Dziś jemy granaty i daktyle!

  • Mieszko, proszę nałożyć długie spodnie do szkoły.
  • Ale mi jest CIEPŁO
  • Na dworze jest ZIMNO.
  • Nie, matko. Jest w sam raz.
  • Albo nałożysz długie spodnie, albo masz nałożyć kurtkę.
  • To już wolę spodnie…

Młody obcięty! Siedzi teraz, ogląda Cyberpunka (dość brutalne anime) i łupie orzechy włoskie, które kupiłam na rynku. Na kolażu niżej macie go jedzącego croissanta z czekoladą. Bo po fryzjerze podskoczyliśmy do specjalnej cukierni po żydowskie ciasteczka. Dziś ich Nowy Rok! 5783-ci! Ciasteczka są z daktylami i orzechami, samo święto jest ruchome, ale zawsze przypada na przełomie września i października. Świętujmy, bo jak to powiedział Mieszko: „Strasznie długo trzeba czekać do jakiegoś święta!„. Btw. on już planuje swoje styczniowe urodziny 😀

Mgła o poranku

Nowy tydzień! Jutro mam fryzjera z Mieszkiem i może wcisnę go na środę do dentysty… Chociaż nie, bo on w środę ma wycieczkę! Jakby nie było powinnam też zapisać Lilkę do neurologa, a jak zadzwoniłam do przychodni to zapytałam się także o kolejną dawkę szczepionki na Covid. Znajomi się już szczepią, niby nie ma pośpiechu, nigdzie się nie wybieramy, ale dowiedziałam się, że już MOŻNA.

Pogodnie, więc DZIŚ skoszę trawę, bo rośnie już wolno i chyba z miesiąc tego nie robiłam… Panny mają po szkole ustawkę, a w weekend chcą się z nami na wycieczkę zabrać dziadki! Może na grzyby, może na spacer? Łucja myśli skąd tu wziąć matching-piżamy, które chciałaby kupić dla siebie i Matiego pod choinkę, za to Mieszko doczekać się nie może nowego eventu Genshina. Wianki muszę na drzwiach zmienić, bo ciągle mamy letnie!!! Dziś na obiad mamy jeszcze zupę od dziadków, ale tak mi się przypomniały wczoraj faszerowane papryki i w środę je zrobię! Bardziej SOBIE niż komukolwiek innemu, ale mam na nie ochotę!

koniec września, września koniec

jabłka, chrust w workach i MIĘSISTY ogon!

Niedziela to tradycyjny dzień… odrabiania lekcji 😉 Napisałyśmy więc z Lilką esej z filozofii, a Łucja zrobiła jakiś model z elektrostatyki, który coś nie wyszedł :/ Ma więc powiedzieć w szkole, ze W DOMU DZIAŁAŁO i dalej się tym NIE będziemy przejmować. Mieszko podobno lekcji nie ma, ale mam plan by przeczytał dziś JEDEN rozdział z lektury.

Pigwy porozlewane po słoikach zawekowałam, tłuszcz z kaczki przecedziłam i zlałam (ja coś z niego kiedyś robiłam tylko nie pamiętam CO), a w kominku palą się gałęzie. Amazon Prime będzie chyba moim typem tegorocznego NAJ w kategorii kanały filmowe, bo wczoraj wieczorem, kiedy nie działało NIC (wiadomka, sobota wieczór jesiennego miesiąca) ten kanał DZIAŁAŁ. I na dodatek mają takie cudowne podsumowania wcześniejszych sezonów! Jak coś oglądałeś lata temu to łatwo wszystko przypomnieć. Na śniadanie zrobiłam jabłka w cieście (6 sztuk poszło) i mus jabłkowy (7 takich mniejszych). SCHODZI!

  • Mamo, mam dylemat i nie wiem co zrobić..
  • Powiedz o co chodzi, Mieszeczku.
  • Chciałbym chodzić na dodatkową geografię, ale ona jest w poniedziałki dużo przed lekcjami…
  • Jak bardzo dużo?
  • Sprawdzę… A nie, jednak nie jest dużo. To jest przed biologią. Mogę chodzić?
  • Tak. Oczywiście!

Super. Młody nie chciał chodzić na dodatkowe zajęcia z polskiego, matmy i angielskiego, ale chce chodzić na geografię! SAM z siebie! Niech więc tak będzie! Wygląda na to, on w szkole średniej będzie TEŻ poszerzał TEN właśnie przedmiot!

Co można zrobić z 40 kg jabłek?

Bo tyle uzbieraliśmy! Dobra, PLAN jest, 10 kg już zabrał do domu JEDEN zbierający, 10 zawieziemy jutro dziadkom, będziemy robić musy przed snem, no i Łucja chce piec do SZKOŁY mini-szarlotki… DAMY radę!

Bo pojechaliśmy na JABŁKA! System jest taki, że dostaje się mapę niemalże bezkresnego sadu i idzie się zbierać jabłka. Mapa jest potrzebna, bo w różnych częściach są różne odmiany. Jabłek i gruszek. Możesz je zrywać, jeść, próbować, a ogryzki lądują pod drzewami! Potem z tymi zbiorami wraca się na farmę i tam WAŻĄ ile się uzbierało i ZA ten zbiór płacisz. Tam oczywiście jesteś też częstowany szarlotką i sokiem z jabłek! Bardzo jest to fajne, dzieciaki już tam kiedyś z tatą były, a ja byłam po raz pierwszy. Towarzystwo, chociaż to zagłębie rolnicze dalekie od wszystkiego, jest międzynarodowe. Był gość z japońską żoną i dwoma synami, z którymi rozmawiał po japońsku, ale przy ważeniu wyszło na jaw, że on jest Polakiem, były dwie grupki amerykańskich matek, ale w Stanach taki system pick&pay na farmach różnego rodzaju jest chyba dość popularny. Niektórzy przyjeżdżają z psami, my jednak Bibs nie wzięliśmy… Myślałam, że to taki ogrodzony sad i że będę się z NIĄ siłować, żeby nie zaczepiała innych ludzi, ale w sumie mogłam ją zabrać, bo przestrzeń była!

jak sobota to Mati, który został zaprzęgnięty do NOSZENIA zbiorów
tu Łucja jak Kim Kardashian 😀 A tak w ogóle to po prostu NOWA czapka 🙂

Każdy musiał zapozować z JABŁKIEM i jak widać czyniono to z mniejszym lub większym entuzjazmem.

ja z MAPKĄ szukająca glosterów
powrót do auta

Pigwa

Przez te wiosenne wichury niespokojne NIE mam pigwy… Runęły drzewa, ja je przerzuciłam przed dom i tam stopniowo, w wolnych chwilach dzieliłam na mniejsze kawałki. ALE leżały te kłody na kwitnącej pigwie i postrącały kwiatki. Bach, minęło pół roku, no i nie mam owoców! No dobra, są jakieś CZTERY samotne SZTUKI, które schowały się pod sąsiednim drzewem… MAŁO…

Bąknęłam do Lilki, że chyba w tym roku będzie bez pigwy do herbaty, lecz opór był tak duży, że nie tylko znalazłam niczyj krzak na polach, który sobie oberwę gdy dojrzeje, ale kupiłam również na rynku pół łubianki żółtych owoców. Już pokroiłam, zasypałam cukrem i pierwsza porcja „polskiej cytryny” się robi!

Lilka pojechała do szkoły wcześniej, bo wcześniej chciała wpaść do drogerii po podpaski do klasowej różowej skrzynki. To pierwszy przejaw jej szkolnej aktywności, więc uważam, że to świetny pomysł! Dziś wieczorem muszę zamówić (ZNOWU? KOLEJNE?) dwa (ostatnie!!!) podręczniki – HIT dla Lilki, który nareszcie pojawił się w księgarniach i Religię dla Mieszka, bo zmieniły się podręczniki i nie może użyć tego po siostrach (to jedyny przedmiot w podstawówkach, do których podręcznik kupują samodzielnie rodzice).

  • Kochani, na co jutro macie ochotę? Łucja pewnie zje z Matim, bo ma randkę po szkole, więc pytanie do Lili i Mieszka. – zapytałam wczoraj.
  • Ja bym zjadł kaczkę.
  • Mówisz kaczkę?
  • Tak. Bardzo bym chciał.

No więc KACZKA JEST! Na razie leży w marynacie i DZIŚ będzie! PO tych żołądkowych przygodach chyba dobrze nam takie danie zrobi! Btw. Patrzycie na to co się dzieje w Iranie? Na kobiety, które zrzucają i palą hidżaby? Niesamowite! ZAWSZE jej moment ściany, od którego można się tylko odbić, bo dalej spadać się nie da. Dla mnie te relacje są bardzo wzruszające.

<>

Bibi spacerowa. Nie widzę jej TERAZ, więc w tej błotnej maseczce CHYBA śpi w MOIM łóżku???

Zjazdy

Łucja wróciła. Na koniec wycieczki wylądowali jeszcze w Energylandii. Mżyło, padało, wejście do parku było obłożone dyniami, a oni śmigali na rollercosterach. Na Zadrze panna się popłakała i Mati miał wyrzuty sumienia 😀 Chrypę ma taką, że mówić nie może (od tego wrzasku przy spadaniu w dół)… ALE zadowolona, a ja też myślę, że bardzo dobrze, że pojechała. Nie mam pojęcia jak po operacji kręgosłupa można te przeciążenia wprowadzać, więc cieszę że i ona ma tę atrakcję w tym roku odfajkowaną!

Ja tymczasem byłam na szkoleniu. Zupełnie nie uczyłam się tego, co powinnam zgłębiać, ale skoro się załapałam to dotarłam. O pionowym video na telefonach, czyli rolkach i reelsach. Było cudownie!

to na naszej grupie domowej, bo towarzystwo musiało się samo wykąpać i położyć spać przed 22-gą i zadanie wykonali!
tutaj macie fragment wycieczkowej jeszcze Łucji ze śpiącym na niej Matim i mnie na GALOWO

Cyfrowe avatary to naprawdę niezła akcja.
hype
Widzicie ten makabryczny odrost z opaską w ostatnim rzędzie? TAK, niestety…

<><>

Dużo się działo ostatnie dwa dni, szybko tylko więc dodam, że Lilka rozpoczęła terapię, którą zaleciła jej dermatolog. Panna ma duże problemy ze skórą. I to takie różnego rodzaju, ale to CO zaczęłyśmy akurat teraz, ma uzdrowić cerę na twarzy. Zobaczymy jak będzie za kilka dni, lecz mam wrażenie, że JUŻ jest lepiej niż było!

Pod ziemię!

Pamiętacie to info, o kontroli jakie przechodzą łodzie w kopalniach? Kilka dni temu to wszyscy rozsyłali… No to, taką właśnie łodzią płynęła Łucja! Tym razem jej klasa pojechała zwiedzać KOPALNIE! Wycieczka przebiega dobrze, jest bardzo intensywnie, wczoraj gdy my już spaliśmy panna jeszcze fotki przysyłała, a podobno i tak jako pierwsza i DUUUŻO wcześniej niż reszta zasnęła. Wychowawczyni napisała, że jak przystało na uczniów profilu geograficznego klasa bezbłędnie znalazła drogę do… Biedronki! 🙂 Na kolację Łucja zjadła zupę i ziemniaki, poprawiła czyjąś tabletką i chyba jest dobrze.

<><>

Dziś wpadają do nas na chwilę dziadki, gdyż Lutka przejęta kumulacją naszych kataklizmów, wiezie nam krupnik. CUDOWNIE!!! No ale, ponieważ przybywa mamusia, muszę chwycić za odkurzacz! Btw. Przy tych temperaturach Miaustra już sypia wyłącznie POD kołdrą!

Giornata

A jednak to co Mieszko przywlókł to był wirus. Wczoraj zmuliło mnie. Poszłam na spacer, choć mżyło i było tak słabo, że sądziłam, że nie wrócę. Wróciłam do domu, wlazłam pod kołdrę i powiedziałam, że mi zimno i wszyscy muszą się ogarnąć sami. Lilka skwitowała to, że to bardzo niewłaściwe, że JA jestem chora. Matki przecież NIE chorują. A potem w przerwie pomiędzy jednymi, a drugimi torsjami przypomniałam sobie, że kupiłam ananasa i nie mogłam przestać o nim myśleć. Lilka sprawdziła mi na CO ten ananas i na mdłości podobno polecany. Zjadałam, wykąpałam się i poszłam spać. A rano obudziłam się zdrowa. Nie obudziłam się jednak na dźwięk budzika, lecz bo KTOŚ hałasował w łazience. Sądziłam, że to nawrót u Mieszka, a to była Łucja. Trzecia w nocy czyli zbiórka do wyjścia na Zieloną Szkołę.

  • Wydaje mi się, że nie powinnaś jechać. Jak myślisz?
  • Nie wiem.
  • A chcesz jechać?
  • Chcę.
  • No ok. Ale gdyby było źle, to niech wysadzą Cię na stacji benzynowej. Ja przyjadę. A gdyby w nocy coś się zaczęło to wsiadaj w pendolino i przyjeżdżaj. Odbiorę. A w Energylandii uważaj na rollercoastery. Chory żołądek w takim miejscu to kiepski pomysł. Zimno Ci?
  • Tak. Trochę.
  • Zasłoń przede wszystkim brzuch. Niech on się wygrzewa.

Odwiozłam, weszłam do domu myśląc: że to ŹLE, że ją puściłam, tym bardziej, że ona była już po pierwszym sekretnym rzyganiu w szkolnym autokarze/ i że ja wsunę się zaraz pod kołdrę i ona też powinna, LECZ powitała mnie Lilka, która właśnie zaczynała kryzys. Btw. jadąc z Łucją zajrzałyśmy na stację benzynową po jakieś lekarstwo, bo w domu NIC nie ma, a tam okazuje się, że leki pierwszej potrzeby w zakresie żołądka to zgaga i wzdęcia. Serio??

Na 9-tą jechałam z Lilką do dermatologa (temat będzie wracał), no i u lekarza Liliana zemdlała. Internista, zamieszanie, skierowanie do neurologa… Wyszłyśmy z przychodni, a tu telefon z jednego urzędu, a chwilę później ze szkoły Łucji bo dotarły do nich dokumenty z nauczania domowego. Trzymam więc pannę w pasie, ciągnę do auta, tłumaczę i odkręcam jeden oraz drugi temat…

Następnie (razem z L.) pojechałam do mojego adwokata, co to prowadził mój rozwód w tym 2015, bo zmieniają siedzibę i albo wyrażam zgodę na zniszczenie dokumentacji, albo ją odbieram. Chciałam ją odebrać i na ten odbiór byłam umówiona na DZIŚ! W planie miałam jeszcze dworzec PKP księgarnię i w tych miejscach Lilka została w aucie… Buff…

POZYTYWY? Lilka aktualnie śpi (ja też muszę choróbska przespać), Łucja ma się dobrze, choć jest zmęczona, a DZIŚ też zawiozłam Mieszka i jego kumpli na warsztaty garncarskie. PODOBAŁO im się, ustaliliśmy, że za DWA tygodnie zawożę ich znowu, a dziś zrobili świnki!

Ach, no i widzicie te orzechy u góry? To już pozbierane na spacerze! SĄ orzechy włoskie! Nareszcie!

na kolejnych zajęciach będą pokrywać je szkliwem

Ostatni tydzień przed końcem kalendarzowego lata!

Zimno. Wczoraj spaliłam patyczki po lodach i łupinki po orzechach, które całe lato układałam w kominku, a dziś wymieniłam mi i Mieszkowi kołdry na GRUBE. Panny mają uniwersalne, ale one śpią w jednym pokoju, każda wytwarza swoją pulę ciepła i ZAWSZE tam mają jakoś komfortowo. DZIŚ młody jest ze mną w domu (tak jak zakładałam), za to CHYBA się wyspał, bo wstał o 10-tej!

Szykuje nam się intensywny tydzień. Łucja jedzie na Zieloną Szkołę i zbiórka jest o piątej! Jutro też dok z Lilką i początek moich… szkoleń! Postanowiłam, że będę robić coś zupełnie innego. Absolutnie nie wiem, czy będę umiała, ale przede mną cała masa spotkań i tutoriali, żebym odkryła czy to dla mnie. Kuźnią pomysłów CO DALEJ, są różne grupy wsparcia dla nauczycieli na FB. Zapisałam się na tak duża ilość spotkań, że niektóre mi na siebie nachodzą. Np. w środę jedno online mam o 18-stej, o 19:30 zaczynam KOLEJNE – lecz tym razem stacjonarne, a po 22-giej Łucja wraca z wycieczki. Co oznacza tylko, że jak wyjdę z domu i włączę sobie pierwsze szkolenie na telefonie, to Lila z Mieszkiem będą musieli SAMI się ogarnąć i położyć spać. Poza tym zapisałam młodego na zajęcia garncarskie. Mamy super pracownię w gminie, młody jest manualnie w małej motoryce słaby i warsztaty wzmacniające palce dobrze mu zrobią. Dogadałam się z innymi mamami i będą na nie jeździli co 3 tygodnie, ale za każdym razem inna z nas będzie odbierać chłopców (Mieszko+ 3 kolegów) po szkole i zawozić. a następnie po dwóch godzinach odbierać. Zajęcia ustawiłyśmy na wtorek, bo wtedy kończą wcześnie i od razu zastygają przed kompem… Taki jest plan zanim wjedzie pandemia i znowu wszystko pozamykają.

Słonecznik. Położyłam na dworze i zapomniałam o nim. A potem odkryły go ptaki i wydziobały!

Fiiiigi!!

Noc nam wyszła straszna. Najpierw Łucja wróciła późno, fuknęłam na nią, że ma się kłaść spać, a panna poszła robić sobie grzanki gdy byłam w wannie (wykorzystała to, że się kąpię!). Do grzanek używana jest obecnie gofrownica (opiekacz też gdzieś jest, ale schowany, a gofrownica, która jest na wierzchu sprawdza się dobrze) i panna używa długiej bułki, którą kupuję głównie do bruschetty. No i a)użyła małych mozzarelek, chociaż w lodówce były też dwa opakowania dużej (te małe zużywam do śniadaniówek), b)trzymając w jednej ręce telefon, a drugą dociskając gofrownicę NIE zauważyła, że spaliła kabel pobliskiego blendera. Spoko, urządzenie działa, a kabel bez izolacji można obkleić taśmą izolacyjną, ale czy NIE można było po prostu uważać?? Była więc awantura, a potem pojawił się Mieszko, który zdecydował się przerwać maraton filmowy u kumpla i wrócić do domu. I gość około 22-giej zaczął wymiotować. Tymi czipsami i litrami chemicznych napojów. Trwało do czwartej, kiedy padłam i poszłam spać, lecz WPIERW kazałam mu wymiotować do miski, żeby JUŻ nie łaził po nocy do łazienki… Rano gdy wstałam miska była pełna, a wstałam, bo o ósmej obudziła mnie Łucja. Mieszka zresztą też… NIC więc nie wyszło z zaplanowanej na dziś niespodzianki, zabrałam za to wymemłane towarzystwo do dziadków na babciny rosół. Młody zeżarł dwa talerze, odrabia teraz lekcje, ale czy pójdzie jutro do szkoły, JESZCZE nie wiem!

Z pozytywów (ogólnie, bez obaw, NIE ma już między nami złości, zbolałe żołądki wracają do normy, a sen odeśpimy) rozpoczął nam się sezon na figi, a oprócz mnie, fanami tego owocu są też dziewczyny! Jemy je podpieczone z odrobiną koziego sera, zielonym listkiem i miodem!

<><>

  • Czy Wy możecie się jakoś ładniej ubrać do dziadków?? Wasza matka TAK pięknie wygląda! Dobrze mi ta siłownia robi…
  • NIE możemy.
  • Lilu, nie pyskuj. Ja jestem rakieta, a outfit Was wszystkich to bardziej kac-outfit.
  • O przepraszam, ale mój strój nazywa się: Ubierałam się po ciemku.