Polowanie

  • Weź pożycz żywołapkę.
  • A co, masz myszy?
  • Jedną na pewno. Nawet się do niej przyzwyczaiłam, ale dzieciaki z wakacji wróciły i koniec naszej przyjaźni.
  • Wiesz jak to działa?
  • Domyślę się, ale jak pokażesz to będzie lepiej.
  • Tu naciągasz, tu nabijasz… Co tam słychać? Widzę, że ćwiczysz? Ramiona masz nieźle przypakowane.
  • Ja tego nie widzę, ale coś tam rzeczywiście robię.
  • A jak faceci na treningach?
  • Jest na co popatrzeć.
  • Kiedyś spotykałem się z jedną instruktorką fitnessu. Jeszcze w poprzednim życiu. Strasznie była głośna. Zawsze trzeba było okna zamykać.
  • To sąsiedzi musieli Cię nienawidzić.
  • Tak myślę, że ona na siłowni jak ćwiczyła to też dużo hałasu robiła.
  • Coś może w tym być… Jak z tenisem. Każde uderzenie podpierasz dźwiękiem. I efekt jest lepszy.

Polubiłam tę moją mysz i nie chciałam tak radykalnie tej znajomości kończyć. Żywołapki/pułapki koszowe/humanitarne pułapki/ na myszy możecie jak ja, pożyczyć od sąsiada (sąsiedzi są tacy eko-beko-wego friendly i mają  takie wynalazki) albo kupić w OBI, czy o połowę taniej w Juli. Baaaardzo duży ich wybór jest też na All (i stamtąd ja moją będę kupować, bo chyba lepiej mieć własną jakby co). Taką złapaną na boczek (lepsze to niż ser) mysz wynosi się potem na pole i wypuszcza. Jak idziecie to robić z dziećmi to zabieracie od razu całą wyprawkę dla myszy ;)), żeby ona głodna w tym polu nie była. Btw. Moją łapkę nabiłam kawałkiem kotleta i grubym plastrem smalcu… Coby do rana z głodu nie padła ;))