Rynek (owoce) i plaża (piasek)

  • Pół kilo tej dużej fasolki jeszcze poproszę…
  • Pół kilo? To mało! Jak Pani ugotuje to nic w garnku nie będzie. A wyżywić trójkę… Zjedzą kilogram.
  • To proszę dać kilogram. Ale i tak są niejadki.
  • Mój najstarszy to do 20 roku życia jadł tylko chleb z miodem. Ja mu ten miód w słoikach do akademika w Warszawie woziłam. Wszyscy się ze mnie śmieli. I mąż, i teściowa, i sąsiedzi. A chłop wielki jak dąb wyrósł. I zdrowy i mądry.
  • Miód moje lubią.
  • Jak dziecko nie je… to nie jest źle. Gorzej, jak jedzenie przed nim trzeba chować. Mój środkowy taki był. I jeszcze do mnie mówił: Co z Ciebie za matka, że mi chleba żałujesz! Za to najmłodszy, bo ja trzech synów mam, który ma 18 lat to lodówki nie zamyka. A chudy jak patyk! Innemu, gdyby to jedzenie co on dziennie zjada, spadło na nogę to by zmiażdżyło. A po nim NIC nie widać.

Tak sobie na rynku pogadałam 🙂 Wspaniała i pozytywna taka pogawędka przy śliwkach i fasolce 🙂

<>><<>

Poszliśmy wczoraj na spacer na PIERWSZE KASZTANY. Panny chciały. I mamy kilka tych najcenniejszych! Biało-łaciatych.