Siema!

Podobnie jak rok temu, finał WOŚP-u spędzam na sportowo! Wczoraj na moim sobotnim bieganiu były wolontariuszki, a dziś pojechałam na trening na moją starą siłownię, gdzie wejście było za friko, pod warunkiem, że wrzucisz coś do puszki 🙂 Miałam ochotę na bieg z medalami, ale ten który miałam najbliżej miał… brzydkie medale. Tak mi się nie spodobała taśma na której jest zawieszony, że postanowiłam JEDNAK spędzić dzień na zajęciach z crossa 🙂

Ładnie rok temu wszyscy pisali, że jak STYCZEŃ to WOŚP i właściwie nic mądrzejszego do głowy mi DZIŚ nie przychodzi. DAJĘ, bo z tego co orkiestra wygrała, korzystałam. Cała trójka miała robione badanie słuchu zaraz po urodzeniu (i u Lilki było to bardzo ważne), a dwójka leżała w inkubatorach z naklejonym serduszkiem. Mój były trener z którym dziś rozmawiałam powiedział, że wieczorem jedzie na światełko, które będzie na targowisku 🙂 i mam ochotę też się przejechać.

I wrzucę coś JESZCZE, bo nie mam naklejki na kurtce! 😀