21-szy

Niewyobrażalnie szybko gna ten grudzień. Dziś zapakowałam kilka prezentów, kupiłam światełka (nie wieszam, ale za rok JUŻ mam i NIE muszę o tym pamiętać), wpadłam na siłownię (miałam cichą nadzieję, że jestem w formie git, ale razem ze mną była dziewczyna, która podciągała się na drążku zawieszonym pół metra nad jej głową!) i po dodaniu codziennych atrakcji czasu już nie było na NIC. Mogę Wam wrzucić podsumowanie adwentówek, bo teraz już lecą same powtórki. Największym hitem były cztery flamastry (kawaii brush pen), które malują jak pędzelek (pisak jest taki… pędzelkowo-rozgałęziony). Kupuje się je na sztuki, w konkretnych kolorach, i zdecydowanie dokupię kolejne (może nawet już teraz, żeby mieć fanty od Zębuszki, a nie dopiero za rok). Bardzo dużo radości sprawił Łucji nowy cyrkiel (we wrześniu dostała taki jaki był w papierniczym, a ten przyjechał z Chin i jest po prostu ładny). No a Mieszko nie rozstaje się z gwizdkiem. Gwizdek jest banalny, najtańszy jaki był w sklepie, a okazało się, że baaardzo był potrzebny 🙂

>><<

Macie dialog z Lucifera. Bardzo przyjemny serial. Policjanci, rozwiązywanie spraw i nieoczekiwany pomocnik, nie zawsze o czystych intencjach. Sytuacja jest taka: ekskluzywne party, Lucyfer (diabeł w skórze Adonisa) i policjantka, której ten pożyczył sukienkę. Sukienka wyzywająca, czerwona, i dziewczyna się pyta:

  • Skąd masz tę sukienkę?
  • Znajoma ją zostawiła.
  • A co miała na sobie, gdy wychodziła?
  • Uśmiech.

🙂

Jemioła? – JEST!

  • Nie, nie, nie. Pan mi jakąś mniejszą znajdzie!
  • Ale jemioła musi być duża!
  • Kiedy jak ja taką wielką na lampie zawieszę, to mi lampa spadnie.
  • Przy drzwiach proszę wieszać, to jak jakiś chłop do południa się nawinie to zawsze można pocałować.
  • To chyba listonosz…

Btw. listonosz to łatwy cel, bo nosi okulary, które ciągle zaparowują i bez problemu można wykorzystać sytuację…

  • Listonosz, kominiarz… Wszystko jedno kto, jak to mówią, kobieta musi być zawsze gotowa!
  •  Aha.

🙂

<><>

Wrzucę Wam jeszcze ciasteczka, które są naszym hitem tej jesienio-zimy. Czasem powstają w mini-papilotkach, a czasem robię w foremce. Wtedy jest szybciej. Kruche ciasto, gdzie jest tylko masło, mąka, kilka kropli adwokatu, cukier i żółtko (czasem tłuszcz jest pół-na pół z białą czekoladą i wtedy bez cukru) i na to leci budyń, którym polewam upieczone ciasto. Na ogół śmietankowy, ale czasem też malinowy. Posypuję pokruszonymi w moździerzu herbatnikami. Poziom trudności 0, czas wykonania naprawdę kwadrans i jedzą. Nazywamy je budyniaczki i zjadamy dopóki budyń jest ciepły.

Kolejny punkt świątecznego programu gotowy!

Tegoroczna choinka jest wyjątkowo krzywa 🙂 Od połowy wysokości ma nachylenie jak na 14-stą :/ Więc ustawiłam ją bokiem 🙂 Każdy kto wchodzi mówi: Jaka piękna choinka! A ja żegnam gości w drzwiach i nikt nie odkrywa tego astronomicznego fiaska 🙂

Psa legowisko przesunięte, a miejsce POD choinką pokochał kot. Może pamięta, że jak był mały to leżał pod iglakami? A może po prostu cieszy się, że zajął miejsce psa? Przy okazji przejrzałam bombki i sporo wywalam. Tzn. zapakowałam w tekturowe pudła i oddaję przy najbliższej zbiórce odzieży. Btw. okazało się, że nie mam światełek. Mam jedne i to takie krótkie, więc w tym roku ekonomicznie 🙂

<><>

  • Mamo, gdzie jest moja koszulka Krychowiaka?!?
  • Jaka koszulka Krychowiaka?!
  • MOJA!
  • Ale Mieszko, Ty nie masz koszulki Krychowiaka…
  • A ta z numerem 10?! HE?

To wcale nie jest koszulka Krychowiaka, tylko jakiś t-shirt z nadrukiem 10 z Lidla :)) Lecz co ważne, ten awanturujący się mistrz, zdobył dyplom (i BRELOCZEK) za pracę plastyczną o ekologii. Konkurs urządzała gmina, a dyplom podpisany przez WÓJT wisi teraz na lodówce 🙂

BO-MB-KI!!!!

Są takie miejsca, które trzeba zwiedzać tak trochę od końca… Bo zanim wejdziesz musisz sobie ustalić warunki wyjścia 😉 Coś w stylu ile mogę wydać, albo co się musi zdarzyć…

I wcale nie mówię o wyprawie do kasyno, a o wizycie w Muzeum Bombek w Nowej Dębie. Nic to nowego, co roku Wam o tym dźwięczę, ale to miejsce jest naprawdę cudowne. Błyszczące, onieśmielające i magiczne. Froud pewnie miałby własną teorię, dlaczego czerpiemy przyjemność z dotykania przedmiotów kulistych, ale ja wytłumaczę się czystą potrzebą przyjemności 😉

Byliśmy, mamy kolejne bombki i właściwie na tym można by opisywanie tej przygody zakończyć, ale wydarzyła się rzecz niesamowita.

Jak wiecie, byłam u dziadków, a do muzeum mieliśmy jechać w niedzielę. W sobotę wieczorem (23:00) pomyślałam, że sprawdzę godziny otwarcia. Weszłam na stronę i widzę: pon-piątek, oraz sobota. Niedziela nieczynne. Buf! Bez sensu! Ale może jednak będą działać? W końcu to ostatni weekend przed świętami! Wysłałam więc do nich meila. Godzina 23-cia. „Czy jutro Państwo pracują?”. Po trzech minutach miałam odpowiedź: „Tak. Od 9-tej, do 15-stej”. Hura! Rozentuzjazmowana odpisałam: „To wspaniale! Ja specjalnie do dziadków przyjechałam z dziećmi, żebyśmy do Państwa przed świętami zdążyli.”

To co otrzymałam jest absolutnym mistrzostwem świata: „Na przyszłość jak będzie taka sytuacja, to ZAWSZE otworzymy.” WOW. „ZAWSZE otworzymy!” Dla NAS! 🙂 Akcja mega, więc polecam to miejsce, jak dacie radę to musowo jechać. Przypominam przy okazji, że to otwarte cały rok, więc można zajrzeć w lecie jadąc w Bieszczady, bombki są przepiękne, można je kupować na prezent, albo po prostu co roku zawalać swoją własną domową choinkę TAKIMI bombkami 🙂

W tegorocznej kolekcji najbardziej spodobały mi się wzory ludowe, oraz te oparte na wzorach z ’70? Z taką dziurką- reflektorkiem. Dzieciaki oczywiście zrobiły własne, a teraz dochodzę do wniosku, że mam za MAŁĄ choinkę 😀 Btw. zdjęć oczywiście w środku robić nie można, ale zapytałam się szefa i MI pozwolił 😀

Mamo, a mój mąż KIM będzie dla babci?

– Łucja

No i nie wiedziałam 🙂 Mężem wnuczki? Zięciem córki? 🙂

Jesteśmy u dziadków. Towarzystwo zasmarkane, tu mróz jakby mocniejszy, więc te gile przesuszy. Zawsze zresztą byłam fanką zmiany klimatu przy infekcjach. I chyba rzeczywiście znowu zadziałało, bo pod wieczór, po długim spacerze jakby zdrowsi 🙂

Spacer piękny, bo miasto rowerów ma nowego burmistrza i zaszalało z dekoracjami świątecznymi. Baa, jest nawet lodowisko, gdzie z kartą dużej rodziny wchodzimy za złotówkę 🙂 (łyżew nie wzięliśmy, ale chwalą się takie przywileje)!

Kłaniają się Tobie królowie ze Wschodu. Przyjmij od nas dary, o Zbawco Narodów

– fragment roli Mieszka

Gość też śpiewał, a i mówił dużo więcej. W ogóle nie był spięty i wypadł chyba najlepiej w grupie. A całe przedstawienie było wspaniałe! Był również Mikołaj z prezentami (przebrany strażak), który powiedział do księdza: Strzelamy do tej samej bramki, ale proszę pamiętać, że ja jestem wyżej od proboszcza, bo jestem BISKUPEM 🙂

Bardzo będzie mi brakować przedszkolnych Jasełek 🙂 Dzieci w tym wieku są cudowne. Dziewczynki zakładają spódnice na głowy, niektóre nieoczekiwanie zaczynają płakać, a trzej królowie wcale nie są dostojni 🙂 Mieli wielbłądy na patyku, które rozłożyli na części, a jeden z króli po prostu zdjął pelerynę, bo mu było gorąco 🙂 W składzie grupy jest też chłopiec, który przyjechał z Włoch. Słabo mówi po polsku, chociaż jego mama jest nasza, ale też występował (był pastuszkiem, który przyniósł MIÓD), a jego ojciec śmiał się najgłośniej 🙂

Po przedstawieniu był poczęstunek. Ja zrobiłam babeczki-budyniaczki (będę robiła je do Łucji i wtedy o nich napiszę). I teraz dygresja. Do grupy Mieszka chodzi Julka, siostra Oliwiera. A Oliwier chodził do jednej przedszkolnej grupy z Łucją. I to była jej miłość w wieku 3 lat. Btw. Julka jest jedną z dziewczyn Mieszka. I Oliwier, który był dzisiaj na Jasełkach na widowni zjadł pod rząd TRZY moje budyniaczki. To będzie mój ulubiony zięć 😀

Aby być w zgodzie z Bogiem, trzeba być w zgodzie z życiem.

– Young Pope, s01e01, nawet może być, chociaż gdybym miała Wam coś nowego polecać to Divorce, czyli Sex in the City 20 lat później, jest świetny (niech Was nie przeraża tytuł 🙂

Pan Norbert (pianino) bardzo się ucieszył z kartki 🙂 I powiedział, że postawi sobie na KOMINKU. I dodał: „Bo MAM” 🙂 Muszę przyznać, że to miłe, że weszłam w ten wiek, że gdy poznaję jakiegoś singla (niezależnie od tego czy jest mi potrzebny czy nie) to on ma i gdzie mieszkać, i ma jakieś auto. Miła to odmiana po ostatnim okresie te naście lat temu, kiedy to wcale nie było takie oczywiste 🙂

 

Natomiast w momencie kiedy Lila ma pianino, Łucja ma zajęcia z projektowania odzieży, które tak naprawdę są bardzo babskimi i luźnymi zajęciami. Na Dzień Niepodległości projektowały strój w kolorze naszej flagi, a teraz robią ozdoby świąteczne. Dziewczyny na zajęciach są od 9 do 16 roku życia, jest ich dwanaście i świetnie się bawią. Opłata za zajęcia jest symboliczna i bardzo mam ochotę w przyszłym roku zapisać też Lilianę!

Wkleję Wam jeszcze jeden cytat z Young Pope. To taka utopijna opowieść o władzy w Watykanie. Coś jak House of Cards, tylko w innej scenerii.

„Przyjazne relacje są niebezpieczne. Tworzą niejasności, nieporozumienia, konflikty i zawsze kończą się źle.  Formalne relacje są przejrzyste niczym woda źródlana.  Oparte na żelaznych zasadach. Są jasne i nie przeminą.”

Wait a minute mister postman!

Mieszko trochę kaszlał. Nie jakoś poważnie, ale pomyślałam, że go przez dwa dni przetrzymam, żeby na Jasełka, gdzie ma taką kluczową rolę, był w formie. Lila miała gila, więc postanowiłam, że dziś ją zostawię w domu, bo jutro ma wycieczkę. I to taką, że przed siódmą musi być w szkole, a wracają po 19-stej. No a Łucja strasznie źle spała w nocy. Ma katar, trochę kaszle i wstawała ze trzy razy. I tak jak zawsze wstaje przed szóstą, to dziś nie budzona (jak w końcu zasnęła stwierdziłam, że ją też zatrzymam) spała do 10-tej… Miałam więc komplet w domu.

I zrobiliśmy kartki! Tegorocznym odkryciem były nieużywane przez lata złote aniołki, które wylądowały chyba na każdej kartce 🙂 Życzenia w środku to były słowa piosenki Czerwonych Gitar „Jest taki dzień”. Ponadto kartki DLA SWOICH kolegów zrobił też Mieszko. Dwie Łucja przygotowała dla swoich koleżanek, a dodatkową mini-kartkę dostanie w tym roku nauczyciel dziewczyn od pianina, który wygrywa w tegorocznej kategorii: instruktor zewnętrzny (urok, efekty i zaangażowanie 🙂 Btw. nuty, z których ułożona jest choinka to fragmenty „Marsylianki” 🙂 Chaos twórczy jak widać powstał duży, no ale bez niego nie udało by się nam tak rozpędzić kreatywnie 🙂

Niżej to te Mieszkowe dla kumpli 🙂

A to ta mini- muzyczna:

<><>

Wanna. Myję dzieciakom włosy i smaruję potem odżywką. Kupiłam taki duży kubełek odżywki bananowej (litrowy- uwielbiam takie wielkie opakowania), więc nie żałujemy sobie 🙂 Lilka się pyta:

  • Czy mogę sobie zrobić z niej maseczkę? Ona tak pięknie pachnie!
  • Lepiej nie… Chyba, że chcesz, żeby Ci włosy na twarzy wyrosły…

A chwilę później patrzę co robi młody obrócony do nas plecami i widzę, że się wysmarował na klacie:

  • Misiu, ale dlaczego jesteś wymazany odżywką?
  • Bo chcę, żeby mi włosy na KLACIE wyrosły

:DDD

Zapaliłam jelonka…

Kolejna, tym razem skromniejsza, porcja książek. Pod choinę dzieciaki dostaną ODE MNIE mniej, bo prezentów w sumie i tak będzie dużo więcej. Łucza: Ewolucja według Calpurnii Tate, czyli Teksas, początek XX wieku i prawa kobiet 🙂 Podobno super i właśnie dla 10 latek dobre. Potem Dawca – też trudna rzecz, ale Łucja mam wrażenie da radę -> to opowieść o utopijnym świecie. Dobra dla nastolatków, ale w schowku miałam ją od dawna. Lilka: Dziad w workiem, czyli ostatnia z nieposiadanych przez nas części Skrzynki Potworów i Skarb Czarnej Mumii, książka pisana pół-komiksem. To ostatnie to wydawnictwo Adamada, które robi super książeczki dla malutkich dzieci, więc zakładam, że te dla trochę większych też będą w porządku. Mieszko dostanie Małą Encyklopedię Domowych Potworów i z szafy Krasnala Hałabałę.

Tengo ganas de vivir :)

  • W jakim on języku śpiewa?
  • Po hiszpańsku.
  • To każdy śpiewa u siebie i nie wiedzą co śpiewają?
  • Nie, Łucja. Oni doskonale wiedzą co śpiewają i śpiewają to w -jakimś studio. Ciekawe tylko jak dla nich brzmi język polski.
  • On jest Hiszpanem? Oni śpiewają to samo?
  • Nie. Alvaro jest chyba Włochem. I nie. Śpiewają coś innego. Ale łączy się to ze sobą.

Macie hit 10-latek. Uff, jak to dobrze, że jest ktoś więcej niż tylko Bruno Mars 🙂

<><>

Mieszkowi rośnie szóstka (!!!). To pierwszy ząb stały i sygnał, że lada moment zaczną się chwiać mleczne jedynki 🙂 Ależ są emocje… Czyżby ta Zębuszka, co tak długo omijała JEGO pokój w końcu go odwiedzi?? 🙂