Badania pokazują, że dzieci potrzebują rodzin, żeby rozkwitnąć.

-„Droga do domu”, dokument na HBO

Zanim przejdziemy do jutrzejszych i pojutrzejrzych życzeń świątecznych, mam moralizatorski sucharek… Wczoraj wywiozłam dzieci do dziadków i ruszyłam z kopyta z szykowaniem domu, a wieczorem włączyłam sobie do prasowania dokument. To sześć historii dzieci (szczerze mówiąc, po trzech pierwszych miałam ochotę to wyłączyć, ale dwie ostatnie były wspaniałe), którym udało się wyrwać z makabrycznej machiny sierocińców. Bo aż 8 milionów dzieci na świecie mieszka w takich właśnie miejscach, a co jeszcze bardziej szokujące: większość z nich ma rodziców. Ale nie o tym miało być. Zadzwoniła do mnie również znajoma, która rozstała się z mężem. I jeśli powodem rozstania jest potrzeba bycia kochaną mocniej albo przeświadczenie, że zasługuje się na więcej, to jest to całkowity bezsens. Nic lepszego się NIE wydarzy, a psychologiczny bzdet, że musimy walczyć o to WŁASNE szczęście, zrobił więcej szkody rodzinom niż cokolwiek innego. To nie jest, że po rozstaniu dostajemy nową szansę, bo oznacza ono wyłącznie to, że musimy zacząć od nowa. Z drugiej strony, nawet jeżeli czeka na nas książę, to jest równie poharatany przez życie jak my i w nowy związek wejdzie zachowując bezpieczną odległość chroniącą go przed kolejnym zranieniem. Drugi raz, szczególnie gdy są dzieci, nie uda się zrobić TEGO co już mieliśmy, tym bardziej, jeśli zakładamy, że musi to być w LEPSZEJ wersji.

<>

Tymczasem DOM z grubsza ogarnięty! Pamiętacie, że latem byliśmy w Bieszczadach? I wracając zajrzeliśmy do Muzeum Bombek? Pokażę Wam co WTEDY doszło! Bratki, które wybrała sobie Lila, piernik i szyszkę, które spodobały się Łucji i wóz z donatami, który chyba siostry wybrały Mieszkowi… Ja chciałam tego królika z zegarkiem w stylu Lewis Carroll 🙂 Kto wybrał kule, nie pamiętam! I choinka ozdobiona stoi!

Choinka w perspektywie. Na planie pierwszym Bibek pożerający Nietoperza Nikodema. Wyjątkowo trwałe te stono-we maskotki.
Królik w szuwarach, czyli nowe bombki już wiszą!

Starłam kurze i zastawiłam resztki wolnej przestrzeni gromadzonymi przez lata figurkami :DD

Widzicie, że mam buteleczkę na wodę święconą z Watykanu? Co przypomina mi, że muszę zadzwonić w sprawie wizyty „po kolędzie”… Świąteczną ozdobą jest też zrobiony przez Mieszka ludzik z klocków w ZIMOWYM kamuflażu.
Na tle lasu w słoiku, który o dziwo, cały czas żyje, jedzie świąteczny pociąg!
A tu coś co kupiłyśmy sobie z Łucją w Rzymie. To był specjalny sklep otwierany w listopadzie i czynny do końca grudnia. Mr.Christmas. Wybrałyśmy wzór (wianuszek), ilość postaci (dwie), rodzaj postaci (gladiatorów) i poprosiłyśmy, żeby je nam podpisano!

<>><<>

Siedziałam z Lutką w kuchni dziadków i rozmawiałyśmy. Muszę ją ze sobą wszędzie zabierać, bo się boję o choinkę…. Bibek sprawdzał zawartość kocich misek.

  • Nie jest grzeczny ten Twój pies.
  • Dlaczego?
  • Bo jak byłam u Was we wtorek, gdy Ciebie nie było, to mnie atakował. Gryzł i wskakiwał, gdy chciałam pójść do dużego pokoju do dzieci.
  • Hmmm… Ona chyba tak ich pilnuje. Jeden gość na spacerze, on opowiadał o swoim psie, mówił, że suki tak mają. Że pilnują swojego stada. Może ona chciała zaznaczyć, że tu możesz być, ale oni są moi. Porozmawiam z dziećmi, żeby ją trzymały gdy mnie nie ma.