DONE!

  1. Napisała do mnie Łucja, że jadła pizzę i wypadł jej ząb. „TEN dolny kieł, który mi się ruszał„. Ona oczywiście w Zębuszkę nie wierzy, więc wiedziałam co jej odpisać: „A! I wszystko jasne co robią te prezenty pod Twoją poduszką!” 🙂 Bo jestem już gotowa. Każdy coś dostanie (małego), bo tak zawsze robili moi rodzice jak wracaliśmy z kolonii. Bardzo to było miłe i absolutnie dla nas oczywiste, że COŚ będzie.
  2. Wczoraj rzutem na taśmę podmalowałam na biało ściany przy schodach. Najpierw chciałam poprawić moją sypialnię, ale okazało się, że farba w kubełku wyschła. Nie będę kupować próbek w pasującym kolorze, kolejny dekoratorski krok to po prostu radykalne przemalowanie sypialni. Ale za to znalazłam resztkę białej i te odciski małych łapek, które powstały przez rok od ostatniego remontu, zniknęły (sypialnia nie była wtedy robiona). Ogarnęłam przedjesienny ogródek, przeszyłam jeden obrus, przygotowałam klocki (duże) do wywiezienia i zamówiłam wkładki do butów zmiennych dla dzieciaków (zrobię patent z ubiegłego roku: zwyczajne pepegi z supermarketu, ale z dobrą wkładką).
  3. Zakończyłam też dziś zajęcia z English-a. Bardzo to było fajne, cieszę się, że znalazłam szkołę językową, gdzie zawsze można na tydzień się podłączyć do istniejącej grupy i chciałabym to czasem robić. Wszystkie materiały miałam na xero, część sobie przepisałam, żeby mi się lepiej utrwaliły a tematy grup językowych przerabialiśmy dotyczyły zmian (w życiu, klimacie i stylu życia).

Przede mną jeszcze TRZY treningi (to będzie morderczy weekend) i wizyta w jednym sklepie, gdzie podobno przecenili pościel. Była tam już Lutka, powiedziała: JEDŹ, kup sobie coś nowego, a nie tylko dzieciom dokupujesz. W sumie to racja. Miałam też pójść do jednej indyjskiej knajpy, ale starczy tej rozpusty, zresztą realnie nie mam już kiedy 🙂