Adwentowe!

Zawsze pod koniec listopada młody mi trochę choruje. Nie jakoś poważnie, ale wystarczająco by nie iść do przedszkola… Tak też było rok temu. Ale wydawało mi się, że trochę się bez sióstr nudzi i zaproponowałam mu:

  • Misiaszku, chodź pojedziemy do specjalnego sklepu i kupimy Ci kalendarz adwentowy z klocków.

Tak też zrobiliśmy. Podekscytowany trzymał w samochodzie pudełko, a w domu mu wszystko wyjaśniłam:

  • Zobacz, są 24 okienka i każde okienko będziesz musiał otworzyć JEDNEGO dnia. Pierwszego grudnia, pierwsze okienko, drugiego drugie, itd. W każdym okienku jest kilka klocków z których będziesz musiał coś zbudować. I jest też taka mini-instrukcja… Wiesz co? Może otwórzmy pierwsze to zobaczysz jak to działa.

I otworzyliśmy. Młody zbudował jakiegoś tam bałwanka z pięciu elementów i ja zajęłam się swoimi sprawami. Po jakimś czasie weszłam do niego do pokoju i zobaczyłam, że on CAŁY czas, grzecznie bawi się tym bałwankiem. I strasznie mi się go żal zrobiło, że on taki zdyscyplinowany i posłuszny. Więc powiedziałam:

  • Jak chcesz, otwórz sobie drugie okienko.
  •  JEDNO?
  • Tak. I potem już będziemy coś innego robić.

I poszłam. A za pół godziny młody przyszedł do mnie do kuchni i radośnie poinformował:

  • Zbudowałam CAŁE miasto. Chodź zobaczyć mamo!

W tym roku WIĘC postanowiłam, że młody podobnie jak dziewczyny dostanie woreczki adwentowe (no dobra, klockowy też dostał, ale to chyba ostatni raz uległam 😉 Było o tym już dużo, więc nie będę powtarzać, ale to jest super pomysł. „Naczinka” jak to mówią Rosjanie to głównie artykuły biurowe (we wrześniu za wiele tych nowych gumek, ołówków, spinaczy i zakładek nie dostały, bo już chomikowałam na grudzień), słodycze i rzeczy do kąpieli. Parę fantów z targów książek i jakieś notesiki. Młody ma kilka mini przedmiotów ze sportowego (gwizdek, mini latarka, piłka, itd), a dziewczyny po jakimś kosmetyku. Wszystko się przyda i właściwie to oceniam zawartość jako użyteczną i niezbędną. Co ciekawe, pomimo tego, że doszedł MI JEDEN, kosztowo wyszło mniej niż rok temu. Nie ma spinek, gumek i kapelusików. Nie ma kul musujących do kąpieli i minifigurek. Tym niemniej jednak dzieciaki to uwielbiają i od wczoraj siedzą i palcują próbując zgadnąć co jest w środku. Aaa, i do 10 tego kalendarze są „bogatsze”, bo czekam na przesyłki z Chin i mam nadzieję, że MOŻE dojdą. Ja nie, to będą mieć, TYLKO po jakiejś czekoladowej kulce (myślę, że też będzie ok).

 

Szczerze mówiąc, montując je wczoraj pomyślałam o tymczasowości projektu. Że lubię to robić, ale za kilka lat dzieciaki będą na to już za duże… Ale widząc szał przy tym zgadywaniu i rozpakowywaniu myślę, że jeszcze chwilę to potrwa.

 

NA 1-szego Mieszko miał gumkę do ścierania, o którą się już upominał, Łucja kostkę musującą do kąpieli, a Lilka strój dla jednego z prosiaczków. Ubrała Gucia i powiedziała:

  • On jeszcze nigdy tak cudownie nie wyglądał! Gucio- dziś idziesz ze mną do szkoły! 🙂

A tak wyglądał „stan surowy”… Musiałam sobie rozłożyć, żeby wiedzieć, że po równo wkładam ;). Że nie będzie tak, że ktoś dostanie 2 marcepany, albo dwie takie same kulki do kąpieli. Albo, że wszyscy dostaną kosmetyk do wanny tego samego dnia 🙂