WESOŁEJ!

Zanim zaczęliśmy obchodzić Wielkanoc Słowianie świętowali Jare Gody. Też obchodzono Śmingus Dyngus, który początkowo oznaczał okładanie innych witkami oraz malowano jajka – symbol życia. Żegnano zimę i witano wiosnę. Odwiedzano groby i zaklinało się rzeczywistość o urodzaj w nadchodzącym roku. Data tego święta była jednak stała: to była równonoc wiosenna i uroczystości zaczynano od utopienia Marzenny.

Jakiej życzmy sobie Wielkanocy? Podobnej! Jajkowej, rodzinnej i chociaż trochę wspominkowej to też pełnej nadziei na kolejny sezon wegetacji.

Widziałam ostatnio klip Margaret, który strasznie mi się spodobał. Lubię ja, choć mam wrażenie, że jej młodość jest pewnym utrudnieniem w karierze. Zaszufladkowano ją jako artystkę nastolatków i nie może tego przeskoczyć. Jakby nie było w „Byle jak” jest moment odprowadzania dziecka do przedszkola. I chyba nikt tego jeszcze nie był tak prawdziwy. Pokazuje się moment odbierania, a jeśli odprowadzanie, to tylko w sytuacji, gdy dziecko jest problematyczne. A tu jest taka scenka ZWYCZAJNA. Lekko zaspany rodzic i gnające do sali dziecko. Strasznie mnie ten obrazek uderzył. To jest ta sytuacja kiedy najmocniej dociera do nas poczucie pośpiechu i upływu czasu. Świadomość, że coś nam ucieka, ale nawet nie ma jak tego zatrzymać.

Zastopujmy na Wielkanoc! Przejdźmy się poświęcić jajka, siądźmy do stołu i porozmawiajmy o rzeczach błahych. Pogapmy się na telewizję, pojedzmy ciasta i oblejmy się wodą. No i zróbmy sobie jakiegoś psikusa jutro 🙂 Świętujmy życie! :D

dzień serniczków

Szykowania, szykowania, a tu jeszcze straszy kupka z praniem…

Łucja chce na święta fryzurę z kurczakami (?) -> patrz na ćwierkaczu 😉

Jej hiacynt w stroiku okazał się być różowy co wspaniale pasuje do różowych jajek 🙂

Przegapiłam urodziny Ciasteczkowego (były w poniedziałek), ale na szczęście on już wie, że ja NIE pamiętam o takich rzeczach i wybaczył 🙂

Wieczorem mam jakieś towarzyskiego jajeczko, ale nie wiem czy uda mi się na nie dotrzeć…

Gniazdka dla Zajączka gotowe!

Śnieg?? Really?? W Wielki Czwartek??

Posiadanie zwierzęcia od maleńkości jest przyjemniejsze. Rozumiem szlachetną ideę przygarniania zwierząt po przejściach, sama takie na okrągło mam, ale pełno jest w nich zagadkowych zachowań, których można było pewnie było uniknąć. Takie wygryzanie dziur jak zostają same, upodobania smakowe, lęki… Miastra jest kotką cudowną. Ewidentnie mieszkała w domu. Uwielbia wskakiwać na szafy, siedzieć na brzegu wanny i spać z łóżku z człowiekiem. Załatwia się wyłącznie do kuwety, ale ma nieznośny nawyk rozwijania potem rolki papieru toaletowego (to cenny towar u nas). Nie jada surowego mięsa, ale parówki dzieciom ściąga z widelca. I nie ma w głowie świadomości posiadania ogona. Czasem zaczyna go ganiać, tak że trzeba ją złapać, bo może sobie w tym biegu w kółko zrobić krzywdę. Najgorzej jest jak jej się ten ogon zmoczy (a przydarza się to regularnie jak siedzi na brzegu wanny – widać tę wędkę na zdjęciach wyżej) i wtedy ogarnia ją jakieś szaleństwo pt: kto to do mnie przywiązał?? Klarens, który czasem jednak wpada i widzi jak akurat ona (babcia co by tu nie mówić) zaczyna nagle biec, patrzy na to z irytacją i pogardą. On takich zrywów nie ma. Jak przychodzi to żeby zjeść i chwilę pospać. I pozwolić sobie wyjąć jakiegoś kleszcza :/

<><>

Zaczynamy z przygotowaniami do Świąt. Mieszka do szkoły rano zapisałam i zaraz jedziemy do dziadków. Ja wracam, zabieram się za sernik i jutro z powrotem jadę do dzieci. Itd. Lekki więc bieg… Weszłam na strych rozwiesić pranie i  widzę, że zabunkrowała się tam cała trójka.

  • Co robicie??? Mieszeczku, dlaczego dziewczyny się z Tobą nie bawią klockami?
  • Bo szyją plecaki dla moich pluszaków.

🙂 Ten to się umie ustawić :0

I macie jeszcze piękną Miaustrę. Bo gdzie ludzie, tam i ona… Jeśli WSZYSCY szyją plecaki, to nawet jeśli są w najbardziej zagracanym miejscu domu, to i JA tam będę 😀

Dziś DZIEŃ ŻELKÓW (????)

A ponieważ historie lubią się powtarzać, NIE zapisałam w tym roku Mieszka do I-szej klasy… Spokojnie, mam jeszcze jeden dzień, ale uratowała mnie wychowawczyni Mieszka (esemesem wczoraj) i pani z sekretariatu z którą dziś telefonicznie rozmawiałam. Chodzi o to, że DO 31-go marca przyjmowane są wnioski o miejsca w klasach pierwszych. A DZIŚ ostatni dzień szkoły przed świętami Wielkanocnymi! Rok temu NIE zapisałam Mieszka do zerówki. Wszyscy się mnie pytali: Czy Mieszko na pewno idzie, tam gdzie miał iść, a ja wzruszałam ramionami, że oczywiście, bo to przecież nasz rejon. A okazało się, że ja muszę jeszcze wniosek złożyć i składałam go w wyznaczony JEDEN dzień sierpnia zapisów dodatkowych 🙂 Tym razem przegapiłam zapisy do klas pierwszych. Nie mogłam złożyć dziś, bo mnie nie było. Wychodziłam o szóstej rano i dopiero weszłam, więc pani w sekretariacie przyjmie ode mnie ten wniosek jutro o ósmej rano 🙂

A wychodziłam, bo w KOŃCU ruszyła ostatnia część mojego szkolenia. Zaczęłam je w październiku, całość miała się zamknąć w czterech miesiącach, ale była pewna obsuwa i ruszyło dopiero teraz. Ten ostatni etap to staż w szkołach i po prostu NIE było tych zajęć. To są dodatkowe zajęcia i szkoła wyznacza okresy, kiedy jest trochę luźniej i można je przeprowadzać. Czego dotyczą opowiem Wam później, ale potrwa to u mnie jeszcze w przyszłym tygodniu. I cieszę się, że ruszyło. Strasznie 🙂

<><>

Mam dla Was dwie fotki z mojego i Łucji wyjścia na robienie ozdób na stół Wielkanocny. To było ze dwa tygodnie temu, ale skoro są są fotki to wkleję! 🙂

Taniec nitka (do zębów)

Jeden znajomy, który ma siłownię, namawiał mnie, żebym wpadła. I mówię, że ja to lubię zajęcia grupowe, a u niego wszystkie są wieczorem, a ja wieczorem nie bardzo mogę. A on mi na to, że czasem mi się przecież udaje… Więc uległam mówiąc: Dobrze, spróbuję, ale ja nie jestem perspektywiczny klient. I na dodatek moja sportowa karta wygasa pod koniec marca i nigdzie nie będę chodziła… Poszłam na zajęcia z crossa („Spodoba Ci się mój instruktor”) i rzeczywiście było nieźle. A instruktor to było ciacho jak z Shape 🙂 Blondyn, podobny trochę do Mieszeczka, ładny, proporcjonalny i zadbany. I pyta się nas w którymś momencie: Wiecie do której otwarty jest Kerfur? Tam jest pizzeria i przyjmują zamówienia na kwadrans przed zamknięciem. Pizzę bym zjadł. Całą. Taką dużą 🙂 I strasznie to było urocze 🙂 Babki rozmawiały na zajęciach o diecie bezcukrowej, a on przywalił z tą pizzą. Ale w takim ciele spalanie to sekunda 😀

<><>

Liliana jest mistrzynią Floss Dance. To taki taniec, który wychodzi dobrze, tylko u tych, którzy NIE posiadają bioder. Floss Dance, Backpad Kid Dance czy Swish Swish Dance to coś co wymyślił jeden 15-latek, którego wynalazła Kate Perry i na jej koncercie TO on był gwiazdą 🙂 Plecak dodał, bo uznał, że tak będzie wyglądał bardziej COOL 🙂 Niżej macie cały filmik O NIM (tu macie fragment tego wystepu), a jak uda mi się nakręcić Lilianę to dla porównania Wam ją pokażę 🙂

Zającownia

Stroiczki, palmy, nowy obrus… ale przecież Wielkanoc to też Zajączek! Na szczęście ponieważ jest DROBNY… prezenty, które podrzuca rozsypując po drodze czekoladowe jajka, TEŻ są DROBNE. To nie grubaśny Mikołaj z wielkim magicznym worem, a mały, zaganiany futrzak. Będzie więc po książeczce. Mam nadzieję, że dotrą na czas. Mieszko dostanie również jakieś mini-figsy, a panny po ozdobnym grzebieniu do włosów. Jedna pin-upowa znajoma takie robi i jeśli uda mi się z dziewczynami w tym tygodniu spotkać, to będę miała treść do gniazdek!

Książki są cztery. Góra Trzech Grot jest dla Mieszka (on dużo czyta, chyba nawet więcej niż Liliana). Górę wyczaiłam je kiedyś na targach i czekała na swoją chwilę. To książka o niebezpiecznej wyprawie małych dzieci 🙂 Dwór II to druga część książki, na którą czekała Łucja. Mroczne umysły też będzie dla niej. To fantastyka, chyba w klimacie „Igrzysk śmierci”, ale z nastolatką w roli głównej. Lilka dostanie Pożeraczy książek, czyli coś na co polowałam od dawna, ale ciągle było w księgarniach niedostępne.

<><>

Mam również dla Was mały before&after. Nowe pudło na klocki Mieszka. Wiem, że być może prościej było by się pozbyć części klocków, ale zakładam, że za dwa lata Mieszko z nich po prostu wyrośnie i wtedy pozbędziemy się całości. Było ich tak dużo, że nie mieściły się w pudle i nawet jak je zbierałam to i tak wszędzie były jakieś jeszcze. Teraz MAMY tak duże pudełko, że NAWET jest miejsce na KOLEJNE KLOCKI!!! :000

2 SEE

  • Lubię algebrę i geometrię..
  • Cóż z tego, skoro tańczyć Pan nie potrafi!

Byłam wczoraj na wybitnym filmie. Kolorowe Pończochy z 1960 roku. Dwie nowele o dwójce różnych dzieci. Pierwszy film w dziejach kinomatografii, na długo przed „Sprawą Kramerów”, pokazujący świat z perspektywy dziecka. Reżyser Janusz Nasfeter, to człowiek, który odkrył Olbrychskiego, Polę Raksę i całą masę polskich aktorów. Na sali była jego wnuczka i jak tak rozmawialiśmy po filmie, o filmie, to jej koleżanka powiedziała: Miałam nie mówić, ale powiem! 🙂 No i prowadząca spotkanie zapytała ją: Jakim dziadkiem był Janusz Nasfeter? I ona odpowiedziała: Wspaniałym.

Jedna osoba na sali powiedziała: To powinien być obowiązkowy film we wszystkich szkołach. I ja też tak myślę. Dzieci, które wzięły udział w tym pokazie były poproszone na fotele na scenę i miały opowiedzieć o swoich wrażeniach. I jedna dziewczynka powiedziała: Większość dorosłych, chociaż nie moi rodzice, mówi: Ja w Twoim wieku tego nie miałem. Po co Ci to?!

To nie jest tak, że żyjemy w świecie gadżetów – gadżety były zawsze. W czasach filmu był to papier w groszki do obkładania zeszytów, za moich czasów pachnąca chińska gumka i kolorowe chusteczki, a obecnie komórka. I brak gadżetów niezależnie od epoki stawia Cie poza nawiasem. Btw. męczyłam wczoraj Jerzego o czym marzył jak chodził do szkoły i najpierw powiedział rower, ale upierałam, że chodzi o jakiś gadżet szkolny i wtedy przypomniało mu się, że marzył o długopisie TRZYKOLOROWYM :)Takim czarno-niebiesko-czerwonym 🙂

<><>

Wiosennie dziś bardzo! Lubię taką słoneczną i rześką Palmową 🙂

Ach, znowu mam jeże. Od tygodnia ktoś wyczyszczał do końca kocie miski przed domem. Wystawiam je dla Klarensa, bo chociaż nasza relacja przypomina tę do podmiotu lirycznego z piosenki Bajmu (pojawiasz się i znikasz), to lubię myśleć, że ten mój „Józek” nie jest głodny. Ale on gardzi tą nocną karmą, stołuje się gdzieś na polach i raz jak zwymiotował to miał w żołądku rzeczy dziwne :/ Nieważne. Ktoś wyżerał wszystko z misek od tygodnia. I wczoraj jak podjechałam to pod drzwiami się kłębiło. Patrzę co to, a tam w te śniegi obok uciekają jeże :))

Jutro śpimy krócej!

Dzisiaj w nocy zmiana czasu. Cieszę się, że jest. Lubię dodatkową godzinę snu w zimie, a jak zaczyna się wiosna to człowiek i tak wstaje wcześniej. Dzieci mi przyłażą do łóżka o szóstej, a tak to już będzie siódma i będzie można zaczynać poranny bieg.

Słuchałam w radiu wywiadu z fizjoterapeutą, który radził, by przede wszystkim zacząć się kłaść spać o kwadrans wcześniej i dzień zaczynać od aktywności na świeżym powietrzu. Czyli do szkoły rano będziemy CHODZILI, dziś rano się przebiegłam, a na jutro umówiłam ze znajomą na spacer z jej psem. I SIĘ przestawię 🙂

 

Zaczynam kolejny weekend solo. Po południu idę na pewien filmowy pokaz a jutro chcę kupić nowy kubeł dla Mieszka na jego klocki. Powiem Wam, że nieźle się sklepy bronią przed tymi wolnymi niedzielami. Mam wrażenie, że wszyscy zaczęli przyjmować zasadę, że po prostu NIE BĘDĘ chodził w niedziele do sklepu, to nie będę musiał sobie zawracać głowy tym, które są wolne, a które nie. Lecz sklepy przygotowały takie promocje  i okazje na ten weekend, że miałam iść wczoraj, ale w tej sytuacji pójdę jutro.

Natomiast Mieszko miał rano TURNIEJ karate. Nie tylko ćwiczy i zdobywa kolejne pasy, lecz-ponieważ jest TEŻ członkiem stowarzyszenia karateków (musieliśmy opłacić roczną składkę członkowską :0) MUSI również brać udział w turniejach. I dziś rano tak właśnie było 🙂

Piankowy test

W latach ’60 w Stanach przeprowadzono fajny eksperyment. Nazywał się on Test Marshmallow, od nazwy amerykańskiego przysmaku, czyli pianek… Przed grupą 4-latków położono na talerzyku piankę. Jeśli wytrzymały 15 minut otrzymywały DRUGĄ piankę. Dzieci miały też guzik, który miały nacisnąć, gdyby uznały, że NIE będą czekać. Po czym pilnująca dzieci osoba wychodziła z sali. Niektóre dzieci zjadały, inne nie, niektóre oblizywały, albo obgryzały. Jeden chłopiec, w roku gdy zmieniono pianki na Oreo, rozłożył je na pół wylizał krem i złożył z powrotem.

By uzyskać mówiące COKOLWIEK wyniki wrócono do tej młodzieży po 10 latach, i po kolejnych 10-ciu, uruchamiając po drodze kolejne edycje eksperymentu. I okazało się, że dzieci, które miały wysoki poziom samokontroli i nie zjadły PIANEK, osiągnęły w życiu sukces. Obama uwielbiał się chwalić, że przeszedł test Marshmallow! Btw. to ciekawe, bo on był w jednej z pierwszej testowanych grup.

Łucja by przeszła 🙂 Ona jest taki łakomczuch, że wizja otrzymania DRUGIEJ PIANKI by wygrała. Lila myślę, że też, bo ona lubi być obiektem eksperymentów, chociaż na etapie lat 4-ech miała problemy ze słuchem i nie wiadomo czy by usłyszała zasady… Mieszkowi, by test był miarodajny należałoby położyć na stoliku kabanosa a nie piankę 🙂 I wtedy nie wiem 🙂

 

Opowiedziałam dzieciom o tym teście i Liliana to spuentowała, że jej wychowawca by NIE przeszedł, bo nie chciał czekać na koniec lekcji, aż rozda cukierki 🙂

A oto jak się zabawiają dzieci genialne… Ja pilnowałam na górze Łucji (matma), a maluchy w tym czasie przywiązały gumę do ćwiczeń i zrobiły z niej procę. Po czym się wystrzeliwały…

<><>

Ale żeby nie było, że narzekam, to też je pochwalę. Poszłam wieczorem na siłownię. Nie byłam rano, bo coś szwankowała terma i zanim ją rozgryzłam to już było po zajęciach. Zapisałam się na wieczór (grupy wieczorne są oblegane i trzeba się zapisywać) i plan dnia układałam już uwzględniając krótkie wyjście około 19-stej. Ale na e-dzienniku przyszło przypomnienie, że Liliana ma w piątek sprawdzian z historii. Mówię więc do Łucji: Łucz, weź JĄ przepytaj z tych tematów i dat, które dostałam od nauczycielki. Po czym wieczorem jak już wróciłam, zapytałam Lilki myjąc je włosy: Powtórzyłście może tę historię? Wiesz coś, czy tak średnio? A Lilka mi odpowiedziała: Dostałam 15 punktów na 18, więc może być. Zapaliła się mi lampka: o co chodzi, bo przecież jeszcze NIC nie napisała, ale się nie zapytałam…

A później jak zeszłam na dół odkryłam, że Łucja ZROBIŁA jej sprawdzian!



zaległe na zaś

  • Zamówiłam do Ciebie nakrętki na wentyle. Z Chin.
  • Ale dlaczego do mnie?
  • Bo ja nie mam przesyłek z listopada, a potrzebne mi są na kwiecień na urodziny Lilki.
  • Będę musiał coś zapłacić?
  • Nie. Ale musisz zaglądać do skrzynki, bo tego trochę będzie i żeby listonosz nie wrzucał Ci awizo, bo mu się nie zmieściło.
  • Ile będzie?
  • Osiem paczuszek. Nie… Dziewięć.

No i są. Te przesyłki chodzą do mnie specyficzne, więc zamówiłam do Jerzego, zresztą na urodziny Łucji też idą już NIE na nasz adres. Adresat mógł sobie wybrać (za pośrednictwo) nakrętki za przysługę. Do swojego roweru. I czekamy dalej! Będą jeszcze rakiety, granaty i takie nakrętki, które świecą przy obrotach kół. To będą prezenty dla gości na rowerowe party! 🙂

<><>

Pochwalę się Wam Łucją. Przyniósł wczoraj listonosz spora przesyłkę dla panny. Z sanatorium. Pomyślałam, że to może jakieś dokumenty, albo zapomniała czegoś zabrać i dosłali. Położyłam na schodach i jak panna przyszła krzyknęłam do niej:

  • Jakąś paczkę dostałaś z sanatorium! Leży na schodach.

Ona ją chwyciła, przybiegła i mówi:

  • Ja chyba wiem co to jest! Wiedziałam, że wygram, ale bałam się, że nagrody są tylko dla tych, którzy są w ośrodku!

Bo okazało się, że panna wzięła udział w konkursie ortograficznym i zdobyła drugie miejsce! 🙂 I nic nie mówiła! A pocztą przysłali dyplom i nagrody. Książkę, pióro i zestaw słodyczy. Super 🙂

<>

Natomiast Mieszkowi dziś wypadł ząb rano na parówce (???). I tłumaczę, że za jednego zęba na pewno klocków nie ma. Ale on jednak swoje wie… Bo Zębuszka lubi zdrowe zęby, a on takie ma i z pewnością dostanie przynajmniej minifigsy… I co tu z takim mądralą zrobić?? 🙂 Niżej z wczoraj NASZE, jeszcze z ZĘBEM…