Hungry games

A jednak się wprowadziła. Głupia jak wszystkie poprzednie. I też za lodówkę. Klarens zorientował się od razu, ale on to miejsce traktuje jak rezerwowy koci barek. „Jak będę wystarczająco znudzony, to na Ciebie zapoluję”.

Dziś w nocy się spotkałyśmy. Ona była w futrze, ja bez. Wykonała krok w moją stronę i wygrała.
Rano, kiedy ten co miał się z nią rozprawić wrócił, urządziłam mu pogadankę. „Nie będziemy się lubić, jak olewasz swoje obowiązki. Nie będę drapała po jajkach, bo nawaliłeś”. Ale on tylko zjadł trochę luksusowego kociego granulatu i poszedł spać.
Jakby nie było JA vs MYSZ 1:0. Dla niej 😉

Rio 2016 trwa dalej…

<><>

Poszłam wczoraj do kina. O 16-stej ocknęłam się, że to tanie środy i miałam czasem chodzić, więc szybko przejrzałam repertuar. Film o mamuśkach nie, „Legion Samobójców” może, polski odpada, bo jakoś tak nie mam dużo falstartów. Taki „Pitbull” dwójka miał masę fajnych zapowiedzi, ale film mi się nie podobał, chociaż trójka znowu wydaje mi się obiecująca.

Wybrałam francuską produkcję „Facet na miarę”. Super! Bardzo, bardzo przyjemny! Dokładnie o TO chodzi w miłości. Najbardziej na świecie potrzebujemy się czuć kochani.  I dla tego uczucia uwielbienia akceptujemy właściwie wszystko. I pośmiałam się i chwilę zamyśliłam. Polecam! 🙂