A na lato…

W odległym 2011 roku sprawiliśmy sobie mikser… Uwielbiałam go! Robiłam smoothie, shake-i, mieliłam lód do drinków i suche bułki… I tymi suchymi bułkami, trzy lata później ten mikser rozwaliłam. Śpieszyłam się jak to ja w poprzednim życiu, wirnik ciągle kręcił, a ja już ściągałam dzbanek. No i silnik ukręcił łopatki od wirnika. Potem stał taki niekompletny rekwizyt przez kilka lat. Znalazłam element z sklepie z częściami, ale kosztował tyle co najtańszy mikser, więc jakoś ciągle mi nie po drodze był ten wydatek…

Przyszło kolejne lato, mam intensywny program fit (dziś w nocy mam zaplanowany trening), więc zajrzałam do sklepu agd (btw. od poprzedniego miksera jakoś po drodze zbił się również dzbanek, a dzbanek+ silnik to już naprawa absolutnie nieopłacalna). I znalazłam. Polski, całkiem mi się podoba  a moc ma nawet większą niż poprzedni, choć był sporo tańszy.

Rano byłam na rynku kupiłam dwa rodzaje jarmużu, borówki i maliny. Ale jako pierwszy powstał koktajl jagodowy!