A na styczeń do domu…

CO TAK NAPRAWDĘ do domu na styczeń wyda się za kilka dni, LECZ przy okazji zakupów (które to będą DO Mieszka), doszło coś ZALEGŁEGO. Kolaż, który kupiłam na dizajnerskich targach rok temu, zarobił RAMKĘ. Leżał przez dwa miesiące w kartoniku, ale już WISI! Wydaje mi się, że kolaże są moją nową słabością i wątek będzie powracał. Na razie oprawiłam, zdobi ścianę w sypialni i jest PIĘKNIE. No dobra, jest trochę za nisko, bo użyłam gwoździa, który już BYŁ, a powinnam powiesić WYŻEJ, ale dojdziemy do tego jak młotek będzie w okolicy sypialni 🙂

<><>

Tymczasem Liliana miała WCZORAJ występ chóru. Bardzo podobała mi się semantyka nazwy koncertu. Bo były to PIOSENKI ŚWIĄTECZNE. Poprawiała nas, że NIE kolędy, a piosenki ŚWIĄTECZNE. Wszystkie te Snow is Falling, Jadą jadą sanie, Kto wie czy za rogiem, itd. Panna ma straszną chrypę, ale dała radę. Gdyby nie to, że dziś miała klasową wycieczkę pewnie by do szkoły nie poszła, za to ZDROWOTNE wolne ma jutro (idzie tylko na sprawdzian z geografii 🙂