Sraków

Mam takiego znajomego, z którym chodziłam do szkoły średniej. Gość ma oczywiście tyle lat co ja, zamieszkał w Krakowie i jest sam. Ma pewne tytuły mistrzowskie w którejś tam rowerowej dyscyplinie, jest dość przystojny, hetero, ale skoro po 40-sce jest wolny, pewnie już tak zostanie. I otóż napisał kilka dni temu: Skończył się czas nocnych wypraw, spotkań najfajniejszych singli i niezapomnianych rajdów. Nastał koszmarny Sraków.

O co mu chodziło? Ano oto co pewnie sami widzicie. Chodniki od prawa do lewej opanowali wiosenni rowerzyści. Na ogół całymi rodzinami, usprzętowieni w absolutnie wszystko i zalewający każdy skrawek przestrzeni. I chociaż jestem w tej grupie stonkowej to rozumiem o co mu chodzi. Skarpy były ich a przestrzeń należała do zawodowców. Nie straszny był im mróz, lód czy błoto… Natomiast teraz rozpoczął się sezon na dominującą amatorszczyznę. Gdzie ci wszyscy ludzie byli całą zimę??

No cóż, dla mnie pierwsze ciepłe dni to zawsze gil. Rozbieram się, obnażam szyję i jak dmuchnie, to gnębi mnie chrypa 🙂 Minie! Poranek rozpoczęłam od przebieżki, a teraz szaleję w szafach (dalej). Przełożyłam dzieciom już t-shirty i cienkie leginsy a pochowałam ocieplane spodnie, swetry i grube rajstopy. Te T-shirty kupowałam jak gdzieś utrafiłam (na wyprzedażach ubiegłorocznych po lecie, i w tym roku po zimie) i MAJĄ. I naprawdę fajne. Jak zaczęły je wczoraj przeglądać to były zachwycone. Spokojnie lato możemy witać – mamy w czym. I ruszam teraz z MOJĄ garderobą. A jak starczy mi energii to może nawet okna umyję*. A, co! 🙂

*na dole