Mentos-Cola Challenge Party

Zrobione! :)) Teraz tylko zebrać siły do urodzin Łucji za dwa miesiące 🙂

 

Miejscówkę mamy sprawdzoną od lat. Urodziny były podwójne, bo i Lilki i jej koleżanki Mai. Był więc przejazd po pętli rowerowej, który wygrała Łucja efektownie się na końcu wywalając. Były kiełbaski z pysznym gruzińskim pieczywem, ale dziecięce smaki zdobyły mega pianki, kupione w specjalnym sklepie z piankami. Takie wielgachne pianki podgrzewano nad ogniskiem, obkładano herbatnikiem i jedzono (geniusz przebłysku, że zgarnęłam w sklepie do koszyka MOKRE chusteczki). TORT ze zdjęciem poszedł w całości… Wrzuciłam też do piknikowego koszyka ziemniaki i jabłka i TEŻ poszły 😀

Rowery zostały ozdobione, ale NAJLEPSZĄ zabawą był Mentos-Cola Challenge, który zapewnili rodzice Mai. Kupili ZGRZEWĘ małych butelek coca-coli i mentosy (podobno wszyscy to teraz robią, ja widziałam to po raz pierwszy). No i jak te drugie wrzucisz do butelek, to robi się colo-wy gejzer, który trzeba szybko wypić 🙂 I przy okazji się pozalewać 🙂 Ale pogoda dopisała dużo bardziej niż ROK temu, więc wszystko schło błyskawicznie 🙂 Jedna z dziewczynek wykrzyknęła: TO właśnie będzie na MOICH urodzinach! :)))

 

Falstarty? Słabą tubę z konfetti w tym roku zapewniłam i błyszczące papierki zasypały ścieżkę, jak dzieciaki już ruszyły 🙂 I kubeczków było za mało. Wydawało mi się, że jest dużo więcej, podpisywałam je dzieciakom, ale i tak raz po raz ginęły i dorośli pili z tych, do których nikt się nie przyznał 🙂 Nie udało się również grupowe zdjęcie z dmuchaną cyfrą 10. Odczepiłam ją od drzewa, wszystkie dzieci miały stanąć obok siebie, ale „0” złapał tata Mai, który jest jakimś mistrzem kraft magi i różowy balon PĘKŁ… No cóż, reszta była idealna! I patent za rok do powtórki!

A to ta marnotrawcza zabawa, która okazała się być TAKA świetna!

Bałam się nawet, że drewna zabraknie, bo w tym upale paliło się błyskawicznie.