a na wymianę opon wcisnęłam sie na czwartek!

Dawno temu pojechaliśmy z rodzicami na piknik pod lasem. Rzecz miała miejsce w jednym z KRS-ów na wschodzie i były to lata ’80. W Polsce panowała wtedy epoka kolorowego plastiku (happy plastic) i na tych kolorowych dobrach rodzice wraz ze znajomi powykładali pomidorki z cebulą, kiszone ogórki, chlebek i sałatki. Wszystko stało na stolikach turystycznych, a na ziemi dochodziły aromatyczne szaszłyki. Miejscowi przyglądali się temu z pewnej odległości, a w pewnym momencie RUSZYLI… Ile to kosztuje?!? 🙂

Lutka uwielbiała tę historię, a i ja TAKĄ w sobotę miałam. Pojechałam z dzieciakami rano przygotowywać imprezę. Wchodzimy na polanę z paleniskami a tam syf. No tak. W piątki gimnazja kończyły egzaminy i gdzieś ta młodzież musiała balować. Szkło, folie, plastiki, opakowania. Potłuczone, pogniecione i rozciągnięte. Na środku polany stało auto sprzątające i kręciło się trzech gości. Mówię do nich: My zajmiemy ten stolik i tak NIE naśmiecimy. Oni na to, żebym wzięła inny, bo tam dużo potłuczonych butelek, ale odparłam, że my to sobie posprzątamy.

Jak godzinę później pojawili się pierwsi goście było już IDEALNIE. W którymś momencie na parkowych alejkach pojawili się spacerowicze. I szła taka grupa seniorek… Przeszła pod chorągiewkami i siadła przy jednym ze stolików na polanie. Mama Mai pyta mnie: To do nas? Ja mówię: Nie zapraszałam, a sekundę później jedna tych pań do nas podeszła. „Czy mamy może kawę do sprzedania?” Nie miałyśmy 🙂 Czego, jak czego, ale kawy nie miałyśmy 🙂

Btw. słyszałam dziś w radiu, że jeden 10-latek w Australii pojechał na wagary na Bali. Bilet kupił przez net, płacąc kartą kredytową ojca, a namierzono go jak się zameldował hotelu 🙂 No cóż, nasza młodzież nie ma takich możliwości, więc trzeba im wybaczyć to dewastacyjne balowanie po egzaminach 🙂

<><>

tulipany! Wsadziłam je późnym latem i wyrosły! Nie wiem skąd ten czerwony, musiała się jakaś kukułcza cebulka zaplątać w opakowaniach, ale też jest piękny! 🙂