247 dzień roku

Czwarty września to podobno najpopularniejsze imieniny Liliany. W okresie PRZED-PRZEDszkolnym obchodziliśmy to urządzając krótkie wycieczki, ale odkąd dotyczy nas rok szkolny w pierwszy weekend września na ogół nie chce nam się NIC. Lila zadręcza mnie podręcznikami, bo okazuje się, że z kilku przedmiotów co to myślałam, że MAMY, potrzebne jest NOWE wydanie (ależ ja mam tego tematu dosyć), a z niedzielnych wypraw dotarliśmy po prostu na obiad do dziadków!

Co ciekawe był też wujek (brat Lutki), przewożący ukraińską rodzinę, która przez pół roku stacjonowała u jego syna we Wrocławiu. Teraz wracają i on wiózł ich na pociąg. Gadałam z taką małą dziewczynką, które przez ten czas chodziła do polskiej szkoły, była na wakacjach na Sardynii (!), całkiem dobrze mówi po polsku i NIE chce wracać. Muszę przyznać, że to ciekawe jak to nowe pokolenie ukształtuje takie wydarzenie? Taka przerwa od rzeczywistości… Emocje, traumy i przygoda.

Pokaże Wam fotkę z rozpoczęcia roku u Lilki. Mnie zmroziła… Dlaczego? Otóż widzicie te włosy? Wszyscy mają czyste, obcięte i prościutkie. A teraz nałóżcie na to kudłatą Lilianę, która NIE ma nastroju na fryzjera, a czesać ZASADNICZO się nie czesze.