marzo

Zaczynamy porę roku za którą NIE przepadam… No dobra, za chwilę zacznie się sezon na pyszne jedzenie (i za to ogromny plus), lecz ruszy również moja alergia, dopadnie nas wiosenne zmęczenie, no a przed nami miesiąc, nie przypadkiem nazywany najtrudniejszym. Bo? Bo długi, bo nieprzerwany żadnymi świętami i bo drogi (JESZCZE droższy??). Poranek powitał mnie kałużą koło lodówki i mam taką teorię, że ja JĄ po prostu MUSZĘ rozmrażać co pół roku i w ten sposób odroczymy agonię. Na razie JEDNAK nie rozmrażam, bo kałuże są co kilka dni, a nie codziennie. Jak dojdziemy do „codziennie”, to TO zrobię. Poza tym przyszło info, że nie dostałam się do programu dofinansowania szkolenia. Pocztą idzie wyjaśnienie dlaczego, LECZ już widzę, że idealnie sprawdził się mój życiowy algorytm, że IM bardziej się na coś nastawię, im większy szum i rozgłos wokół tego zrobię, tym większa szansa że to NIE wypali. Smuteczek? Nie, nawet nie. Trzeba wymyślić coś innego i tylko muszę zrobić to szybko. No i przegapiłyśmy wizytę u lekarza z Łucją, bo okazało się, że miała być wczoraj, a na milion procent byłam pewna, że to dziś na 9 rano.

Napisał do mnie znajomy z którym czasem do siebie piszemy, że tonie. Że utknął w bagnie i czuje, że jego życie się kończy. Że bardzo złudne jest poczucie, że wszystko osiągnąłeś, bo gdzieś po drodze znikasz SAM. I że tak bardzo mi zazdrości, że w moim się tak DUŻO dzieje. Powiedziałam, że NIE ma czego, że u nas każde szaleństwo jest okupione manifestem: Kochani, było fajnie, ale teraz do końca miesiąca jemy kaszę, ale on odparł, że wydaje mu się, że chyba TAK by wolał. No cóż, NIE dogada się człowiek, który ma, z tym który próbuje się unosić. Nawet nie ma jak mu powiedzieć, że ostatnio z Łucją fałszowałyśmy bilet parkingowy (zamiast poprawiać ołówkiem, lepszy efekt jest zamalowywanie białą kredką do oczu), bo NIE zrozumie 😀

Ze spraw przyziemnych, Mieszko ma dziś w szkole DZIEŃ gofrów i posiadacze gofrownic mieli je zabrać do szkoły, na wielkie pieczenie gofrów. Okazało się, że mają prawie wszyscy uczniowie, więc przynosi CZĘŚĆ i w tym Mieszko. Nie wiem co on się uparł, żeby nieść naszą, bo nasza od pół roku robi za opiekacz do grzanek z salami i wg mnie TO będzie czuć, ale ZABRAŁ.. No i zaczęłam kolejnego audiobooka w aucie i po raz kolejny odkrywam, że polscy pisarze mają świetnych czytających (może dlatego, ze wiedzą kto jest dobry i zaznaczają to w wydawnictwie?). Słucham, jakby nie było, losów inspektor Chyłki. Remek Mróz ma całą serię o niej (to akurat tom II, bo taki był w bibliotece) i chyba nie ma znaczenia, od KTÓREJ części się zacznie. Dobre, polecam!

<>

Wpiszę jeszcze trzy miejsca z Berlina, bo cały czas mi się wyświetlają jakieś miejsca do odwiedzenia, więc, żebym MIAŁA i NIE uciekło:

  • Sammlung Sharf Gerstenberg – galeria sztuki nowoczesnej, którą ostatnio ciągle spamuje Jacek Dehnel
  • Shave Ice – lodziarni z hawajskimi lodami (linek na Insta)
  • Food Market na Kreuzebergu – kolejny linek do czyjejś rolki. Lubię food markety, więc fajne miejsce do odwiedzin (ważne: otwarty w czwartki)