

Tak się sprężyłam na porannym bieganiu, że dałam radę 7,5 km! Ha, forma wraca! Pobiegliśmy klasyczne pięć, ale potem dziewczyny mówią, to jeszcze małe kółko i poszło całkiem lekko. To dobra, a nawet bardzo dobra wiadomość.
Łucja ma randkę, bo wczoraj NIE spotkała się z ukochanym, GDYŻ umówiła się na mieście na wegańskiego kebaba z siostrą! I tak naprawdę to bardzo się cieszę, że panny się spotykają, chociaż jak widać TRZEBA to zaległe spotkanie DZIŚ odbyć… Ja więc siedzę z kompem, zamówiłam jeszcze jeden podręcznik (w tym roku najwygodniejszy wydaje mi się chyba vinted), a pozostałe będę już zamawiać prosto z księgarni. Zostały nam maturalne karty ćwiczeń z geografii, ćwieczeniówka z chemii oraz książki do angielskiego, ale te poznamy, gdy będzie wiadomo w której grupie jest Lilka i co zaproponuje nauczyciel. TO już MAŁO. Równocześnie ruszyliśmy z PRZEGLĄDEM szaf. Na razie tylko panny (Mieszko planuje krótkie spodenki do końca września, a ja nie chcę chować sukienek), ale już DWA wory wyleciały. Zawsze gdy spojrzy się na garderobę po pół roku pewne decyzje podjąć łatwiej. Znajoma z okolic Suwałk wczoraj wklejała fotki w szaliku i TE wrześniowe poranki to taką jesienią ciągną… Nowością czystek, jest to że wypada sporo całkiem dobrej odzieżówki PO Łucji, której Lilka nie chce. Bo to NIE jest jej styl, a obnażone brzuchy też nijak MI nie pasują… Ach, no i powstała NOWA sekcja o nazwie: na SYLWESTRA ???? Czyli skąpe welurowe sukienki, które nie wiem kiedy się pojawiły…
Pokażę Wam bransoletki. Mam biegową znajomą, która takie właśnie robi. Z kamieni! Mam już od niej pierścionki, a teraz zaczęły się atrakcje na nadgarstki! Dziś dostałam tę jasną z kulek różowego akwamarynu (na bogactwo, kochani 🙂 A jakiś czas temu doszła mi ta z CESARSKIEGO jaspisu, która ma wyciszać i uspokajać 😉

