sekcja instrumentów klawiszowych pod kierownictwem

  • Panie Norbercie… Ja TAK się ubrałam, bo jeśli Łucja się zestresuje to zrobię coś głupiego, żeby odciągnąć od niej uwagę publiczności.
  • Dobrze. To jakby co ja się dołączę do Pani.
  • To jesteśmy umówieni!

🙂 Cudowny jest nauczyciel pianina Łucji. Ze wszystkich swoich uczniów wybrał dwójkę, w tym Łucję, by prezentowała się (go) się na corocznym konkursie GOK-owych talentów. Impreza zawsze odbywała się w czerwcu, ale maj i czerwiec to zielone szkoły, majówki i weekendowe wypady, więc szefostwo GOK-ów ustaliło, że przenosimy imprezę na kwiecień.

NERW był. Panna zabrała się za ćwiczenie „Małego Chińczyka” dopiero dziś rano i idealnie nie było. Miałyśmy za to IDEALNĄ fryzurę, którą panna podpatrzyła jeszcze w sanatorium u starszych dziewczyn. Używa się do tego specjalnych gąbeczek i powstają takie „uszka”. Sukienkę wynalazła w mojej szafie (to będzie już chyba coraz częściej), a ja wpięłam sobie we włosy JEJ kwiat od Zajączka (liczyłam na to, że będę go sobie pożyczać) 🙂

I to już WYSTĘP. Najpierw siedziałyśmy na widowni, a potem panna wyszła, żeby BOCZNYMI drzwiami wejść na scenę!

<><>

A wieczorem po raz pierwszy w tym roku zrobiłam grilla (taka weekendowa kontynuacja jedzenia węgla, bo wczoraj było ZA mało 😉 Same standardy: kiełbaska, karkówka, sałatka, banany i ziemniaki. HA! Mam też ogrodową girlandę ze Stonki, która jest fantastyczna 🙂

Btw. To białe to nie śmieci, tylko sypiąca się magnolia. Ziemniaki wrzucamy do popiołu na koniec i takie właśnie Łucja lubi najbardziej.