Refugees from civilization

-„Na Wodach Północy”, s01e01… Wiem, że polecałam Wam ostatnio „Black Angelę”, ale drugi odcinek był już beznadziejny. Za to „Na Wodach Północy” jest NA RAZIE świetny!

Zajrzałam wracając z biegania po pieczywo na śniadanie… A TAM, na półce w piekarni…. CEBULARZE! Produkt testowy, czy KLIENTOM posmakuje, więc po ZŁOTÓWCE, CZYLI wzięłam CZTERY zostawiając na półce JEDNĄ. Jak się nie znają i nie wiedzą, czy polubią, to ich problem. Jak dla mnie, towar znany i lubiany i się NIE zastanawiałam! Żebyśmy mieli jasność, CEBULI nie jada Mieszko.

A potem ruszyłam z koszeniem trawy! Ostatnim w tym roku. Miałam zgrabić, ale grabki się rozwaliły i została tylko kosiarka. Wyszły trzy wory trawy i liści i myślę, że dobrze, że to zrobiłam. Towarzyszyły mi zwierzęta, które lubią, gdy w ogródku coś się dzieje, lecz najlepsze było na koniec. Wystawiałam wory koło śmietnika i akurat do sąsiada podjechał dostawca indyjskiej szamy i zaczęliśmy gadać o zamówieniach jedzenia do domu. Bo okazuje się, że mamy w okolicy piekarnię, która dowozi pieczywo na 6:30 rano! Zamawiasz do 23-ciej i rano na klamce masz drożdżówki, rogaliki i obwarzanki. Wytwórnia jest mała, skład pieczywo ma świetny (taka drożdżówka z serem ma w składzie tylko cukier, mąkę, twaróg, sól i drożdże) i CHYBA u nich coś zamówimy. W nowym tygodniu ZNOWU mam dwa dni ze szkoleniami i po prostu NIE mam kiedy zakupów zrobić. Rano zawsze jest DUŻE kombinowanie, co by tu dzieciom i sobie do śniadaniówek włożyć, a taki wariant byłby dużym ułatwieniem. Może nie codziennie, ale taka drożdżówa z wiśnią, albo malinami (jak ta niżej), albo pasztecik z soczewicą czy szpinakiem dla mnie, brzmią doskonale!

Kupiłam ostatnio z dziewczynami wielki naścienny planner na przyszły rok. Przez utratę telefonu i kalendarza przegapiłam kilka ważnych wizyt i nie ma jak nikomu tego wytłumaczyć, bo NIKT nie rozumie, że można mieć wszytko WYŁĄCZNIE w telefonie. Zbieram więc właśnie zaplanowane na 2022 rok RZECZY i już mamy pierwszą kumulację. Na 19 kwietnia zapisałam się na dyżur w szkole i tego też dnia panny mają wizytę u ortopedy. MUSIMY mieć to wszystko rozpisane…Ach, żeby tak smętnie nie kończyć, to zdradzę Wam, że te jabłka co ta mamy ich morze, schodzą nam do koktajli. Wrzucam do mixera 4 lub pięć obranych, dodaję wrzątek, łyżkę miodu, dwie łyżki soku z pigwy i miksuję. Wypijamy wszyscy na ciepło i CAŁKIEM nam smakuje!