dziś 15 stopni, a w niedzielę ma być śnieg (???)

Pierwsza część książki Judy Melinek („Ciało nie kłamie”), była taką odezwą dla samobójców. Jako osoba, która przeżyła to u własnego rodzica żyła przez wiele lat z traumą, że to dziedziczne. A przecież, w żaden sposób nie! Niemniej jednak to straszne doświadczenie uczyniło z niej niezwykłego patologa i jest to kolejny przykład na to, że konkretny zawód powinien zawsze wykonywać KTOŚ, kto miał w tej dziedzinie TRUDNIEJ. Nie przemyślałam tego oczywiście do końca, no bo czy rzeczywiście pracownikami więzień powinni być byli więźniowie, a nauczycielami ci, którzy ledwo przechodzili z klasy do klasy, ale musicie mi przyznać, że są to osoby, które wiedzą DUŻO. Tylko, czy to nie było by obciążające dla tych, którzy są lepsi? Czy dobrzy uczniowie uczyli by się wtedy lepiej czy gorzej? Czy popełniano by więcej przestępstw albo czy były by częściej wykrywalne?

Druga część to to opis 11 września, kiedy szpitale czekały w pełnej gotowości na rannych, a tam rannych nie było. Za to patolodzy sądowi przez osiem miesięcy próbowali to nadgonić. Naprawdę dobry audiobook!

<>

Piątek. Trochę jestem niewyspana, bo przed snem zaczęłam coś tam rolować w telefonie (ma rację Liliana, że KAŻDA informacja w nocy wydaje nam się NIEZWYKLE ciekawa) i ta godzina minęła nie wiadomo kiedy… Łucja się pokłóciła z Matim o dywanik w łazience (oni grają w jakąś grę w RODZINĘ i on wybrał ZŁY dywanik do łazienki). Byłam na siłowni, oddałam magiel do pralni, a śmieciarze zabrali szkło. Z Lilką będziemy dziś robić sernik, bo mamy przepis na taki z wiśniami, co to podobno ZAWSZE wychodzi i zrobimy PRÓBĘ przed świętami… Z Mieszkiem może pojedziemy na garnki, odebrać rzeczy, które CZEKAJĄ na nas (z zajęć sprzed miesiąca).

Problem z rolowaniem maja WSZYSCY. Tylko, dlaczego ONI skupiają się w MOIM łóżku?? Wychodzę w wanny i zawsze muszę rozpędzić, bo GDZIE ja mam spać???

Za to forsycje wszędzie na żółto kwitną!

  • Łucja, też jesteś taka dziś NIJAKA?
  • Tak…
  • Mi się wydaje, że DZIŚ nic nie działa we mnie prawidłowo. Ani oczy, ani gardło, ani mięśnie.
  • TAK mam. TEŻ.
  • Naleśniki z lodami?
  • TAK.

Zmieniłam poduszki na WIELKANOCNE, wysypałam ptakom kolejną porcję ziarna (one przylatują i PATRZĄ się na mnie, że to co było, JUŻ ZJADŁY), sprawdziłam czy MOGĘ sobie kupić na raty obiektyw (nie mogę, bank powiedział NIE) i odbębniłam koraski. Powinnam odkurzyć, bo Łucja dziś budowała z przyrodnią siostrą GNIAZDKA i cały dom mam w sianie, LECZ panna ma teraz LEKCJE i jeszcze przez dwie godziny mam nie warczeć odkurzaczem…

Wiem! Pójdę sobie poprasować! Bibi już na mnie czeka z praniem! 🙂

Noc z CZTEREMA psami

no dobra, TRZY były WZORKIEM 😀

Dziś panny miały ortopedę, lecz TYM RAZEM w placówce przy-sanatoryjnej. Łucja, wiadomo, tylko kontrolnie, jej już ta atrakcja odpada, za to Lilka wygląda na to, że maju wpadnie tam na TURNUS. Co ciekawe, panna CHCE i to akurat w maju było by najlepsze. Bo? Bo w maju jest dużo dni wolnych w szkołach średnich (maturki), a Łucja ma z Matim już jakieś plany. Mieszko będzie chodził do szkoły, no a Lilka mogła by być w sanatorium. Panna TEŻ jest krzywa, chociaż mniej niż Łucja. No ale Łucja była hiper-elastyczna, a Lilka jest sztywna i miesiąc intensywnych ćwiczeń fizycznych dobrze jej zrobi.

<>

Ja tymczasem mam bloczki szkoleń… Plus każda kolejna zawodowa przygoda to jednak nowe systemy do ogarnięcia. Fajnie, bo wygląda na to, że będę miała multisporta, ale na razie muszę się przygotować do poniedziałkowego egzaminu wewnętrznego. Czekoladę marchewkową już tej wiosny jedliście? Smakuje pierniczkami!

I tradycyjny dylemat: CO tu jeść o takiej dziwnej porze roku??

  • Czy też WAS tak boli dziś głowa? – zapytałam, wczoraj wieczorem, WSZYSTKICH i dodałam– NIE pytam TYCH co pili kawę.
  • Mnie nie boli- odpowiedział Mieszko, bo to ON nie pił.
  • To dobrze. Czyli, TYLKO ja mam tak przechlapane!

Straszne to wiosenne biorytmy! A „Ci co pili kawę” to dziewczyny! Łucja wyczaiła miejsce, gdzie wczoraj „z okazji zmiany czasu” serwowali kawę za darmo i zaciągnęła tam Lilkę. Przy okazji panny ugościły się OWSIANKAMI (mi przysłały zdjęcia jak wyglądały ich MICHY) i trochę im chyba TAKIEGO poniedziałku zazdroszczę!

Tymczasem, ja się szkolę (cały ten tydzień mam zawalony szkoleniami) i równocześnie LEKKO wiosennie ogarniam. Np. wietrzę moją pościel, bo dziś zmieniam MOJĄ. I oto spojrzałam za okno i widzę, że ŁADNIE mi to się śniegiem przysypuje…

Smak na tulipana!

  • Nie dostała Pani dofinansowania tego szkolenia – smutno powiedziała sympatyczna babeczka w UP, tydzień temu.
  • Tak, zgadza się. Ale odmowa była napisana tak, że NIE było to nie miłe. Proszę się zresztą NIE martwić, JUŻ mam NOWY plan. – rzeczywiście we wniosku odmownym było wyjaśniane, że osoba z tak niezwykłymi i różnorodnymi kompetencjami bez problemu odnajdzie się na rynku pracy.
  • To ja wyznaczę kolejne spotkanie na koniec maja.
  • Okej, ale od 27 marca zaczynam robotę. Może to jeszcze nie wyjdzie, ale umowę już podpisałam.
  • A można się dowiedzieć w jakiej branży?
  • Niestety edukacja, bo tam jest takie ssanie, że biorą wszystkich i od razu.
  • To na chwilę może być, a potem Pani zmieni!
  • Tak właśnie zakładam!
  • Dam Pani wnioski do wypełnienia.

No więc szkoła. Niby nie taka zwykła, bo Ch_mura i grafik z dostępami dostane dziś, gdzieś za dwie godziny. DUŻO tego będzie, bo etat to 40 godzin, ale do wakacji chciałabym tak pociągnąć. A może jeszcze kawałek, bo umowę mam do końca sierpnia (w lecie wpadają inne obowiązki niż lekcje). I na razie za wiele więcej nie wiem. Aplikowałam do biura, a oni oddzwonili, że chcą mnie jako nauczyciela… Korki z kidoskami przejmie Łucja, tak żeby dociągnąć do Wielkanocy i zamknąć jakiś tam blok tematyczny. Potem panna wraca do szkoły i wtedy się wyjaśni, czy zmieniamy godziny zajęć i ona prowadzi ich do końca roku, czy kończymy (decyzję muszą podjąć rodzice, bo panna jest na tak). Nie ma we mnie jakiegoś wielkiego entuzjazmu, bo chciałam uciec z tej branży, ale realnie rzecz biorąc ja wszędzie muszę zaczynać od nowa, a tu na starcie płacą dobrze.

<>

Poza tym poniedziałek. Rano byłam na odczulaniu, w środę panny mają wizytę lekarską, a jutro do apteki powinno dotrzeć jedno lekarstwo i będę musiała tam podskoczyć. W weekend ma być ładnie i może gdzieś wyrwiemy się na jakąś wycieczkę? W szkołach zaczynają się rekolekcje, rozpoczęłam zmienianie pościeli (Mieszka się JUŻ wietrzy na dworze) i w tym tygodniu powinniśmy ruszyć z wypisywaniem kartek świątecznych. W ramach wiosennego porządkowania domu zlikwidowałam również nasze LICZNE, domowe pajęczyny. A prezenty od Zajączka mam! Jeszcze w zimie doszły przedmioty, które od razu schowałam, żeby były!

Pokażę Wam tulipanową DRAMĘ. Miaustra, co to pożerała do tej pary wszystkie kwiaty w domu (WIĘC ICH nie ma), odkryła, że jak ODEJDZIE na metr od od domu, to… TAM są ONE.. I co wyskoczy wieczorem to podgryza. Przeganiałam, fukałam, ale jest uzależnienie. I w sumie NIECH gryzie moje, bo jak zacznie atakować rośliny sąsiadów, to od razu na lokalnej grupie wystartuje dochodzenie: CO to za zwierzę TAK niszczy kwiaty??

BezA

Panna rano poszła po rower – BYŁ, więc wsiadła i przyjechała! Ja w tym czasie wyprowadzałam Bibs, a chwilę później ruszyliśmy do dziadków, zahaczając po drodze o zupełnie nową cukiernię! Bo odkryliśmy taką, która robi wyłącznie BEZY… I w sumie to, NIE jesteśmy fanami BEZ, ale raz na jakiś czas można zjeść! Duży był dylemat czy wybrać pavlową, dacquoise z daktylami, tort bezowy, czy taką bezę z brownie, więc wybraliśmy po kawałku każdej! I Łucja na swoje urodziny CHCE właśnie bezowy tort!

WSZĘDZIE są już jeże. Uważajmy na nie, tylko dziś widziałam TRZY, które nie zdążyły z-truchtać na czas z jezdni 😦 . Gdzieś mam naklejkę na tylną szybę auta, żeby na NIE uważać i jak pojadę na myjnię to później sobie przykleję! No i za nami zmiana czasu, którą standardowo wyłapuję po tym, że nie zgadza mi się godzina na zegarku w kuchni oraz zegarek w aucie. Za pół roku będzie dobrze! Za to obudziłam się dziś o 5:20, co to na stary czas było 6:20 i pomyślałam, że Łucja jednak powinna zmienić szkołę. Przecież cały ubiegły rok myśmy te pobudki w okolicy piątej, max szóstej miały i to było strasznie forsowne. Teraz na tych indywidualnych ona śpi prawie do ósmej i to zupełnie inne dziecko jest. Lilka ma 2x w tygodniu tak, że wstajemy o 6:20 i to jest bardzo duża różnica.

Pies o urodzie dla koneserów

Przeglądałyśmy dzisiaj z Lilką ofertę kolonii i obozów. Panna chce coś takiego przeżyć i w sumie to jest to chyba dobry pomysł. Chce RÓWNIEŻ iść do sanatorium (SAMA, bez Łucji) i mam wrażenie, że to wszystko to taka potrzeba oderwania się i odnalezienia samej siebie. Temat musimy przewałkować jeszcze wiele razy, ale widzę bardzo dużo plusów takiej atrakcji. Żeby przekopać się przez oferty pojechałyśmy na specjalne targi, ja skombinowałam bilety i rozmawiałyśmy z paroma organizatorami. Mamy jakieś fanty, foldery, czekoladki, zakreślacze i WSZYSTKO wyglądało rewelacyjnie. Jedna oferta była tak przedstawiana, że Lilce założono gogle do VR, żeby „przeszła” przez to miejsce… Wątek jakby nie było będzie wracał!

Łucja miała cały dzień randkę i była poza domem (zresztą dotarła na dworzec rowerem i rower tam zostaje na noc, bo wróciła autobusem -> rano pojedzie sprawdzić czy jeszcze jest), Mieszko pojechał na nocowankę do kolegi, a ja cieszę się, że dałam radę pobiegać RANO! Tam gdzie się spotykamy jest las i sporo osób po nim przechadza. I takie pozytywne spostrzeżenie z dziś: no więc od jakichś dwóch lat, gdy tak biegamy, czasem trafiamy na tę samą babkę, która tam spaceruje. Starsza ode mnie, bardzo atrakcyjna i zawsze sama. I ona w kółko patrzyła, że ta Bibs, biegnie obok mnie. I otóż DZIŚ szła z psem. I chwilę z nią gadałam, bo zawsze psiarzy uspokajam, że Bibi chociaż NIE na smyczy, to nie zrobi krzywdy innemu psu, bo to tchórz. I ten jej pies to taki kundel w urodzie Bibi, chociaż na krótkich nóżkach. I to okazało się taki starszy adopciak, którego ma od tygodnia. Miłe to bardzo, że (tak to czuję) jakoś MOŻE wpłynęłam na czyjąś decyzję o posiadaniu psa? I to też takiego o urodzie, nazwijmy ją: DLA koneserów…

A to jeszcze jakaś zaległa fotka z zoo – fajna nam ta wycieczka tydzień temu wyszła i jak widzicie chociaż sobota i mnóstwo dodatkowych atrakcji, wcale nie było wielkich tłumów. Ta większa grupa po prawej na dole się zebrała, bo tam akurat była pora karmienia szympansów.

No to weekend!

Dziś widziałam się z dziadkami, chciałam im pokazać jedno miejsce, gdzie można fajne zakupy zrobić, no a teraz już szykujemy się na weekend! Mieszko zgubił miskę i mój ulubiony nóż, który zabrał do szkoły na Dzień Owoców (trudno, ale noża to żal), Łucja zaklepała sobie miejsce w sztabie takiej dużej akcji wolontariackiej, która będzie w kwietniu, a z Lilą jutro mamy wyprawę na specjalne targi…

Wyżej Mieszeczek, który już śmiga do szkoły w kamizelce, a niżej screen ze strony Muzeum Narodowego (oni są świetni). I taka myśl, że niesamowicie modne zrobiły się muzea. Rozmawialiśmy z dziadkami o Vermerze i ja mówię, że bilety na tę wystawę w Holandii zniknęły w ciągu dwóch dni. Jestem w kilku grupach wyszukujących ciekawe wydarzenia i duża SZTUKA jest autentycznie oblegana. A właściwie to chyba w tej chwili KAŻDA sztuka. My kulturalnych planów na ten weekend nie mamy, ale WY się NIE ograniczajcie! 🙂

Gdybym nawet wiedział, że jutro świat przestanie istnieć, już dziś zasadziłbym bym drzewko jabłoni

-Marcin Luter, za „Niespokojni ludzie”

  • Matko, wymyśliliśmy z kolegami plan na maj. Będziemy sobie robić grille.
  • Ciekawe, Mieszko. A GDZIE?
  • Tego jeszcze nie ustaliliśmy. Miało być u mnie, bo to najbliżej szkoły, ale Jaguar mówi, że on ma największy ogródek, a Antek, że u niego może być z nocowaniem.
  • Kompleksowo. Ogólnie to dobrze by było gdyby wtedy koło Was ktoś dorosły był… A kiełbaski, pieczywo i keczup to nie problem.

W nowy świetnym audiobooku („Ciało nie kłamie„), który słucham w aucie są omawiane różne przypadki patologa sądowego. To historia babki, która jako dobrze zapowiadający się chirurg, zrezygnowała z rezydentury i zajęła się „sekcjami”. Jej największa obawa była taka, że nasili się jej taka życiowa paranoja, że pełno, wokół nas, zagrożeń. A paradoksalnie praca ją uspokoiła, bo zdała sobie sprawę, że wszystko co się przydarza nagle, ma TĘ samą przyczynę. Monotonię i rutynę. To one sprawiają, że przestajemy być czujni, robimy się znużeni i coś robimy automatycznie. Idąc tym tropem, grillująca grupa 12-latków NIE podpali domu za pierwszym razem 😉 [pytanie czy w ogóle uda im się rozpalić?], lecz za kolejnym, gdy żarzącego się grilla zostawią i pójdą grać… LECZ sam pomysł jest dobry i MYŚLĘ, że da radę zrobić!

Tymczasem OGRÓDEK! Ogarnęłam przed domem (tył nie wiem kiedy, ma być jeszcze zimno, no i inwestycje TEŻ będą większe). Tymczasem, na tym fragmencie, dosypałam torf i worki ziemi. Podsypałam korę i wysadziłam cebulki. Największa robota była z wykopaniem resztek po żółtym krzewie, który częściowo usechł, ale odbija w innych miejscach. Wykopałam najwięcej korzeni jakie mogłam i na jego miejsce zasadziłam KALINĘ (tak jak na FOTCE wyżej ma wyglądać 🙂 Odmiana nazywa się Blue Muffin (ma mieć niebieskie owoce lubiane przez ptaki oraz wybarwiać się jesienią na ciemnoczerwony kolor), podobno jest NIEWYMAGAJĄCA, wygląda na zdjęciach pięknie i mam nadzieję, że się przyjmie!

Ogródek- start!

  • I jak się czujesz PRZED, Łuczka?
  • Nie wiem czy chcę tam iść.
  • Ja np. się boję.
  • TY? Czego?
  • No, że na mnie nakrzyczą, że co ze mnie za matka…

Ale koniec końców POSZŁYŚMY. Z Łucją, do babskiego lekarza. Panna chciała SAMA, bo jakiś tam fizjologiczny aspekt ją niepokoił, no i powinna. Zrobiłyśmy tak, że ja weszłam, powiedziałam o co chodzi, że jestem matką (WSZYSTKO WIEM), lecz chyba lepiej gdyby Łucja była na wizycie beze mnie. Dok była młoda, fajna i wizyta minęła BARDZO dobrze.

Poza tym dość biegowy wyszedł nam dzisiejszy dzień, ALE odebrałam paszport Łucji, Lilkę z zakupów z dziadkami, kupiłam owoce na Dzień Owoców jutro do szkoły Mieszka ORAZ rozpoczęłam porządkowanie PRZED domem! Jutro ciąg dalszy, ale już dziś mogę WAM pokazać donice z cebulkami SZCZYPIORKU. Donic jest pięć i w każdej będzie mnóstwo szczypioru. Wywaliłam mech i wrzosy (dokładnie, to będą one zapełniać doły z tyłu domu, wykopane przez Bibi) i poutykałam w ziemi worek czerwonych cebulek. Jak widać spokojnie rozwijają się tam też truskawki…