Kraina gdzie rozbijają się morskie bałwany

Dziadki wróciły z wakacji. Dziś rano byliśmy na brunchu, w miejscu gdzie serwują wybitną szukszukę i czieburieki, ale nic nie może przyćmić wrażeń jakie przywieźli! Mamy taką grupę rodzinną i przez ten tydzień ja i mój brat byliśmy zawalani rajskimi widokami. Tym bardziej niezwykłymi, że robionym komórką Lutki, a mama nie przejmuje się kadrowaniem czy filtrami. Po prostu sobie cykała. A byli, na Maderze! To trochę taka wyspa dla seniorów, ale pytał się mnie Mieszko kilka dni temu w JAKIM klimacie chciałabym żyć i myślę, że górski, wilgotny był najbardziej idealny… Na pewno nie suchy i gorący. I arktyczny też nie mój…

Rośnie tam niezwykła roślinność. Nie dotarł na wyspę lodowiec w związku z czym jest tam 60 gatunków endemicznych. Jest również jakiś kwiatek (który Lutka nazwała, ale ja oczywiście nazwy nie pamiętam…), który u nas słabo radzi sobie w doniczkach, a tam robią z niego -regularnie przycinany ŻYWOPŁOT!!! Jest góra tropikalnych owoców i są oszałamiające klify. Co ciekawe dziadki spodziewały się czegoś w stylu Kanarów, ale tu nie było NUDNO. Byli na jeepowej eskapadzie, zwiedzali miasteczka, no i wszędzie szokowały krajobrazy. Auta jeżdżą głównie elektryczne, nikt się nie śpieszy, je się dużo ryb i wszyscy są biegli w angielskim. Foteczki!

To jest Las Wawrzynowy. „Śmierdzący laur” nie rośnie nigdzie indziej na świecie.
Zwróćcie uwagę jak biegnie droga. Ona zawija o 360 stopni!!! I takim ślimakami się tam jeździ!
Końcówka karnawału – Carnaval de Madeira!
Ta zielona szyszka na pierwszym planie to bananowy ananas. Ciekawe, nie?
Szczerze mówiąc, sądzę, że na na takie rozbijające się białe bałwany można patrzeć godzinami…
Dziadek i piwko to widok niespotykany, ale dusza odkrywcy wygrała! 😀