Kolaż w ujęciach trzech: gorąc, placek i przeznaczenie nieuniknione, czyli okna…

Ta pogoda to jakiś koszmar. Dziś segregowałam skarpetki/majtki (kupka wypranych rośnie i rośnie, i raz w tygodniu rozdzielam i paruję) i w zestawie miałam grube rajstopy :0 A dziś wszyscy przynajmniej z gołymi rękami…

Miałam kiedyś znajomego, którego już przypominałam, ale zawsze przy takiej pogodzie przypomina mi się na nowo. On był z ciepłego klimatu, ale mieszkaliśmy wtedy oboje w klimacie zimnym. I on zawsze mówił, że najgorsze są pierwsze dwa tygodnie nad morzem jak wraca do domu. Bo jest mu za gorąco, a po tych 14 dniach już się przyzwyczaja… I jak wtedy sobie myślałam, że jak wspaniale być takim szczęśliwym człowiekiem, który nad ciepłym morzem jest dłużej niż dwa tygodnie. Musimy więc te nasze środkowo europejskie tropiki wytrzymać przez dwa tygodnie. Potem przywykniemy 🙂

A za dwa tygodnie urodziny Liliany. Wczoraj wyszła jakaś słaba akcja z zaproszeniami, bo nie została zaproszona jedna dziewczynka, której już obiecywały, że będzie. To nie był pomysł Liliany, ale ja Lilianie zrobiłam suszenie głowy o to i okazało się, że mama Mai też córce zrobiła o to dym. A jak się zdzwoniłyśmy to okazało się, że OBIE uważamy, że panny powinny zaprosić CAŁĄ klasę. Dziś rano robiły więc zaproszenia, całkiem im się ten pomysł spodobał i nawet przygotowały ZAPROSZENIE dla wychowawcy 🙂 Jak na wesele. WSZYSTKICH 🙂

W tym roku mama Mai ogarnia tort, a ja kiełbaski (odwrotnie niż rok temu). Odkryłam też dziś, że w pobliżu powstała gruzińska piekarnia z takim kamiennym piecem w ziemi, w którym pieką chaczapuri i takie właśnie placki do tych kiełbasek będą 🙂

<><>

  • Łucja, dlaczego ściągasz opaskę? Będzie lepiej Ci na pianinie, jak Ci włosy nie będą spadać.
  • Nie widzisz, że tam jest Maciek???
  • Widzę, no i?
  • A ja w opasce?? Ty możesz sobie chodzić, ale moje życie towarzyskie dopiero się zaczyna!