31-szy

Ostatni dzień laby mija nam na sprawach organizacyjnych. Ja miałam jakąś urzędową sprawę, a potem pojechałyśmy z Lilką (na ROWERACH) do paczkomatów. Bez sensu takie zamawianie na raz i w ostatniej chwili, bo a)trzy pierwsze paczki przyszły do dwóch różnych punktów (jeszcze DWIE do mnie idą), b)w jednym zestawie panna przysłała ZŁĄ książkę… Grrr… Ja wiem, że nastolatki to są roztrzepane, ale sytuacja jest patowa, bo panna ogólnie pomieszała przesyłki. A przez chwilę myślałam, że ogarnęłam!

Nie mają butów zmiennych, chociaż Łucja już jakieś sobie zamówiła, tornistry są, zeszyty CHYBA są, ale co najważniejsze SĄ też chęci! 🙂

IDEA tego co JUTRO zakładają (ubrania) TEŻ już jakaś jest, więc do wieczornego prasowania BĘDĘ miała kilka rzeczy extra… Ja zaraz rekreacyjnie skoszę sobie trawę. Tak myślę, że nowy rok szkolny bije energetycznie bardziej niż Sylwester i chociaż bez fajerwerków to przejście jest mocniejsze!

<><>

Niżej jeszcze kilka fotek z wakacyjnego Krakowa:

Lato 2022

To chyba już koniec? Ależ było gorąco przez te miesiące! Z przyjemnością dziś szłam z Bibi przez TROCHĘ chłodniejsze pola…Udała nam się wycieczka na Roztocze, nad morze oraz całkiem długa w okolice Hamburga. Mieliśmy krótkie wyjazdy do Lublina i Krakowa. Mieszko miał męską wyprawę do Energylandii, a Łucja nadmorską eskapadę z chłopakiem. Tak jak już pisałam: MAŁO wydaliśmy w tym roku na noclegi i nieźle, że mamy bazę wypadową w Niemczech. Fajnie by było gdyby Diabli zmienił lokalizację, ale i w tych okolicach gdzie jest, atrakcje znajdziemy. Nie dotarliśmy w dwa zaplanowane w czerwcu miejsca, ale po prostu zabrakło nam czasu. Dużą komplikacją jest również wojna na Ukrainie, która skutecznie odcięła nam kierunek WSCHÓD. Gdzieś tam w tyle głowy pamiętamy też wszyscy o PANDEMII i nie wiem jak Wy, ale ja cały czas mam odruch, ze gdy wchodzę do sklepu to myślę z przerażeniem: O Bosze, zapomniałam maseczki!

Zaczęliśmy lato od większego dołu: problemy ze świadectwami, wyborem szkoły i kasą, ale na koniec sierpnia wszystko jest jakoś mniej lub gorzej wyprowadzone. Niemniej jednak to nie był lekki i wolny od zmartwień okres. Mieliśmy (i MAMY) galopującą inflację i zapowiedziane podwyżki. Z tym pierwszym wszyscy jakoś się pogodziliśmy kupując chyba mniej oraz szukając z większym zapałem promocji i systemów lojalnościowych (o co chodziło z tym cukrem????). O tym drugim (podwyżki) po prostu próbujemy NIE myśleć. Mieliśmy tego lata poważną katastrofę ekologiczną. Były upały, na całym świecie jest problem z SUSZĄ, ale to co się stało z Odrą i co jakoś przestało być wałkowane, to wydarzenie straszne. W domu za wiele nie zrobiłam, za to porządkowałam i reorganizowałam mój ogród (nowe sadzonki, przemalowany śmietnik, pomalowany płot i przygotowane kupki drewna na zimę). Lewy przeszedł do Barcelony (to zabawne bo byliśmy wtedy w Niemczech i naprawdę media tam wścieku dostały),a Mata ogłosił rozpoczęcie swojej kampanii prezydenckiej. ZNOWU mało pływałam… Właściwie to nie licząc term tydzień temu, to chyba jakoś się z pluskaniem rozminęłyśmy! Nie wzięłam udział w żadnej sportowej imprezie masowej, nie pływałam kajakiem za to wróciłam na siłownię i trochę jeździłam na rowerze. Ach, byliśmy aż na TRZECH festiwalach (Języka Polskiego, Kultury Japońskiej i Sztukmistrzów) i dwukrotnie „zderzyliśmy się czasowo” z Tour de Pologne. Nie przeszliśmy większych kontuzji, mamy za to kilka nowych siniaków, a Łucja ma kolczyk w pępku…

Dużo czytaliśmy. Szczególnie ja i Lilka. Mieszko na potęgę czyta mangi, Łucja czytała matematykę, ale my dwie przerabiałyśmy te książki jedna za drugą. Lato kończę historią o księżnej Masako, czyli kobiecie, która weszła w skład japońskiej rodziny królewskiej. Książkę mam z biblioteki i plus książek stamtąd jest taki, że często biorę lektury spontanicznie, patrząc na okładkę i czytając opis z tyłu. NIE wgłębiając się w recenzje i rankingi. Co nosiliśmy macie TU, a niżej zestawienie NAJ:

  • Kosmetyk – czymś co nam REALNIE schodzi są peelingi do skóry głowy. Mieliśmy również większe niż w latach wcześniejszych zużycie kremów z filtrem.
  • Marka Kosmetyczna – to kolejne lato z polskimi kosmetykami. Tyle, że tym razem wsiąkliśmy w marki niszowe. Zaczęło się od peelingów do ciała z White Tree, a potem odkryliśmy bydgoskiego Apisa, który ma dla odmiany doskonałe maseczki.
  • Jedzenie – bowle. Zaczęliśmy miski z jedzeniem jeszcze na wiosnę i jest to taki hit, że w wersji na zimno chyba wyląduje w śniadaniówkach. Ryż, jajko, smażona cukinia, ogórek, szczypiorek, itp.
  • Zwierzę – tu bym znowu dała psa. Po znajomych widzę, że czworonogi im podochodziły, a jedną z informacji, która nas bardzo uradowała tego lata, było, że w Japonii można zamówić sobie na lotnisko powitanie z psem! Warto też podkreślić, że na niektóre wycieczki tego lata pojechaliśmy z Bibi!
  • Noclegi – namioty. Moim zdaniem cały świat postanowił TEGO lata spać w namiotach. Pojawiły się glampingi, a ceny za noc na zwyczajnym polu kempingowym były wyższe niż w domku (tak mieliśmy np. na Roztoczu).
  • HitZłote Tarasy Mr Polska
  • Transport: pociąg. Zdecydowanie najczęściej jeździliśmy pociągiem. Mam nawet takie wrażenie, że lubię dworce. Są dynamiczne i zmienne. Jechaliśmy w bardzo różnych warunkach tego lata: był wagon towarowy, były intercity i były zwyczajne koleje podmiejskie.
  • Kierunek – kilkoro znajomych dotarło tego lata do Stanów, kolejna liczebnie grupa wybrała Bułgarię, a SPORO osób było w Krakowie.
  • Plener – no cóż, chyba najwięcej scenerii zapewniały nam miasta. Klimatyczne były też klify na Helgolandzie… Jeden znajomy jest akurat na Wyspach Owczych i jak zaczął spamować tymi pustkowiami to myślę, że raz na jakiś czas trzeba w takie miejsca dotrzeć.
  • Owoc – brzoskwinie. Może to wina ocieplenia, ale NASZE brzoskwinie i nektarynki zaczynają przypominać odmiany śródziemnomorskie… Sok ścieka po rękach gdy je jesz!
  • FilmMinionki! Przyznaję się, że NIE byłam, ale te ekipy ubrane w garnitury idące do KINA, widywałam CAŁE lato! Btw. Wydaje mi się, że wspólnie w kinie nie byliśmy tego lata ani razu…
  • Zabawka– Hagi Łagi. Brzydkie to, wisi na każdym nadmorskim straganie i mamy to i my!
  • Koncert – po okresie bez koncertów nagle SĄ. Najwięcej znajomych się otagowało na koncercie Eda Sheerana, ale mało kto wie, że po koncercie artysta wylądował w klubie burleski! JA wiem, bo akurat ten klub znam i STĄD mam takie info. No bo co to za wizyta w Polsce, bez miejscówki z gołymi babami? 😀 W Polsce byli też Gunsi, Aerosmith i Maneskin, lecz największa euforia była chyba na koncertach Maty.

<><>

Przyszłe lato? Odessa marzy nam się od kilku lat. Teraz jak widziałam zdjęcia pustych plaż na które NIKT nie wchodzi (bo zaminowane wybrzeże) to nie wiem KIEDY tam będzie można pojechać… Kończą nam się pomysły na bliskie wakacje i może czas wsiąść w samochód i pojechać kawałek dalej? Na Zachód łatwo dotrzeć pociągiem i samolotami, wschód odcięty, ale na południe trzeba autem! Niezmiennie mam głód Podlasia i Suwalszczyzny i tam lubię co roku być, a tym razem się NIE udało. Łucja chce w któreś tam góry po MINERAŁY… Dzieci NIE były na żadnych koloniach, ale zaczął nam się rozwijać wariant zabierania „nie-swoich dzieci” i chciałabym żeby TO się utrzymało. My możemy kogoś zabierać, a za to ktoś zabierze NAS. Tego lata do ekipy doszedł nam chłopak Łucji, a czasem dorzucaliśmy też kolegę Mieszka. Jakoś niezauważenie towarzystwo mi powyrastało z kolonii i chyba już NIE będziemy w to wchodzić… Muszę RÓWNIEŻ kupić leżaki. Dawno temu miałam DWA, jeden się tego lata połamał i tak szukam czy gdzieś ktoś po sezonie będzie wyprzedawał?

Mam dla Was kartkę z wakacji! Ten klimatyczny rysunek by wykonany dla Przekroju w 1946 roku! Hipolicie, jesteś strasznie roztargniony: znowu rzucasz cień w przeciwną stronę! Śliczne! 🙂

Coraz bliżej wrzesień…

Zabrałam się za polowanie na podręczniki! Skoro już wiemy, że Łucja idzie dalej, można kupować. Lilka sporo ma po Łucji, ale potrzebne są ćwiczenia, poszerzona matma oraz z fizyki będzie inna książka. Ach, no i historia ma nowe podręczniki, bo wchodzi hit, który część zagadnień ma przejąć. Hitu nie kupuję, bo nie wiem jaką książkę brać. To niezła logistyka te podręczniki. Wygląda to tak, że mam wydrukowane listy z obu szkół i zakreślam CO już znalazłam, co chyba trzeba nowe, a co CZEKAM na odpowiedź sprzedającego. Równolegle powinnam wgryźć się w te temat KTÓRE książki po Łucji nie są potrzebne i ich się pozbyć (przy tych nieustannych reformach NIE ma sensu by czekały na Mieszka). Przybył również plecak dla Lilki wybrany z miesiąc temu na Aliku. Buff…

I byłam na odczulaniu. Na wiosnę skończył mi się preparat i teraz zaczęłam kolejny. Przez chwilę optymistycznie myślałam, że MOŻE po trzech latach mogę zakończyć kurację, ale jak pyliły trawy, to znowu zaczęło mi się zapalenie spojówek, a oczu muszę pilnować. Kalendarz szczepień NA RAZIE będzie intensywny, ale od października przechodzę na tryb 1x w miesiącu.

Plus został zamówiony rower dla Lilki. Całe lato panny jeździły na zmianę na jednym (Łucji), a teraz potrzebne będą DWA. Każda rano musi dojechać do stacji (Łucji), lub na przystanek autobusowy (Lilka) i będą tam swoje dwukołowce przypinać. Nowy powinien być do odbioru w sklepie jutro! Na jutro też Mieszko ustawił się na nocowanie u kumpla!

Dziś niedziela handlowa!

-kolejna dopiero w grudniu!

Nauczyło nas TO lato, że nigdy więcej poprawek! Nie dlatego, że poprawianie roku jest czymś złym i stygmatyzującym, ale dlatego, że całe wakacje ma się w plecy. I Diabli i ja mamy w życiorysie poprawianie roku (on w szkole średniej, ja na studiach) i co dla nas obojga JEST oczywiste, to TO że to ZAWSZE składowa nawarstwiających się wydarzeń na końcu których stoi KTOŚ, kto NIE chce pomóc. Bo trzeba dać nauczkę, bo w może w końcu zrozumie, bo może w końcu się nauczy. System penitencjarny jest ułomny. Poprawczaki i więzienia nie opuszczają ludzie dobrzy. Zło rodzi zło, kara rodzi chęć zemsty i jeżeli ktoś staje na nogi to tylko dlatego, że pojawiło gdzieś po drodze dobro.

W książce, którą właśnie skończyłam (Stan zdumienia) jest kobieta naukowiec, która rusza do Amazonii. Zanim wyjedzie rozmawia w kuchni z żoną kolegi z pracy, który w tej dżungli zaginął. Patrzy na jego trzech synów (też niezła scenka gdy zauważa najmłodszego, który jest taki bielutki, jakby był przezroczysty i on leży na labradorze -> kanapa, migający telewizor i wrażenie, że są to istoty połączone krwiobiegiem i kanałem życiowym), a potem obie wychodzą do spiżarni, żeby „chłopcy NIE podsłuchiwali”. Stoją w tym wąskim pomieszczeniu, ze słoikami oraz piętrzącymi się przetworami na sterylnych drewnianych półkach i zalewa je z góry jasne, oślepiające światło… Od tej pory akcja książki zaczyna biec coraz szybciej i chaotyczniej gnając w coraz ciemniejszym i węższym tunelu. Bardzo mi się taki manewr stylistyczny spodobał, bo to wyjątkowo prawdziwe…

Poprawka jest zła, bo cały ten letni okres, który powinien być resetujący, odświeżający i oczyszczający, wszyscy mieliśmy gdzieś tam w głowie, że na koniec sierpnia mamy dużą sprawę do załatwienia.

<>><<>

Pokażę Wam co panna zrobiła dla Matiego, bo dziś świętują jego urodziny. W planie a)było upieczenie czekoladowego ciasta w kształcie serca, które panna chciała wyjąć o północy z torby i razem ze świeczkami mu dać, ale ciasto NAM nie wyszło. Tzn. gdy ostygło to było niezłe, ale wylało się z foremki i nie wyglądało efektownie, więc ciasto dostanie KIEDY indziej. Dostał tylko fanty wykonane przez Łucję. Ich zdjęcie w ramce (wczoraj rano jechała na rowerze do drogerii, żeby je wydrukować), kartkę, namalowany własnoręcznie obraz (ukryty kontent tego dzieła, to to, że korona drzewa to jej odciśnięta pierś ;), żelki o niezwykłych smakach (on jest żelko-maniakiem), kłódkę, którą muszą gdzieś przyczepić i jakieś czekoladki… Miała być też ręcznie robiona bransoletka, ale nie zdążyła zrobić 😀 Btw. Na weselu panna bawiła się dobrze, zjadła rosół, ziemniaki, a babcia Matiego wcisnęła w nią sałatkę. A potem zapychała się ciastami i tartaletkami!

Sobotę dobrze zacząć od biegania!

<><>

W wyprawie na PIERWSZE wesele Łucja najbardziej niepokoiła się jedzeniem. NIE wiem czy je już jakiś rosół (czasowo już/TERAZ powinna przechodzić do ciast i czekać na bigos), ale zakładam, że wybór dań jedzeniowych na takich hucznych imprezach jest zawsze duży. Chętnie bym nawet wysłała tam Mieszka, bo może by się w końcu najadł?

Młody wszedł w fazę „nastoletniego pochłaniania”. Tłumaczyłam kiedyś dziewczynom, że kobiece ciało jest dużo bardziej skomplikowane, bo w założeniach musi być gotowe by wyprodukować kolejne życie, więc absolutnie każda rzecz, którą jemy i która się w nas wchłania, gdzieś tam zostaje… Tymczasem mężczyźni tworzą egzemplarze „jednorazowe”, co tłumaczy ich upodobanie do śmieciożarcia, które bez szkód, przynajmniej w okresie nastoletnim, jakoś przez nich przelatuje. Nie tak dawno temu byłam z Mieszkiem w kefsie -> młody zeżarł CAŁY wielki kubełek. Pomyślałam, że może był głodny, bo był wieczór?? Lecz ostatnio, gdy panny obie wybrały się na sushi (tak naprawdę Łucja zaciągnęła Lilę do knajpy, gdzie serwują panierowane liście konopii, ale JUŻ ich nie było w menu. (???)) ja pojechałam z młodym do maka. I on wybrał sobie wielkiego spicy boxa. Pomyślałam, że to miłe z jego strony, że chce, żebyśmy zjedli wspólnie, ale ja NIE byłam za bardzo głodna, więc zamówiłam sobie wrapa, zakładając, że weźmiemy tego „jego” boxa do domu i podgrzejemy na kolację w piekarniku… Wyobraźcie sobie, że on zjadł CAŁEGO!??! Na miejscu!!!

<>

Łucja DZIŚ do nas nie wraca – ma przenocować w domu u Matiego (na kanapie) i będzie rano. Ja tymczasem powoli ogarniam kolejne Augiaszowe punkty, które powstały w ciągu ostatnich 12 miesięcy… W czwartek ruszyłam kupkę papierzysk na stole. Na samym dnie była kartka, którą dostałam na zebraniu w szkole u Łucji (30 sierpnia ROK temu). Z grubsza to segreguję, coś tam wywalam, a pozostałe wynoszę na strych. Tam powinnam porozkładać dokumenty po segregatorach, ale MUSI trochę spaść temperatura!

Essa!

ESSA! – Powiedziała Łucja gdy w końcu wyszła z sali… I zrobiła taki ruch z palcami jak na fotce wyżej. To było długie i wyczerpujące wydarzenie ta poprawa… Na 9-tą miała część pisemną, potem JA wróciłam do domu i pojechałam PONOWNIE by być tam z nią od 11:30 (cały czas towarzyszył jej Mati). Gdy przyjechałam akurat weszła na część ustną. A potem do 13:30 czekaliśmy na wyniki pierwszej grupy poprawiających i absolutnie NIE wszyscy mieli takiego fuksa jak Łucja, bo tych DZIŚ niezdających to kilkoro było. Maksymalnie się cieszę, bo chociaż był plan b), TO tak naprawdę dobrze, że nie musimy go realizować. Pojechałyśmy więc tylko obejrzeć sukienki weselne, bo panna jutro idzie się bawić, a to co kupiła mi się wydaje mało-weselna! Mówiłam jej „falbanki i pastele”, a ona wybrała kolejną sukienkę jak te co już ma… Na NIC ją nie namówiłam, LECZ napiłyśmy się mango lassi. A potem przyjechałyśmy do domu i Łucja wykrzyknęła do Lilki:

  • Essa byku, zdałam! PÓŹNIEJ byłyśmy na mango lassi i matka flitowała z Hindusem. Ależ to było obrzydliwe. On przytrzymał jej kartę, bo ją za szybko zabrała. O tak! Fuj!
  • Wiem Łucja, starzy ludzi są tacy żenujący jak flirtują!

Także OBIE mają się dobrze! Za to Mieszko dostał prezent od kolegi. Całe lato brzęczał, że on marzy o Hagim Łagim i oto kumpel przywiózł mu takiego z… BUŁGARII 🙂 No i Lilka nosi go niczym szalik!

Duchowa plama nie spłucze się z upływem lat. Nie zmyje jej nawet potok.

-Adwokat

Tak sobie myślę o tych wakacjach, że można je powoli podsumowywać. Np. to kolejne lato gdzie niewiarygodnie mało wydaliśmy na noclegi. Rok temu były bony turystyczne, ale i w tym roku wyszło nam TANIO. Najdroższą tegoroczną miejscówką był kemping na Helu, najtańszy był kemping na Roztoczu, ale niewiele droższy (raptem 20 zeta więcej) był nocleg w Krakowie. Z całością wydatków na spanie zmieściliśmy się w kwocie trzycyfrowej. Nieźle. Za to dużo więcej nam szło na jedzenie i często przyjazdy były w nocy.

Zaraz Łucja jedzie do Lilki (dziś powinna się uczyć, ale powiedziała młodszej siostrze, że NIE wytrzyma CAŁY dzień ze mną), a co kryć TYLKO dzięki perspektywie ustawki na mieście, Liliana DZIŚ pojechała na warsztaty. Panny mają się spotkać i coś zjeść.

Miałam dłuższą pogadankę z korepetytorką Łucji i chyba od września (niezależnie od jutrzejszych wyników) panna będzie miała na stałe korki z matmy…. Spadają liście, Liliana gdy ją wysadziłam rano z auta podniosła kasztana, a na spacerze trafiłam na dojrzałą winorośl. Wymieniłam książki w bibliotece i zawiozłam pranie do magla… Do szału doprowadzają mnie okoliczne remonty i to że od dwóch miesięcy wyjazd GDZIEKOLWIEK to niemalże pięciokilometrowy objazd, czyli dziś JUŻ nie wychodzę! Nawet gdyby Mieszkowi zachciało się nagle kupować zeszyty… Btw. zbudował kask z klocków. Aż tak się nudził???

Układy i ułożenia

  • Liluś, powiesz jak było? – zapytałam wczoraj.
  • NIE będziemy o tym rozmawiać. Ale…. w skali od 1 do 10 to minus szesnaście.
  • Aż tak? Strasznie mi przykro. A te dzieci, to była grupa 13-16, tak jak miało być, czy wszyscy byli w jakimś konkretnym wieku?
  • Wydawało mi się, że wszyscy byli od mnie starsi.
  • Aha… Czy byłaś dobrze ubrana?
  • Tak. Jedna panna przyszła w butach na obcasach, także JUTRO zakładam japonki.

HA! Widzicie TO? JUTRO! Czyli dziś rano znowu ją zawiozłam! Bardzo się z tego cieszę, zajęcia teatralne są zawsze bardzo niekomfortowe, wymagają wyjścia z tej swojej skorupki i cieszę się, że daje radę.

Kurier dowiózł ubrania na ZA ROK dla Mieszka, zmieniam pościel dzieciakom i czeka na mnie nie za duża górka z prasowaniem. Ach, no i byłam na USG piersi i wszystko ok. Dok zapytał czy jestem zaszczepiona (jestem), więc mogłam zdjąć maseczkę a potem wysłuchałam peanów na temat mojego biustu, że nie otłuszczony ?????? Ja tu NIE mam kiedy zjeść kanapki, a on że takie SZCZUPLUTKIE osoby to zdrowsze… ???? Najlepsze, że gadałam z Lutką i ona ma tak samo. Mówi, że ciągle chudnie, ale za to badania dobre i wszyscy zadowoleni. TYLE, że MY po prostu NIE mamy na nic czasu!!!!

<><>

Przeglądałam z nd z Lilką stare fotki. No i okazało się, że w roku ZERO również było zrobione zdjęcie CAŁEJ trójki na MOIM łóżku tylko w innej konfiguracji! I to na dodatek na początku września, czyli ZAWSZE pod koniec lata miałam ochotę na robienie takiego zdjęcia. CZYLI wspólnych zdjęć jest NIE 10, lecz 11-ście!

Pojawiła się też propozycja by powielać/odtwarzać INNE układy i LILKA WYBRAŁA DWA… 😀

TEN kapelusik-torcik to NIE wiem czy jeszcze mam… Za to Lilka siedzi w pozycji w której tydzień później fiknęła do tyłu i rozwaliła sobie głowę.
Skoro Łucja jest Panną Młodą, to za bardzo nie wiem kim była Lilka… Panem Młodym mógł być Mieszko? Jak grali w Jasełkach to Lilka zawsze robiła za Józefa, ale tu może była po prostu druhną??

Nic nie wysycha szybciej niż łzy

-Adwokat, Randy Singer

Akcja audiobooka, którego słucham w aucie, dzieje się w starożytnym Rzymie. W szkole Seneki, gdzie uczą się chłopcy z dobrych rzymskich domów. Nastoletni potomkowie senatorów i zacnych obywateli Rzymskich. Na jedną lekcję filozof zaprasza rzymskiego legionistę, który pokazuje im na czym polega ukrzyżowanie i jest to punktem wyjścia do dyskusji, czy jest to kara właściwa dla najwspanialszego miejsca na świecie jakim jest Państwo Rzymskie. Główny bohater (Teofil) spina się w dyskusji ze swoim 14 letnim rówieśnikiem i wygrywa cichą aprobatę mistrza. Przegrany by go ukarać napada na niego później wraz z kumplami, lecz podczas starcia dostaje ataku epilepsji. Pojawia się Seneka i mówi, że TO choroba cezarów, ale Kaligula (tak, przyszły cesarz) i TAK czuje się upokorzony… Postanawia więc mścić się dalej i w nocy wraz ze swoimi sprzymierzeńcami wyciągają Teofila z łóżka (chłopcy są na obozie myślicieli), ciągną go wzdłuż Via Appii i tam ukrzyżowywują. Chłopiec przeżywa (większość skazańców przeżywała dwa dni), lecz rodzice postanawiają wysłać go z dala od Rzymu. Potęga Agrypiny jest wielka i nie warto ryzykować życiem dziecka. Sprzedają więc ziemię przy Tybrze i nastolatek rusza do najwspanialszej ze szkół myślicieli. Do wielkiej HELLADY! Nowa szkoła jest wspaniała… Grecy w przeciwieństwie do Rzymian kładą nacisk również na rozwój fizyczny, a sześć cudownych lat spędzonych w świątyni retoryki tworzą nowego człowieka. Nie boi się zabierać głosu i udowadniać swoich racji. Rzym tak naprawdę był dyktaturą, gdzie już młodzi ludzie wiedzieli, że nie każdą opinię można wygłosić i nie wszyscy ludzie są równi. Gadałam o tym z dziećmi, że to bardzo niesprawiedliwe, że taka piękna cywilizacja jaką stworzyli Grecy upadła w wyniku inwazji barbarzyńców.

W kolejnych rozdziałach chłopiec wraca do Rzymu i zostaje wysłany do Judei, żeby być pomocnikiem tamtejszego namiestnika Piłata (!)… Książka nazywa się Adwokat i na razie jest świetna! Pierwszy rozdział jakby nie było wysłuchałam z Lilianą i jej się to nawet spodobało.

<>

Mam koleżankę, która jest pedagogiem teatru, animatorką kultury i członkiem „artystycznych kolektywów”. Dostałam od niej info, że ruszają warsztaty teatralne, na które bardzo namawia. Nie ona je prowadzi, ale program mi się spodobał. Trening wystąpień publicznych, ćwiczenia pomagające walczyć ze stresem oraz takie uruchamiające głos i ciało. Idealne przygotowanie do szkoły średniej dla Lilki, nie? Panna nie wzięła udziału w ŻADNYM spotkaniu przyszłej klasy i przez całe lato NIE skontaktowała się z nikim ze starej. To takie niemalże półkolonie, bo trwa to do piątku, od rana do 15-stej… No i zapisałam i DZIŚ zawiozłam. ZACIĄGNĘŁAM obiecując, że NIE musi iść tam jutro, ale nie ukrywam liczę na to, że będę ją wypychać CODZIENNIE. Ja będę ją odwozić, a wracać będzie już sama. Bilet miesięczny kupiłam wczoraj i sumie to czas najwyższy by go miała!

<><>

  • Lilku, robisz sobie jakąś maseczkę dziś? – zapytałam wieczorem
  • PO CO? Ta sauna była świetna! Myślę, że powinniśmy zrobić w małej łazience właśnie saunę!
  • Świetny pomysł, ale tam wychodzi naturalna kriokomora.
  • Kriokomorę mamy zimą w całym domu, a tam zróbmy saunę!

Woda!

Najgorsze jak w taki upał siedzi się w domu – marudziła wczoraj Łucja… I prawda, ale wakacje nam się już skończyły. Nie pojechaliśmy w DWA miejsca, o których myślałam na początku lata i chociaż technicznie rzecz biorąc można by wykorzystać TEN tydzień, to ruszyć się za bardzo NIE możemy.

Przede wszystkim w TYM tygodniu Łucja ma poprawę. Mamy więc kumulację korków i powtarzania. Nie ułatwia tego kolejny weekend, kiedy to panna idzie na wesele z boyfriendem i MUSI mieć sukienkę. Powiedziałabym, że JAKĄŚ ma, ale ukochany TEŻ chce o tym decydować, więc dziś np. jeżdżą po sklepach i tej sukienki szukają. A co gorsza w niedzielę ON ma urodziny, a ponieważ JUŻ dostała od NIEGO wielką torbę z prezentami to cały czas myśli: CO tu MU kupić? Niemniej jednak przekładamy „zakupy urodzinowe dla Matiego” na PIĄTEK, po poprawie. JA nie wiem kiedy będą wyniki, ale niech to się już wydarzy (w te albo we wtę).

PLUS Lilka od jutra zaczyna kilkudniowe warsztaty, które MOŻE pomogą jej odnaleźć się w nowej klasie. U NAS atrakcji zawsze dużo, a jak próbujemy się dostosować do innych, to efekt taki, że robi się zupełny kocioł…. Mam więc niedosyt wakacjonowania, ale na to LATO… TYLE!

<><>

Za to dziś, GDY Łucja pojechała rano na ten shopping, ja z ekipą młodszych ruszyłam na termy! Był pewien opór ze strony Mieszka, ale fortelem wciągnęłam go sprzed kompa i posadziłam do auta i NIE żałował! Btw. Nie pamiętam KIEDY ostatnio pływałam! Wymoczyliśmy się w ciepłych wapniowo-magnezowych wodach, ja z Lilką dwa razy byłyśmy też na saunie (Mieszko w tym czasie okupował grotę solną) i ogólnie ZNOWU nam się nic nie chce 😉 Mam za to taką poboczną refleksję, że dobrze to zrobiło Lilce i na saunę i ciepłe baseny powinnam ja czasem zabierać!

w przebieralni (przed wejściem i PO)