącznie wirtualną legitymację, więc była w muzeum. Musical na Broadwayu odpuszcza, bo kupiła kosmetyki, które zamawiała Lilka i nie ma za co na PORCJĘ większej sztuki!

LUSIJA do niej mówią. Już na Sycylii tak przerabiali.