Leć 2019!

W 2019-stm chciałabym więcej biegać. Przynajmniej raz w tygodniu, żeby mi się to przydarzało. To jest świetne cardio i dobrze mi to robi 🙂 Dziś jeszcze chcę się zapisać na jakiś bieg! Chcę też pić więcej zielonej herbaty. Niewiele jej było ostatnio, a dwa tygodnie temu wróciłam do niej i przed snem powinna być obowiązkowa. Wycisza, reguluje i lepiej mi się po niej śpi. Duże mam plany zawodowe. Wyjątkowo długie zapowiadają się wakacje i chciałabym wysłać całą trójkę na kolonie. Są plany remontowe. Rozpoczynam również odczulanie od pyłków i będzie to dość forsujące. Na początku roku powinnam też razem z Mieszkiem (i ze sobą i bardzo chętnie również z Lilianą) odwiedzić fryzjera. Dziś jeszcze muszę odwieźć Łucję do sanatorium na drugą turę turnusu (ostatecznie wraca do domu za dwa tygodnie). Dzieci marzą o wspólnych wakacjach i też bardzo bym chciała z nimi pojechać…

Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie kiedy miałam tak zawalony planami rok. Kwestię osobistą więc odpuszczam, bo po prostu się nie mieści w grafiku 🙂

<>

Wczoraj zgodnie z planami pojechaliśmy MIĘDZY ludzi zobaczyć jak się bawią inni 🙂 Było wspaniale, wszędzie było pełno ludzi, nie padało i tak naprawdę było dość ciepło. Poootem wróciliśmy do domu, otworzyliśmy truskawkowe z bąbelkami, a przed północą ruszyliśmy na spacer po okolicy. Dzieci nigdy nie doczekały do północy i jak zobaczyły te petardy w okolicznych ogródkach to były zauroczone. Strzelali fajerwerkami wszyscy (Klarens cały czas nie wrócił, a Miaustra siedziała pod łóżkiem całą noc) i było przepięknie. Lilka wykrzyknęła: TO tak właśnie pachnie Sylwester!, a Łucja postanowiła, że OD tej pory, każdego Sylwestra chce spędzać na okolicznych polach. W jednym domku była impreza (były w co drugim), ale w tym była zabawna akcja. Jeden chłopak/mężczyzna odpalał, a potem podbiegł do NIEJ i wykrzyknął: Powiedz, że jestem Twoim bohaterem bo się nie bałem! 🙂

Ach, i noworoczne motto! Dziś rano pojechałam na noworoczny bieg. Tych biegów dziś jest dużo, ale wszystkie nieformalne. Ludzie się skrzykują i wszyscy na 1-go chcą pobiegać. To tu, to tam, umówieni przez pocztę pantoflową. To biegowe spotkanie, który ja wybrałam to miał być bieg w formule, że każdy rusza o innej porze, ale na metę wpadamy w samo południe. Bo każdy mniej więcej wie ile czasu potrzebuje by przebiec 10 km. I się spóźniłam. Nie mogłam znaleźć tego miejsca, była 11:10 i odpuściłam. „Bo czasem trzeba odpuścić!” Chyba wyjątkowe trafne motto przy takich przeładowanych aspiracjach jak moje. 🙂