
Niedziela to tradycyjny dzień… odrabiania lekcji 😉 Napisałyśmy więc z Lilką esej z filozofii, a Łucja zrobiła jakiś model z elektrostatyki, który coś nie wyszedł Ma więc powiedzieć w szkole, ze W DOMU DZIAŁAŁO i dalej się tym NIE będziemy przejmować. Mieszko podobno lekcji nie ma, ale mam plan by przeczytał dziś JEDEN rozdział z lektury.
Pigwy porozlewane po słoikach zawekowałam, tłuszcz z kaczki przecedziłam i zlałam (ja coś z niego kiedyś robiłam tylko nie pamiętam CO), a w kominku palą się gałęzie. Amazon Prime będzie chyba moim typem tegorocznego NAJ w kategorii kanały filmowe, bo wczoraj wieczorem, kiedy nie działało NIC (wiadomka, sobota wieczór jesiennego miesiąca) ten kanał DZIAŁAŁ. I na dodatek mają takie cudowne podsumowania wcześniejszych sezonów! Jak coś oglądałeś lata temu to łatwo wszystko przypomnieć. Na śniadanie zrobiłam jabłka w cieście (6 sztuk poszło) i mus jabłkowy (7 takich mniejszych). SCHODZI!

- Mamo, mam dylemat i nie wiem co zrobić..
- Powiedz o co chodzi, Mieszeczku.
- Chciałbym chodzić na dodatkową geografię, ale ona jest w poniedziałki dużo przed lekcjami…
- Jak bardzo dużo?
- Sprawdzę… A nie, jednak nie jest dużo. To jest przed biologią. Mogę chodzić?
- Tak. Oczywiście!
Super. Młody nie chciał chodzić na dodatkowe zajęcia z polskiego, matmy i angielskiego, ale chce chodzić na geografię! SAM z siebie! Niech więc tak będzie! Wygląda na to, on w szkole średniej będzie TEŻ poszerzał TEN właśnie przedmiot!
