piątek

Pamiętam z czasów szkolnych, że rodzic w szkole to jest żenada. Byłam dziś u Łucji, żeby wyjaśnić jej ocenę semestralną z religii. Panna ma dwie piątki, a na koniec semestru tróję. Jestem w stanie uwierzyć, że wynika to z jej braku aktywności, ale może MOŻE wykonać jakiś projekt, albo  poprowadzić zajęcia na zadany temat (tak jak Lilka rok temu z imienia patrona) i tę piątkę dostać. Poprosiła mnie o to. Żebym porozmawiała z nauczycielem… Zadzwoniła jeszcze z sanatorium, że w e-dzienniku, do którego ma dostęp, ma tróję na koniec.

A jak przyszłam to zachowywała się koszmarnie. Mówię: stój obok mnie, bo może on Cię nie kojarzy i tak pójdzie szybciej. Fochy i zlewka. No więc jak wychodziłam powiedziałam: Od dziś załatwiasz sobie wszystko sama. TO są Twoje oceny, sama sobie o nie walcz. Zirytowała mnie. Mechanizm obronny to u mnie zawsze żarty i przesada, ale tym razem przesadziła.

Weekend szykuje się nam pracowity. Nie będzie koncertu Mieszka i Lili, bo jutro jest Żałoba Narodowa i wszystko jest odwołane. Mieszko musi zrobić semestralny projekt z angielskiego o rodzinie, Lila musi zacząć czytać Chłopców z Placu Broni, a Łucja ma dwa zaległe projekty (lapbuka o Irlandii na angielski i plakat o ryjówce na środowisko) oraz pracę o talentach na religię (dzięki niej może załatwi sobie tę piątkę). Mieszko ma urodziny kolegi i klasowy wyjazd do teatru, Lilka koleżanki, a jutro z jeszcze inną koleżanką jadą na trampoliny. Nie przepadam za takimi weekendami gdzie odbębniamy zaległości i atrakcje obowiązkowe, ale czasem trzeba i tak :/

<>

W necie zapanowała moda na #10YearChallange, więc przekopałam moje fotki sprzed lat 10. Lilka miała prawie rok i właściwie to byłam bardzo podobna do siebie. Chyba się jednak bardziej garbiłam, byłam szczuplejsza no i te niezaznaczone brwi to było kiepskie. Za to zmarszczek było mniej 😦 Bardziej druzgocące było to, że te ubrania z tedy cały czas gdzieś tam mam :/. Nie będzie więc żadnego zestawienia 🙂