Essa!

ESSA! – Powiedziała Łucja gdy w końcu wyszła z sali… I zrobiła taki ruch z palcami jak na fotce wyżej. To było długie i wyczerpujące wydarzenie ta poprawa… Na 9-tą miała część pisemną, potem JA wróciłam do domu i pojechałam PONOWNIE by być tam z nią od 11:30 (cały czas towarzyszył jej Mati). Gdy przyjechałam akurat weszła na część ustną. A potem do 13:30 czekaliśmy na wyniki pierwszej grupy poprawiających i absolutnie NIE wszyscy mieli takiego fuksa jak Łucja, bo tych DZIŚ niezdających to kilkoro było. Maksymalnie się cieszę, bo chociaż był plan b), TO tak naprawdę dobrze, że nie musimy go realizować. Pojechałyśmy więc tylko obejrzeć sukienki weselne, bo panna jutro idzie się bawić, a to co kupiła mi się wydaje mało-weselna! Mówiłam jej „falbanki i pastele”, a ona wybrała kolejną sukienkę jak te co już ma… Na NIC ją nie namówiłam, LECZ napiłyśmy się mango lassi. A potem przyjechałyśmy do domu i Łucja wykrzyknęła do Lilki:

  • Essa byku, zdałam! PÓŹNIEJ byłyśmy na mango lassi i matka flitowała z Hindusem. Ależ to było obrzydliwe. On przytrzymał jej kartę, bo ją za szybko zabrała. O tak! Fuj!
  • Wiem Łucja, starzy ludzi są tacy żenujący jak flirtują!

Także OBIE mają się dobrze! Za to Mieszko dostał prezent od kolegi. Całe lato brzęczał, że on marzy o Hagim Łagim i oto kumpel przywiózł mu takiego z… BUŁGARII 🙂 No i Lilka nosi go niczym szalik!