Było, minęło. Lato

Bałam się go, bo zupełnie nie wiedziałam jak wyjdzie, ale było wspaniale. Za nami kolejny fragment zakupów do szkoły, jutro gdy w szkole wyjaśni się czy na pewno jedyne podręczniki jakie trzeba kupić to te do religii, to będę jeszcze książki zamawiać. Kapcie do szkoły i przedszkola są, choć marudzą że chcą inne (może jakoś w połowie semestru im wymienię). Łucja marzy o nowym tornistrze, ale dostanie pod choinkę. Dodatkowe zajęcia ruszą pewnie od października, lecz dostałam już esemesa z przypomnieniem, żebyśmy się na basen zapisali (od naszego ubiegłorocznego instruktora).

Mega długie było to lato i nie wiem czy się już zorientowaliście, że w przyszłym roku koniec szkoły będzie dopiero 30 czerwca, a nie tak jak w tym roku 24-go. Czyli realnie będzie jeden tydzień do zagospodarowania mniej. Polska emocjonowała się parawaningiem, KOD-em i Trumpem. Smutnym i szokującym elementem były zamachy terrorystyczne. Ja miałam rekordowy długi czas bez dzieci i chociaż za każdym razem myślę o takim rozstaniu z przerażeniem cieszę się, że udaje mi się ten okres twórczo wykorzystać.

  • TEMAT: Wiecie już, że dla nas było sportowe. Było też RIO, gdzie większość medali zdobyły kobiety. Mieszko nauczył się jeździć na dwóch kółkach i naprawdę sporo jeździliśmy na rowerach.
  • NAPOJE: Odkryliśmy napoje w puszkach i polubiliśmy je. Wywaliłam je z menu wieki temu, a jednak takie zimne aluminium przy ustach to bardzo przyjemne uczucie 🙂 Nagazowany „SiedemUp” czy inne bąbelkowe coś były naszym hitem.
  • KOLOR: Fluo zielony. Takie stroje miały koszulki sportowe, które dostałam i taka żarówiasta pistacja okazała się być ulubionym kolorem Mieszka.
  • ZAKUPY: szerokim łukiem ominęłam wyprzedaże, za to zatowarowałam się w necie w duże ilości kostiumów kąpielowych.
  • FILM: w kinie byliśmy na Mój przyjaciel Smok, ja byłam na Facecie na Miarę, no i zaliczyliśmy kino plenerowe. Łucję wciągnęła historia Sissi i katuje nas kreskówką o Sissi.
  • KIERUNEK: tak jak rok temu wszyscy rzucili się na północ i fiordy, tak w tym roku mam wrażenie najbardziej zmasowanym kierunkiem były Włochy. Jedni znajomi siedzą właśnie w Wenecji, inni byli cała rodziną na Sardynii, kilka niepowiązanych ze sobą grupek odwiedziło Toskanię, no a dzieciaki były we włoskich Alpach i nad jeziorem Garda.
  • KSIĄŻKI: podobnie jak w 2015 czytaliśmy dużo. Lilka czyta coraz lepiej, Mieszko świetnie literuje a Łucja to pożera te książki. Ja odkryłam polską współczesną prozę i wróciliśmy do audiobooków. Gdzieś zapodziała mi się karta do biblioteki, ale muszę ją znaleźć, bo do przesłuchanych już nie wracamy.
  • PRZETWORY: bez dżemów, za to z dodatkami do herbaty. Powstał pyszny sok z aronii i robią się rajskie jabłuszka.

 

Mam dla Was obraz. Autor nazywa się Rafał Eret, a obraz zobaczyłam w Lublinie. Tak włóczyłam się bez celu po mieście i zobaczyłam ICH (jak on ciągnie ją, że to właśnie TU). I poszłam za NIMI. Weszliśmy do galerii i zaczęłam oglądać obrazy. Właściciel coś gadał z TĄ efektowną parą, a jak na chwilę przerwali zapytałam się ja:

  • A ten obraz ile kosztuje?
  • Ale Pani ma oko! To najlepsze co mam. Rafał Eret. Pocztówki z Wakacji. XII. Będzie na wystawie w Płocku we wrześniu i dopiero potem mogę sprzedać. Ale już jest kilku kupujących. Świetny malarz.

Obraz jest długi i taki naprawdę uspokajający. Leniwy jak długie lato 🙂