Fine… I’ll do it myself!

  • Jest słaby i strasznie śmierdzi. I powinno mu to przeszkadzać, bo jest to tak mocne, że w całym domu to czuć. I chyba mu przeszkadza…
  • Bo to martwica. Proszę zobaczyć… odsłonięta jest 1/3 kości żuchwy. Na wylot przechodzi. Czy on coś jadł?
  • Tak. On ma całkiem dobry apetyt. I bardzo lubi śmietankę.
  • I nie wylewa mu się? Przecież on ma dziurę w szczęce?
  • Jakoś to ogarnia…
  • A co z wypróżnianiem?
  • Wypróżnia się.
  • Jest pani pewna? A mocz?
  • Obu rzeczy jestem stuprocentowo pewna.

Dotarłam dziś z Klarensem do weterynarza. Może powinnam była pojechać wcześniej, ale nie było kiedy. Zresztą wycina ten numer regularnie. Znika na pół roku, wraca w stanie agonalnym, ja go wyprowadzam na równą i on znowu idzie w długą. Ten okres u mnie przesypia, a równolegle poszerza swoją warstwę tłuszczu i wygaja rany. Tym razem gdy wrócił (ten miesiąc temu) miał ranę na pyszczku i to się babrze i ciągnie, a przede wszystkim ŹLE pachnie. Dziewczyny okadzają pokoje świeczkami zapachowymi i kadzidełkami, no ale to TAK nie działa i ZAPACH nie znika… Gdy zaczyna się myć, rozmazuje to po sobie i jest jeszcze gorzej. Jak by nie było u weta dostał antybiotyk oraz lek przeciwbólowy, a w niedzielę cd. NA RAZIE czuje się doskonale. Powiedziałam mu, że ma skończyć jak wojownik w walce, a nie jako nakoksowany morfinista, ale te zastrzyki tak mu poprawiły humor, że nie wiem czy zrozumiał…

<>

No to piątek. Jakoś dał mi w kość ten tydzień mocno. Od poniedziałku Mieszko MIAŁ zdalne (i to fatalne, bo on spóźniał się na lekcje, bo zasypiał), a od KOLEJNEGO poniedziałku zdalne ma Lilka (a to nawet jeszcze gorzej). Wrzucę, Wam i sobie, jednego tik-toka, który jest naszym domowym gagiem. OK. I’ll do it myself! Patrzcie na minę tego chłopca i… twerkujemy! 🙂