Dzyń, dzyń, dzyń, dzyń!

Jako eksperyment Lutka zrobiła DLA DZIECI zupę makową. Jadły! Przepis wzięła stąd i to bardzo fajna potrawa, szczgólnie jako alternatywa dla dzieciaków niejadających barszczu. Reszta potraw była bardziej tradycyjna 🙂

Mikołaj spisał się medal! 🙂 Dostałam super wełnianą sukienkę, a przekopałam wczoraj CAŁĄ szafę czy mam jakąś NIE rozciągniętą 🙂 Oraz kosmetyki i uzupełnienie mojego sportowego outfitu 🙂 Dzieciaki dostały górę zachwycających ubranek, które OD RAZU nałożyły (widzicie strój misia z bliźniaczą misią w ręce?) i inne mniej lub bardziej potrzebne rzeczy :)).

A dziś poszliśmy do kościółka i też było fajnie. Nie zimowe te święta, ale w sumie to na rękę mi taka łagodna zima. Btw. prezentów Łucja dostała od jednego z mikołajów biały komin, a ponieważ ma teraz dwa białe, to poprzedni mi oddała (bo ja akurat biały potrzebuję :). Natomiast ja dostałam futrzaną czapkę, którą akurat potrzebuje Lutka na Sylwestra w górach, więc oddałam mamuśce). Tak sprytnie to załatwiłyśmy 🙂