Ostatni tydzień przed końcem kalendarzowego lata!

Zimno. Wczoraj spaliłam patyczki po lodach i łupinki po orzechach, które całe lato układałam w kominku, a dziś wymieniłam mi i Mieszkowi kołdry na GRUBE. Panny mają uniwersalne, ale one śpią w jednym pokoju, każda wytwarza swoją pulę ciepła i ZAWSZE tam mają jakoś komfortowo. DZIŚ młody jest ze mną w domu (tak jak zakładałam), za to CHYBA się wyspał, bo wstał o 10-tej!

Szykuje nam się intensywny tydzień. Łucja jedzie na Zieloną Szkołę i zbiórka jest o piątej! Jutro też dok z Lilką i początek moich… szkoleń! Postanowiłam, że będę robić coś zupełnie innego. Absolutnie nie wiem, czy będę umiała, ale przede mną cała masa spotkań i tutoriali, żebym odkryła czy to dla mnie. Kuźnią pomysłów CO DALEJ, są różne grupy wsparcia dla nauczycieli na FB. Zapisałam się na tak duża ilość spotkań, że niektóre mi na siebie nachodzą. Np. w środę jedno online mam o 18-stej, o 19:30 zaczynam KOLEJNE – lecz tym razem stacjonarne, a po 22-giej Łucja wraca z wycieczki. Co oznacza tylko, że jak wyjdę z domu i włączę sobie pierwsze szkolenie na telefonie, to Lila z Mieszkiem będą musieli SAMI się ogarnąć i położyć spać. Poza tym zapisałam młodego na zajęcia garncarskie. Mamy super pracownię w gminie, młody jest manualnie w małej motoryce słaby i warsztaty wzmacniające palce dobrze mu zrobią. Dogadałam się z innymi mamami i będą na nie jeździli co 3 tygodnie, ale za każdym razem inna z nas będzie odbierać chłopców (Mieszko+ 3 kolegów) po szkole i zawozić. a następnie po dwóch godzinach odbierać. Zajęcia ustawiłyśmy na wtorek, bo wtedy kończą wcześnie i od razu zastygają przed kompem… Taki jest plan zanim wjedzie pandemia i znowu wszystko pozamykają.

Słonecznik. Położyłam na dworze i zapomniałam o nim. A potem odkryły go ptaki i wydziobały!