A na obiad będzie topinambur!

  • Łucz, sama będziesz musiała pójść na pianino.
  • Dlaczego?
  • Bo nie będzie mnie, bo będę załatwiać ten gorset z funduszu dla Ciebie.
  • A nie możesz pojechać bardzo wcześnie rano?
  • Rano ustawiłam się u fryzjera z Mieszkiem. Tydzień temu go zapisałam. Potem oboje odrabiają pianino z poniedziałku, bo Norbert był w poniedziałek chory, a w sobotę jest koncert. Jak już będą po, odstawiam ich do szkoły. Nie wiem o której wrócę do domu.
  • Dlaczego tak zawsze jest napięte!!!? Czy nie możesz tego przełożyć na inny dzień?
  • Nie. Bo może będzie potrzebny jakiś dokument i ja muszę mieć zapas, żeby go dowieźć.
  • A nie możesz w piątek pojechać?
  • Nie. Bo w piątek, na 13-stą muszę być w szkole w sprawie Twojej oceny semestralnej z religii.

 

Załatwiłam to dofinansowanie gorsetu dla Ł. I JESTEM wielka!!! Zajęło mi to ponad pół dnia i chwała numerkom, bo bez tego, w placówce zajmującej się rozliczeniami świadczeń ortopedycznych doszło by do rękoczynów. Pierwszą godzinę czekałam na miejscu aż obsłużą te ponad 200 osób przede mną, ale potem doszłam do wniosku, że skoro już jestem poza domem spróbuję coś załatwić. Ściągnęłam na komórkę zdjęcia Irlandii, bo Łucja musi zrobić na inglisza lapbooka o Irlandii. Potem z tymi fotkami ruszyłam na poszukiwanie drogerii R, bo tam można wydrukować. Potem wróciłam sprawdzić miejsce w kolejce i znowu wyruszyłam tym razem na poszukiwanie Tigera, bo Lila ma jutro urodziny koleżanki. I też udało się to załatwić. Jak doszło w końcu do mojego numerka okazało się, że coś tam się nie zgadza, ale pieczątkę mam, a resztę załatwię z domu. Męczące są takie ludzkie skupiska, ale ja tam byłam jeden dzień, a przecież ludzie tam pracują i dzień w dzień są w takim miejscu. Naprawdę podziwiam.

<><>

Odstresowująco wklejam Wam wczorajszą foteczkę z siłowni 🙂 Nowe spodenki, od przyjaciela Chińczyka 😀