retrospektywa

Zaraz wychodzę gdzieś tam, gdzieś tam, więc na szybko wrzucę Wam moje opowiadanie z Festiwalu w Mieście Chrząszcza. To, które się spodobało. Zadanie mieliśmy takie, żeby opisać coś co nas spotkało. Dokładnie tego dnia. Miłego lub niemiłego. Ale prawdziwego 😉

<>

Najpiękniejszy cmentarz na świecie jest w mieście chrząszcza.

Wiosną widać stąd błyszczący na dole Wieprz, a na grób babci spada z góry jemioła.

Schodziłam w dół. Jest taki moment, gdy droga rozwidla się jak proca. Górne widły to droga do dwóch różnych bram, a dolne to ścieżka do miasta. Na tej wysokości po lewej rosną dzikie maliny. Najlepsze na świecie.

 

Huragan zbliżającego się kurzu i dźwięków („…ja nigdy nie przestanę, oddychać, ja nigdy nie przestanę, jeść trawić kochać, ja twoje ciało…”)

 

  • Przepraszam panią, co tam jest? – czerwone auto, kierowca jest młodszy niż moje prawo jazdy. Pasażer zresztą też.

  • Cmentarz

Ściszona szybko muzyka, zmiana na twarzy i niedowierzanie. Więc powtórzyłam:

  • Cmentarz.

Do zestawu przepływających pod daszkami czapek emocji doszło przerażenie. By rozładować zapytałam:

  • A gdzie chłopaki chcecie dojechać?
  • Chcieliśmy obejrzeć Szczebrzeszyn i tak wjechaliśmy. A jak tą drogą pojedziemy?

  • Też cmentarz. On jest bardzo ładny, ale jeśli nie macie ochoty tam wchodzić to najlepiej zawrócić.

  • Jak pojadę tą drogą to wyjadę tą?

  • NIE. To nie jest rondo. To są dwie różne drogi w to samo miejsce.

Znowu spojrzenia na siebie i wyrzut kierowcy do pasażera:

  • Widzisz, mówiłem Ci, żeby jechać na ryby!

🙂



Zajęciówka dla mózgu…

Planem ROZWOJOWYM na czas BEZ dzieci był… kurs językowy. Miesiąc temu dostałam newslettera ze szkoły języka hiszpańskiego, do której kiedyś chodziłam, że zapraszają na wakacyjne intensywne kursy. Jedno i dwutygodniowe bloczki zajęć. Po pięć godzin dziennie. Super! Niestety zajęcia nie ruszyły, lecz ziarenko zostało zasiane. Najpierw szukałam innej szkoły z hiszpańskim, ale pudło. Potem trafiłam na kursy fonetyczne z języka angielskiego. Zawsze chciałam na taki pójść. Ale też nie wystartowały. No, ale skoro już zniosło mnie na angielski to po prostu się zapisałam na angielski. Zajęcia będę mieć codziennie, po 2,5h. Dziś były pierwsze, bardzo wcześnie rano, ale tak do piątku będę się sprężać. Grupa jest mała, podręcznik mam odbity na xero i dziś wałkowaliśmy temat: Na wiedzę nigdy nie jest za późno, czyli U3A (Uniwersytety Trzeciego Wieku) i że nigdy nie jest za późno by zacząć coś nowego. Podobało mi się i w sumie nawet coś tam pamiętam (a może to te seriale tak rozwijają? 😉

Mam jedną ogólną fotę z MOJEGO piątkowego treningu. Czekam aż będą takie szczegółowe, to będzie widać więcej, ale na razie wrzucam to. JA TAM byłam! 🙂

Buty do latania

Sprawiłam sobie buty biegowe.

a) nie miałam (mam treningowe na siłownię, ale one mają podeszwę halową 😉

b) te w których biegałam,  były po ex-mężu i… to o 2 rozmiary za duże

No a c) bywam w takich modnych sportowych miejscach, gdzie nawet jeśli NIKT nie wie, że są za duże i PO mężu, to MOŻE rozpozna, że to z Lidla 😉 W nowych rano się przebiegłam (gość w sklepie powiedział mi, żebym trenowała przez tydzień i jeśli NIE będą mi pasować to wymienimy na inne) i radykalnej różnicy NIE widzę. Ale MAM! 🙂

  • 3,50 km po bieżni/ 21 minut/ średnia 9,1/ tempo 6,38

<><>

Dzieciaki mają cudownie. To jezioro Garda wygląda jak mityczna kraina. Skały, fale, drobniutkie kamyczki a woda zdaje się słodka.

<><>

A mi do domu mysz zagląda… Znaczy się U NAS już jesień? 🙂 Ten słonecznik, który jem na okrągło musiał ją zwabić 🙂

Włochate udo…

Przechodzimy akurat z Sziwą jakiś taki wyjątkowy dobry okres wzajemnych relacji. Tzn. zawsze było ok, ale ostatnie dni jest świetnie. W ubiegłym tygodniu pomiędzy powrotem od dziadków, a końcem mojego pobytu na Festiwalu Języka Polskiego, pies był u dziadków. Jakoś tak założyłam, że nie mogę JEJ wziąć do Lublina, a żeby tak w kółko w te upały nie przewozić, odwozić, to po prostu ją u nich na ten tydzień zostawiłam. Dziwne to było nie mieć jej w domu. W sumie to jest już u nas trzy lata, czyli ze mną od początku nowej ery i nie przypominam sobie NOCY spędzonej w domu BEZ niej. I wydawało mi się, że mam do niej stosunek zła koniecznego, które brudzi, z którego sypie się sierść, które dodaje mi obowiązków i które zawsze leży tam gdzie nie powinno, ale… brakowało mi jej. Tego stukania pazurami, łażenia za mną, czy to do kuchni, czy to wanny i jej obecności. W piątek jak dzieciaki pojechały i byłam w nocy sama, to aż było mi smutno. Klarens, jak to on, poszedł w długą na całą noc i nawet nie miałam kogo poklepać we włochate udo 🙂 Mam teraz to udo na kanapie obok, myślę o wczorajszym treningu (więcej będzie jak będę mieć zdjęcia) i dzisiejszej sąsiedzkiej parapetówie 😀

<><>

Macie kolaż ze słów najczęściej przeze mnie używanych 🙂 Dzieci, dzieci, w kółko dzieci.

A na lato…

W odległym 2011 roku sprawiliśmy sobie mikser… Uwielbiałam go! Robiłam smoothie, shake-i, mieliłam lód do drinków i suche bułki… I tymi suchymi bułkami, trzy lata później ten mikser rozwaliłam. Śpieszyłam się jak to ja w poprzednim życiu, wirnik ciągle kręcił, a ja już ściągałam dzbanek. No i silnik ukręcił łopatki od wirnika. Potem stał taki niekompletny rekwizyt przez kilka lat. Znalazłam element z sklepie z częściami, ale kosztował tyle co najtańszy mikser, więc jakoś ciągle mi nie po drodze był ten wydatek…

Przyszło kolejne lato, mam intensywny program fit (dziś w nocy mam zaplanowany trening), więc zajrzałam do sklepu agd (btw. od poprzedniego miksera jakoś po drodze zbił się również dzbanek, a dzbanek+ silnik to już naprawa absolutnie nieopłacalna). I znalazłam. Polski, całkiem mi się podoba  a moc ma nawet większą niż poprzedni, choć był sporo tańszy.

Rano byłam na rynku kupiłam dwa rodzaje jarmużu, borówki i maliny. Ale jako pierwszy powstał koktajl jagodowy!

Nie ma teraz. Jest tylko przeszłość i przyszłość

-Wiesław Myśliwski

Kupiłam korę, chcę podsypać w dwóch miejscach i wyszorować łazienki. I może tor z samochodzikami Mieszka zbudować, bo znowu ostatnio rozwalił? Się ucieszy jak wrócą z tych wojaży! Pogodę mają, wcale nie tak nieludzką jak to może być we Włoszech, ale w wysokich górach jest trochę chłodniej. Zresztą dziś pewnie już się topią w upale bo nad jeziorem Garda zawsze świeci słońce.

Trzy zdjęcia mam. Dostałam z komentarzem: Bliskie spotkania z Milką.

UP (bo właśnie dostałam kolejny set zdjęć!)

I to już zupełnie sprzed chwili :))

Brwiologia

Nie bardzo mogę się cały czas pozbierać… Wszystko wydaje mi się jakieś za zwyczajne :// Motor w tylnej części mówi, żeby się pakować i wracać, ale rozsądek narzuca coś innego. Mam jakieś plany na miejscu, Klarens się pojawił przed chwilą, a zresztą nieopatrznie zgodziłam się w ubiegłym tygodniu opiekować królikiem sąsiadki (beznadziejne zwierzę 😉 Skosiłam już trawę, za godzinę przychodzą mi wymienić wodomierz, no i pierwszy raz od trzech tygodni pojawił się listonosz.

 

Nie wiem jak Wy, ale ja zazdroszczę nastolatkom BRWI. Patrzę, że mają takie równe i staranne i też takie chcę mieć. Ze dwa miesiące temu byłam w BrowBarze, efekt były szokujący, ale rzeczywiście wieczorem jak je umyłam były super. Będę więc je nie tylko regulować, ale i farbować. Mam też pomady do brwi, a dziś w paczuszkach co to miały być wieki temu znalazłam również nowe pędzle, w tym pędzle do nakładania POMADY do brwi i tzw.eggsy czyli silikonowe jajeczka do mycia pędzli. Moje stare pędzle umyłam i okazało się, że pędzel-kabuka do pudru jest z rudego włosia!!! ZAWSZE taki był, ale przez tyle lat nie było tego widać. Nowe pędzle mają zrewolucjonizować mój make-up (do malowania wrócę jak się trochę chłodniej zrobi 🙂 Czyli jest pędzel do bronzera, jest pędzel do „chmurki” ?? na oku, czyli uniwersalny pędzel do powiek i do smudger do zmiękczania i rozcierania linii. Ten ciemny pędzelek jest do robienia kresek, albo podkreślenia brwi. Ciemność na tym zdjęciu niżej, ale sylwetki pędzli i pomad widać 😉

Wolność może zniszczyć człowieka

-Wiesław Myśliwski (wczoraj) – przyciśnięty rozwinął to do: „Bo prowadzi do zniewolenia innych”

 

Był kiedyś taki zabawny rysunek, że przez akcję „Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka” spadła dzietność w Polsce…

Tego tematu ruszać nie będę, ale jeśli lubicie czytać, to powinniście wiedzieć, że właśnie w TEJ chwili odbywa się najważniejszy FESTIWAL LITERACKI w Polsce. LINKOWNIA

Miasto chrząszcza to miejsce gdzie do 10-tego roku życia spędzałam KAŻDE wakacje i bardzo się, że cieszę, że Szczebrzeszyn zaczyna się w ten sposób promować. Widzicie to? Małe miasteczko do którego zjechali się pisarze i poeci TAKIEJ klasy, i w TAKIEJ ilości, że żadne Targi Książek nie są w stanie z nimi rywalizować. Siedzisz, gadasz, moczysz nogi w tej samej rzece. Słuchasz wykładów i uczestniczysz w spotkaniach autorskich.

Na festiwal pojechałam, żeby obadać jak wyglądają warsztaty dla dzieci i młodzieży, ale skoro już byłam to zapisałam się na zajęcia dla dorosłych. I one są niesamowite. Btw. Zajęcia dla dzieci są świetne, siedząc nad Wieprzem, tuż przy ogryzionym przez bobry drzewie, maluchy rozmawiają o prawach człowieka/ czy o wolności i marzeniach podczas wyspy nastolatków.
Ale te dla dorosłych to całkowity odlot. Pracujesz w mini grupach z wszystkim najważniejszymi osobami naszej literatury i chce im się omawiać z Tobą omawiać procesy twórcze. Czy macie pojęcie, że Grażynie Plebanek spodobało się moje mini- opowiadanie, a Łukasz Orbitowski zachwycił się moim zdaniem „Pewnie stoi przy płocie i wyje” (to było w ramach STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI, a ja rzeczywiście myślałam o tym moim kundlu, co za płotem w domu babci  odstawia szopki). To wcale nie było moje najlepsze zdanie, ale tym bardziej było miło.

Btw. dziś rozmawialiśmy o dekompresji przy wychodzeniu z literatury. Nie pamiętam kiedy tak bardzo się odrealniłam. Wracałam do domu z tego Roztocza w letargu. Kot się jeszcze nie pojawił, pies NARESZCIE leży na łóżku, a ja załadowuję pralkę MOIMI brudami z dni czterech! 🙂 Wróciłam!