Ciupagi z napisem „Mazury” MI nie przywoźcie.

-Widziałam taką z napisem „Gdańsk”, więc zakładam, że „Mazury” też można znaleźć 😉

Pojechali. Lila z Mieszkiem na obóz karate. Mieszko jako zawodnik (może uda się zdać egzamin na pomarańczowy pas?), Lila jako rodzeństwo zawodnika. Ją też obejmą treningi, chociaż ćwiczyć będzie NIE w kimono, a w stroju gimnastycznym. Nie mogli zabrać żadnych słodyczy, a telefon będą dostawać na godzinę dziennie. Razem z Lilą pojechała jej ukochana Maja, a dla Mieszka namówiłam mamę jego kolegi, by go z nim puściła. Dziewczynki będą razem z jeszcze jedną panienką, JEDYNYMI dziewczynami na obozie i Łucja już zapowiedziała, że za ROK, ONA też chce jechać 😉

Obóz potrwa do niedzieli, lecz NIE wracają do mnie, bo w niedzielę maluchy przejmuje tato i jadą gdzieś pod namiot. On będzie w tamtym regionie Polski już wcześniej. Bo JUTRO wieczorem zabiera Łucję i jadą razem (namiot->kemping). To bardzo dobry pomysł! Panna jest w takim trudniejszym wieku i dobrze im obojgu zrobi przymusowa lekcja znoszenia siebie 🙂 A gdy od niedzieli dołączą do nich maluchy TO na kolejny tydzień ruszą już w czwórkę. Dalej z tym namiotem! To jest jakiś mega modny trend tego lata i szczerze mówiąc: bardzo mi się podoba!

<><>

Co sobie zaplanowałam na TEN okres szczegółowo rozpiszę Wam we wtorek, a tymczasem przyznam się, że w projekcie DOM na czerwiec wygrało żelazko i szczotka do odkurzacza! 🙂 Żelazko było mi niezbędne (rozwaliłam)… To nowe ma mniejszą moc niż te ostatnie, ale ja realnie regularnie je rozwalam, więc po prostu KOLEJNE będzie mocniejsze; no a szczotka do odkurzacza to moje marzenie od lat kilku. Poprzednią kilka razy rozkręcałam, zalewałam kretem i ona po prostu była nieszczelna. Powietrze uciekało szczelinami i odkurzanie było baaardzo byle jakie! A teraz już mam 🙂 Hasztag: happy 😉

Prowadził jakby znów był taksówkarzem na ulicach Bejrutu

Kobieta w klatce. Powiem, że nie lubię kryminałów, ale ten był wybitny. Dawno nie miałam tak, że musiałam W NOCY skończyć książkę. Dzieciaki już poszły spać, a ja zapaliłam światło, żeby doczytać te ostatnie 50 stron 🙂 Jest cała seria o Departamencie Q, czyli będzie cd.

Dziś znowu dzień wielkiego pakowania. Jutro na kolonie jadą Lila z Mieszkiem. Po porcji szybkich prań i prasownia rozwaliłam kolejne żelazko. No nic, na wyjazd ubrania mają, a kolejne żelazko skombinuję w poniedziałek. Te urządzenie chyba nie są tworzone z myślą o tylu godzinach działania… A wczoraj rozpędziłam się nieźle. Obejrzałam trzy ciekawe dokumenty na HBO i dobrze mi się przy desce urzędowało. Btw. trafiłam na niezły film o stresie. O tym, że spada długość życia w krajach wysoko rozwiniętych i przyczyną nie są choroby czy nadwaga. Jest coś co nazywają „śmierć z rozpaczy” i zgarnia to większe żniwo niż Aids w latach ’80. Ludzie tracą poczucie sensu życia i popełniają samobójstwa. I jest teoria społecznego darwinizmu, czyli ewolucji, która w ten sposób eliminuje jednostki nieodporne na stres. Nie wiadomo dlaczego, ale natura zaczyna przesiewać tych, którzy ze stresem sobie nie radzą. I paradoksalnie ci, którzy są najwyżej i mają najwyższy poziom stresu, radzą sobie z nim dobrze. Bo mają dużą kontrolę nad sytuacją i swoim życiem. Nie limitujmy więc dzieciom i sobie wrażeń, bo one nas uczą panować nad wszystkim.

Wrzucam moją jukę. Jakoś mi TAK wyrosła w tym roku, że nie mogę się na nią napatrzeć! Tyle lat nie kwitła, a w tym roku proszę!

Blue, blue sea

Miasta nie są naszym wakacyjnym numerem ONE. Aaale, trzeba przyznać, że są doskonale połączone z całą Polską. Chcieliśmy wyjechać, ale nie bardzo mogliśmy wziąć auto. Ja robię teraz próby olejowe i jestem związana z okolicami warsztatu, gdzie oni mi to chwila mierzą ten poziom. To raz. Dwa: chciało się nam nad morze. Tak jak mówiłam, Łucja miała coś na kształt alergii, a i potwierdziła to moja alergolog, że w tym roku jest bardzo wysokie stężenie pyłków i alergia może się objawić u osób, które jej nie miały. No i trzy: połączenia. W żaden sposób nie dotrę na miejsce w takim czasie jak pociąg. A czasu mieliśmy mało, bo na piątek rano musiałam być w domu. Dochodzą do tego ceny: jako posiadacze KDR mamy te bilety baardzo tanie. I tutaj znowu nie ma szans, bym zużyła benzyny za mniejszą kwotę. Plus wspomniany już czas. Do pociągu wsiedliśmy kosmicznie rano, ale już przed południem leżeliśmy na plaży. W pociągu, bez postojów na siku, tankowanie, czy maka, dotarliśmy na miejsce szybko i względnie wypoczęci!

Sopot. Jak to chłopaki z Make Life Harder napisały: to laboratorium chorób wenerycznych i miejsce, gdzie jedziesz, gdy chcesz pokazać, że CI się udało :))) W sam raz dla nas 😀 Hostel mieliśmy tuż przy dworcu i pomijając, że pewnego razu był uszkodzony zamek do drzwi wejściowych i ślusarz miał dotrzeć za kilka godzin (godzina 13-sta) i podjęliśmy skuteczną próbę dostania się do środka po rynnie i klimatyzatorze (udało się – nadajemy się na przestępców :), by się wykąpać z soli i ruszyć dalej – miejsce było świetne.

I zdecydowanie, SOPOT jest do powtórki. Udało nam się dotrzeć do Gdańska (kolejka jeździ co 7 minut), a w Gdańsku/Trójmieście Liliana była na Zielonej Szkole i wszystko wiedziała. Okolice Żurawia były w remoncie, ale ona wiedziała jak obejść, bo im przewodnik pokazał 🙂 Zwróciła NAM też uwagę, na metalowe makiety kościoła i żurawia, które można dotykać i stworzono je specjalnie dla osób niewidomych. Chcieliśmy zapalić światełko dla Adamowicza w Bazylice i udało nam się to, ale ja bezmyślnie cyknęłam fotkę, potem Łucja mnie szturchnęła, że ZAKAZ, a potem ujrzałam zmierzającego w naszą stronę ochraniarza, więc szybko się zmyliśmy i samej bazyliki nie obeszliśmy :/

Nie udało nam się zaliczyć Gdyni, bo zaplanowaliśmy ją na dzień, kiedy mieliśmy chodzenie po oknach i doszłam do wniosku, że i tak mamy wakacje ekstremalne. Oceanarium i port kolejnym razem.

<>

Nasz tradycyjny nadmorski dzień wyglądał następująco: rano szliśmy do pączkarni po trzy pączki. Z tymi pączkami zahaczaliśmy o kerfura, gdzie kupowaliśmy wodę i kawę. Potem szliśmy do subweya, gdzie ja kupowałam sobie kanapkę. Siadaliśmy na murku i jedliśmy. Potem była plaża – najbardziej nam pasowało zejście do wody przy Grand Hotelu. Nie wynikało to z naszej potrzeby lansu ;), po prostu tam nie było glonów. I dzień w dzień była tam jakaś telewizja. TVP 3 Gdynia, zrobiło z nami nawet wywiad, jak się to pojawi, to Wam wkleję 😉 Potem wbijaliśmy na chatę, myliśmy się i szliśmy na lancz. Dzieci na pizzę, albo nuggetsy, a ja później na zupę rybną (im wtedy zamawiałam lemoniady). Na kolację były frytki (sprzedawca to JEDYNY facet w całym Sopocie, na którym można było zawiesić oko) albo jakiś deser.

Wyjazd. Jedna mała walizka i trzy szkolne plecaki. da radę się zapakować! Inna sprawa, że nie wiem jaki ja Sopot sprawdzałam (ale w końcu na Podlasiu są Ateny, więc może i Sopotów kilka?), ale wzięłam nam bagaż na 20 stopni, a mieliśmy 33… Na szczęście trwają wyprzedaże i trochę uzupełniliśmy
Nudę w pociągu znieść łatwiej!
I Sopot!
TO była niezła akcja. Chodził po rynku Wojewoda Pomorski z koszykiem i zapraszał do skorzystania z programu 500+ :)) I przypominał, żeby składać wnioski na 1-dziecko 🙂 Nam to mówił? 😉 Ale gadżety co to od niego dostaliśmy i WZIĘLIŚMY!
To jest akcja pt. Przywitajmy się z morzem. Chodźmy szybko na plażę BEZ kostiumów… Jak widać można się wtedy wykąpać w ODZIEŻY! 😀
Liliana miała najwyższy poziom wątpliwości CZY NALEŻY TO ROBIĆ?
Sopot to uzdrowisko i Liliana, nas zaprowadziła do miejsca, gdzie MOŻNA napić się uzdrowiskowej solanki.. Ależ to był ooooobrzydliwe!!!! Mieszko pokazuje Wam swojego omnitrixa.

I to już GDAŃSK. Podróż i wycieczka. Się schodziliśmy!

Łucja chciała fotkę na klimatycznej karuzeli
Kupiliśmy sobie na rynku arbuza i maliny. Poprosiliśmy by nam pokrojono tego pierwszego i na ławce zjedliśmy go. Był niedojrzały.

I z powrotem SOPOT. Niżej pora śniadania, a później plaża!

I tyle 🙂 Gołębie na pewno schudną w momencie gdy wsiedliśmy do pociągu 🙂

<>

A po drodze okazało się, że dziś rano wchodzi mi ekipa od dachu, bo równolegle ostatnie tygodnie to były wizyty rzeczoznawcy i speców od dachu, którzy robili mi kosztorysy. Dach cieknie i przecieka sufit w pokoju Mieszka. Myślałam, że zajmę się tym, gdy pojadą na kolonie, ale ekipa, którą wybrałam, od lipca zaczyna jakąś dużą robotę. I musiało być DZIŚ. Poza tym znajomy podesłał mi tłumaczenie. Skoro pojawiła się taka kumulacja to dzieci od razu wylądowały od dziadków a ja zabrałam się za robotę. Btw. chciałam zacząć od herbaty, ale gdy ją sobie zaparzyłam, nalałam do filiżanki i dolałam słodkiego soku, to okazało się, że mrówki z mrowiska, które miałam pod zlewem urządziły zbiorowe samobójstwo w butelce z sokiem. Dobre i to 🙂

Po dachu mi teraz łazi czterech facetów, kot przerażony siedzi pod stołem, ale chyba już finiszują, w końcu zaczynali przed siódmą???

Człowiek może kochać tylko raz w życiu

-Łowcy Czarownic, Zlagonje

Z okazji Dnia Ojca, rano byłam u dziadków! Zawiozłam im na śniadanie sajgonki, bo jak co roku o tej porze, jest TO danie, które idzie mi najlepiej. Wrzucam do środka świeży ogórek, marchewkę i gotowane mięso. Dodaję tam świeżą kolendrę, cienkie plasterki selera i marynowany imbir. Podlewam olejem sezamowym i jasnym sosem sojowym. Baardzo mi to dobre wychodzi!

A potem pojechałam do kina. Pustawo było, czyli świat odsypia wczorajsze wianki… Dawno temu, kiedy miałam wolne poniedziałki, chadzałam na cykl filmowy o czarownicach. I koleś, który to wtedy robił i omawiał, urządził KOLEJNY pokaz. Dziś na warsztat wzięliśmy film serbski: Łowcy czarownic. Był to film bardziej dla dzieci i taki trochę nierówny. Ale zgadzam się z ideą, że gdy w świecie dziecka coś się wali i wszystko wydaje się nielogiczne i niesprawiedliwe, szuka przyczyn nadprzyrodzonych. Dorośli zresztą też tak często mają.

<><>

Ostanie pranie, prasowanie i pakuję! Jutro rano (UWAGA: pobudka o piątej!) ruszamy na 1-szą wakacyjną turę. Bardzo krótką, bo w czwartek późno wieczorem powinniśmy już być. Nie bardzo mamy czas na więcej. W piątek rano Lilka ma jakieś medyczne badanie, a w niedzielę maluchy (oboje) jadą na kolonie. Będę wiec mieć dwa dni na przepranie pierwszej porcji wakacyjnych brudów. Nie róbcie w tym czasie NICZEGO, czego bym nie zrobiła, czyli możecie zrobić całkiem dużo! 😀

O literaturze do znudzenia

Tego lata powinnam gdzieś się położyć i zacząć czytać te książki, które na okoliczność CZYTANIA zgromadziłam. Bo sporo się nagromadziło… Ale trafiam ostatnio na tyle wydarzeń i tematów, że one dochodzą SAME!!!.

Planem na dziś był Festiwal Literacki. Taki naprawdę fajny. Zrobiony jako panele i wykłady o literaturze. Unikalne dla TEGO właśnie wydarzenia jest obecność pisarzy obcojęzycznych. BO spotkania autorskie są na ogół z naszymi twórcami. Słuchałam i o różowych trójkątach, czyli czyś co jest niesłychane szokujące, bo mówi o kobietach, które w obozach koncentracyjnych, udostępniały (na rozkaz Rzeszy) swoje ciała. Straszne, lecz jest jeszcze straszniejsze jest, że po wojnie, w ’47 roku były sądzone za tzw. „kolaborację horyzontalną”. Bo to smutna prawda, że zawsze gdy jest konflikt zbrojny, polem walki i zgliszcz jest również ciało. Na ogół kobiece, ale też czasami męskie. Autorka książki przywołała to co się dzieje w Czeczeni, gdzie od dwóch lat powstają obozy dla homoseksualistów i osoby o innej orientacji są, albo zabijane przez własną rodzinę, albo trafiają do takich obozów. To był jeden temat, drugi wykład dotyczył niemocy tworzenia. Opowiadała o tym jedna brytyjska pisarka. To ciekawe, bo radziła by czytać! Bo to coś za zleca swoim studentom. Była też fajna dyskusja, o alkoholizmie w PRL-u i u pisarzy. Sprzedaż alkoholu to był ogromny dochód dla państwa, stąd promowanie tych „lufek”. Na partyjnych spotkaniach pili wszyscy i na niepicie mógł sobie pozwolić jedynie ktoś wysoko postawiony. A w systemie wygrywali ci z mocnymi głowami, czyli taki np.Stalin :))

Wyżej macie mix fotek. Rozpoznajecie tego gościa w dolnym rogu mixie z mojej komórki? Chwilę z nim gadałam 🙂 Mówię do niego: Widzę, że są już fejmy :)) Przytaknął, że tak, że fejmy są i chyba się speszył :DDD I nie miał na sobie spodni z pepco 🙂 Fejmów było zresztą więcej, jak będą fotki to wrzucę.

Był również bardzo fajny kiermasz. Różni znani miłośnicy literatury przygotowali SWOJE biblioteczki. Takie, które mają u siebie i ostatnio im się spodobały. I te książki były po 5 zeta, a to wszystko były NOWE książki! Wow. Mi doszła jedna: Trzy razy o świcie. I torba festiwalowa. Pozostałe, przy których jest MINUS, a nie ptaszek, to rzeczy, które CHCĘ przeczytać. Powiększyły już listę w schowku mojego ulubionego sklepu z książkami :))

<><>

BO, moi drodzy, DOBRY weekend zaczyna się od biegania! 😀

Chwilę przed (kulturalnym) szaleństwem

Za chwile zacznę weekend bez dzieci, więc zanim oddam się zaplanowanym atrakcjom, wypełniam RÓŻNE obowiązki… Primo rozmrażam lodówkę. Powstała kałuża wody koło niej, więc zakładam, że WYSTARCZY tylko rozmrozić i będzie dobrze. Winne są dzieci, która cięgle coś wkładają do zamrażarki. A to jakieś rozpuszczone żelki, a to inne słodkie mikstury. Przydało się styropianowe pudło, w którym przyjechały do nas na imprezę lody. Jak je zobaczyłam to pomyślałam: Wow! Nareszcie zrobimy zimowy domek dla Klarensa, ale zanim do tego dojdzie mamy całe lato, kiedy możemy w tym styropianowym boxie zabierać lody na wakacje! Tymczasem przydało się jako tymczasowa chłodnia.

Wyżej macie fragment kuchni z lodówką „w retro filtrach”, bo sceneria jak krajobraz po bitwie i inaczej NIE można tego pokazać 🙂 A niżej macie Lilkę u fryzjera! Powiedziałam, że KRÓTKO, bo NIE czesze i NIE związuje. BO włosy gęste i na lato będzie jej za gorąco. I że do ucha! I tak ciachnęliśmy. Całkiem się sobie podobała, ale jak weszliśmy do domu, to Mieszko się popłakał, że nie wygląda jak JEGO Lila i potem oboje płakali, że jemu się nie podoba :DDD Wróciłam więc do lodówki i przez okno obserwowałam jak w tej rozpaczy postanowili zrywać czereśnie przed domem. I Lilka jest takim asekurantem, że zarządziła, że mogą to robić WYŁĄCZNIE w kaskach :)) Btw. na foto z kaskiem pierwszy plan to schnące szuflady z lodówki!

ORAZ TUTORIAL:

JAK PRAWIDŁOWO ZRYWAĆ CZEREŚNIE? :DD

<><>

  • Lilka, dziś NOC Kupały!! Można sobie wróżyć kto zostanie Twoim mężem.
  • To bez sensu. Mi i tak zawsze wychodzi jakiś Zygmunt.
  • To po co sobie takie imię wpisujesz?? Znasz jakiegoś Zygiego??
  • Ja nigdy nie wpisuję. Wpisują inni. Zygmunt jest zawsze obok Oliwiera.
  • I Fabiana.
  • I Kamila.

🙂

Bezpieczniejsza strategia to zbierać paski

W necie się dym zrobił, że rodzice się chwalą paskami. Mnożą się artykuły o tym, że to leczenie kompleksów, wbijanie dzieci w wyścig szczurów albo moje ulubione o przewadze inteligencji emocjonalnej nad ogólną. Z drugiej strony wyciąga się zaś argument, że tworzą te teksty ci, którzy zazdroszczą. Wiecie, NIE oceniaj, to NIE będziesz oceniany. Wszystko może być prawda. Potem wyciąga się tych, co do szkół nie chadzali, a sukces osiągnęli. Wkleję Wam coś, bo to bardzo mi się podoba:

„Uwielbiam te porównania. Gates, Branson, Jobs, Zuckerberg studiów nie skończyli, a są miliarderami. Zastanawiam się, czemu nikt nigdy nie przytacza założycieli Google (Brin & Page) – synowie naukowców, absolwenci elitarnego Stanford, doktoranci. Albo Jeffa Bezosa, założyciela Amazona, absolwenta prestiżowego Princeton. Albo Satya Nadelli, prezesa Microsoftu, który wyprowadził tę firmę na prostą, a skończył szkołę w Indiach z wyróżnieniem, potem skończył informatykę w USA i MBA na prestiżowym wydziale w Chicago.

Póki co istnieje silna (choć słabnąca) korelacja pomiędzy wykształceniem a dochodami. Można oczywiście łudzić się, „mam kiepskie oceny, zostanę kolejnym Muskiem”. Możliwe. Dużo większa szansa, że zostaniesz po prostu bezimiennym lemingiem w jakimś mordorze. A twój kumpel kujon, którym tak gardziłeś, będzie właścicielem tego kurnika albo menedżerem w nim.”

Warto też pamiętać, że Gates i Zuckerberg mieli bogatych i ustosunkowanych rodziców, a w sens edukacji najmniej wierzą ci, którym zapewniłaby największy awans klasowy. Na ćwierkaczu linkuję Wam niezły ang-artykuł o edukacji – ona okazuje się jest dużo ważniejsza w przypadku dziewcząt, co o ironio, olewa większość trzeciego świata. Wykształcenie powoduje, że kobiety lepiej urządzają sobie życie. I tego się trzymajmy. Przed nami siódma klasa jeśli chodzi o Łucję i tutaj raczej paska już nie będzie. I nie jest to dla mnie priorytetem.

<><>

Wchodzimy do maka. Na szejki. Dzieciaki w środku, ja cofnęłam się do auta po papierowe słomki. Wracam, a tam ekipa nastolatków walczy z drzwiami. Życzliwie mówię do jednego:

  • Przecież pisze: PCHAĆ.
  • Mówi się: JEST NAPISANE.

:)Taki pyskacz. Powiedziałam to potem Łucji. „Jak mi przyprowadzisz TAKIEGO zięcia, to nie wpuszczę do domu!”

Paskownia

No to się sprężyły! OBIE. Królowa Insta i Female-Einstain 🙂 Nie wierzcie tym co mówią, że to się robi samo. To jest jednak duże ciśnienie jakie trzeba- JAKIE musiMY – zrobić! Łucja pojechała po opinii, za to Lilce niewiele zabrakło do stypendium. Gdyby tylko miała piątkę z biologi i piątkę z polskiego…. Bo piątka z biologii jej wychodziła. Miała dwie czwórki i trzy piątki. Dokładnie tak samo jak w I-szym semestrze. I pani chciała ją jednak dopytać… Lecz Liliana ZAPOMNIAŁA, że miała do niej podejść któregoś tam dnia, bo poszła wtedy z Mają na lody. No a z polskim to po prostu ona za bardzo odbiega od standardów. Mieli napisać szczęśliwe zakończenie Katarynki (albo charakterystykę pana Tomasza, którą to Łucja w ubiegłym roku pisała trzykrotnie!). No i napisała. Tyle, że była to historia dziewczynki, która ozdrowiała i okazała się muzycznym talentem zgarniającym wszystkie stypendia, która na koniec przybiera pseudonim sceniczny: Roksana Węgiel. No i pani uznała, że Lilka to niepoważnie potraktowała….

Ale sukces jest. Obie otrzymały świadectwa na sali gimnastycznej z rąk pani dyrektor i na oczach całej szkoły. Mieszko jeszcze nie ma ocen, ale też jest w klasowej czołówce 🙂 Obie panny urwały się już na kawę, a ja z Mieszeczkiem łapiemy oddech od tych całorocznych emocji!

Tutaj Lilka na środku. Kudły po prawej.
Tak Mieszko odbiera dyplom od Pani.
Tutaj Pan składa dedykację w książkach dzieci. Oj było wzruszająco. Musieliśmy skończyć wcześniej, bo Pan się za bardzo wzruszył 🙂 Lubił ich jednak. Jak to powiedział: Byliście moją jedyną klasą, dla której byłem wychowawcą i wygląda na to, że pierwszą i ostatnią. Btw. od Lili dostał granatową torbę, na której Lilka wyszyła E=MC2. Tylko, że w tym biegu zapomniałam sfotografować, ale wyszło pięknie!
Dostali od niego długopisy z grawerem na pamiątkę 🙂 Ładnie.

I MISTER M. Kciuki do góry i lecimy z tymi wakacjami!!!

trendy

Mieszko był w weekend na imprezie, gdzie obok tłumu dziewczynek było trzech chłopców. On, czyli Mieszko oraz Kamil i Fabian. Do zestawu trendy-name brakowało jedynie Krystiana i Oliwiera… Takie splendous towarzystwo! :DDD

<><>

Dziś dwa z piątki kociaków pojechały do nowego domu. Zasługa to dziadka i trzeba przyznać, że dom jest dobry. Z dużym ogrodem, no i zawsze to dwójka naraz będzie miała łatwiej. Inna sprawa, że NIE szło mu wytłumaczyć, że kociaki są z 1-go maja i przy matce mają być 8 tygodni. Bo on to zrobił, żeby babcia miała mniej roboty i nikt tego nie widzi, jaka ona zarobiona przy tych kotach. Lutka ma doła, a jak ją złapałam na telefonie to właśnie jechała do fryzjera… Chwilę pogadałyśmy i babcia nawet doszła do wniosku, że GDYBY kiedyś w przeszłości urodziły się im pięcioraczki musieliby je oddać do adopcji, bo Krzycho by nie zniósł tego, że ona zajmuje się kimś innym. Według mnie ONI nigdy tego nie znoszą… Tego elementu natura nie dopracowała, bo zazdrość o uwagę wybranej kobiety jest ZAWSZE ogromna. Ja też to słyszałam – że nie jest najważniejszy… A i szczerze mówiąc, nie tylko od ex-męża.

<>

Lecz by tak nie smęcić wkleję Wam młodego-posiadacza-MODNEGO-imienia u fryzjera (nie tylko babcia się dziś strzygła!). LECZ my pojechaliśmy do takiego specjalnego barbera dla chłopaków i NARESZCIE mu się podoba JAK wygląda! Mieliśmy też później kupić mu skarpetki na obóz, ale zaczęła dzwonić Liliana, KIEDY on będzie, bo przecież DZIŚ WTOREK i mają angielski i ona nie wie czy ma się JUŻ malować???! 🙂 Bo pani nauczycielka pomimo tych upałów, na LEKCJE zawsze w pełnym makijażu! 🙂

Aa, i wczorajszy egzamin karate przełożyłam! Omówiłam to z Senseiem i zrobi Mieszkowi egzamin na obozie, bo młody jedzie w tym roku na obóz karate. Dobry pomysł, bo wczoraj to miało po 20-stej, więc późno i nie poszło by to dobrze.

finisz

Końcówka roku szkolnego będzie DYNAMICZNA. Rano odwiozłam fotoksiążki do szkoły, żeby czekały już spokojnie na zakończenie roku i zahaczyłam o sklep z workami na śmieci, bo SIĘ skończyły (za dużo śmieci wygenerowałam przez weekend). DZIŚ Mieszko ma egzamin na pas karate. Nie wiadomo jeszcze czy zostanie dopuszczony, bo Sensei uważa, że lepiej żeby podszedł po wakacjach, ale Młody chce już dziś. Dziś też ostatnie zajęcia z pianina Lili i Mieszka.

Jutro jadę z Mieszkiem do fryzjera (z Lilą w piątek), a wieczorem mam ekipę od dachu. Wracając z budowy mają zajrzeć i ocenić uszkodzenia i podać koszta naprawy.

Zakończenie roku jest w środę. Mieszko na 8-smą, Łucja na 11-stą, Lilka na 12-stą. Łucja NIE chce, żebym do niej szła (dobrze). Na 14-stą w środę (powinnam zdążyć) mam dermatologa z Mieszkiem. Chciałabym, żeby był wpięty w system corocznych kontroli, podobnie jak Lila i termin wizyty zaklepaliśmy już jakiś czas temu.

Czwartek to relaks dnia wolnego, kiedy musimy pomyśleć co dalej z wakacjami, a w piątek zaczynają się wyprzedaże!

<>

Pokaże Wam prezent dla Norberta. Chociaż Łucja nie chodzi JUŻ na pianino (od dwóch miesięcy) to dołączyła się do tworzenia. Wybrała i narysowała nutkę (to 16-stka) oraz przyszyła pompony. Wyszywanie ogarnęli Lila z Mieszkiem. Bo zamawiając torby na urodziny Lilki wzięłam więcej. Dwie granatowe z myślą o zakończeniu roku. Jedna dla pana od pianina, druga dla wychowawcy Lili. Projekt nr2 Lila będzie ogarniać DZIŚ :)) Btw. jak dawałam mu dziś fotoksiążki, to wyjął żeby obejrzeć. I się wzruszył przy oglądaniu… Jestem niesamowita! 😀

<><>

Pamiętacie mój zachwyt Billym i Mrs Wheeler? To było najlepsze w Stranger Things 🙂 Spójrzcie na trailera trójki… OooooooN jest wspaniały! :DD