O puchar! Za puchar!

Podczas kiedy ja szalałam z miotełką do kurzu, wydarzyło się coś ważnego! Otóż, Mieszko zdobył trzecie miejsce w turnieju karate! To bardzo ważne i wspaniale, że ma swój pierwszy puchar. I nie chodzi o to, że on ma zostać karateką/walczyć kłem narwala 😉 ale to go wspaniale zmotywuje do dalszych ćwiczeń. Bo jednak jest to TYP NERDA i mając do wybór jakąkolwiek aktywność fizyczną i grę na telefonie – zawsze wybierze to drugie! Widać to na zdjęciach, że jego klata to taka jednak naukowa… Inni chłopcy są tacy „nabici”, masywni, sporo było takich, którzy ćwiczą też inne rzeczy: judo, akrobatykę czy piłkę nożną. A ta nasza klata to taka… kogucia… Dumni jednak jesteśmy wszyscy bardzo! 🙂

Zamyślona refleksja z pucharem na hamaku u taty 🙂

<>

  • Wiesz mamo, i był tam taki chłopak…
  • Na turnieju, Łucja? Też przyszedł ze swoim zasmarkanym rodzeństwem?
  • Nie. On był zawodnikiem. I cały czas się na mnie patrzył. Tylko, że miał zielony pas.
  • Zrobił taki karate ruch- kat połączony z serduszkiem z palców?

I zademonstrowałam. A córka zrobiła sobie taki daszek z dłoni nad brwiami i pokręciła głową (to oznaczało zażenowanie). I mrucząc: mamooo wyszła z kuchni :))