Sklepowy dress-code

Liliana miała dostać na przyszłoroczne Walentynki szlafrok… Rok temu na wyprzedażach po świętach kupiłam Łucji, Mieszko dostał chyba na urodziny, a Lilka ze swojego wyrosła. Aaale dostałam esemesa, że w sklepie, w którym chciałam go kupować, DZIŚ mam wszystko 40% taniej, więc postanowiłam, że kupię jej ten szlafrok. Teraz. Pod choinkę. Bo jak zaczną się wyprzedaże to wyboru nie będzie żadnego.

Pojechałam, wybrałam, zarzuciłam na ramię i w drodze do kas zatrzymałam się przy chłopięcych kalesonach 🙂 I widzę idzie babka w czarnych spodniach i czarnej bluzce koszulowej, więc się jej pytam:

  • Przepraszam, czy najmniejszy rozmiar to 122?
  • Ale ja tu nie pracuję.
  • A to przepraszam.

I wróciłam do przeglądania tych kaleson. Spojrzałam tylko tak na chwilę za oddalającą się babką. I widzę, że jakieś małżeństwo ją zaczepiło i widzę, że znowu odpowiedziała „Ja tu nie pracuję”. A chwilę później przechodzili obok mnie i słyszę jak ten mąż mówi do żony:

  • Ja myślę, że ona kłamała.

🙂

<>

A potem w Stonce robiłam zakupy i kupiłam sobie krewetki. Było samo południe. Sprzedawca skasował, spojrzał na mnie i powiedział: Udanego wieczoru 🙂 No, ba… Z krewetkami i Klarensem? Bardzo będzie miło! 🙂