Co tam Blue Monday (tak do DZIŚ!), skoro był SUPERKSIEŻYC?!?

Łucja kazała się obudzić o piątej RANO… Ustawiła się z koleżankami na Jagodowej, przy znaku, skąd zawsze ruszają do szkoły razem. Zadzwonił mi budzik o jakiejś nieludzkiej godzinie i poszłam ją budzić. Podniosłam roletę i widzę, że ciemno a gwiazd nie widać. Zachmurzenie pełne. To nie MIAŁO sensu… Ciekawa jestem ile matek DZISIAJ tak pomyślało równolegle ze mną :))

Księżyca oczywiście NIE zobaczyły, ale spacer po polach przez 40 minut BYŁ. Po drodze minęły sfrustrowanego gościa z aparatem, który TEŻ księżyca nie upolował. Lilki nie obudziłam, więc rano urządziła scenę rozpaczy, że ona RÓWNIEŻ CHCIAŁA!!! Ale ona jest podatna na humory, więc niewyspana była była straszna. Podwójnie, bo dziś przecież najbardziej depresyjny dzień roku.

Bądźmy więc dla siebie łagodni! Mi udało się w końcu podpiąć nową drukarkę, która w kartonie stała od października. Nie umiem podłączyć ją do wi-fi, żeby wysyłać do niej dokumenty do druku, ale na „kabelek” już działa. Jestem wspaniała! 🙂

<><>

Kąpię się w wannie z Mieszkiem. Czasem tak nam się zdarza. I on taki rozczulony do mnie mówi:

  • Wiesz, którą część Twojego ciała lubię najbardziej?
  • Którą?
  • Brzuszek. Jest taki duży i miękki.

???????????????? Ja tu bezlitośnie katuję się na siłowni i mam JESZCZE coś CO jest duże i miękkie?? :))