Przypływ unosi wszystkie łódki

„Swamp Thing”- może być. ALE->>>Powiem Wam, że narzekałam, na „Mroczne Materie”, ale to bardzo fajny serial! Niestety pierwsze odcinki były dość zawiłe dla dzieci, za to od 4-go robi się nieźle!

Zapomnijcie o wczorajszej INWOKACJI o Pochwale Bałaganu… Chaos to samo zło, wymyka się spod kontroli, narasta i pogrąża nas w bezradności. Strasznie miałam zapchany ten wczorajszy dzień. Rano wyprawiłam Łucję, 45 minut później Mieszka, a potem poszłam na długi spacer z Bibką. Wróciłam i pojechałam załatwić dwie sprawy (zamówić szczepionkę na odczulanie, do końca tygodnia mają dostarczyć oraz wpaść do budowlanego po pistolet do kołków). Po drodze w cukierni kupiłam drożdżówki dla Lilki. Wróciłam i wyprawiłam ją do szkoły.

Chwilę później była Łucja i jak wiecie, pojechałyśmy po zakupy. Chciałam również kupić jej kurtkę ZA PUPĘ, ale chociaż było dużo fajnych, usłyszałam, że jeśli ZMUSZĘ ją do noszenia CZEGOŚ takiego, to będzie zrywała się z ostatniej lekcji, żeby NIKT z klasy jej nie widział. Ech, no nie będę jej zmuszać… Lecz ponieważ pojechałyśmy do outletu (daleko) to, żeby wyjazd się NIE zmarnował kupiłam sobie Sylwestrowe majtki!!! W korony, oraz w kieliszki szampana. Wróciłyśmy do domu, wyłożyłam je na stół i pomyślałam, że nie są złe… Był czas na obiad -było późno, więc zarządziłam, że robimy dzień pizzy… Sasza w pizzerii się pomylił. Zapakował pizzę w kartony i chyba dał nam NIE nasz zestaw. Zamiast margherity i pepperoni dał nam hawajską i capriciosę. Łucja, gdy to odkryłyśmy w domu, powiedziała: NIE jestem głodna, a maluchy rozbabrały te dwie. Dwie na dwoje to było trochę za dużo, więc zostawili brzegi i +/-2 kawałki… Na pocieszenie zrobiłam Łucji naleśniki. Taka ciekawa sprawa, bo okazało się, że nie mam mleka, wiec użyłam kokosowego (my mamy dużo tych wegańskich mlek, bo robimy sobie koktajle na dobranoc) i to było bardzo dobre! A potem spojrzałam na wielką górę prasowania na fotelu i pomyślałam, że zobaczę co tam na HBO, bo może coś NAM włączę i tę górę w ramach filmowego-rodzinnego wieczorka przerobię. Wcześniej tylko wypadało by odkurzyć, bo osamotniony przez dzień cały Bibek porwał polano i zrobił z tego setki zapałek porozrzucanych WSZĘDZIE…

W tym momencie rozległ się hałas w pomieszczeniu gospodarczym… Lilka zbiegła z góry i zajrzałyśmy tam razem. WIESZAK runął. Wiedziałam, że to nastąpi i go podniosłam. I przytuliłam. I strasznie się z tego Lilką śmiałyśmy. WTEM ktoś zapukał do drzwi. Pies szczekał wokół własnej osi (fajni Ci ludzie, fajnie się bawią, ale o to idą kolejni i będzie jeszcze fajniej), ja przekazałam LILCE wieszak do przytulania i otworzyłam drzwi…

  • Szczęść Boże.
  • Szczęść Boże… My zupełnie jesteśmy na księdza nieprzygotowani! Ja miałam sprawdzić na stronie parafii, kiedy mamy kolędę, ale zapomniałam. BIBI!!!! ZOSTAW!!!
  • Nie szkodzi. Po prostu się pomodlimy.

I zrobił krok do przodu. I wtedy zobaczył… Majtki z kieliszkami szampana poukładane na stole, kartony z rozbebeszoną pizzą, patelnię po naleśnikach i miseczki po owocach, które wkładane były do tych naleśników, górę prania wyrastającą ponad fotel i Lilkę trzymającą wieszak. Plus walczył z Bibi, która uznała, że TEN strój jest DOSKONAŁY.

  • Wie Pani, co? To ja przyjdę innym razem. Proszę zadzwonić gdy będą Państwo gotowi.
  • BARDZO dziękuję! Zadzwonimy w przyszłym tygodniu.

<><>

Za to MAM wiszące lustro! 🙂 Btw. lustro stało do tej pory oparte o ścianę i co chwila KOT właził ZA lustro. Wtedy Bibi skakała za nim i lustro w OSTATNIEJ chwili było łapane. To też MIŁE, że już WISI 🙂

Tu widać powitanie Lilki z Bibką
Tu babski selfiaaczek z Miaustrą
A tu scenka KARMIENIA. Dziś już mamy błysk! 😀

I (TADAAM!) paten z wieszakiem -> prowizorka Nr 2. Adam Słodowy skinął by szacunkiem z głową. NA SZNUREK przywiązałam go do haczyka – ściany! Mówią, że prowizorka jest wieczna i bardzo o to proszę! 🙂