Poniedziałko-gonitwa

Gdzieś tam ostatnio wszyscy wklejali OSTATNI mem z Twojego telefonu. Przejrzałam co wrzucili znajomi i przyszło mi do głowy, że to jakie memy nam się podobają dużo o nas samych mówi. Chyba w myśl zasady, że najgłośniej śmiejemy się z rzeczy, które są dla nas najważniejsze. I dziś Wam wkleję dwa rosyjskie memy. Kopalnią jest na ogół twitter, a skopiowane wysyłam dziadkowi i Łucji, chociaż pannie muszę je na ogół jeszcze wyjaśnić. Wyżej macie mema, gdzie na pierwszym obrazku kobieta mówi: Pojechałabym gdzieś. Na dolnym jest stan jej rachunku i kolejna myśl: Pojadę do pracy – 🙂 Bardzo poniedziałkowa sytuacja. Mega śmieszne jest również to, że moja Visa kończy się dokładnie na takie same cyfry :0

Na dolnym macie też DWIE sytuacje. Pierwsza to „Jak wyobrażają sobie ludzie duchowy przełom”. Druga to „Jak naprawdę wygląda duchowy przełom„. I to też jest mega trafne!

Poniedziałek. Przede mną DWA zebrania (jedno u Lilki i MUSZĘ pójść), DWA szkolenia, dentysta z Łucją i rocznica Komunii Mieszka (+spowiedź). W środę ma dotrzeć kurier z nowym routerem, a do piątku muszę zapłacić za drugą ratę żaglówek Łucji i Zielonej Szkoły Mieszka. Rzec by się chciało, że KOLEJNY tydzień będzie za to lepszy, ale okolice Dnia Matki będą obfitować w atrakcje egzaminów ośmioklasisty oraz rzeźbienia sprawozdania stażysty… Cieszę się, że nam odpadło gdybanie w co ubrać Lilkę na bal i tym chętniej w zamian zaproponowałam jej wyprawę do Azjatyckiej kawiarni na moczi, kleiki ryżowe i desery z fasoli 😉

Podstawą szczęścia jest wolność, podstawą wolności jest wybór

-któryś tam myśliciel z Aten

Patrząc wczoraj na miskę z specjalną ściereczką do mycia okien, która stoi w MOJEJ sypialni, od półtora miesiąca, podjęłam decyzję… Pomyślałam: To będzie męska decyzja miesiąca MAJ. Nie umyję tych dwóch okien, co to mi zostały z niedokończonych przygotowań do Wielkanocy! Umyję za rok! Ale jak za dnia spojrzałam na okna, doszłam do wniosku, że po PROSTU to zrobię i ZROBIŁAM. Zajęło mi to 10 minut, wyjęłam od razu, przy okazji, fikusa, który rośnie w kącie i jest JEDYNĄ rośliną w naszym domu ORAZ wstawiłam go do wanny. Umyty, po wodnej kąpieli JUŻ obcieka i pod wieczór powędruje do swojego kąta.

Pokaże Wam DZIŚ poszewki, które to są w ramach projektu DOM: na MAJ. Równolegle w MAJU, DUŻO się wydarzyło w stylistyce ogrodu! Poszewki to wybór bardzo minimalistyczny (rok temu kupowałam kanapy!), ale po majówkowych ekscesach, mamy miesiąc jedzenia kaszy i czegoś co ja nazywam KUCHNIA-Fusion, a dzieci bezlitośnie określają: wynalazkami z resztek. Szydzą bezpodstawnie, bo w Brukseli, byliśmy w mega przyjemnym miejscu, gdzie serwowali bowls i było to dokładnie to co im podaję: miska ryżu, jajko, kilka warzyw, kawałek piersi kurczaka/parówka i dużo szczypiorku (WYRÓSŁ nam). Sajgonki z soczewicą i marchewką też zresztą mogą być!

Zmieniłam sobie kołdrę na letnią, a w nadchodzącym tygodniu chcę się z Lilką wybrać po pokrzywę. Wszyscy wokół zbierają i nawet gadałam z jedną babką i ona używa jej też jako nawóz! Weźmiemy rękawice, siaty i pozbieramy!

grill!

Muszę sobie zmienić typ dzwonka w budziku. W tej mojej egzaltacji ustawiłam sobie świergot ptaków, a teraz co jakiś usłyszę, to z automatu się budzę. A one potrafią już od trzeciej świergotać!

Grilla zrobiłam! Ze dwa lata NIE robiłam, chociaż w sumie jak myślę, to MOŻE to JUŻ będzie TRZY? Chciałam robić DUŻEGO, ale się nie pozbierałam z zapraszaniem i może i dobrze, bo pogoda średnia. Nie wiem czy ten maj chce wyciąć klasyczny majowy numer, czyli w weekendy raczyć nas gorszą pogodą, bo tak TO na razie wygląda…. Grill przepalony, stołu nie rozstawiałam, bo stołujących byliśmy tylko my i chłopak Łucji, więc siedliśmy na poduchach na tarasie. Nie zsynchronizowałam wszystkiego czasowo i co niektóre rzeczy poprzypalałam, ale pierwsze koty za płoty. W bonusie zrobiłam również tartę z rabarbarem, która byłaby doskonała, gdyby nie postanowiła jej zwieńczyć bezą (BEZA mi nie wychodzi), ale i tak była niezła i ZESZŁA!

Btw. dzisiaj Noc Muzeów, ale NIE wybieramy się. Ostatnia nasza tam wyprawa skończyła się utknięciem w kolejkach, zresztą wszyscy obecnie zasypiamy przed 23-cią 😉 Za to budzimy się o szóstej. Koszmar. Nawet w sobotę nie dajemy radę pospać! Może na wakacje coś się unormujemy?

Jaka Bruksela, takie tulipany

Pod stołem w kuchni stoją kosze z warzywami. Zdarzają się tam też psie puszki i kocie saszetki. Teoretycznie system jest taki, że do jednego wrzucam zapasy zwierzęcej karmy, a do drugiego warzywa, ale w praktyce to się miesza. Na dnie kosza warzywnego jest cebula. ZWIEBEL. Przywieziona z Niemiec, bo była na dnie wiklinowych koszów z owocami, które kupowałam na Fishmarkecie w Hamburgu. Trochę nas oskamowali,(bo po co pod MANGO trzypak cebuli?) ale w sumie to i tak tanio wychodziło. No ta cebula rośnie takimi długimi szczypiorami, aż do blatu niemalże. Żeby było ciekawiej, nie wiotczeje, jak tradycyjna cebula, która stawszy się matką szczypiorku maleje i mięknie. Ta cebula nawet wypuściwszy takiego długiego pęda, cały czas jest WIELKĄ i twardą CEBULĄ, którą mogę użyć do marynaty do jutrzejszej karkówki! No i gdy wróciliśmy z Majówki, Lilka patrząc na nią powiedziała: Jaka Bruksela takie tulipany 😉

<><>

Piątek! Strasznie dużo się u nas dziś działo i to takich nie do końca fajnych rzeczy, o których nie chce mi się pisać. ALE wymieniłam również opony (klocki są niestety do wymiany, lecz to w lipcu) i odebrałam paszport Mieszka, bo przyszedł esemes, że gotowy do odbioru! Na wyprawę zabrałam Lilkę i wracając wpadłyśmy do arabskiej knajpy na ciasteczko z daktylami i herbatę. Jedną, bo taki mamy miesiąc oszczędzania, ale i TAK kierunek ROZPRĘŻANIE był dobry.

Mam dla Was niebo. Wracałam ze spaceru z Bibs myśląc, że pies jest wspaniałym darem, bo Cię tak wyciąga z domu i zmusza do łażenia. Przywołuje do formy i uwalnia od wszystkich myśli. Chwilę lekko kropiło (trawa w końcu może mi zacznie rosnąć?), a potem wyszło wspaniałe niebo! Przebijające się światło, przez te ciemne chmury. Takie widoczki lubię! 🙂

ZADANIE na jutro (piątek, wiadomo który): Kupić sobie jakiś SMAKOŁYK w drodze do domu!

Szłam na wieczorny spacer z psem i wracała sąsiadka z pracy. W długiej letniej sukience, zadowolona i zrelaksowana. Ostatnio z jej mężem gadałam o Internecie, bo jemu się coś obiło o uszy, że ja wszystkich o to gnębię, ale przyznałam się, że już podpisałam cyrograf z dotychczasowym dostawcą i nie działa. Jestem na to wściekła, ale temat jest dla mnie zawieszony na 24 miesiące. Nieważne. Otóż szła ta sąsiadka i Bibi do niej podbiegła i zaczęła jej lizać ręce. A ona na to powiedziała: Czujesz, że jadłam lody po drodze? 🙂 Bardzo to było miłe, że ludzie potrafią się tak codziennie nagradzać! Też powinnam!

Na jutro ustawiłam się na wymianę opon, a dziś spędziłam półtorej godziny w korkach szukając bankomatu mojego banku, w którym są jakieś środki. Udało się, KASĘ mam, więc wygląda na to, że opony wożone w bagażniku, od tygodnia, WYMIENIĘ. Zdołałam również oddać pościel do pralni, ale muszę znaleźć nową PLACÓWKĘ, bo ta poprzednia była lepsza (tyle, że ją zamknęli), a z tej jestem średnio zadowolona. Marudzę? Chciałam jeszcze dodać, że zlew mam znowu zapchany, a Orsay wycofuje się z Polski, co Łucja skomentowała, że pod tego typu newsem, wszystkie nastolatki wykrzykują: O nie, to ulubiony sklep mojej mamy!

Ale pozytywy, pozytywy!! Zdumiewająca jest ta wiosna… FAKT: ścina i zamula, ale wszystko pięknie kwitnie. Jakoś tak JAK chyba nigdy? Pokaże Wam jak u dziadków przed domem zakwitł bodajże migdałek. Albo wiśnia japońska? Ach, no i Mieszko zapisał się na zdawanie karty rowerowej (pomijając, że jest JEDYNYM w rodzinie, który jeszcze NIE zawalił tego egzaminu, to DOBRZE mu zrobi przypomnienie zasad ruchu drogowego). Akcent zabawny zapewni Wam też fotka jednej z kłódek miłości w Antwerpii. Lilka ją wynalazła 😉

<><>

  • Matko, umyjesz mi włosy?
  • Z przyjemnością Mieszeczku. Ale niedawno myliśmy, a Ty przecież nie lubisz ich myć?
  • Tak. Ale dziś w mojej bluzie, w kapturze, był pająk.
  • Bardzo chętnie Ci umyję.
  • Ach, i mamo, mam pytanie… Dlaczego Ty i dziadek tak czasem głośno kichacie? Tak że na cały dom słychać?
  • Chyba lubimy. To takie oczyszczające.
  • Tylko wiesz, to taki trochę cringe. Jak robię jakiś filmik i Ty tak głośno kichasz.

Katastrofa 😀 We własnym DOMU sobie kichnąć NIE mogę!!!

Są TAKIE środy…

Miałam dziś w nocy koszmar… Śniło mi się, że jestem w szpitalu, wszędzie biegają te wkurzające kidoski, a ja za chwilę będę rodzić bliźniaki. Babka co mi robiła USG prosi mnie żebym chwilę zaczekała, bo zrobi teledysk z tych wszystkich filmów płodu. No i ja, jak to ja, kombinuję JAK to wszystko spiąć. Dobra, pójdę na macierzyński, to mi zleci trochę czasu, to zrobię tak, a to inaczej. I aż się obudziłam od tego SPINANIA wszystkiego. Ależ to była ULGA!!

Zdrowotnie natomiast Łucja miała jakiś kryzys, bo się źle poczuła w szkole. I prawie zemdlała. Wyszła z lekcji i koniec końców wróciła do domu Uberem. Towarzyszył jej ukochany, by jej doglądać po drodze i zaczekać PRZY niej, aż ja wrócę do domu. Miło z jego strony, ale oczywiście ją zbeształam. Za mało śpi, koniec z komórką po nocach, bo ja gaszę światło o 22:30, a ona jeszcze pisze. I rano wstaje przede mną, bo mnie to budzi! To po pierwsze. Po drugie: ma zacząć jeść (i posiłek to nie matcha). A po trzecie: po każdym takim sygnale ma NATYCHMIAST wychodzić ze szkoły, a nie snuć się po korytarzach i łazienkach do piątej lekcji.

Z pozytywów wysiałam trawę, dosiałam kwiatków (mini goździki, aksamitki, nasturcje, nieśmiertelniki) i MOŻE któreś dadzą radę i wykiełkują!

<><>

  • Mamo, a kojarzysz, że teraz taki najnowszy challenge to jest wyzerować sprite i NIE beknąć?
  • Nie kojarzyłam, ale zapamiętam, Mieszko.
  • No i dziś Antek próbował i wypił, tak że mu została 1/3 a potem zwymiotował.
  • Super.
Mieszko, który kucnął w symulacji plantacji czekolady…

Truskawki?

Byłam dziś na rynku. Lilka szła (wyjątkowo) na później i zobowiązała się, że wyprowadzi Bibs, żebym tylko pojechała. Kupiłam dużo rzeczy, w tym kilogram TRUSKAWEK! Zjedliśmy je z makaronem… Teraz chwila łapania oddechu, a za chwilę będziemy robiły spring-rollsy!

Na rynku moim zdaniem CENY normalne, ale łupie mocno JAK bardzo poszybowały w sklepach… Rozmawiałam o tym w weekend z dziadkami i Lutka powiedziała, że za ich życia, kilka inflacji już było i mechanizm zawsze jest ten sam. Wszyscy podnoszą ceny, żeby był ZAPAS, ale w którymś momencie to się normuje. Mam nadzieję, bo na razie to katastrofa. Takie np. biegi, po pandemii poszły strasznie do góry (z 45 pln na 200?) i był to dla mnie moment, że wycofałam się z udziału w tych zorganizowanych. Ale o ile na razie zakładałam, że muszą odbić te miesiące zakazów i ograniczeń, to nie rozumiem CZEMU teraz ciągle rosną. Także żyjmy, WYDAWAJMY, bo złotówka dziś, będzie warta jutro MNIEJ. Nie żałujcie więc sobie pierwszych truskawek! 🙂

<><>

  • Panny zmieniam Wam pościel! Lila, Ty będziesz miała w truskawki, a Łucja dostanie w dziecięce zwierzątka.
  • JA chcę w TRUSKAWKI!
  • Nie. Żadnej fikuśnej. TY, będziesz miała w zwierzątka.
  • Poskarżę się Matiemu!

I się poskarżyła.

Dzień Zwycięstwa!

Dawno temu (jeszcze przed Wojną) to było najważniejsze rosyjskie święto. Parady, pokazy i pochody. Dziś szydzimy, ale miejmy nadzieję, że szybko to minie i dalej będzie można to świętować. Wklejam Wam za to Mieszka pomagającego dziadkowi w wieszaniu flagi na pierwszego maja! Sytuacja miała miejsce dwa dni PRZED naszym ostatnim wyjazdem!

<>

Poniedziałek. Licznik w pokoju nauczycielskim pokazuje nam ILE dni do końca roku i chociaż cyfra jest WCIĄŻ dwucyfrowa, to na przodzie JUŻ jest czwórka! W tym tygodniu chcę zmienić opony, które mam już w bagażniku, mam jedno szkolenie, muszę podjechać gdzieś tam z Łucji gorsetem i dalej porządkuję ogródek. Dziś kupiłam TRZY piędziesięciolitrowe worki ziemi, wór torfu i dwa wory kory. Wszystko już rozsypane, ale okazuje się, że NIE mam nasion trawy. W ogrodniczym stojąc w kolejce do kasy zgarnęłam też pięć aksamitek, które wsadziłam do kilku rozpadających się donic. To taki kwiatek, który kojarzy mi się z moją babcią i z…. Bollywoodem! Tam zawsze któryś zakochany amant gryzie te pomarańczowe kwiatki 😉

<>

Wczoraj. Drama niedzielnego wieczoru. Łucja:

  • MAMO, ja nie wiem co ja mam jutro założyć!!
  • Załóż cokolwiek.
  • Chciałabym to, ale będę mieć goły brzuch.
  • Zdaje się, że regularnie masz, chociaż nie powinnaś.
  • TAK, ale jutro mam filozofię, a ta baba to TA co ostatnio kazała mi iść po bluzę i że jak nie mam własnej, to mam iść po szkolną. A co jeśli ona mnie pamięta?
  • Bardzo możliwe. Ale co to zmienia?
  • Ona ostatnio wezwała matkę dziewczyny, która przyszła do szkoły BEZ stanika!
  • I ta matka przyszła?
  • Tak. Przyszła bez stanika.
  • OOOoo! To mamy rozwiązanie :))

Upraszczanie

Dzisiaj i wczoraj w ogólniakach były dni otwarte. Były dwa tygodnie temu, a dziś kolejna tura. Na parkrunie huczało o tym, bo akurat sporo rodziców ośmioklasistów i wszyscy się gdzieś tam wybierali. MY nie pojechaliśmy nigdzie. Lilka słabo znosi takie narastające napięcie i plan jest taki, że najpierw MUSI napisać ten egzamin, a potem będziemy myśleć. Btw. Tłok w szkołach będzie od nowego roku duży. U Łucji jest teraz cztery klasy pierwsze, od września będzie ich SIEDEM, w tym aż dwa wos-ang-geo, bo to klasa najliczniejsza. Zresztą dużo tych dzieci WSZĘDZIE, bo u nas w szkole są np. trzy klasy pierwsze, a od września będzie OSIEM.

DWA, odpuściliśmy bal ośmioklasistów. LILIANA nie chce iść, nie ma partnera, swatano ją z kimś tam, ale ona i tak jest na NIE… I to jest, TO samo co wyżej: napięcie jej nie pomoże. Zamiast myśleć o egzaminie skupi się na nadchodzącym balu i tym JAK wypadnie i że CZEGOŚ tam nie potrafi (zatańczyć). Jak będzie wyglądać i czy MUSI tam iść. No więc, NIE musi i niech nie idzie. Mi odpadają kretyńskie koszty, bo jak słyszę o bufecie sushi i fotobudce, to wydaje mi się, że znowu ktoś się rozpędził. Łucja rok temu NIE poszła, więc niech nie idzie i Lilka.

<><>

Taka ciekawostka, która też już się zaczyna przewijać to masowe wezwania do wojska, którą też wczoraj na parkrunie wałkowaliśmy. BO rodziców dzieci w wieku poborowym, też kilku jest. I wszyscy odraczają wysyłając chociażby na studia, bo co tu kryć, w taki piękny majowy dzień tego nie czuć, ale mamy za miedzą wojnę. I ja też nie wyobrażam sobie wysłanie syna w takie miejsce.

porządkowania cd

Pobiegałam i RUSZYŁAM z ogródkiem! Większość „stylistyczną” zrobiliśmy wczoraj, ale dziś tradycyjnie porządkowałam. Skosiłam trawę, wyrwane drzewa i ścięte drzewa przeciągałam przed dom, a w puste kępy, pomiędzy sadzonki od Lutki wysypałam ziarna kwiatów (mini-słoneczników, lwich paszczy) i ziół (bazylii i mięty). Podwiązałyśmy z Lilką do końca magnolię (panna bardzo mi pomagała, bo chciała przejść do puntu DRUGIEGO), a na pustym płocie, który był zasłonięty przez iglaki, zawiesiłam chorągiewki! Muszę przywieźć ze 4 worki ziemi, 2 kory, dosiać trawy i powinnam koniecznie dosypać tych polnych kwiatów (niezapominajki i maciejka zawsze mi się dobrze przyjmowały). Stanął również hotel dla owadów, który Lilka robiła na konkurs do szkoły, ale koniec końców NIE zaniosła, więc jest u nas! Grill mi się marzy, ale to może za tydzień?

W przerwach technologicznych zrobiłyśmy również kobyłę organizacyjną (to TO o co Lilka cisnęła), czyli PRZERZUCIŁYŚMY szafy. Nie wiadomo skąd powstały dwa wory rzeczy do wywiezienia i jedna paczuszka premium do przekazania dalej. Zimowa odzież została POCHOWANA (sweterki, flanele i wełniane spodnie zobaczymy JESIENIĄ), a na półkach króluje odzież na lato! Źle nie jest, chociaż każdemu coś by się akurat przydało…

><

  • Mamo, nie uważasz, że gołe stopy są jednak obrzydliwe? – zapytała Lilka, bo obie do tych prac ogrodowych nałożyłyśmy japonki.
  • Uważam. Szczególnie takie po zimie. Człowiek widzi, jak krzywo sobie paznokcie obcinał.
  • Stópkarze są jednak bardzo dziwni.
  • Fakt 🙂