Bratek

<>

Miałam kiedyś znajomą, która zawsze mi się przypomina przy porządkach (okna zrobione! – wszystkie oprócz jednego, które jest zasłonięte i myję je raz na dwa lata… wydaje mi się, że rok temu myłam :/).

Panna była niesamowita. W czasach zanim weszliśmy do Unii, przed epoką erasmusów i sokratesów załatwiła sobie staż/wymianę studencką do Niemiec. I pewnego razu, niedużą ekipą do niej pojechaliśmy. Miała duży pokój w akademiku i waletowaliśmy na materacach na podłodze. Pokój miała od niedawna, bo przeniosła się z mniejszego. Po prostu był jeden pokój przeznaczony dla osoby niepełnosprawnej, której na tamtej uczelni nie było, a pokój był 2x większy i z 2xwiększą łazienką. Więc dziewczyna załatwiła sobie przeniesienie. I szliśmy przez most do Polski (z Frankfurtu do Słubic) kupić jakieś środki czystości, bo planowała to lokum dokładnie wyszorować. Weszłyśmy do sklepu z artykułami czystości i ona mówi: Wiesz, chcę taki w mleczku, bo takie lubię najbardziej. Może brzmi to głupio, ale to zdanie mnie zszokowało. Nie miałam wtedy, chociaż byłam od niej starsza, żadnych oczekiwań co do środków czystości. To był okres, kiedy Krzycho odkrył Makro i miałyśmy z Lutką w naszych domach, tyle środków czystości, że mogłybyśmy prowadzić hotel. Ale nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, czy proszek jest lepszy od mleczka. Czy żele są lepsze od pianek. Nie nabijam się teraz, po prostu oszołomiło mnie doskonałe ogarnianie rzeczywistości.  Zresztą ostatni raz jak mi mignęła gdzieś była radną w dość elitarnym ośrodku miejskim, czyli perfekcjonizm zaprowadził ją daleko.

Przy porządkach, przy myciu okien przypomnę więc Wam tylko, że mamy takie cuda, jak magiczne ściereczki do mycia okien i gdyby jakimś cudem ktoś ich nie znał, to czas najwyższy :))